Witam. Znowu sie dokociłam- dziś mija tydzień jak wzięłam do domu biało czarną
kotkę- dokarmiałam ja na podwórku przez ostatnie kilka tygodni, spała w budce
razem z kocurem, z którym przyszła.Kocur nie dał sie do siebie zblizyc, wiec
nie zabrałam ich wczesniej. Kocurka niestety przejechał samochód i kotkę
znalazłam siedzącą na brzegu chodnika, skuloną i smutną przerażliwie. Wzięłam
ja odrazu do domu bo sama by nie przetrwała, bałam sie że bieda zamarznie. W
domu mam 2 letniego sporego wykastrowanego kocura. Na jesień w ub. roku juz
raz sie dokociłam i proces aklimatyzacji przebiegał ok (kotka poszła po
miesiacu do kuzynki, która ma dom), tym razem to masakra. Mój Bonifacy jest
zywym dobrze odżywionym kocurem, tylko zabawy mu w głowie. Pierwsze 2 dni koty
się obwąchiwaly. Teraz wygląda to tak, ze Bonifacy podchodzi z zabawką, chce
sie z kicią bawić, traca ją łapką a ona przed nim ucieka albo na niego fuka.
Kotka jest malutka tzn wagowo bo wazy 2 kg i ma ok. 4latek. Żal mi i tego
mojego kocura bo chłopak naprawdę sie stara z tym, ze trochę brak mu kociej
ogłady i uważa że kotka odrazu będzie z nim szleć po meblach i dywanie. A z
drugiej strony żal mi kotki- siedzi taka biedna skulona na dywaniku w
łazience- do jedzenia i kuwety wychodzi ale zaraz ucieka. Jak Bonifacy śpi to
tylko do mnie przychodzi na wersalkę. Caly tydzień z nimi siedziałam w domu
(zwolnieni i grypka

wiec je obserwowałam. Pytanie do doswiadczonych
kociarzy- czy to minie, czy koty sie dopasuja, chociaż tak troche? Czy moge
coś zrobić? Jakoś im pomóc? Aha kotka jest wysterylizowana i mnie sie wogóle
nie boi, biorę ją na rece jest taka malutka i kochana.