Dodaj do ulubionych

zawiozałm kotka do azylu-pocieszcie proszę...

24.08.07, 13:01
od 4 dni błąkał się pod naszym blokiem kotek (najprawdopodobniej
koteczka), myślę, że w wieku ok 3 m-cy. myślałam, że może komuś
uciekł, ale w ciagu tego czasu nikt się nim nie interesował.
karmiłam go i dawałam mu wodę, ale po kilku akacjach z samochodami
(przecież nikt z kierujących nie jeździ po osiedlu wolniej niż
60km/h) doszłam do wniosku, że to najlepsze co mogę dla niego
zrobić. nie mogłam go przygarnąć, ponieważ mamy w domu 5l kocura,
który miał kłopot z zaakceptowaniem nawet chomika, na dniach urodzi
sie nam córeczka. wiem, że to brzmi jak wymówki, ale naprawdę nie
mamy warunków dla drugiego kotka. od wczoraj mamy z mężem kaca
moralnego, pomimo, że panowie, którzy kotka przyjęli traktowali go
łagodnie itd.
pcieszcie mnie, że dobrze zrobiłam. naprawdę nie mogliśmy go
przetrzymać w domu i szukać mu właścicieli. nasz kot dostał szału
jak ten malec był u nas ok. godzinysad
Obserwuj wątek
    • bubcia75 Re: zawiozałm kotka do azylu-pocieszcie proszę... 24.08.07, 14:24
      Współczuję Tobie, ale koteczkowi też...Mam nadzieję, że wybrałaś mu
      dobry azyl.
      Szkoda, że tak się stało, ale teraz możesz pomóc kotu znaleźć dom,
      bo ludzie rzadko chodzą do azylu. Zrób mu zdjęcia, rozwieś
      ogłoszenia w lecznicach, wstaw ogłoszenia na ale.gratce i allegro,
      zrób wszystko, aby znaleźć małemu dom. Jak kot będzie w swoim domu,
      to uspokoisz sumienie i uszczęśliwisz kociaka.
      Popytaj rodzinę, przyjaciół, może ktoś przygarnie kotka, choćby
      tymczasowo. Kot nie musi mieć do dyspozycji całego mieszkania,
      wystarczy mu mały pokoik, a w nim kuweta, zabawki, karma.
      Ja mieszkam w 2 pokojach, mam własne dwie kotki i teraz udostępniłam
      dwóm maleństwom sypialnię (1 już znalazło dom). No, ale ja nie rodzę
      na dniach, więc mi łatwiej, chociaż moje kotki nie cierpią małego i
      go izoluję.
    • m_orsetti Zrób co możesz 24.08.07, 15:19
      Azyl nie był dobrą decyzją.

      Napisałaś że dość długo kota karmiłaś- wtedy trzeba było go ogłosić na forach i
      szukać mu domów. Kotami ulicznymi ludzie się SAMI nie interesują- trzeba ich do
      tego zachęcać- bo oni nie wiedzą nic o poszczególnych ulicznych osobnikach i nie
      mają również świadomości, że kot jest ucywilizowany i dokarmiany przez Ciebie.
      Gdybyś napisała zanim podjęłaś decyzję o oddaniu dziecka do azylu- np. na forum
      Miau- dała ogłoszenia- pewnie udałoby Ci się umieścić koteczka w jakimś choćby
      tymczasowym domku (a do czasu jego znalezienie wystarczyło wstawić kotka do
      łazienki- skoro martwiłaś się samochodami).

      Są inne wyjścia niż azyl- który- jak sama widzisz- wcale nie zakończył Twojego
      problemu- bo masz wyrzuty sumienia, że kota tam oddałaś. Oczywiście- azyl jest
      pozornym zakończeniem sprawy- a po czasie zapomnisz, że oddałaś tam maleństwo-
      tego możesz być pewna. Jednak wiedz- w takiej masie kotów każdy maluniek ma małe
      szanse na przeżycie- takie życie kocie. Azyli ludzie nie odwiedzają. Nie biorą
      też często kotów stamtąd- bo są chore- w takiej masie jeden od drugiego zaraża
      się śmiertelnymi chorobami- sama kiedyś leczyłam koty z azylu i wiem jak sprawa
      wygląda.

      Ale Ty możesz kotu domu poszukać- są różne kocie fora- jeśli możesz zdobyć się
      na choćby minimalną fatygę- masz szansę pomóc maleństwu.
      Zamiast płakać nad swoim sumieniem- zrób co należy.

      Jak napisała Bubcia:

      Zrób koteczkowi zdjęcia. Rozwieś ogłoszenia wokół domu i na forach. Poszukaj mu
      domu.

      Mały kot najprawdopodobniej nie przeżyje w azylu- jaki by nie był. Poszukaj mu
      domu- choćby tymczasowego. To jest maluńkie dziecko, które nie da sobie rady bez
      ukierunkowanej na nie ludzkiej pomocy.

      Przepraszam Cię za moją surowość- ale troszkę mnie dziwi Twoje oczekiwanie
      pocieszenia wśród miłośników kotów, którzy ratują koty także przed oddaniem do
      schronów. Możesz dla kota zrobić więcej niż tylko zawieźć go do azylu. I zamiast
      kurować słaby nastrój- przenicuj wynikającą z niego energię na szukanie
      maleńkiemu domu. Wtedy na pewno poczujesz się lepiej- i nie będziesz potrzebować
      żadnych pocieszeń.

      Z serdecznościami
      Monika
      • misia007 Re: Zrób co możesz 24.08.07, 16:16
        Coz tez cie nie moge pocieszyc.Wszystkie moje futra trafily do mnie bo
        potrzebowaly domu i.. juz zostaly.Raz bylam w podobnej sytuacji.Wezwalam patrol
        do przerazonego, nie dajacego sie zlapac pinczerka.Zabrali go na Paluch,
        napisalam na forum czy ktos go nie szuka i.. nie mogłam spokojnie .spać.Historia
        pieska miala jednak szczęśliwy final, bo z Palucha wyciągnęla go po paru dniach
        nasza cudowna Wrex i moje sumienie sie uspokoilo.
    • ewa_anna2 Re: zawiozałm kotka do azylu-pocieszcie proszę... 24.08.07, 21:44
      Czasem znalezienie domku dla kota jest trudne. W domu mam 4 koty (+
      chwilowo piąty). Codziennie dokarmiam też bezdomne koty. 2 kotki są
      znowu w ciąży sad
      Jedna pewnie ma cos w rodzaju domku, ale na karmienie przychodzi.
      Koło kosza błąka się mały, może 3-miesięczny kotek, chory w dodatku.
      Nie uratuję całego świata, nie pomogę wszystkim kotom. I tak udało
      nam się 6 dziczek wysterylizować (część sterylek była aborcyjna,
      niestety), 3 z nich nawet mają domki.
      Teraz opiekę tymczasową ma u nas jednooki Pirat. Ale będę musiała
      go oddać - gania wszystkie nasze kotki.
      Pytam się prawie każdego, czy nie chce kota. Niestety sad Ci co
      chcieli - wzięli wcześniej, udało nam sie rozdać z 10 kotków.
      Nie wiem co go czeka - schronisko, może stadnina...
      tylko nie wiem, czy ślepy kot poradzi sobie w stadninie, poza tym
      koleżanka ma kota i psa.
      • m_orsetti Szanuję Cię 24.08.07, 23:15
        ewa_anna2 napisała:

        > Czasem znalezienie domku dla kota jest trudne. W domu mam 4 koty (+
        > chwilowo piąty). Codziennie dokarmiam też bezdomne koty. 2 kotki są
        > znowu w ciąży sad

        Szanuję Cię za to, że próbujesz- że robisz co możesz. Nikt nie mówi, że to jest
        łatwe- ale- sama walka budzi szacunek.

        > Jedna pewnie ma cos w rodzaju domku, ale na karmienie przychodzi.
        > Koło kosza błąka się mały, może 3-miesięczny kotek, chory w dodatku.
        > Nie uratuję całego świata, nie pomogę wszystkim kotom.

        Ale- takie sytuacje wyzwalają w ludziach albo dziwną energię i siłę- albo
        rezygnację o podtekście " jak to wywiozę do azylu to nie będę musiała na to
        patrzeć i psuć sobie samopoczucia". Ty wybierasz walkę. Powtarzam- szanuję Cię-
        choćby za Twój dylemat.

        I tak udało
        > nam się 6 dziczek wysterylizować (część sterylek była aborcyjna,
        > niestety), 3 z nich nawet mają domki.

        Wielka sprawa. Znów - szanuję Cię.

        > Teraz opiekę tymczasową ma u nas jednooki Pirat. Ale będę musiała
        > go oddać - gania wszystkie nasze kotki.

        Ale nie oddasz do schronu- prawda? W jakim wielku jest kocio? Kastrat? Opowiedz
        szczegóły (może ma wątek na Miau?)...

        > Pytam się prawie każdego, czy nie chce kota. Niestety sad Ci co
        > chcieli - wzięli wcześniej, udało nam sie rozdać z 10 kotków.
        > Nie wiem co go czeka - schronisko, może stadnina...

        Nie upadaj na duchu- Pan Bóg kiwnie palcem- zobaczysz.

        > tylko nie wiem, czy ślepy kot poradzi sobie w stadninie, poza tym
        > koleżanka ma kota i psa.

        Nie rezygnuj- proszę Cię.
        Napisz do mnie na gazetowy.

        Monika
        • ewa_anna2 Re: Szanuję Cię 24.08.07, 23:31
          Chę przez to powiedzieć, że lepiej jest kotka do azylu zawieźć (nie
          podrzucić - jest różnica). Wiem, że jest to smutna ostateczność.
          Lepiej jest zawieźć do azylu, niż wyrzucić gdzieś do lasu. Gdy
          ostatnio byłam u weta to jedna pani przyniosła takie 3miesięczne
          rude cudo znalezione gdzieś w lesie.
          Ale rozumiem założycielkę wątku. Jest w ciąży, a zdrowie jej i jej
          dziecka jest najwazniejsze. I można powiedzieć, że ocaliła jedno
          kocie życie. Mam nadzieję, że relacje dziecko - kot ułożą się bez
          zastrzeżeń.
          • m_orsetti Dobrze- napiszę wprost 25.08.07, 00:28
            Czasami jest tak,że mamy na coś wpływ- albo nie. Czasami jest tak, że walczymy
            pomimo bezsilności- a czasem jest tak- że nie walczymy- pomimo, że wielkiej
            walki od nas życie nie wymaga. Na wszelki wypadek- warto spróbować. Jeśli nie
            możemy wiele zrobić- ok- ale próbowaliśmy...tak? Co innego- jeśli nie
            spróbujemy. Wtedy nam nie tylko smutno...

            Zawsze lepiej spróbować. Pomimo, że czasem jest ciężko. A próba w wykonaniu
            założycielki wątku na pewno nie zaszkodziłaby jej dziecku.

            To chciałam napisać.

            Monika
    • pieranka Re: zawiozałm kotka do azylu-pocieszcie proszę... 24.08.07, 22:02
      silje78 , powiedz, czy pomimo tego za chwile pojawi sie dzieciaczek, masz
      mozliwosc dowiedzenia sie, jak tam sie kociarstwo czuje w azylu?
      dzwon, dowiaduj sie jak sobie radzi.

      Niech czuja twoj oddech na plecach smile

      • silje78 Re: zawiozałm kotka do azylu-pocieszcie proszę... 25.08.07, 09:29
        dziewczyny tu nie chodzi o panikę, że dziecko się czymś zarazi itd.
        tak jak pisałam w domu mamy już kta, który nie akceptuje obcych i
        nawet atakował klatkę z chomisią. nie martwię się o dziecko bo
        wierzę w to, że wszystko się ułoży i że sytuację uspokimy i nigdy
        nie brałam pod uwagę oddania naszego domownika (swoją drogą też
        znajdek, miał ok 2 tyg jak go przyniosłam do domu). a sytuacja w tej
        chwili nie jest taka prosta. któraś z was napisała, że kotka mogłam
        np trzymać w łazience. może tak ale wygląda to w ten sposób, że wg
        mojej gin mogę urodzić na dniach, męża często nie ma w domu (praca).
        trudno byłoby naszego kota (dostał niemal szału jak tamtego kotka
        przyniosłam do domu) zostawić z tym maluchem. obawiam sie, że mógłby
        zrobić mu krzywdę. nikt ze znajomych ani rodziny nie przejawiał
        chęci dokocenia. fakt, mogłam wcześniej zrobić mu zdjęcia i ogłosić,
        tego żałuję. pod blokiem kręcił się 3 dni na 4 zawieźliśmy go
        schroniska. nie wiem ile jest w tym prawdy, ale pan który kotka
        przymował mówił, że ludzie przyjeżdżają po zwierzaki (przy nas
        zabrano dwa pieski). to jest nowe schronisko w gdańsku i warunki
        zwierzaki mają dosć dobre, choć wiem, że to nie jest dom.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka