the_dzidka
14.04.08, 19:52
Testy, którym poddałam się wczoraj, wykazały alergię na: sierść
zwierzęcą, roztocza, pyłki olchy i jakiś tam rodzaj pleśni.
Pan doktor oczywiście zalecił trwałe odstawienie kotecka.
Niespecjalnie się tym przejęłam, bo jak mniemam, alergii na te
alergeny nie mam od wczoraj, a jednak do tej pory całkiem nieźle
żyję.
Jednak ziarenko niepokoju zostało zasiane, głównie dlatego że jestem
silnie podatna na autosugestię. Innymi słowy: zadrapie mnie w
gardle, a ja już biorę to za objawy astmy alergicznej. Z tego też
powodu poszłam na te testy dopiero PO psigarnięciu kotecka.
Co radzicie? Odczulanie czy raczej najpierw pomoc psychologa, który
pomoże pozbyć mi się pseudoobjawów? Bo te objawy jakieś dziwne są.
Kot w nocy śpi niemal mi na twarzy, i nic się nie dzieje, a potem
jestem 100 km od domu i nagle wydaje mi się, że mnie dusi. W dodatku
miewam tak dopiero od chwili zalogowania Lucjana w domu. A wcześniej
nawet te pyłki i roztocza mi nie przeszkadzały. To coś tu chyba jest
nie tak?
Ale może jednak warto profilaktycznie brać leki antyhistaminowe,
albo zacząć się odczulać?
NIe wiem, wygłupiona jestem.
Heeelp.