Dodaj do ulubionych

Telepsychoanalityczne Historie Eyemakka.

03.06.04, 01:15
Tu prezentowane będą historie różnych ludzi, wyciągane wprost z ich umysłów za
pomocą telepsychoanalizy. Za 100%-tową zgodność z faktami historycznymi nie
odpowiadam.
Obserwuj wątek
    • eyemakk Historia Pierwsza. Danuta, 1944r. 03.06.04, 01:16
      Gdy Stalin i Roosevelt obradowali w Jałcie, mówiłam im: posłuchajcie sir
      Winstona. Niestety, tylko ja go słuchałam, gdy przy kominku, mnie, małą
      dziewczynkę, do snu kołysał.

      Winsty miał dobre pomysły. Pamietam, jak opowiadał mi o swych planach Wielkiej
      Naprawdę Brytanii, panstwa od morza do morza (fakt, już teraz nim jest) w
      którym rządzą fajki, pedofile i piłka nożna. Niestety, Winsty nie miał
      wystarczającej siły przebicia. Józek i F.D. mieli nieco inna wizję, za którą
      ta wasza Polska musiała bekać do 1989 r. A często, jakże często to była
      pijacka czkawka?

      Dziś daję wam jeszcze jedną dobrą radę: śledźcie migrację łosi. Te przemiłe
      inteligentne zwierzęta wiedzą, co dobre. Potrafią wyczuć podłe intencje, tak
      jak udomowiony łoś Crisby potrafił wyczuć złe intencje Wistego względem mnie.
      Wtedy byłam mała i głupia, dziś jestem duża i mądra, jakże przemiło
      inteligentna. Dziś dobre rady daje wam, taki oto mam kaprys. Gdy mój kaprys
      się zmieni zabiorę Winstonka Jr. na łosiową przejażdżkę po Polsce a już On
      powie wam jak postępować, i nasz łoś Crisby XII też.
    • eyemakk Historai Druga. Szymon, 0076r. 03.06.04, 02:12
      Ja naprawdę nie wiem, w którym to mieście było. Widze kamienny mur z piaskowca,
      pełno zwierząt na ulicach i rozkładających się resztek. Dziś jestem czystym
      Władcą, ale wtedy byłem odartym w szmaty wieśniakiem, oglądającym tylko różnych
      proroków z oddali. Śmierdziałem bardzo, gdy w 50 r. rozpoczynałem swą drugą
      wędrówkę misyjną. Moja misja była prosta: z żebraka stać się Księciem.

      Wspomnę tylko o mojej pierwszej nieudanej misji. Misja prosta, kamienny blok z
      wyrytym nieprzyzwoitym opowiadaniem do bram Klemensa z Damaszku dostarczyć.
      Klemens stary zbereźnik, miał całe piwnice w kamiennych opowiadaniach
      wybrukowane. Jak walił, to czytał wprost z podłogi...

      Misja zakończyła się niepowodzeniem, pomimo tego że tablicę zdobyłem. Niestety
      w Antiochii, a było to po drodze do Damaszku bardzo, mój muł zderzył się z innym
      i wspaniała kamienna tablica pękła. Klemens był niepocieszony, już chciał mnie
      kastrować, jednak (udob)ruchałem go i darował mi zycie, nie płacąc jednak ani
      sztuki z zaplanowanych 1000 sztuk złota.

      Druga ma misja skomplikowana była bardziej: otóż przebyć Frygię, Galację,
      Bitynię, Myzję, Macedonię, Tesalię, by w Atenach usprawiedliwić hulającą córę
      niejakiego Korynta. To, co potem się o córach Koryntu opowiadało to jakieś
      brednie. Ona hulała tylko z jednym, a cnotliwa na tyle była, że nie za pieniądze
      jeno z miłości. Taka Julia od Romea, a jej ojciec, Korynt z Aten, zaborczy
      bardzo był. 3000 sztuk złota za przekonanie tatuśka o dobrych zamiarach wybranka
      jego córy.

      Misja ma udała się połowicznie. Korynt z Aten postanowił się udać ze mną do
      swej córy i wrócił wraz ze mną do Frygii. Tam tez obiecał, iż obiekcji mieć nie
      będzie, o ile z dziećmi wraz zamieszka. Nie mając wyjścia córa jego zgodziła
      się, jednak mi z obiecanych 3000, tysiąc tylko wypłaciła.

      Nie śmierdziałem już, i na kobietę było mnie stać. Po trzech latach swawoli, w
      54 r. udaję się do Jerozolimy, gdzie moj koń (a konia sobie kupiłem, pięknego,
      by każdego muła mógł staranować) - otóż mój piękny koń zostaje wysadzony w
      powietrze w wyniku zamachu samobójczego pewnego Araba. Czarny proch to wtedy
      była nowa rzecz, z Chin ściągana. Cenniejsza niż złoto. Skąd on tyle tego
      diabelstwa miał, nie mam pojęcia. Faktem jest, że wsadził mojemu koniowi z tyłu
      i odpalił lont. Koń eksplodował. A to Arab był... swój swojego zabił...

      Żona opłakiwała konia przez rok, a ja znudzony tym byłem, pozostawiłem ją więc
      w Jeruzalem a sam w 55 r. udałem się na trzecią swoją wędrówkę misyjną; podczas
      dwuletniego pobytu w Efezie założyłęm tam wielką społeczność Miłośników Koni i
      Przeciwników Czarnego Prochu. Aż dziw, że to nie my staliśmy się religią
      dominującą tego dekadenckiego społeczeństwa rzymskiego... na szczęście za mojego
      życia nikt nas nie rzucał lwom na pozarcie.

      Przez ostatnie lata z tych 1000 sztuk złota zostało mi około 400. Postanowiłem
      grać. Hazard to była moja jedyna droga do księciostwa. Szukałem więc kasyna,
      wiedząc poprzez iluminację że coś takiego istnieje. Wypłynąłem na całą Azję
      Mniejszą (to taki skrót myślowy poetycki, zacząłem bowiem pisac poezję, główni
      natchnęły mnie Stepy Akermańskie). Stamtąd wysyłam Listy swoje, pełne ducha
      bożego, do Galatów, do Koryntian, i znowu do Koryntian z Macedonii; żona moja
      list jeden otrzymuje. W nim 5 sztuk złota na nowego konia, bo zapomniałem jej
      zostawić.

      Potem przechodzę całą Grecję aż do Illiryku, przez trzy miesiące pozostaje w
      Koryncie (byłem w nim, bo jego córka nie pozwoliła mi na zbliżenie, wierna jak
      pies temu swojemu), skąd wyprawiam swój List do Rzymian. O kasyno się pytając.

      Kasyno tu jest, dostałem odpowiedź.

      To naprawde nie zajęło mi wiele czasu, doczepiłem się do karawany wielbłądowej,
      miasto znalazłem, wpuścili mnie do jego bram, troche śmierdziałem ale dali sie
      umyć w łaźni. Cały czas błądząc po dworcu wielbłądzim głónym, natknąłem się na
      wspaniałego senatora, który wprost w myślach mi czytał. Zaproponował mi bowiem,
      iż uczyni mnie księciem.

      Dziś już nawet tego kasyna nie szukam. Jestem bowiem księciem - księciem dla
      wszystkich senatorów. Troche bolesne zajęcie, ale jak wielki prestiż? A o
      prestiż przecież w życiu chodzi...
      • neochuan czerwone maki na monte cassino 03.06.04, 13:34
        komuchy, opiaty, hazard i latający cyrk. wychodzę!
    • eyemakk Historia Trzecia. Louis, 0778 r. 06.06.04, 19:19
      Jade sobie na koniu a koń mój sliny jest. Widze Pana mojego Rolanda jak miecz
      swój czyści na koniu jadąc a koń jego jeszcze silniejszy nizli mój. Pan coś
      przeczuwa i koń jego także. Ja wiem, co się stanie, mimo żem prosty giermek
      jest, jeden z najpodlejszych na te wyprawe z saracenami zabrany. Ale ja mam dar.
      Dar od Boga, przewidywania przyszłości. wiem co się stanie, wiem że zdrada, wiem
      że ojczym Pana mego złą rzecz zrobi. Wiem, że polegnę u boku Pana mego, wiem co
      mnie czeka po śmierci.

      Wiem, że za wiele lat na moim Panu grać będą, i to dwojako. Widzę bardów
      przewspaniałych, a wokół nich tłumy zadowolonych skaczących i bujających się
      ludzi. Widzę jak bardowie ci, wspaniałe instrumenty mają, nie harfy to, nie
      lutnie, a muzyka z nich wspaniała, czasem bez udziału barda wydobywa się. I
      widzę napis na instrumencie tym, napis "Roland". I to organy się nazywać będzie,
      to organy mojego Pana, a mój pan wielki organ ma, bo sam widziałem.

      Na moim Panu, w tych samych czasach, za millenium ponad, grać będą jeszcze i
      inni. Widze wspaniałych mężczyzn, a nawet kobiety, czystych i na biało ubranych,
      z ogolonymi nogami. Widze jak w dłoniach wspaniałe instrumenty mają, ale nie ma
      na nich napisu imienia Pana mojego. I dźwięki też się z tego nie wydobywają,
      choć to jak lutnia troche wygląda, za drugą stronę złapana. Wiem, że piękni
      mężczyźni ci, oraz kobiety, sławę i bogactwa wielkie zdobyli, grając na moim
      Panu. Imię mojego Pana bowiem sławi pole to, na którym ci mężczyźni i te kobiety
      z ogolonymi nogami turnieje przeprowadzają, dziwnymi lutniami odwróconymi
      odbijając zieloną kulę.

      Mój Pan sławnego czynu dokona i dlatego na instrumentach i na polach jego imie
      wyryte będzie. A teraz wybaczcie, ale muszę umrzeć.
    • eyemakk Historia Czwarta. Zdzisław, 1973 r. 12.06.04, 00:14
      Jak poszlem siedzieć, to na początku sie bałem. Za niby nic poszlem siedziec.
      Tanie winko z kumplem, potem jakas bitka na ulicy. Jak sie obudzilem, to juz
      milicja wiozla.

      Ja tych ludzi nie znalem, tego otoczenia. Jakis tam szwagier szwagra za bimber
      siedzial, a jeszcze inny za waluty. Ale tak w ogole to ja z porzadnej rodziny
      jestem, kazdy zawodu przyuczon, porzadny czlowiek. Ja sie tak, no balem tego
      pierdla. Ale tylko na poczontku.

      Potem bylo git. To znaczy ludzie byli git. Git-ludzie. Kazali mi wybrac, czy
      chce byc git czlowiek. No to ja mowie ze tak, a oni na to czy grypsowac umiem.
      To ja im opowiedzialem tego, no dowcip, ale widac nie zrozumieli, a moze nie o
      taki gryps chodzilo. W kazdym razie okazalo sie ze ja nie jestem git, nie moge
      byc git, wiec stwierdzili ze ja bede frajerem.

      Bardzo nie chcialem byc frajerem i powiedzialem im to. No to oni w smiech, a ja
      sie pytam czemu. To oni na to, ze jak nie moge byc git, i nie chce byc frajerem,
      to juz tylko jedna opcja pozostaje.

      Z kolejnego roku to ja niewiele pamietam. Chyba mnie do jakiejs pracy przy
      rurach wzieli, a moze przy ustnikach? W kazdym razie znacznie przytylem, jak po
      roku wyszedlem to wazylem 156 kilo, czyli o 90 wiecej. Teraz z perspektywy
      czasu, to mi sie wydaje, ze juz lepiej bylo zostac frajerem....
      No ale... Sam sie, kurwa mać prosiłem!
    • aard Czytam z zapartym 15.06.04, 15:42
      Informuję OT, co byś się nie zniechęcił ;)
    • eyemakk Historia Piąta. Michel, 1700r. 16.06.04, 20:24
      Prawde powiedziawszy, nie ma mnie tu. To znaczy jestem, ale to wszystko nie
      wygląda za ciekawie. Dziś jestem to tu, to tam... nie zawsze tak było.

      Przez kilka dekalat musiałem być ciągle w tym samym czasie, a i miejsca
      zmieniały się nie tak znowu bardzo. Prowansja, Montpellier, południe Francji.
      Leczyć tych wieśniaków, w sumie ludzie pobożni i zacni, ale prości jak macierze.
      Albo jak maciory, na tym poziomie metafizyki, to doprawdy bez znaczenia.

      Tłumaczyłem tym prostaczkom, że trzeba zabić gryzonie, zmieniać pościel i
      wietrzyć mieszkania (a raczej nory, bo w takich czasach, niestety, przyszło im
      się na świat). Nie rozumieli. Padali pokotem i pod psem było życie ich. Jak i
      moje, bo konowały doktoryzujące mnie, byli niewiele lepsi. Nie wierzyli w
      higienę i medykamenty. Dla nich upuszczanie się liczyło. Oni upuszczali krew, a
      mi spadało zaufanie do XV wiecznej medycyny. Zastanawiałem się, jaką drogę obrac.

      Czy się ujawnić, przechodząc do historii, czy jednak spędzić spokojny żywot u
      boku ukochanej? Wybrałem to drugie, śliczna i mądra była moja wybranka. Mięliśmy
      dwójkę dzieci, chciałem żyć tak troche na modłę XX wieczną, na tyle jeszcze
      mogłem, nie licząc oczywiście niedostatków technologicznych. Żyłem sobie
      spokojnie, niestety, czarni w droge weszli, inkwizycja zagrozili... musiałem ich
      "odwiedzić", a gdy wróciłem, zaraza pożarła ma rodzinę. Wkurzyłem się, i to bardzo.

      Postanowiłem się wylansować. Już nie o ludzkie zdrowie nawet mi chodziło, nie o
      zemstę na prymitywie. Nie dane mi było żyć spokojnym torem, więc zachciałem się
      wyszumieć. W sumie tak chyba byc miało, nawet takie potęgi jak ja czują na sobie
      oddech Opaczności. Zwłaszcza - tacy jak ja...

      Widziałem przyszłość, to chyba jasne. Istoty takie jak ja nie żyją w konkretnej
      czasoprzestrzeni. Co prawda ciało ogranicza nasze możliwości, ale nadal są one
      ogromne. Spisałem więc to, co wiem, co oglądałem/oglądam/będe oglądać.
      Oczywiście nie wprost, bo to by nie przeszło przez cenzurę. Jezus już dość
      namieszał... choć jak na to patrzeć, to chyba tak właśnie miało być.

      Niestety, moje pisma też się okazały manipulacjami. Wcale nie widziałem
      prawdziwej przyszłości. Taka to ułomność, gdyś w skórze człowieka. Widziałm
      tylko wersję przyszłości, jaka miała by miejsce, gdyby ludzie nie przeczytali
      mnie i nie zapobiegli wydarzeniom. Oczywiście, im później, tym więcej czytali.
      Jeszcze Hister był, Hitlerem zwany, ale nawet on lubował się w czytaniu moich
      proroctw. A potem to już sie niewiele sprawdziło, bo ludzie czytali w
      milionowych nakładach. Ech, komercja...

      Nic to. Dokończyłem swój żywot po ichniemu, XVI-wiecznemu. Miałem szóstke dzieci
      z wdową. A na krótko przed zejściem sprawiłem sobie medalion, pozłacany, na
      którym wyryte były cztery litery....

      Nie, nie te polskie i nie te angielskie. Rzymskie, będące cyframi. Właśnie teraz
      będe się delektował tym spotkaniem. Ja i oni, przyszli obrabować mój grób.
      Wkurzeni, że brakuje rzeczonych skarbów. Widzą, widzą już medalion! Ha, oglądają
      go... te gały, wielkie jak talerze. Super! Widzą ten napis, napis...
      M....D....C....C.....

      MDCC.

      Jest rok 1700, a złodzieje są bardzo przejęci!

    • eyemakk Historia Szósta: Barbara, 1991r. 17.06.04, 18:56
      Byłam wtedy dętystką, zresztą nadal jestem.

      O Boże, jaka ja wtedy młoda byłam!

      Aha, już wiem, to był ten okropny dzień. Przyszłam do kliniki, do gabinetu, on
      już na mnie czekał. Boże, siada na krześle. Usta otwiera. Sprawdzam uzębienie.
      On przemówił do mnie wtedy. Kazał zrobić to, czego nigdy wcześniej nie robiłam.
      Boże, jaki to dla mnie szok był. Aż nie mogłam uwieżyć, że tak można.

      Ale dowiedziałam się, jaki to zły człowiek jest. Nerwowy. Żone bije, pije. No i
      złodziej, bo każdy pijak to złodziej! Wszystko mi powiedział, że się zgodziłam
      bez wahania. To był mój pierwszy raz, ale nie ostatni. Od tej pory często to
      robiłam ze złymi ludźmi, od czasu do czasu można pacjęta potraktować inaczej niż
      zwykle.

      Zazwyczaj nadal jestem panią stomatolog, miłą i perfekcyjną. Ale gdy dowiem się,
      że człowiek zły, to robie to co wtedy, w 1991r. (Boże jaka ja wtedy młoda
      byłam...). Od tamtej pory zrobiłam to z kilkunastoma męzczyznami i raz z
      kobietą. Bardzo zła była. Dziecko na śmietniku zostawiła i wcale nie miała wyrzutów.

      O tak, teraz to robie. Wyjmuję szczypce i wyrywam: o, teraz. Już.

      Wyrwałam człowieka, a ząb zapłacił za wizyte, podziękował za dobry uczynek i
      poszedł do domu.



      • aard To jest rewelacja! 18.06.04, 08:53
        Najlepsza ze wszystkich. Szkoda, ze ten cykl nie jest na WNie :-(
        • eyemakk Re: To jest rewelacja! 18.06.04, 22:58
          aard napisał:

          > Najlepsza ze wszystkich. Szkoda, ze ten cykl nie jest na WNie :-(


          wolalem miec wszystko w jednym miejscu+ew komentarze innych :)
    • eyemakk Historia Siódma. Józef, 2004r. 22.06.04, 15:47

      Historia czółek (nie mylić z czółkami, jakie mają owady) jest równie stara, a
      może i starsza niż historia człowieka. Trudno bowiem stwierdzić, czy zwierzęta
      nie będące ludźmi posiadają czoło. Istnieją tu różne koncepcje i typologie, a
      że temat pracy odbiega od tej materii nie będę sie powyższym zagadnieniem
      zajmował.
      Nie ulega jednak wątpiwości, że czółka towarzyszą człowiekowi od początku jego
      istnienia.
      Oczywiście ja uważam, że pierwsze czółko świata należało do Adama. Ale
      niestety w pracy naukowej muszę się trzymać wiedzy antropologicznej. Tak więc
      na podstawie dostępnych informacji można stwierdzić, iż pierwsze formy
      człowieka oraz formy praludzkie posiadały czółka niższe i bardziej cofnięte
      niż obecnie.
      Z pewnością istnieją czółka równie anormalne jak te cofnięte lub niskie. Można
      bowiem natrafić na czółko faliste, a nawet falliste (przy zbyt częstych
      zabiegach chirurgii plastycznej). Jednak z mojego punktu widzenia, czółka
      ludzi mało inteligentnych, poprzez analogie do form praludzkich, mogą być
      tylko albo niskie, albo cofnięte.
      Oczywiście, istnieją czółka zarówno niskie jak i cofnięte. Wtedy wybieramy
      ceche dominującą. Gdy czółko jest bardziej niskie, niż cofnięte określamy je
      mianem niskiego, a gdy bardziej cofnięte niż niskie - cofniętego. Używanie
      dwóch epitetów naraz jest bowiem niewygodne, oraz nieeleganckie.
      W przypadku równego nasilenia niskości i cofniętości czółka powstaje dylemat.
      Osobiście radziłbym w takiej sytuacji używać określenia "cofnięte", jako
      typowo mój neologizm. "Niskie", jako bardziej powszechne - ma nieco mniejszą
      dawkę pejoratywności.
      Niestety, współczesna nauka nie zauważa istotnej korelacji między cofniętością
      i niskością czółka a poziomem inteligencji. Jednak ja, jako właściciel
      pięknego wypukłego i łysego wielkiego czoła, wyrażam z goła inną opinię, którą
      niniejszym prezentuję.

      Na zakończenie chciałem, korzystając z okazji pozdowić moich braci z CE -
      "Czółkowych Ekshibicjonistów". Ta szlachetna organizacja wysyła swoich
      przedstawicieli do parków, gdzie ciemną nocą, niewinne kobiety doświadczają
      widoku nagle odsłoniętego spod czapki czółka. To doprawdy niezapomniane wrażenie!
      • neochuan Re: Historia Siódma. Józef, 2004r. 22.06.04, 15:50
        eyemakk napisał:
        neologizm.
      • lo_ntek Re: Historia Siódma. Józef, 2004r. 22.06.04, 15:58
        Jakże to bogaty wyraz a tak słaba wyobraźnia - czółka w czółenkach czołgowych-
        za to co napisane sójka w ...
        • neochuan lo_ntek? 22.06.04, 16:11
          czy jesteś, par exellans, może jedną z ______AnoMalii_______?
          • lo_ntek Re: lo_ntek? 22.06.04, 16:36
            neochuan napisał:

            > czy jesteś, par exellans, może jedną z ______AnoMalii_______?

            Mów do mnie per Lans i nie mieszkam na Malii.

            Neo ułan , a może taki jakiś neo- human prawie ale nie do końca?
            • neochuan Re: lo_ntek? 22.06.04, 17:09
              lo_ntek napisał:
              taki jakiś neo- human prawie ale nie do końca?
              jeśli nie do końca, to raczej nie jesteś
              • lo_ntek Re: lo_ntek? 22.06.04, 17:22
                neochuan napisał:

                > lo_ntek napisał:
                > taki jakiś neo- human prawie ale nie do końca?
                > jeśli nie do końca, to raczej nie jesteś

                Ja nie jestem to z cała pewnością ale żeby zaraz się tym chwalić tak jak Ty
                - neo(c)hu(m)an? A może to ma być Don chułan z śekspira (no chyba dobże
                napisałam?) Ano, ano, malia .
                • neochuan Re: lo_ntek? 22.06.04, 17:30
                  chułłan to hułan, neo to surreal. koniec kropka, jak mawia taki tojfel z FŁ.
        • eyemakk Re: Historia Siódma. Józef, 2004r. 22.06.04, 23:31
          oj gdybyś poznał protoplastę tej historii.... to jest dopiero słaba wyobraźnia.

          pewien Józef Zawadzki z Jarosławia, którego na szczęscie nie znam osobiście.

          pozdro.
    • blq Historia Ósma. Michał, 2000r. 28.07.04, 23:18
      Pamiętam jak kiedyś, może z cztery lata temu, pośród moich wielu wojazy,
      napotkałem Beatę na jednym z Brukselskich placy. To był chyba Grand Place. Stała
      tak sobie, biedna Beata (nawet wtedy nie wiedziałem, że to Beata) i patrzyła się
      na swoją rękę.

      Podszedłem do Niej.

      - Co się stało w twoją rączkę - spytałem.
      - Moja ręka pachnie łonem mojej kobiety - usłyszałem gruby i władczy głos.
      - Nie ciebie pytałem - zganiłem Murzyna stojącego obok. Murzyn opadł.

      Beata jednak milczała dalej, a wypompowany Murzyn (o imieniu George, zauważyłem
      bowiem plakietkę MacDonald'sa na jego odsłoniętej piersi) nie zrobił na niej
      wrażenia. Postanowiłem więc rozruszać moją nową znajomą.

      - Umiesz chodzić? - spytałem, wkrótce żałujac tego retorycznego pytania.
      Zkonfudowany kopnalem przydrozny kamień. Byl na tyle mały, że noga nie zabolała,
      a energia kinetyczna pchnęła kamień z siłą pozwalającą na swobodny lot. Innymi
      słowy - dalem mu kopa.

      Beata przyglądała się sklepikarzowi zalamujacemu rece. To byl Turek, a tacy
      potrafia lamentowac. Na dodatek byl jubilerem, wlaczyl sie alarm, przyjechala
      policja. Na mnie nikt nie zwrocil uwagi. A dla Turka, wczorajszy problem zbyt
      słonej zupy stał sie naprawde mało ważny.

      - Jak masz na imie, Beatko - spytałem, próbujac szczescia raz jeszcze.
      - George - odpowiedziała Beata rozdeptując chrząszcza.

      Wiedziałem, że musze cos przedsiewziac. Rozejzalem sie w poszukiwaniu skarbow.
      Znalazlem tylko stara gazete i ogryzek. Gdybym jeszcze gdzieś miał gwozdzik,
      moglbym... niestety, proby zastapienia gwozdzika patyczkiem spelzly na niczym.
      Zdegustowany dalem chwilowo za wygrana, oddalajac sie w kierunku pobliskiego
      domu cechowego.

      Wrocilem z bardzo grubym i oblesnym kucharzem o imieniu Pierre. Pierre non-stop
      sie slinil, dlatego jego sosy zawsze smakowały tak samo. Postanowilem go czyms
      zająć, gdyz opowiesc o jego kumplu, ktorego sosy rowniez zawsze smakowaly tak
      samo (choc z innego powodu), jakoś nie przypadla mi do gustu. Pokazalem Pierrowi
      Beate.

      To jest Beata, Pierre. Ugotuj jej cos przyzwoitego. Tylko bez sosu!

      A moze to wcale nie byla Beata?
    • meteor2017 Historia Dziewiąta. A'Khe, 2017r. 14.08.04, 21:08
      Dzis jest dobry dzien. Wiem to, bo licznik Geigera wszczepiony w przedramie
      pika dosyc niemrawo. To dlatego, ze wiatr wieje od gor, a nie od serca pustyni.
      Oho, znow ktos chce wizji, a ja mu ja zesle.

      "Pisz szybko nedzniku, bo powtarzac nie bede. Oto com widzial:
      I wyszedl drugi kon, barwy ognistej, a temu, ktory siedzial na nim, dano moc
      zaklocic pokoj na ziemi, tak by mieszkancy jej zabijali sie nawzajem; i dano mu
      wielki miecz.
      (...)
      I widzialem, a oto siwy kon, a temu, ktory na nim siedzial, bylo na imie
      Smierc, a pieklo szlo za nim; i dano im wladze nad czwarta czescia swiata, by
      zabijali mieczem i glodem, i morem, i przez dzikie zwierzeta ziemi."

      Slonce zgaslo, noc opadla na pustynie, poczekalem jeszcze az powierzchnia nieco
      ostygnie i wygrzebalem sie z piasku. Mialem niewiele czasu nim cieplo zostanie
      calkowicie wyssane przez rozgwiezdzony kosmos i zapanuje dotkliwy mroz.
      Ruszylem przed siebie po cieplutkim piasku. Po chwili uslyszalem
      przebiegajacego uchaka, ruszylem za nim i... zderzylem sie z innym lowca. Po
      zapachu poznalem, ze to inny czlowiek, ze... tak! Kobieta. Zamarlem.

      Ona tymczasem zbadala mnie skrupulatnie - obwachala, polizala, dotykiem mnie
      wymierzyla od stop do glow - sprawdzala, czy ma osobnika z dobrym materialem
      genetycznym. Chyba ogledziny wypadly pomyslnie, bo wydala z siebie
      przyzwalajacy pomruk. Odpowiedzialem jej tym samym i przystapilismy do
      zapewnienia ciaglosci gatunku.

      Nim skonczylismy, bylo juz bardzo zimno, Pospiesznie sie oddalilem i
      zagrzebalem w piasku, ktory glebiej byl nadal cieply. Zamarlem w oczekiwaniu, a
      Geiger tykal nieco szybciej... To przez ta kobiete, pewnie przybyla ze srodka
      pustyni, bo przy niej tykal jak opetany. Oho, znowu...

      "Pisz slowo po slowie, a zadnego nie uron:
      I gwiazdy niebieskie spadly na ziemie, podobnie jak drzewo figowe zrzuca figi
      swoje, gdy wiatr gwaltowny nim potrzasnie;
      I niebo zniklo, jak niknie zwoj, ktory sie zwija, a wszystkie gory i wyspy
      ruszone zostaly z miejsc swoich.
      I wszyscy krolowie ziemi i moznowladcy, i wodzowie, i bogacze, i mocarze, i
      wszyscy niewolnicy, i wolni ukryli sie w jaskiniach i w skalach gorskich"
      • blq hm... 18.08.04, 13:20
        Jak to było.....? Na polkuli zachodniej mieszkali medrcy, twierdzacy iz gwiazdy
        to tylko bardzo od nas oddalone ogniste kule takie jak Slonce. Na polkuli
        wschodniej zas wierzono, ze gwiazdy to domy demonow, ich rydwany na ktorych
        zwiedzaja niebosklon... a moze cos pomylilem?

        Ze 12 lat temu czytalem tego Zelaznego, uh...
        • aard Więc A'khe to był cytat...? Buuu... 23.08.04, 10:52
          Meteorze, a może jednak to Twoje? Takie ładne
          • blq Re: Więc A'khe to był cytat...? Buuu... 24.08.04, 01:01
            nIE, NIE... po prostu tekst Meteora jakims cudem przypomnial mi ksiazke Rogera
            Zelaznego czytana przed wielu laty... ot, skojarzenie, w koncu caly nasz
            surrealizm sie na nich opiera.

            pamparampam.
            • aard Ależ aardzie, co aard! 24.08.04, 09:49
              To ja przepraszam.
              • meteor2017 Dzisiaj bede straszny, opowiem wam dowcip 08.09.04, 13:34
                To byl cytat z samego A'Khe. Ktoregos pieknego dnia (wlasciwie to byla noc) w
                mojej glowie odezwal sie glos - "A teraz uwazaj smieciu. Pisz co ci powiem, a
                nie pomyl sie".
    • aard Blq, czekam na dalsze! /tebyłyświetne! 01.02.05, 16:26

      • szprota o, właśnie, właśnie 01.02.06, 11:48
        jutro dzień świataka!
        • aard No... /eee? 16.10.06, 15:24

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka