Moze juz to ktos "odkrył" ale ja o tym nie wiedzialam i jestem bardzo dumna z
siebie ze wpadlam na ten "genialny" pomysl


Gringo dostał pryszczy na pysku (to sie ponoc nazywa "koci trądzik")
Wyladaowalismy u weta i po paru perypetiach - wychodzimy na prostą.
Ale kocisko co 12 godzin musi dostawac antybiotyk ( pierwszy dostal u weta w
dupsko) a resszte w pigulce i dostałam prikaz ze MUSZE to mu podac. Niewazne
jak - wepchnac, rozdrobnic, wymieszac z jedzeniem, rozuscic w wodzie - nieistotne
Kot ma to spożyc i już.
Poniewaz Gringus nie wykazuje checi wspolpracy (podobnie jak wszystkie inne
moje poprzednie koty ) - lekko sie załamałam.
Wymieszalam z jedzeniem - obwachał i olał żarcie, probowalam podac w calosci -
wypluł (i nawarczał na mnie), pokruszylam i posypałam jedzenie - reakcja jw.
W przypływie desperacji - dostałam olsnienia.
Pokruszylam pigulke na jak najmniejsze czasteczki i .... wymieszalam dokladnie
z pasta na odklaczanie (pasta jest bardzo lubiana przez mojego kota a co
wazniejsze - tlusta i gesta - i czateczki pigulki bardzo dobrze sie znia
wymieszaly).
Po czym wzielam na palec te mazie i... po chamsku wysmarowalam nia ... łapę
mojego kota.
Żaden szanujacy sie kot nie wytrzyma z brudnym i tłustym łapskiem.
I biedny Gringuś z obrzydzeniem zaczal sie wylizywac w tym miejscu. Po pół
minucie łapka była czysta a pigułka w odpowiedniej dawce znalazla sie w kocim
brzuchu.
Jestem z siebie b. dumna !