minerwamcg
14.08.07, 14:31
Moje Szczęście usłyszało miauczenie spod maski czyjegoś auta. Po
dłuższym użeraniu z wyjątkowo chamskimi właścicielami i policją,
wreszcie maskę otwarto i tak oto... trafiło do nas bure i
prześliczne miauleństwo.
I teraz tak: ludzie, ratunku. Nigdy nie miałam (nie miauam) dzikiego
kotka. Siedzi za szafką, czasem poćwierkuje, mlekiem się nie
zainteresował. Ale to przejdzie, wiem, musi mu minąć stres. A jak
już minie, to co? Weterynarz, szczepienie, te rzeczy? Czym karmić?
posłałam moje Szczęście po whiskas junior. W ogóle, kto miał
dzikotka, niech coś poradzi...