11.07 zeszłego roku założyłam wątek o takim tytule. Niestety się
zarchiwizował, więc zakładam nowy, gdyż - dokociliśmy się

Dokocenie było kopią zeszłorocznego - spod auta na parkingu
wytoczyła się szaro-czarna kuleczka, która nawet nie miała siły
zwiać kiedy chciałam ją złapać. Uwalana smarem i z poharatanym
bokiem, ale wykazująca wolę życia

Od razu pognaliśmy do weta, pani doktor powiedziała, że kot na pewno
nie jest dziki, ma czyste uszy, ale rany wskazują na zadrapanie
czymś ostrym (dwie rysy przez cały bok), a jedna wygląda jak
wypalona papierosem

Nie paprzą się jednak, zaczynają się goić,
więc maluszek (okazał się ok.8-tygodniową dziewczynką) dostał tylko
pastę na odrobaczanie, no i zobaczymy. W domu oczywiście wielkie
poruszenie, potarganiec został posadzony na podłodze w przedpokoju,
a trójka dotyczasowych rezydentów z postawioną na sztoc sierścią
sprawdzała, co to za intruz. Najbardziej skołowany wydaje się Rudy,
który nagle stracił pozycję dżuniora. Kulka dostała jeść (była tak
głodna, że obawiałam się, że zje również talerzyk), napiła się,
wyspała i dziś rano była już całkiem żywiutka. Zobaczymy.