historia, jakich pewnie tutaj wiele...
od jakiegoś czasu wiemy, że będzeemy mieli dzeecko. staraliśmy się o nie kilka
miesięcy, więc jeszcze w zeszłym roku robiłam badania na toxo -okazało się, że
kiedyś przechodziłam, więc się uspokoiłam.
ostanio mieliśmy kilku gości, dowiedzieli się o ciąży i jeden z nich od razu
zapytał: a co z kotem? no pogryźć, nie pogryzłam, bo za spokojna jestem,
powiedziałam, że badania robiłam, mam odporność i nie ma problemu. więc temat
sam się zamknął. nadal tak samo stwora traktuje, rano mizianko, jakieś
przytulenie, tylko częściej myję ręce (owoce i warzywa też

), zwłaszcza
przed jedzeniem
ale spotkałam się wśród bardzo bliskich znajomych z taką sytaucją: ona
(przyszła mama) była wychowana z kotką. kotka niewychodząca, całe życie
spędziła w domu. jak okazało sie, że koleżanka jest w ciąży, to mąż -człowiek
wykształcowny, mój autorytet w kilku dziedzinach -bardzo mnie zaskoczył, że
zabronił żonie głaskać nawet kotkę. stwierdził, że nawet jak się jest odpornym
na coś, to ten wirus może mutować. poniekąd ma rację, ale czy to nie jest
paranoja?
a nasza kota jest bardziej przytulasta. czy koty wyczuwają ciążę nawet na
początku?
pozdrawiam
czas mija...
Przestrzeń sugeruje, by się przemieszczać,
jednak jedynym celem podróży mędrców jest ich dom.