kawka74
01.07.05, 19:18
Byłam z Kotą u weterynarza. Pan doktor fachowo obmacał, wetknął termometr w
pupinę (oj, płacz był) - okazało się, że Kota ma 40 stopni C i infekcję dróg
moczowych. Były dwa zastrzyki (antybiotyk i rozkurczowy), które Kota zniosła
z rezygnacją (najwyraźniej histeria względem termometru w tyłku ją
wyczerpała), a będzie jeszcze parę, bo stwierdziłam, że za nic nie zaaplikuję
Kocie leku dopaszczowo. Więc będą zastrzyki.
Teraz kota siedzi na biurku, strasznie mlaska (wet uprzedzał, że tak może
być) i chyba jest trochę otumaniona (o tym też mówił). I oczywiście obrażona.
Pytam: "Bardzo się gniewasz?", na co Kota spojrzała na mnie dość ciężkim
wzrokiem, jakby chciała powiedzieć: "A co, myślałaś, że ci się po tym
wszystkim na szyję rzucę?". A teraz zwinęła się w kłębek i śpi, skutecznie
niczym Samoobrona blokując dostęp do drukarki.
Strasznie się bałam, że to grubsza sprawa. No, ale tym razem się nam
upiekło...