szprota
01.07.04, 21:39
Przysniony ok.16.30 1 lipca 2004 roku
No wiec najpierw snil mi sie wyjazd integracyjny mojego teamu z pracy. Nie
wiedziec czemu mialam wewnetrzne przekonanie, ze jestesmy w Kopenhadze (sic!
mimo ze nigdy tam nie bylam); zwiedzamy zamek krolewski na wyspie (jest li
takowy tamze?) i dlugo chodzimy po koszmarnie kretych, pozbawionych poreczy,
stromych schodach oraz zupelnie pustych nieciekawych komnatach.
Z osob z teamu pamietam dziewczyny, ktore jak zwykle szczebiotaly nt. tego,
ktora ma grubsze uda oraz niejakiego P. (ktory ostatnio podrzuca
Szprotke_bez_Mistrza, Nixera i Klonia do domku), ktory q mojemu zaskoczeniu
zaczal palic i tlumaczyl sie, ze czynil to wczesniej, jeno tylko do piwa.
Potem sceneria sie zmienila na duzo ciekawsza: udalo mi sie uwiesc niejakiego
Mikolaja (nie Aarda, tylko tego mrauprzystojnego szkolacego) (NB, jest cos na
rzeczy w tej tomacie) i koniec koncow wyladowalismy w wannie. Bez wdawania
sie w zbyt intymne szczegoly dopowiem, ze mialam go za plecami i w pewnym
mmmencie poczulam bardzo silny bol w palcach prawej stopy: pomyslalam, ze M.
zapodaje taka ostrzejsza gre wstepna stymulujac te wlasnie czesc ciala.
Probowalam mu delikatnie powiedziec, ze nie czuje sie zastymulowana
odpowiednio, niemniej bol sie nasilal, zas M. nie reagowal na tworcza
krytyke, woda zaczela sie dziwnie strumyczkami rozchlapywac po scianach, zas
w odmecie wannowej piany zaczelo sie robic coraz wiecej coraz gestszej krwi.
Przemknelo mi przez glowe, ze M. odgryzl mi co najmniej jeden palec u stopy.
Obejrzalam sie: nie bylo juz co ratowac z M., byl w pelni rigor mortis, zas
przez w pelni oszklone drzwi prowadzace na taras (lazienka z bezposrednim
wyjsciem na taras? qfa, to jest mysl...) ujrzalam ciemno ubrana postac.
Postacia ta okazal sie Morfeusz, ubrany dokladnie tak samo, jak podczas
pierwszego spotkania z Neo, ktory wycignal w moim kierunku plastikowy
pistolet na wode i strzelil.
Poczulam, ze umieram.