Dodaj do ulubionych

Biorą się za Tolka.

22.07.14, 13:21
Macierewicz "rozbroił" wywiad wojskowy. Jarosław Kaczyński wiedział o tym w 2007 r. Gazeta Wyborcza ujawnia druzgocący audyt koordynatora ds. służb Zbigniewa Wassermanna.
Poufny audyt stanu wojskowych służb specjalnych powstał w styczniu 2007 r. Ówczesny premier Jarosław Kaczyński otrzymał go 18 stycznia.
Służbę Wywiadu Wojskowego i Służbę Kontrwywiadu Wojskowego rząd PiS utworzył we wrześniu 2006 r. w miejsce zlikwidowanych Wojskowych Służb Informacyjnych. Ocena stanu i możliwości służb specjalnych armii była w tym momencie istotna, gdyż Polska obiecała USA wysłanie tysiąc osobowego kontyngentu do Afganistanu.
Gdy specjaliści Wassermanna oceniali stan SKW i SWW, nie był jeszcze znany raport z likwidacji WSI. Likwidator Antoni Macierewicz - wtedy wiceminister obrony - przekazał go prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu 12 lutego 2007 r. Prezydent ujawnił go cztery dni później.
W lutym 2007 r. - na tle sporu z Macierewiczem - podał się do dymisji szef MON Radosław Sikorski. Kilkakrotnie krytycznie wyrażał się o stanie służb, a także jakości raportów SWW, np. z Afganistanu.
Minister Wassermann był jednym z prominentnych polityków PiS i zwolennikiem likwidacji WSI. W wywiadzie dla "Wprost" z kwietnia 2007 r. przyznał, że wywiad ma kłopoty z werbunkiem. W trakcie procesu żołnierzy oskarżonych o spowodowanie śmierci cywilów w Nangar Khel okazało się, że nasz kontyngent w tym rejonie nie dysponował własnym wywiadem i był w pełni uzależniony od Amerykanów. Wiadomo też, że w sierpniu 2007 r. Amerykanie nie zdecydowali się przekazać Polakom rotacyjnego dowodzenia operacją w Afganistanie; oficjalnie z powodu "reorganizacji systemu dowodzenia".
Nieudacznik Macierewicz
Wnioski z tajnego audytu sporządzonego pod okiem Wassermanna są dla Macierewicza druzgocące. Zdołał on skutecznie rozwiązać WSI, ale już zorganizować SKW i SWW zupełnie nie był w stanie. Audyt stwierdza, że wojskowe służby specjalne - odpowiedzialne za ochronę wywiadowczą i kontrwywiadowczą oraz zapewnienie tajnej łączności i obiegu dokumentów z NATO - nie są w stanie wypełniać obowiązków. Brakuje kadr, panuje monstrualny bałagan i obawy o dekonspirację agentów. Eksperci w konkluzji stwierdzają wprost, że stan SKW i SWW zagraża bezpieczeństwu sił zbrojnych.
"W dniu 1 października 2006 r. SKW oraz SWW miały przystąpić do realizacji swoich zadań. Jednakże [obie służby] w ustawowym terminie nie były zorganizowane w sposób umożliwiający przejęcie kompetencji i postępowań prowadzonych przez WSI. Rozpoczęły dopiero proces organizowania wewnętrznych struktur, nie dysponując odpowiednimi środkami czy stanem osobowym zdolnym do realizacji ustawowych zadań w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa Siłom Zbrojnym" - oceniają autorzy.
Agenci zdezorientowani
Eksperci stwierdzają też, że wyższe stanowiska w SKW objęły osoby, "które w większości nie posiadały w swoich dotychczasowych karierach zawodowych doświadczeń w zakresie działalności służb specjalnych".
Części pracowników WSI zakazano wchodzić do budynków SKW, w tym "większości żołnierzy zawodowych, którzy realizowali zadania przy pomocy osobowych źródeł informacji oraz posiadali dokumenty niejawne, a którzy byli nierozliczeni z mienia, za które ponosili odpowiedzialność".
Przypomnijmy: oficerom, którzy przyszli do pracy, ochrona obiektu oświadczyła, że ich przepustki są nieważne.
Ponadto "skutkiem nieprzyjęcia [przez SKW] na łączność większości osobowych źródeł informacji kontrwywiadu WSI było ograniczenie dopływu informacji o zagrożeniach znajdujących się w kompetencji SKW".
Audyt opisuje sytuację kuriozalną: "Odnotowano przypadki inicjatywnego nawiązywania kontaktów przez osobowe źródła informacji z oficerami b. WSI, którzy nie znaleźli się w składzie osobowym SKW. Osoby te były zdezorientowane faktem braku spotkań operacyjnych". Autor wyraża obawę, czy ci agenci kiedykolwiek będą jeszcze chcieli współpracować z polskimi służbami. Do końca 2006 r. SKW i SWW nie wydały instrukcji współpracy z osobowymi źródłami informacji. Zdaniem autora jest to "naruszenie ustawy o SKW i SWW".
Z audytu wynikało, że nowej służbie będzie trudno rozwiązać współpracę ze źródłami osobowymi, bo "większość oficerów operacyjnych kontrwywiadu WSI nie znalazła się w składzie SKW, a okoliczności, w jakich wzbroniono im wstępu do budynków SKW w październiku 2006 r., wskazują, że SKW nie może liczyć na pomoc z ich strony".
"Brak pomocy ze strony tych oficerów może mieć negatywne skutki, gdyż regulacje instrukcyjne, które obowiązywały w kontrwywiadzie WSI, nie wymagały stworzenia zapasowych kanałów łączności ze źródłami". Nie opracowano nawet "spójnego systemu kierowania" źródłami informacji i ich "zadaniowania".
Strażnicy bez broni
Audytorzy oceniają, że najlepiej sytuacja wygląda w kontyngentach wojskowych, choć zwracają uwagę, że przygotowanie operacji w Afganistanie powierzono oficerom o małym doświadczeniu. "Wiodącą rolę odgrywa oficer posiadający pięcioletni staż w WSI, z czego trzy lata w polskim przedstawicielstwie w NATO, w związku z czym ma niewielkie doświadczenie w pracy kontrwywiadowczej".
W ogóle SKW ma "niewystarczający stan osobowy". W związku z tym próbuje się poszukiwać kandydatów wśród policjantów, w Straży Granicznej i wśród żołnierzy w jednostkach sił zbrojnych.
SKW miała chronić armię, ale miała problemy z własną ochroną. "W odniesieniu do budynków przejętych po WSI (...) część jest ochraniana jedynie przez dyżurujących żołnierzy zawodowych, którzy nie są wyposażeni w broń. Sytuacja taka może stwarzać przesłanki do utraty dokumentów zawierających tajemnicę państwową".
Z dokumentacją SKW też miała problem, szczególnie na poziomie dyrektorów departamentów. "Do końca 2006 roku nie przejęto faktycznie całości dokumentacji. Duża część znajdowała się w zamkniętych szafach".
Audyt stwierdza, że "w pierwszych dniach" - czyli na jesieni 2006 roku - wystąpiły "przypadki naruszenia tajności działań", przykładowo: przekazywanie szyfrogramów oficerów wywiadu do szefa kontrwywiadu (czyli Macierewicza). Szefem SWW był wówczas Witold Marczuk, wcześniej komendant warszawskiej straży miejskiej, a następnie szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Przeciekający dyrektor od tajemnicy
Nastroje wewnątrz SKW i SWW audytorzy opisują jako podłe. Wielu byłych pracowników WSI uważa, że ich praca w nowych służbach ma charakter epizodyczny. Szczególną rolę w pogłębieniu tej frustracji miał odgrywać powołany na szefa biura szyfrów prof. Jerzy Urbanowicz, matematyk z PAN, poprzednio doradca Macierewicza. „W trakcie problemów związanych z przejęciem b. Oddziału Szyfrów obiecywał niektórym żołnierzom WSI pozytywne »załatwienie « sprawy weryfikacji w zamian za zachowanie zgodne z jego stanowiskiem”.
Starał się także nagradzać posadami w SKW. "W rezultacie stwarzał kompromitujące sytuacje ustnego wyznaczenia i odwoływania żołnierzy ze stanowisk służbowych bez żadnych podstaw formalnych". Audyt stwierdza, że podczas tych zdarzeń w październiku 2006 r. "nie było żadnych dokumentów normatywnych regulujących działania Biura T", czyli Oddziału Szyfrów. Prof. Urbanowicz "ostentacyjnie i w obecności żołnierzy zawodowych, nie respektował decyzji ministra obrony narodowej".
Na dyrektora biura bezpieczeństwa wewnętrznego SKW wyznaczono osobę podejrzaną przez ABW o naruszenie ustawy o tajemnicy. Według naszych informacji była to zaufana osoba Antoniego Macierewicza.
Audyt kończy się znamienną tezą: "Utrzymywanie się opisanego wyżej stanu w wojskowych służbach specjalnych stwarza przesłanki do podjęcia w przyszłości oceny prawidłowości tworzenia nowych wojskowych służb specjalnych".
Do takiej oceny nigdy nie doszło. Ani ze strony PiS, ani nowej koalicji PO-PS

Cały tekst: wyborcza.pl/1,75478,15346860,Macierewicz
Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka