Dodaj do ulubionych

jak zgubiłam swego kota,a znalazłam innego...HELP!

28.09.05, 14:52
chciałam to wszystko napisać rano (koło 8), ale net mi się skończył, wrrr,
więc wklejam dopiero teraz.

dziewczyny,
już lepiej się ten dzisiejszy dzień nie mógł zacząć... wstaję, od razu
książka z pozytywizmu w łapę (6 rano). o 10.00 rozpoczęcie zjazdu, spoko.
zimno jak cholera, więc spod kołdry nie wyłażę, lampkę włączyłam, bo
ciemno...
po przeczytaniu połowy tej cholernej książki stwierdzam, że mi coś nie
pasuje. jedna para kocich oczy we mnie wlepiona.
ale nic, leżę dalej i wołam "Buuuuurek, kici kici, Buuuuuureeeeeeek".
nic.
tylko Kota się jeszcze bardziej "gapiąco" we mnie gapi.
wstaję więc.
Burka nie ma, nigdzie. ale już wiem dlaczego tak mi było zimno. zostawiłam
uchylone okno. siarczyście pod nosem mamroczę pod swoim adresem, szybko
wkładam coś na siebie (w tym wypadku spodnie dresowe i najbardziej
porozciągany sweter jaki mam) i gonię pod okno szukać kota.
nie ma.
wołam, "kiciam", po krzakach ganiam.
nie ma.
bluzgam jeszcze gorzej i wściekła na siebie gonię dalej - wokół bloku. stoi
jakiś facet. dziwnie się patrzy. no nic. idę. gość stoi w drzwiach do klatki,
trzyma te drzwi otwarte, a w środku... BURY KOT. lecę więc, prawie mam kota w
łapie. ups. pokaźny ogon. więc ot nie Burek. tłumaczę facetowi, że "kot mi
się zgubił", a on mówi, że właśnie tego znalazł. próbował wziąć do siebie,
ale ma kocicę, która kociaka goni (oglądam dokłądniej kota - malutki,
rozkoszny kociak, na moje oko koło 3 mies, bury, długaśny ogon).
Cóż mam robić. Biorę kota pod pachę i idę dalej. szukam Burka.
pytam po drodze spotkanych ludzi czy nie widzieli kota. patrzą na kota,
którego trzymam z rękach i mówią, że nie. tłumaczę, że nie tego. szukam
swojego, a tego właśnie znalazłam. patrzą jeszcze dziwniej. kota nie
widzieli.
zrezygnowana idę dalej i już obmyślam jak napisać plakaty szukam kota i gdzie
je wywiesić. wchodzę prawie do sowjej klatki, wołam cały czas.
nagle moje znajome, rozpaczliwe i dobrze znane "miaaaaauuuuuu". BUREK!!!
czołgam się w tym żywopłocie pod klatką, jakieś róże mnie kolcami
potraktowały, wołam, on miauczy, ale za cholerę znaleźć kota nie mogę. w
końcu prawie położyłam się na chodniku i z krzaków, zaraz przy ziemi widzę,
że patrzy na mnie para Burkowych oczu. uff. więc kot znaleziony. po kolejnej
eskapadzie przez coś kującego (gruby sweter nie pomógł...) znalazłam Burego.
pod jedną pachą znaleziony kociak, pod drugą Burek. kocur przerażony, że
szok. kociak warczy...
jakoś dotoczyłam się na górę (najpierw jeden kot mi zwiał w dół, potem drugi
w górę).

reasumując:
1. mam dwa moje koty domowe i znajdę. znajda ma z kolei pchły. wydaje się być
kotem domowym wyrzuconym lub zgubionym. nie boi się ludzi, nie boi się moich
kotów. być może pazurki miała przycinane wcześniej, ma mięciutkie futerko.
PYTANIE - co zrobić, żeby moje pcheł nie złapały? nie mam gdzie zamknąć
kotki, puściłam ją "na salony", powąchała wszystko i właśnie zasnęła na
monitorze, jest słodka. nie sprawdzałam jeszcze czy to kotek czy kotka, ale
taka dziewczynkowata mi się wydaje smile
2. chyba ma coś z ogonem, bo niebardzo daje się dotykać, coś chyba ją (go)
boli.
3. idę sprzątnąć i zabezpieczyć drugi pokój, na moje wyjście zamknę kociaka w
drugim pokoju, bo się jednak boję zostawić ją z moimi "starymi".
4. mam w domu tylko i wyłącznie karmę dla kastratów. dałam kociakowi kilka
chrupek, więcej jej nie dam. wyjątkowo głodna się nie wydaje. potem kupię,
ale przyniosę dopiero wieczorem, eh...

dziewczyny, dlaczego akurat dzisiaj?? buuu sad( jak ja mam egzamin jutro i
zjazd do niedzieli, na którym będę praktycznie od 8 do 20.... w poniedziałek
na tydzień znów wyjeżdżam. a poza tym (wstyd przynać, ale takie są fakty),
jestem zupełnie spłukana i nawet nie mam jak jej teraz odpchlić. nie pamiętam
ile kosztuje odpchlenie, parę zł znajdę, ale na taką pełną wizytę u dobrego
weta nie będę miała. poza tym nie wiem kiedy mogłabym pojechać. lecznic
nocnych chyba nie ma. a jak są to opłaty też są ekstra...

eh, co ja mam zrobić kobitki? uncertain
Aga


z nowości:
kupiłam whiskasa dla kociaków, na nim ambitniejszego nie mam czasu (urwałam
się z uczelni, zaraz jadę z powrotem), kicia siedzi w małym pokoju, na razie
bezszkodnie, ale chyba jej nie pasuje żwir silikonowy, bo w kuwecie czysto.
jest przymilna i rozkoszna. on lub ona, dalej nie wiem. świerzb w uszach, że
ho ho, widać na pierwszy rzut oka. z tym ogonem ma coś nie tak, być może jest
połamany albo zmiażdżony - nie macha nim normalnie, tylko tak go ciąga trochę
za sobą. ale ogólnie rusza nim, pomaga sobie przy skokać (pięknie skacze),
ale coś jest na pewno uszkodzone.
mam zdjęcia, bo akurat mam w domu cyfrówkę, ale będą dopiero wieczorem, bo ja
zaraz spadam, tylko coś zjem.
CO ROBIĆ TERAZ...?
Aga
Obserwuj wątek
    • mama007 jeszcze coś 28.09.05, 14:59
      właśnie zerknęłam w miejsce, gdzie spało to Małe kocie - pełna drobiutkich
      białych kropeczek, takich jakby kuleczek. nie mam pojęcia cóż to.....
      zamykam zaraz kota znowu, jeszcze się Burasy czymś przeze mnie zarażą, eeeeeeh :
      (
      • wiesia.and.company Re: jeszcze coś 28.09.05, 15:17
        Mama007, Aga, przeczytałam Twoją historię i choć niezbyt wesoło wyglądało
        początkowo, potem się szczerze ucieszyłam. Zresztą pogodnie opisałaś ten groźny
        początkowo incydent. Taką już masz naturę, że zachowujesz pogodę ducha. Bardzo
        dobrze! Wygląda na to, że Twój Bezogonek pomógł następnej/mu z kłopotami
        ogonkowymi.
        Dogadają się. A na razie z tymi pchłami to zobacz może w sklepie z art. dla
        zwierząt - tam też sprzedają pipety (takie jednorazowe z zawartością) z
        preparatem przeciwko pchłom. Może będzie taniej niż u weterynarzy, bo oni mają
        na ogół świetnych firm. Ale to może Ci wystarczy. Byłoby najlepiej gdybyś
        kupiła od razu 3 pipety (jak nie, to trudno, odseparuj swoje chwilowo na dwa
        trzy dni). Zakrapiasz tylko karczek delikwentki - odgarniasz włosy na karczku
        tak jakbyś chciała zrobić podłużny przedziałek, musi się ukazać goła skóra i na
        tę gołą skórę kropisz preparatem, bo środek wnika przez skórę. Karczek ma być
        dlatego, że tam kot nie sięgnie łapką podczas mycia. Nie musisz chodzić więc do
        weterynarzy z kotem, sama zrobisz, w razie czego na dwa razy, jeśli się będzie
        wiercić. To jest najskuteczniejsze, proszki nie dla kotów, bo się myją i
        zlizują. A w ludziach te kocie pchły nie gustują. Możesz jeszcze wyczesywać
        sierść takim bardzo gęstym specjalnym grzebieniem (może też w sklepie z
        artykułami jw.), takim jakim się kiedyś wszy wyczesywało. Wtedy może i te
        pasożyty wyczeszesz i zabijesz. Bo myślę, że to są odchody jakichś pasożytów,
        nie wiem jakich. Gnidy (czyli jaja wszy) są białe, kuleczkowate, ale same z
        siebie nie spadają, trzeba wyczesywać, a najlepiej wyrwać z włosem.
        Och, to na razie tyle!
        Ale będzie miała u Ciebie kocina fajnie. Ogonek spróbuj jakoś tam obejrzeć, a
        na żwirek spróbuj rzucić podarte kawałki gazety (może tak kiedyś była
        przyuczona?) Zresztą to szeleści i się podoba niektórym łobuziakom.
        Bywaj! Pozdrawiam Cię, szalona Ago z duuuużym sercem.
      • babka71 Od razu kota/kotkę pod prysznic i wszystkie stare 28.09.05, 15:22
        pchły poszły won, a przy okazji zobaczysz jakiej jest płci, szare mydło albo
        szampon dla kotów lub sama woda..
        potem obserwuj i daj na forum koty w Krakowie ogłoszenie,
        zamknij kota w pomieszczeniu i czekaj....
        Jeśli ją jego pokochają twoje buraski i Twoja córka to bedziesz miała 3, a
        jeśli nie to szukamy domu!!!!!!!!!!!!!!
        tylko podaj imię :
        może KROPECZKA?
        • wiesia.and.company Re: Od razu kota/kotkę pod prysznic i wszystkie s 28.09.05, 15:28
          Babka71! Nie żebym negowała konieczność kąpieli, a w żadnym razie! Tylko taka
          kąpiel musi się odbyć bardzo ostrożnie, a przy kocie trudno. Widzialam już
          skutki kąpieli kotka przyniesionego do pani Ireny Jarosz (Azyl Koci). Zalano mu
          uszy, nosek i na pewno pysio, pewnie się darł podczas kąpieli. I to było
          przyczyną zachłystowego zapalenia płuc - nie dało się uratować. Na uszy
          zachlapane też trzeba bardzo uważać.
          Wiem, że się koty kąpie, ale ja już teraz jestem bardzo bardzo ostrożna. Na 90
          kąpieli wszystko będzie OK, a jedna kąpiel może być niefortunna.
          A co do ogłoszeń to oczywiście, że tak. Może ktoś też szuka swojego kotka?
          Chociaż, skoro zapchlony, to może trudno mu zgubę znaleźć.
          Pozdrawiam
          • babka71 Re:wiesia 28.09.05, 15:34
            nie mówię, że nie ostrożnie ale wszystkie moje znajdy, które potem zawoziłam do
            dobrych domów zawsze oczywiście po przygarnięciu do domu kąpałam...
            z brudu i kurzu podwórkowego, lekki prysznic delikatne wycieranie ręcznikiem
            itd..,
            uszy i nos nie ale tak ogólnie
            • wiesia.and.company Re:Babka71 - nie mam wątpliwości, że było dobrze 28.09.05, 15:51
              Masz doświadczenie, a i każda kobieta (na ogół wie), że żadne dziecko (kocie
              też) nie powinno być zalane wodą. Napisałam o tym, bo nie wszyscy zdają sobie
              sprawę, że "gruntowne" mycie może przynieść krzywdę. Po prostu sama bym nie
              uwierzyła w zachłystowe zapalenie płuc z tego powodu. A jednak tak, czlowiek
              czasem nie patrzy, gdzie leje prysznicem pod ciśnieniem. Bo deszcz nie przynosi
              takiej krzywdy, kot potrafi uszy położyć, pyszczek schylony.
              Ale właśnie pani Irena Jarosz powiedziała przy tym przypadku, że często
              przywożone są do niej kocięta, przez ludzi prysznicem skąpane i że zdarza się
              zachłystowe zapalenie płuc. To mnie na temat uwrażliwiło. Nie przyjmuj tego do
              siebie, to tylko przypomnienie dla nas wszystkich: "Uwaga, ostrożnie, nie
              przesadzać z niczym..."
              Pozdrawiam Cię. Wiesia
    • lidia1001 Re: jak zgubiłam swego kota,a znalazłam innego... 28.09.05, 15:12
      Może zakrop kicię tymi kropelkami przeciwpchelnymi, co się je nakrapia na skórę
      karku. One są skuteczne i wybijają też jaja pasożytów- to moze ustrzeże to
      twoje koty. A na pewno wyjdzie Ci taniej niż odpchlanie w przychodni. A ogon
      może ktoś mu wkleszczył w drzwi- pozostaje nadzieja, ze ma tylko obolały, a nie
      złamany.
      Masz pecha do tych ogonów- ale powodzenia z nowym domownikiem!
      • beali Re: jak zgubiłam swego kota,a znalazłam innego... 28.09.05, 16:00
        Aga,no komu mogły się przytrafić takie poranne eskapady po osiedlu,oczywiście,że naszej Adzewink
        Kociaka sprawdź dokładnie,ten obolały ogon,czy aby nie ma rany,jakiegoś otwartego złamania.Moja kota ma złamany ogon u nasady i nic nie dało się zrobić,własciwie sam się zagoił-zrósł,a z czasem nauczyła się nie tylko powłóczyć nim,ale i unosić go i ma taki pałąk.Przez trzy tygodnie nie dała się nawet dotknąć w okolice ogona.Nic a nic jej to nie przeszkadza w życiu.
        Malucha nie kąpałabym,bo choć zapodałam kąpiel małej potwornie zapchlonej Kacper,jako zupełnie nieuswiadomiona kociara,to i tak nie zniszczył szampon przeciwpchelny wszystkich pchlic,a mogłam jej zaszkodzić-kociaków w ogóle nie powinno się kąpać.Już lepszy taki za parę zł preparat do spryskania kota,w razie czego spryskasz i swoje.Potem wyczesz go dokładnie.
        • monikate Re: jak zgubiłam swego kota,a znalazłam innego... 28.09.05, 16:05
          Hm, bez obrazy, a może byśmy wspólnie pomogły trochę Adze? Dorzuciły się do
          weterynarza dla nowego kotka?
          • lidia1001 Re: jak zgubiłam swego kota,a znalazłam innego... 28.09.05, 16:28
            Dobry pomysł, kto ma ideę jak go zrealizować?
            • marta.kunc aga:) 28.09.05, 16:46
              serca nasze przyciagaja kocie nieszczesciasmile
              ja tez mam taka sierotke nagle...
              ja bym zadzwonila do weta i dowiedziala se jakie kropelki odpchlajace sa
              wlasciwe dla kociego malucha, bo nie wszystkie sie nadaja dla dzieciakow kocich.
              pozdrawiam i gratuluje dokoceniasmile
              kurcze a juz myslalam ze do ciebie dorownamwink)))
              jak wroce to dam znac na priv i ewentualnie dopomoge w kwestach finansowo
              weterynaryjnychsmile
            • monikate Re: jak zgubiłam swego kota,a znalazłam innego... 28.09.05, 17:52
              Jeśli Aga chce, niech zapoda nr konta...grosz do grosz i szybko się zbierze!
              • barba50 Brawo Monikate! 28.09.05, 18:02
                Jestem ZA. Trzeba zapytać Agę, czy przyjmie naszą pomoc, ale myślę, że
                dla zdrowia kociny nie powinna mieć obiekcji.
                Chętnie dorzucę grosik, poproszę dane z numerem konta na priva.

                Baśka z trójką
                • monikate Re: Brawo Monikate! 28.09.05, 19:11
                  Ja też.
                  • lidia1001 Re: Brawo Monikate! 28.09.05, 20:52
                    Aga przesyłaj numer konta. Myslę, ze to nie jest głupi pomysł. Wiem, ze możesz
                    czuć się niezręcznie, ale pomysl, ze to dla Twoich kotów. Pewnie nie będą to
                    duże kwoty, ale jak zbierze sie nas więcej,to troche się uzbiera. Ostatecznie
                    jak uznasz, ze dostałas za dużo, to będziesz mogła pieniądze przeznaczyć na
                    jakis szczytny cel.
                    Zrobi nam się tu taki prawdziwy łańcuszek szczęścia- wyślij pieniądze, a spotka
                    Cię szczęscie (uratowany koteczek)
        • danusis Re: jak zgubiłam swego kota,a znalazłam innego... 28.09.05, 16:46
          beali, zabiłaś mi klina, bo kotek którego mam zamiar przygarnać w garażu chowany
          i jak go ostatnio pogaskałam, to futro takie nieprzyjemne w dotyku i reka czarna
          z brudu. I jak takiego nie wykąpać, skoro zapewne bedzie spał w łózku i to w
          dodatku na poduszce przy mojej buzi - jak Elf wink
          • babka71 No kobitki kociary nie róbcie z kąpania 28.09.05, 17:13
            morderstwa...!!!!!
            koty się kąpie, myje, wiadomo, że nie w wannie ale przecież od tego się nie
            umiera, w każdej klinice na zachodzie podstawa to odpchlenie właśnie pod
            prysznicem...
            Mama kocica swoje dzieci też kąpię tylko , że języczkiem..
            Miałam w swoim życiu do czynienia z ok. 12 kotami i żaden nie umarł od
            kąpieli...z mojego powodu.
            Nie kąpać tylko umyć i pchły spłukać KOT, tak jak ludzie lubi być czysty...
            A, że podrapie przy okazji to inna sprawa


          • beali Re: jak zgubiłam swego kota,a znalazłam innego... 28.09.05, 17:26
            Napisałam tylko to,o czym sama nałuchałam i naczytałam się,że kociąt do pół roku i staruszków kąpać bez wielkiej konieczności nie nalezy.Sama wykąpałam malutką Kacperson-nic jej nie było,jak również kotkom,o których napisała
            Babka71.Znajoma regularnie kąpała kotkę i równiez nic.Kiedys był wątek na forum o wyczynach malucha,który wlazł do kominka,czy gdzieś i musiał być wykąpany i to kilka razy i także nic.Nie ma co przesadzać,jesli jest to absolutnie konieczne,to nalezy wykąpać i tyle.Wazne,by byc pewnym,że kociak jest zdrowy
            i potem szybciutko wysuszyć go,trzymać w ciepełku i bron Boże nie dopuścić,by znalazł się w przeciągu.Moje kociny wychodzące,jako jeszcze właściwie dzieci polując na ptaszka, zaliczyły rzeczkę,wylazły jak zmokłe kury i nadal zdrowe były jak rybki.
    • ameli133 Re: jak zgubiłam swego kota,a znalazłam innego... 28.09.05, 19:41
      Ja mogę poradzić lecznice KrakVet w K-owie - sa dwa oddzialy wiec zależy gdzie
      mieszkasz w każdym razie ja tam niedawno byłam z trzema maleńkimi kociakami -
      wzięłam je od dziewczyny która dała ogłoszenie, że odda zdrowe kotki - dwa w
      okropnym stanie - katar koci zaawansowany, wszystkie trzy miały świerzb w
      ilościach przeogromnych i pchły - lekarz odpchlił wszystkie, wyczyscił uszy i
      zakropił specjalnymi kroplami a dwa dostały antybiotyki - i za to wszystko 15pln
      - fakt -wiedział, że to nie moje kotki i że robie dziewczynie przysługe a
      właściwie kociaczkom (jakaś taka ta dziewucha była nieświadoma wszystkiego) ale
      mimo wszystko roboty było dużo zwłaszcza z uszami...no i jeszcze dał recepty na
      antybiotyki, bo byłam raczej pewna, że dziewczyna z kotami jeździc nie bedzie -
      tak więc nie drogo.. a jak Ty masz jednego kociaka to pewnie bedzie taniej
      jak chcesz to podeśle namiary na te lecznice a ten uczynny lekarz jutro
      przyjmuje ranowink
      powodzenia
    • misia007 Re: jak zgubiłam swego kota,a znalazłam innego... 28.09.05, 20:57
      Zwaliłas mnie po prostu z nóg itym co napisałaś, i tym co dziś zrobiłaś .
      Cieszę się , okropnie się cieszę , że jestem na tym forum, że mogę poznać takich
      ludzi jak ty.J jeszcze ta twoja córeńka taka śliczna. Będę trzymać kciuki, żebyś
      zdała
      ten egzamin i żeby wszystko Ci się ułożyło.Pozdrawiam całą Twoją gromadkę.
      • wrexham nalegam na nr konta :) 28.09.05, 21:03
        mysle, ze to idealny pomysl, po pare groszy sie wysle, a mamie bedzie latwiej,
        a co jej zostanie to ona juz bedzie wiedziala gdzie oddac (malo to kotow po
        piwnicach i pan dokarmiajacych je codziennie?)pozdrawiam
        • uwazna Ja też proszę o nr konta... 28.09.05, 21:17
          Popieram zrzutkę, ile kto może i też chcę się dołączyć. Ten ogon musi obejrzeć
          weterynarz.
          • wuefka Babcia też... 28.09.05, 21:36
            No, gdzie to konto? wink
        • aankaa mam nadzieję na przyłączenie się 28.09.05, 21:22
          do zbiórki smile
    • mama007 wiecie co, popłakałam się normalnie... 28.09.05, 21:49
      ... Wy z dnia na dzień coraz bardziej mnie szokujecie!! no tego wszystkiego to
      się naprawdę nie spodziewałam...
      niebardzo mam teraz czas, ale w skrócie:
      koteczka jest kochana, przekonała się do silikonu, jest milusia, mięciutka i
      musiała być koteczką domową. trzymam ją w małym pokoju, a koty tylko wąchają
      pod drzwiami.
      po rozmowach z kociarami krakowskimi stanęło na tym, że w piątek (wcześniej nie
      dam rady) zabieram kotkę do weta i zobaczymy co powie wet. jeśli żadnych
      poważnych chorób nie ma to kotka może u mnie zostać i czekać na dom docelowy.
      jeśli jest coś poważnego co wiąże się z jeżdżeniem na zabiegi itp to ruszamy
      Amicusa niestety i kotka będzie musiała tam wylądować. tak będzie lepiej, bo ja
      wyjeżdżam w poniedziałek, a koty zostają pod opieką kolegi, który jest laikiem,
      poza tym nie będzie jeździł codziennie z kotką do weta niestety, wiadomo jak
      jest uncertain
      a sama kotki też u siebie docelowo póki co nie zostawię sad nie mogę. mam zbyt
      niejasną sytuację, na 90% będę zmuszona wyprowadzić się z Krakowa (ale to temat
      na inny wątek).
      w każdym razie póki co kotka bezpiecznie u mnie, apetyt ma, kuweta wie do
      czego. tylko żeby zdrowa była.
      eh
      padam ze zmęczenia, a tu jeszcze tyle nauki sad chyba się położę, a wstanę znów
      z rana. oj trzymajcie jutro kciuki, baaardzo się przydadzą uncertain
      padnięta Aga
      • mama007 aha, i jeszcze 28.09.05, 21:51
        nie mam w czy kotki wykapac, zadnego szamponu ani nic takiego.

        odnosnie zrzutki - przekochani jestescie!! w piatek zabiore ja do weta i
        zaplace z pieniedzy za mieszkanie na razie. zobacze jaka to bedzie kwota i
        gdyby byla ponad moje sily to na pewno napisze.

        jestescie niesamowici!!
        • babka71 Aga normalnie w wodzie z mydłem dla dzieci 28.09.05, 22:21
          umyj kotkę, bambino lub inne przecież masz dziecko...
          za kark i leciutko mydłem, a potem woda z prysznica... wszelka pchłowa męda na
          początek poleci, a potem poproś córkę i ją potrzyma , napewno Ci pomoże
          • wiesia.and.company Re: Aga normalnie w wodzie z mydłem dla dzieci 29.09.05, 10:20
            No to do dzieła! Delikatnie, uwaga na uszy i pyszczunio. A na innym forum
            przeczytalam, że istnieje coś takiego jak łupież wędrujący (ki diabeł??) u kotów
            i że krople na karczek (np.Frontline) równieź to tałatajstwo truje.
            Pozdrowionka
            • wiesia.and.company Re: Ach, jeszcze to konto podaj, gdybyś się zdecyd 29.09.05, 10:22
              owała skorzystać z bardzo rozsądnej propozycji. Hej, hej! I niech kocim
              wariatkom los sprzyja! Żeby takich wariatów i wariatek było jak najwięcej...
    • mama007 jestem na trzecim roku :)) koteczka wykąpana 29.09.05, 21:12
      czy raczej przepłukana wodą i mydłem. z tym ogonkiem źle trochę chyba. żadnych
      otwartych ran nie ma, ale spływało z kota coś koloru rdzy - podejrzewam, że
      zaschnięta krew. ogona wolałam nie dotykać, wieć go po prostu solidnie wodą
      potraktowałam, aż przestało to coś tak mocno się wypłukiwać.
      pcheł żadnych raczej nie odnotowano, pewnie niedokładnie myłam, ale po
      wczepieniu się kocicy w moją rękę było to nieco utrudnione smile za to mam pare
      ładnych sznyt smile
      koteńka jest cudna, naprawdę. zdjęć nie zgrałam, bo padły baterie w aparacie,
      będę je miała na dniach.
      zaraz padnę, muszę coś zjeść. opadł stres, jestem prawie nieprzytomna. jak ciut
      ożyję to napiszę wszystko dokładniej. może jeszcze dziś dam radę albo jutro
      przed zajęciami.
      kochane jesteście, dzięki za wszystko
      Aga (na trzecim roku!) smile))
      • barba50 Re: jestem na trzecim roku :)) koteczka wykąpana 29.09.05, 21:47
        Bardzo się cieszę! Wszystko będzie dobrze, a teraz odpocznij - należy Ci sięsmile
        Tylko cichutko spytam - pójdziesz jutro z kociną do weta?
        • mama007 Re: jestem na trzecim roku :)) koteczka wykąpana 29.09.05, 21:59
          oczywiścię, że pójdę!! smile kończę koło 15, potem muszę pojechać na komendę po
          zgłoszenie na testy do Szczytna, a potem do domu po Pchełkę i do wety. a potem
          jak dobrze pójdzie to z ludźmi z grupy (i byłymi ludźmi z grupy, bo niezły był
          odsiew w tym roku...) na piwo. zasłużone smile
          napisałabym coś więcej, ale jakoś ociężale myślę dzisiaj po całym dniu. za dużo
          Mickiewicza. wybaczcie ... smile
          jutro po wecie na pewno napiszę co i jak z kotką!!
          Aga

          aha, Kota mi się obraziła za tę przyniesioną kotkę. warczy na Burka, na
          wszystko i wszystkich, oprócz mnie... ale Burasowi nie daje podejść do
          siebie...
          no nic, zobaczymy co będzie
          napiszę jutro na pewno po wecie co tam !
          • lidia1001 Re: jestem na trzecim roku :)) koteczka wykąpana 30.09.05, 08:40
            Gratuluję zaliczenia roku!
    • uli :-) co za historia!!! (n/txt) 29.09.05, 22:34
      • wiesia.and.company Re: :Gratulacje za egzaminy i za sprawną kąpiel 30.09.05, 10:31
        A warczenie - też to znam. Zawsze mój Uran tak dom terroryzuje, kiedy przynoszę
        coś nowego. Obrażony...i niepewny, czy dalej będzie miał swoje miejsce. Kiedy
        mu udowadniam, że go baaardzo kocham trochę się wyluzowuje, ale pilnuje miejsca
        na poduszce. Tyle że przychodzi dopiero sam, kiedy on chce, nadęty taki jak
        obrażony prawdziwy mężczyzna. Przejdą fochy, będzie dobrze.
        Pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka