Koteczka którą wyrwałam ze szponów pseudohodowli - śliczna niebieskooko tajska
Szyszka - ma KK.
Na szczescie bardzo malutki - zadnych ropnych wycieków, nosek czysty, oczka
tez - tylko z jednego czasami jest taki bezbarwny wyciek - wyglada tak jakby
sie popłakała jednym oczkiem.
raz na dzien ma mały atak kichania - i to wszystko.
Była szczepiona na KK ale jak to usłyszałam od lekarza ze z szczepionką na KK
to tak jak z szczepionka na grype - powinno pomóc ale czasami nie pomaga

.
Kotka 2 tyg temu dostała w tyłek antybiotyk (dzialajacy ok 2 tyg), do karmy
dosypuje jej betagluken na wzmicnienie odpornosci, jest bardzo wesoła, bawi
sie, gania, i tylko te "płaczace" prawe oczko od czasu do czasu i czasami
kichnie raz czy dwa.
Mam pytanie- ile mniej wiecej KK sie leczy? Nie wiem dlaczego wydawalo mi sie
ze 2 tyg to max. A tu jak bylo tak jest. Nic sie nie pogorszyło ale te dwa
niewielkie objawy tez nie zniknely.
Po nowym roku i tak idziemy do weta ale z ciekawosci pytam.
* KK = koci katarek