jelyfish
31.07.09, 09:25
Dziś rano szukam koty. Chodzę, wołam, zaglądam we wszystkie kąty. Nie ma.
Zginęła. Otwieram lodówkę (na ten dźwięk zawsze przybiegała), szeleszczę torba
z suchym jedzeniem (tez działało). Nie ma. Kurczę. Zniknęła? Ale gdzie? Może
wczoraj wieczorem czmychnęła, kiedy córka wracała do domu...?? W końcu po
kilkunastu minutach szukania zaglądam (po raz kolejny!) pod łóżko. Trzymam tam
walizkę. Ze środka walizki wydobywa się czarny łeb i patrzy na mnie z
bezbrzeżnym dziwieniem: "o co ci chodzi, przecież cały czas jestem!"
Hmmm, to jednak prawda, co kiedyś wyczytałam o kotach: kot nie przyjdzie na
twoje wołanie. Kot odbierze wiadomość i pojawi się w stosownym momencie.