lkc
01.08.05, 23:57
od czterech lat z kawałkiem mieszkam z dwoma kotkami: Gertrudą (bura
tygrysica, 4,5kg) i Zorrem (czarna perełka, 3kg). Przepraszam, mieszkałam w
mieszkaniu w centrum Wrocławia. Teraz, jeszcze przez tydzień waletujemy u
teściowej, czekając na zakończenie remontu mieszkania na obrzeżach miasta. I
moje obserwacje są następujące: po przeprowadzce, koty były nieswoje dokładnie
3 godziny, chodziły, furczały i patrzyły złym okiem na wszystkich. Następnie
jak okazało się że zostajemy, kładziemy się spać to nastąpił pełen luz i
zaczęły zachowywac się prawie normalnie. Wcześniej zostawialiśmy je tutaj i
cyrk trwał do tygodnia - łącznie z ukrywaniem się w najciaśniejszych
zakamarkach (to Zorro) jak i syczenie na wszystkich z góry (Gertruda). I jak
to jest z tymi moimi kotami - czy przywiązały się do miejsca czy do człowieka?
Bo chyba raczej do człowieka. i sytuację obecną traktują przejściowo. Tylko
raz Zorro dała popis pisków i jęków jak wróciłam z pracy 2 godziny później niż
normalnie. Domownicy powiedzieli że takiego koncertu to jeszcze nie
słyszeli... A kota dostała ugotowane serduszka w nagrodę..