Dodaj do ulubionych

Ayrton Senna poleca

    • latajacy_rosomak Mama rosomaka tako śni: 06.01.06, 21:19
      Jeden znajomy wciągał różne przedmioty odbytem. U lekarza zaś usłyszał
      diagnozę: "ma pan zachłanny odbyt".

      A ja ostatnio czytałem drobny fragment Freuda, w którym stało, że każdy
      człowiek prechodzi fazę sadystyczno-analną, podczas której napięcie jest
      rozładowywane podczas defekacji. Smacznego!
    • huann sen międzynarodowy huann bez szprotektoratu onz 08.01.06, 02:33
      wypuścili mnie z niewoli Serbowie, albo Chorwaci - kto to wie? (może Paweł->?)
      przepłynąłem wpław, a trochę przebrodziłem cieśnino-zatokę, tzw. Bokę Kotorską
      (w śnie dużo płytszą i węższą niż jest w rzeczywistości) i znalazłem się na
      wybrzeżu Albanii (choć w rzeczywistości bym się znalazł na wybrzeżu
      Czarnogóry). sam jeden wśród bujnej, dzikiej roślinności, na skraju szerokiej
      plaży. wśród nieba zachmurzonego i na wydmie stał prywatny, spory pałacyk w
      stylu modernistycznym - prywatna rezydencja prezydenta... Mołdawii. zostałem
      jego opiekunem (był to zniedołężniały staruszek) i przy pierwszej, nadarzającej
      się okazji go zabiłem. po czym uciekłem, mając świadomość tego, że mnie łatwo
      mogą wytropić po śladach stóp na plaży (byłem jedynym, który został wypuszczony
      z niewoli Serbów, czy też Chorwatów, a jak wspominałem, było to totalne
      odludzie), ale wcale się nie przejmując. po czym zostałem zaproszony wraz ze
      Szprotą na jakieś święto żydowskie, które najpierw było otwarte dla wszystkich,
      jednak potem przenieśliśmy się wraz z tłumem do wielkiej ni to świątyni, ni
      sali kongresowej, gdzie jednak, odwrotnie niż w innych takich miejscach
      zazwyczaj bywa, rzędy się wznosiły ku scenie, a na owej, wyniesionej hen wysoko
      na zmianę stroiła i przygrywała orkiestra. w przerwach wszyscy jedli, gadali i
      plotkowali i każdy miał obowiązkowo butelkę wody mineralnej koszernej, a my z
      głupia frant nałęczowiankę i trochę się musieliśmy z tym kryć. najgorszy moment
      nadszedł, gdy wszyscy siedzący obok zaczęli przyjmować coś w rodzaju komunii z
      macy, mówiąc przy tym dziwną formułkę po sennohebrajsku, a myśmy jej nomen-omen
      nie znali ni w ząb. przypominam, że impreza była zamknięta dla osób z zewnątrz
      (w ramach wyjątku i ekumenizmu był przemykający chyłkiem jeden polski ksiądz),
      ale nasz żydowski sąsiad ulitował się nad nami i nauczył sylabę po sylabie owej
      formułki, bez ktorej znajomości znaleźlibyśmy się z pewnością w jeszcze
      gorszych tarapatach...
      • aard No i jak brzmiała 11.01.06, 13:35
        OWA FORMUŁKA? Powiedzpowiedzpowiedzpowiedzpowiedzpowiedzpowiedzpowiedz!!
        • huann brzmiała 11.01.06, 13:52
          ekumenicznie i hermetycznie jednocześnie.
          coś jak hermes u merkurego.
    • huann sen sprzed wdóch dni 15.01.06, 19:06
      a właściwie i nocy:

      nie pamiętam szczegółów.
      może poza tym, że takie głupoty gadałem przez telefon, że stałem się formalnym
      guru zgromadzonej wokół mnie piany złudzeń z szerokimi przyległościami.
      po czym pojechałem rowerem na Mazury do Szproty, która tam już była na urlopie
      i nas zaprosili do miasteczka pobliskiego do miejscowego domu kultury byśmy
      wystawili do publiczności bardzo ambitną sztukę. po wystawieniu owej dodałem od
      siebie jeszcze na zakończenie "kurwa kurwa ja pierdolę" (czy coś w bardzo
      podobie) i tak się to spodobało szefom ośrodka, że nas zaprosili do miejscowego
      gimnazjum na darmowy kurs języka portugalskiego po godzinach lekcyjnych, ale
      właśnie odjeżdżał z miasteczka ostatni tego dnia busik (nysa), więc niestety
      nie skorzystaliśmy.
      po czym ruszyłem wzdłuż jakichś mierzei i zalewów nad morze rowerem, a na
      drzwiach na przyjście policji wymalowany został napis kredą Ch+W+D+P 2006, bo
      był styczeń i chodziła.
    • szprota a Huannu 20.01.06, 00:55
      znów się śnił mord w duchu ekumenizmu!
      • huann Re: a Huannu 20.01.06, 00:57
        szprota napisała:

        > znów się śnił mord w duchu ekumenizmu!
        • aard a ten SMS o wojnie 20.01.06, 10:32
          dziś w nocy, to na pewno miał być do mnie? :)
          • huann no oczywiście 20.01.06, 13:35
            że nie wiem, bo nie spałem, a później spałem, to tym baardziej. ale ładny mi
            sie wydawał, przez niesen, a później to nie wiem, bo przez sen.
            • szprota Huasiu, tak? 20.01.06, 14:11
              "to ciekawe, że nie ma much" - powiedział Huann wczoraj under sen.
              • huann jakoś /takoś 20.01.06, 17:20

            • aard że ładny, to oczywizda 20.01.06, 17:10
              bo Twój.
              Że aard się nie domyślu,
              to pizda :p
    • aard Sny dwa 22.01.06, 13:11
      1. Od urodzenia miałem zamiast górnej połowy głowy kamionkową pokrywę od
      rezerwuaru (taką jak ta, co spada u MZtki, jeno nie plastikową; zaczynała się
      tuż powyżej oczu i uszu). Wyglądałem generalnie jak ryba-młot i tak się czułem,
      ale jakoś mi to nie przeszkadzało (zresztą wszyscy takie mieli), dopóki kiedyś,
      gdzieś tak w wieku przedchrystusowym jej nie zdjąłem. Ukazała mi się w miarę
      kształtna czaszka z ciemnoblond włosami (w sumie moja!) i postanowiłem już
      nigdy nie zakładać kamionkowej pokrywy.

      2. Szedłem z Wiedźmunem najdłuższym przejściem podziemnym Polski we Wrocławiu
      (które prowadziło WZDŁUŻ Odry i generalnie nieco przeciekało) w kierunku
      miasta. Po drodze Wiedźmun niepostrzeżenie zmienił się w jakąś moją koleżankę,
      którą we śnie znałem, a na jawie nie znam i która dwa lata temu pracowała w
      Londynie jako pokojówka. I przechodzilismy w tym przejściu podziemnym obok
      jakichś drzwi, które się otworzyły i wyszedł z nich jakiś mój znajomy i
      poprosił moją towarzyszkę, żeby mu wyprasowała koszule. Ona się wzięła za
      prasowanie, a on z żoną zbierali się do wyjścia do kina. W międzyczasie okazało
      się, że była pokojówka jest w bardzo zaawansowanej ciąży i leży sobie na
      fotelu, bo nie może pracować, a on ją pyta, co u Tomka (Tomek, to jedyna oprócz
      Wiedźmuna osoba z tego snu, którą naprawdę znam). Ona mówi, że w porządku i
      lokatorzy już mają wychodzić do kina, kiedy na drzwiach do ich pokoju zaczyna
      być wyświetlany film, na który mieli iść, czyli "Taxi driver 400-400" Luca
      Bessona. Film jest w całości grafiką komputerową. Znudził mi się dość szybko i
      znalazłem się w autobusie jadącym w skały, gdzie oglądałem wydrukowany z Onetu
      (!!) skałoplan Mirowa, który był znacznie dokładniejszy niż znana mi wersja
      książkowa. Mile się zaskoczyłem, bo okazało się, że droga, którą tam zrobiłem w
      zeszłym roku OeSem jest wycieniona na VI.1+
      • lolik2 szkoda, że nie 22.01.06, 14:48
        jechałeś wroclawskim metrem...
        metro ci u nas obrodziło ostatnio.
    • aard dziś latałem 23.01.06, 13:11
      byłem rojem pszczół. Potwornie zakręcone uczucie, zwłaszcza, ze nie mogłem się
      we śnie opędzić od myśli, że takie brzęczące bzykanie nie bzyka bez powodu...
      • huann a mi się śnili Chińczycy 23.01.06, 14:47
        co wyciągali posadzone na trawiastym boisku rzodkiewki ucząc się
        mówić 'rzodkiewki', ale potrafili powiedzieć tylko 'żeńszeń', aż w końcu
        zleciała na nich z trybun lawina śnieżna, którą relacjonował na żywo przypięty
        do sosny Tomasz Zubilewicz TVN Meteo.
    • aard dostałem od kogoś w prezencie salami 29.01.06, 14:47
      salami było płachtą grubości plastra wędliny zwiniętą w rulon, w którego środku
      było puste miejsce. W miejsce owo nawtykane były różne rzeczy takie jak:
      plastikowe jajka z niespodzianką, minikawałki sera pleśniowego (też zresztą
      czymś nadziewanego) bardzo elegancko opakowane w folię aluminiową oraz...
      miętowe czekoladki w kształcie malutkiego Toblerone w bardzo ładnej
      zielonioutkiej folii, którą się odzierało z nich paskami, jak z paczki
      papierosów. Mimo że miętowe, były pyszne!

      Wyciągałem te skarby po kolei ze środka i się nimi zachwycałem a potem
      objadałem. Niekiedy też kroiłem plaster salami i wraz z całym dobrodziejstwem
      inwentarza (łącznie z folią okalającą wewnętrzne gadżety i kawałkami plastiku z
      jajek-niespodzianek) pożerałem. MNIAM!!!
      • szprota to mi przypomniało 29.01.06, 14:55
        mój dzisiejszy sen, jakem wyjęła z pojemnika ser żółty typu gouda, po czym się okazało, że jest on wydrążony od środka, tworząc sobą niejako drugi pojemnik, a środku znajduje się dość tłusty i niezbyt apetyczny twaróg.
        • lolik2 a mi to przypomnialo 29.01.06, 15:15
          że śnił mi się Krecik.
          • huann a mi to przypomnialo 29.01.06, 21:37
            że to mógłby nie być sen.
            ten Aarda :]
            • aard aard też tak uważa 31.01.06, 10:57
              może oprócz tych kawałków plastiku :p
    • aard Kurna, ciężko będize opisać 31.01.06, 11:05
      Pokonywaliśmy z kimś (?) jakąś trasę w zalesionych górach typu Beskid po drodze
      mijając po prawej stronie ogrodzenie, w którym bardzo stłoczone stały ok.
      dwunastoletnie dziewczynki poubierane w futrzane (ze srebrych lisów chyba)
      całościowe kombinezony typu "teletubiś", że im tylko twarz wystawała. Twarz
      zresztą też jakaś taka owcza. Robiliśmy im przez chwilę zdjęcia, a ja nawet bez
      ich wiedzy i zgody nakręciłem z nimi film w aparacie.

      Potem musiałem się załatwić i wszedłem w tym celu do pomieszczenia, gdzie były
      tylko ściany, a nie było podłogi. Wzdłuż scian przemykało się - wokoł
      pomieszczenia po gzymsie z ziejącą pod nogami czeluścią ca. 10m głęboką - do
      kibelka. Kibelek stał na tejże wysokości postumencie i usiąście wrweszcie na
      nim było jeszcze większą ulgą niż zazwyczaj :p
    • huann SEN Z DN. 1.02. W NOCY 01.02.06, 13:52
      byłem w sześcioosobowym komando, mięliśmy zdobywać kamienicę przy deptaku ze
      schodkami w centrum tomaszowa maz.
      nasze komando było podzielone na dwie trójki. w mojej trójce oprócz mnie było
      jeszcze jakichś moich dwóch dobrych znajomych, ale nie pamiętam których. druga
      trójka składała się z: 1. nowego rzecznika praw obywatelskich pana
      Kochanowskiego (łysy dziadek w okularach znaczy), 2. człekopodobnego stworzenia
      z czworgiem owadzich oczu i starannie złożonymi skrzydłami nietoperza oraz 3.
      Marka Nowaka z Piany Złudzeń.
      w momencie gdy nasza trójka miała po cichu wejść do kamienicy, pojawił się
      rzeczony Marek przebrany w bufiasty strój trefnisia czarny po wierzchu i dając
      mi bezgłośnie znaki, żebym był cicho (pozostała dwójka z mojej trójki niczego
      nie zauważyła), jak to trefniś podskakując i robiąc koziołki (pod spodem jego
      strój był bajecznie kolorowy, co co chwila się okazywało podczas owych skoków i
      fikołków) wdarł się do środka kamienicy. po chwili ja także, nie czekając na
      resztę mojej trójki wskoczyłem do środka i jakież było moje zdumienie, gdy się
      okazało, że oni też tam są i właśnie się leją z tamta trójką, czyli
      owadopodobnym, rzecznikiem praw i M.Nowakiem. z miejsca i zaskoczenia
      obrzuciłem tamtą trójkę śnieżkami i okazało sie, że zarówno owadopodobny, jak i
      rzecznik praw od śnieżek stają się szkieletami, ale w pełni sprawnymi. po czym
      okazało się, że mogą odzyskać swoją postać, ale muszą cały czas dotykać palcem
      owego, zdawać by się mogło wspólnego naszego wroga, który był trochę jak lord
      vader. gdy tylko dotykać przestawali, znów szkieletami się stawali.
      nasza trójka wsiadła więc do tramwaju, bo okazało się, że nie była to żadna
      kamienica, a miejsce, gdzie dziś jest dekompresja, a wówczas była
      fabryka 'femina'. jadąc tramwajem starą karolewską w stronę miasta
      (nie było całego węzła drogowego koło kaliskiej) czytaliśmy każdy swój
      egzemplarz najnowszego numeru, a właściwie tomu (bo wyjątkowo opasły) bardzo
      kolorowej 'olivii' i kolega z naszej trójki tłumaczył, że przecież jest
      komunizm i kryzys i nie ma papieru, więc wychodzi tylko 'olivia'. i ja mu z
      kolei tłumaczyłem, że wschodnią granicę administracyjną torunia należy
      pociągnąć po obwodnicy, północna może zostać jak jest, od zachodu należy
      włączyć nieszawkę wraz z przyległościami, a na południu brzozę toruńską i wtedy
      przestanie istnieć konflikt, że z brzozy do urzędu gminy w nieszawce trzeba jechać
      przez pół torunia, a wówczas gmina nieszawka w ogóle przestałaby istnieć, no bo
      co to za gmina, z której by zostały po owych administracyjnych zmianach tylko
      lasy puszczy bydgoskiej i poligon wojskowy?
    • lolik2 słuchałam wieczorem 07.02.06, 07:47
      The Killers
      i przyśniło mi się, że nakrzyczałam na chłopaka co tam gra na perkusji, że to jakas popelina i że brzęczy jak moja kuchenka, gdy mówi, że już dość
      :]
    • aard Wyprawa na Siedmiotysięcznik 10.02.06, 10:42
      Dokładnie góra miała 7000,6 m i kształt typowego stożka wulkanicznego (ot taka
      Fidzijama, jeno deczko wyższa). A położona była gdzieś w Kunlun Shanie chyba, w
      każdym razie w Chinach. Atakowałem ją z grupą znajomych, z którymi płynelismy
      rwącą rzeką na tratwie aż do czwartego obozu (co ciekawe, płynęliśmy W DOŁ
      rzeki!), po drodze podziwiając popisy jednego z kolegów, który w doniczce (!) i
      wyposażony tylko we flisacką tyczkę spokojnie utrzymywał się na powierzchni co
      najmniej trójkowego bystrza.

      Kiedy już bylismy w Czwórce (która była schroniskiem wyglądającym co najmniej
      jak hotel górski na Turbaczu), to okazało się, ze wszyscy są wycieńczeni i ja
      jeden mam szansę atakować szczyt. No to zaatakowałem. Było lajtowo - słońce
      świeciło, było ciepło i przyjemnie, nawet oddychanie szło lekko. Na szczycie
      stała mała drewniana chatka, w której najpierw pisałem SMSa do Huann,
      że "zdobyłem Siedmiotysięcznik!", a potem sobie robiłem zdjęcia szczytowe, ale
      że nie miałem aparatu, to postanowiłem zastosowałeć stary surwiwalowy trick
      polegający na naświetlaniu kawałka papieru w sposób hokus-pokus, ogrzewaniu go
      przez chwilę po kurtką (podczas tego ogrzewania zwykle słychać ciche
      skwierczenie, jakby się coś przypalało) i od razu mamy zdjęcie jak z polaroida.
      Był jednak jeden problem - nie miałem przy sobie innego papieru niż toaletowy.
      No to zrobiłem sobie piekną fotkę legitymacyjną na papierze toaletowym i
      zadowolony z efektów zszedłem do schroniska :)
    • huann sen sprzed dni paru(nastu?) 01.03.06, 21:01
      śnił mi się Majkel, byl jeżykiem, mieszkał na trawniku przed jednym z
      retkińskich bloków w półotwartej klatce/pudełku(?) i bardzo przekonująco
      zapewniał wszystkich, że nic a nic nie boi się jastrzębia...
    • aard Mój kuzyn był rozżalony 20.03.06, 15:54
      że mój kolego Jerzy (imię zmienione), podejrzewany powszechnie o biseksualizm
      zwróciłsię do tegoż kuzyna per "mamo". "Żeby chociaż >>kochanie<<!", powiedział
      kuzyn.

      Czekamy na opis randki ze Stachurskym.
    • mag.gie Mag.gie poleca na dobranoc, dobry wieczór... 22.03.06, 00:11
      Byłam na randce i miałam świadomość, że on to Stachurski. Zabrał mnie do
      ekskluzywnego lokalu. Siedzieliśmy w wysokich na około 5 m stalowych koszach na
      stalowej łodydze. Zamówił kiełbasę gotowaną.
      A pan S. tłumaczył mi, że miejsce kobiety jest w Segrada Familia czyli ( w
      dosłownym tłumaczeniu) w sercu kuchni.
    • huann sen z częściami sprzed tygodnia jakiegoś chyba 02.04.06, 00:51
      a szło to tak:
      w pierwszej części snu znajdowałem się w mrocznym, dwudzielnym pomieszczeniu
      oświetlanym częściowo tylko jakimiś lampkami oliwnymi i świecami, czy też
      zniczami. do drugiej części pomieszczenia, nieoświetlonej i zupełnie ciemnej
      przeskakiwało się przez dziurę w ścianie przez niewysoki murek, natomiast
      pierwsza część pomieszczenia miała osobliwą podłogę: okrągły, wybetonowany lej
      jak po bombie. we śnie miałem świadomość, ze to miejsce rozstrzeliwań z okresu
      II wojny światowej, a lampki i świece to na cześć pomordowanych.
      druga część snu polegała na cofnięciu się do czasów wojny. byłem wtedy małym
      żydowskim chłopcem, będącym perwersyją żywą maskotką samego Hitlera. moim
      jedynym zajęciem i obowiązkiem było obserwowanie, jak fuhrer gwałci wybierane
      ze stosu rozstrzelanych młode (ciekawe że) aryjki. a działo się to właśnie w
      późniejszym pomieszczeniu z lejem na podłodze, natomiast drugiego pomieszczenia
      nie było. gdy dochodziło do gwałtu trupy młodych pań otwierały szare oczy, a
      Adolf zaczynał śpiewać jakieś klezmerskie przyśpiewki z wciąż powtarzającymi
      się słowami "Hajle Selassie", przy czym w ekspresowym tempie rosła mu długa
      czarna broda jak u rabina. wtedy nie zwracał na mnie najmniejszej uwagi i
      mogłem po trochu drążyć dziurę w ścianie (tę z pierwszej części snu) by w końcu
      nawiać. gdy tunel był już gotowy i zacząłem się już przeciskać, Hitler nagle
      przerwał swoje gwałty i śpiewy, broda mu zniknęła tak szybko jak się pojawiła.
      po czym z całkowitą świadomością co zrobiłem spojrzał na mnie tak, że
      przepadłem od samego okrucieństwa jego lodowatobłękitnego spojrzenia...
      • aard gotowy scenariusz! 11.04.06, 10:16
        fantastyczne! :))
    • cruach nie moje, więc w dialogu: 02.04.06, 09:38
      - synuś, od dawna nie śpisz?
      - o czwartej rano sięobudziłem.
      - yyy?
      - no bo sniło mi się, że jestem wielkim pająkiem, który
      musi złożyć jaja w ofierze J. P. II.
    • aard Piramidy kultury 11.04.06, 10:13
      No więc Pałac Kultury miał kształt piramidy, ale był przy tym tak wysoki jak
      Pałac, więc (chyba) wyższy od piramid. Po jego ścianie jeździła ukosem winda,
      ale ściana była tak ogromna, że siedząc na windzie miało się zakłócenia
      błędnika i wyglądało, że winda jeździ w pionie. Jeździłem sobie na dachu windy
      na leżaco i w pewnym momencie się z niego stoczyłem i zacząłem spadać. Nawet
      się przestraszyłem, ale przyspieszenie moje było jakieś nieziemskie (może
      dzięki temu ukosowi) i wylądowałem dość miękko u podnóża windy. Potem poszliśmy
      z jakimś dwojgiem znajomych nad morze, które było opodal, a było w formie
      takiej fiordowatej zatoki rozszerzającej się ku prawej stronie i tamże gdzieś
      uchodzącej ku otwartemu. No i nagle przyszła duża fala, więc schowaliśmy się w
      szopie na narzędzia, żeby nas nie opryskała. Gawędzimy sobie o tym i o owym z
      napotkanym tam policjantem, aż ja wyjrzałem na dwór i zobaczyłem, że niebo
      błyskawicznie zmienia kolor (nie pamiętam, żebym kiedykolwiek miał tak
      plastyczny sen, to było ekstra!) migając różnymi odcieniami pomarańczowego.
      Podświetlone od spodu chmury szły bowiem jak w ca. stukrotnie przyspieszonym
      filmie, mimo że właściwie nie było wiatru. I wtedy jakieś 200 metrów od brzegu
      zobaczyłem falę tsunami...
      Krzyknałem do policjanta, żeby chociaż tę laskę ratował uwożąc ją na swoim
      motorze marki wueska, a my spróbujemy uciec wartburgiem, ale sądzę, że musiało
      już być za późno, bo się obudziłem.
    • kotbert Rosyjska grupa ratunkowa 11.04.06, 11:59
      Niestety nie pamiętam początku tej bajki, natomiast jej sednem była tytułowa grupa ratunkowa, do której należałam ja oraz banda kompletnie zalanych Rosjan płci obojga. Fabuła składała się z pewnej ilości misji ratunkowych, do których wyjeżdżaliśmy saniami z napędem na tył, a naszym celem było głównie pojenie ludzi alkoholem wysokoprocentowym, co miało zapobiegać jakimś grożącym im katastrofom. Efektowny finał snu odbył się w podziemnym bunkrze, w którym odkryto nieprzytomnego chłopaka. Oczywiście trzeba było mu natychmiast dostarczyć alkohol oraz - tu modyfikacja - ciepłe ubranie. Wpadliśmy naszą brygadą do owego bunkra, otwierając drzwi efektownym kopem z półobrotu (mojego autorstwa) i właśnie pytałam siedzącego nad ofiarą sanitariusza, czy ratowany przeżyje naszą interwencję, gdy zadzwonił cholerny telefon.
      • szprota ROTFL [nic] 11.04.06, 12:03

    • huann Re: Ayrton Senna poleca 13.04.06, 22:46
      jechałem rowerem przez kręte retkińskie uliczki osiedlowe. blokersi podpalili
      dokładnie 1/3 dużego klombu wściekle żółtych żonkili. jechałem na wprost
      zachodzącego krwawą łuną słońca stopniowo się wznosząc wąską kładką nad torami
      kolejowymi. miałem świadomość, że wokół rośnie stanowczo zbyt wiele karłowatych
      wobec mnie topól.
      stając się stopniowo białym puchem rozpłynąłem się w eterze.
    • aard dziś w nocy 11.05.06, 10:00
      Yavorius zaspamował całą pierwszą stronę RU wątkami
      typu "punkt" "raz", "nołtekst" i "popierdolone". To był popierdolony sen ;)
      • cassani ja dziś w nocy 11.05.06, 10:04
        miałem tylko pojebane sny. chyba ktoś oglądał moje spodnie czy cos takiego. ale
        po jaki chuj? nie wiem.
        • aard twoje spodnie 11.05.06, 10:06
          nasz interes!

          A nie, coś mi się pojebało.
          • cassani czyli 11.05.06, 10:12
            trzymam łapę na obcych interesach?
            • aard oraz chuj wie 11.05.06, 12:32
              jakiego węża masz w kieszeni...
          • lolik2 eh... 11.05.06, 10:12
            a mi się śniła sala wykładowa...

            bubuuu!
      • maginiak Re: dziś w nocy 11.05.06, 12:41
        > Yavorius zaspamował całą pierwszą stronę RU wątkami
        > typu "punkt" "raz", "nołtekst" i "popierdolone". To był popierdolony sen ;)


        To był popierdolony sen z wyraźnymi znamionami koszmaru!
        I następnie: pobudka z zimnym potem na czole i drżącymi dłońmi!

        Ale następnie: Ufff! Jaka ulga! Na szczeście to był tylko sen! ;)
        • aard tak mogło być! 11.05.06, 13:08
          tak mogło być! Ale było inaczej. Obudził mnie telefon od taty o 7:40 i to był
          dopiero koszmar! ;)
    • huann sen nieomal realistyczny z rikszą 14.05.06, 12:17
      był maj. Brite zamówił u mnie nocny kurs z soboty na niedzielę po obrzeżach
      Łodzi rikszą. no to pojechaliśmy. generalnie jeździliśmy bardzo bocznymi
      uliczkami, gdzie nie zawsze nawierzchnia była utwardzona. ostatecznie zaczęło
      się rozwidniać w okolicach Rokicia. stwierdziłem, że pora już wracać do centrum,
      bo o 10:00 muszę być pod Centralem z rikszą. początkowo zjeżdżaliśmy
      niesamowicie długo w dolinę rzeczki chyba Jasień. z rozpędu ominęliśmy
      skrzyżowanie ulicy Laskowickiej z Obywatelską i znaleźliśmy się na osiedlu nowo
      budowanych domków na północnych stokach owej doliny. wszędzie jeszcze leżało tu
      mnóstwo śniegu, a miejscowe dzieci ze zdumieniem przyglądały się, jak
      przepychamy rikszę przez zawiane śniegiem pola i miedze w stronę majaczącej we
      mgle porannej ulicy Obywatelskiej.
      w drugiej części snu był już niedzielny ranek. ustawiłem się grzecznie w kolejce
      pojazdów pod Centralem na końcu i poszedłem cośtam ustalić z tymi, co stali na
      początku. po chwili do mojej rikszy podeszło trzech żołnierzy z demobilu, znaczy
      właśnie ich wypuścili do rezerwy i musieli pilnie pozałatwiać różne rzeczy na
      mieście.
      dla rikszarza to idealni klienci! po pierwsze było ich aż trzech, po drugie miał
      to być kurs w różne miejsca i czasochłonny. bez mrugnięcia okiem zgodzili się na
      50 zł za całą imprezę. już miałem wskakiwać na siodełko, a tu podleciał pewien
      żul-rikszarz, który przechlał całą kasę i nie miał na wypożyczenie wózka tego
      dnia i porwał mi bez żadnych ceregieli rikszę z klientami!
      wściekły poleciałem naskarżyć do garażu (mieścił się w okolicach ławeczki
      Reymonta), a tu gość jakiś siedzi jakby kontrahent i z mechanikiem nawijają w
      języku francuskim. jak niepyszny rzuciłem 'bążur' i wyszedłem na Piotrkowską
      znowu, a tam scena jak z kociej wersji 101 dalmatyńczyków: przez środek jezdni
      przebiegają 2 duże czarne koty i jednoczesny ich pomiot w postaci setek ciut
      mniejszych, równie czarnych! wilczury też się jakieś pałętają pomiędzy nimi, ale
      przyjaźnie, ale koty się puszą, w ogóle to jakieś krzyżówki są czarnych
      dachowców z czarnymi persami! pod centralem wskakuję w rikszę kolegi i proszę
      go, żebyśmy jadąc odnaleźli moja rikszę z żulem. w końcu odnajdujemy.
      ostatecznie odzyskuję swoją rikszę, żul mi płaci symboliczne 2,50 (jak za kurs)
      za oddanie owej, z kolei ja przekazuję te 2,50 koledze co mnie podwiózł, a nad
      galerią łodzką się błyska, bo idzie wielka burza...
    • szprota sen sprzed kilku dni 16.05.06, 10:25
      śniło mi się, że robiłam grilla dla szeroko pojętych wszystkich (miały być
      utopce, jakieś pianowozłudzeniowe towarzystwo, a nawet ludzie z pracy) i na
      niego zabładziłam, miał się bowiem odbywać w jakiejś wsi. Wiózł mnie nań
      Moostank z Motłohem gdzieś w okolice działki Moostanka, bo na pewno mijaliśmy
      Łobódź i wysiadałam bodaj w Adamowie. Moostank był kierowcą, a Motłoh mu się
      mądrzył na siedzeniu pasażera i powodował, że wszyscy z chwili na chwilę coraz
      bardziej tracili humor. Wysadzili mnie gdzieś w szczerym polu i znikąd pojawił
      się kol. Krygi z teamu, więc dalszą trasę jużeśmy błąkali się razem, leząc przez
      wsie opłotki, drogi gruntowe i gospodarstwa na durch. Na pewno wpakowaliśmy się
      do jakiegoś psiego kojca, gdzie zwierzątka były przyjazne i rozkoszne i nawet
      sobie pomyślałam, że lepiej psy niż koty, bo Krygi woli psy. Pod koniec trasy
      przetrawersowaliśmy się na durch przez jakieś defaltowo podniszczone
      staroświeckie domostwo, gdzie nikt nam o to najmniejszej pretensji nie uczynił,
      zapewne mieszkańcy byli przyzwyczajeni, że cała wieś lezie tędy do pekaesu. I
      rzeczywiście, wyszedłszy tylną furtką wsiedliśmy od razu do autobusu - klasyczny
      pekaes z babami z siatami z jajami i człowiekiem rozprowadzającym bilety przy
      pomocy kasy fiskalnej. Byłam już znużona krążeniem po okolicy i ogromnie zła na
      cały świat, nabzdyczona i warcząca na wszystko, więc burczałam na Krygiego, że
      nie wiemy, gdzie wysiąść i ogólna chujnia z grzybnią. Na to się wtrąciła jakaś
      babeczka w wieku wczesnomenopauzalnym, że ona wie, chętnie pokaże i na pewno
      sobie poradzimy - była tak serdeczna i sympatyczna, że zły humor minął mi jak
      ręką odjął, a i nogą nie dodał.
      No i istotnie, wysiedliśmy, gdzie trzeba (ale gdzie to było, nie mam w tej
      chwili pojęcia - kompletnie anonimowe małomiasteczkowe uliczki), a ja spojrzałam
      na swój telefon. Jaka to była motorola, nie mam pojęcia, na pewno jedna z
      najstarszych, a może w ogóle pierwsza? Na pewno miałam świadomość, że jest
      zajebistym wypasem! Miałam kilka nieodebranych połaczeń i, rzecz jasna, nie
      wiedziałam od kogo, bo się wyświetliły numery, a nie nazwa z książki
      telefonicznej, no więc oddzwoniłam, a był to Moostank zaniepokojony, jak sobie
      dałam radę i dość sceptycznie podchodzący do informacji, że luzik i ludzie we
      wsi życzliwi, nawet mnie ostrzegał, że z kłonicami mogą mnie pogonić. W trakcie
      tej rozmowy dotarłam na miejsce - garaż jakiś albo wiata jak u Zeusa, trzeba
      było wszystko przygotować, ale że już było troszkę ludzi, nie stresowaliśmy się
      tym zbytnio, ten zajął się rozkadaniem grilla, tamten śmierdzeniem podpałką
      podeń. A ja tymczasem gadałam przez telefon z Motłohem, który klarował mi, że na
      grilla przyjedzie tylko, jeśli zaproszę Moostanka i nie przyjmował do
      wiadomości, że ja chętnie, ale moi rodzice o wiele mniej, więc w końcu
      zadzwoniłam jeszcze do mamy, a mama łaskawie, że ona osobiście nie ma nic
      przeciwko, ale nie odpowiada za tatę.
      kurwa, jak w realu.
    • aard jakiś kurwaskuter 19.05.06, 19:05
      co miał 2/3 tylnego koła z dętką z węża ogrodowego i chciał mnie pobić
    • huann sen z nocy wczorajszej 21.05.06, 01:20
      zostałem wcielony do międzynarodowych sił pod dowództwem amerykańskim. było nas
      kilkunastu na plaży. nasz pobyt tamże polegał na leżeniu i uważaniu, by nie
      dostać kulą od włoskiego snajpera, których cała armia ukrywała się na szczycie
      zakrzaczonego klifu nad plażą. w tym celu odwracaliśmy się plecami, wiedząc, że
      choć armia włoska jest tchórzliwa i kryje się w krzakach, to w plecy strzelać
      nam nie będzie. zresztą wojna już się i tak kończyła. w pewnym momencie jeden z
      włoskich snajperów wywiesił białą chusteczkę. bardzo nieufnie spojrzałem nań do
      góry i okazało się, że chce mi zrzucić na dół całą szklaną rurę (taką, jak się
      serwuje z piwem w pubach) soku z czarnej porzeczki w dowód zaufania i przyjaźni.
      ledwo ją wyłapałem i spojrzałem ponownie w górę, by pomachać, że cało doleciała,
      a tu zamiast klifu wieżowiec z fikuśnie zasłanianymi specjalnymi płytami oknami.
      wszedłem do środka, a tam wielkie kompleksy mrocznych łazienek i labirynty
      toalet (ostatnio niemalże stały motyw moich snów! :/). okazało się, że w
      międzyczasie przysłonięto wszystkie okna w wieżowcu, a na parterze w portierni
      (zupełnie jak w Unice) miła pani powiedziała, że trzeba już wyjść, bo zostanę na
      weekend. przy okazji poskarżyła się, jak źle szefostowo traktuje tu pracowników.
      i rzeczywiście - na pobliskich drzwiach wisiała wywieszka: "pięciu pracowników
      po elektromechanice, z czego trzej przynajmniej to analfbeci!"
    • aard Ja! Szczurki! 15.06.06, 13:00
      Byłem z jakąś zaprzyjaźnioną ekipą w Lubljanie (to znaczy, wiedziałem, że to
      Lubljana, ale wyglądała bardziej jak Drezno czy inny Regensburg chyba) no i
      czekaliśmy na przystanku przy ruchliwej ulicy na autobus. A ruch był na tej
      ulicy lewostronny. I nagle patrzę, a po ulicy idzie zielona dorodna jaszczurka -
      tak ze 40 cm nie licząc ogona. Pokazuję ją innym i w tym momencie przejechał z
      nieinteresującego nas kierunku autobus, który był... wielką zieloną jaszczurką!
      Niestety jaszczurkobus przydepnął tę mniejszą - choć też sporą - jaszczurkę i
      przeczochrał ją przez kilka metrów po asfalcie, na szczęście uszkadzając jej
      tylko łapę. Kiedy już mała jaszczurka się jakoś wydostała spod łapy dużej,
      odczołgała się w kierunku rynsztoka, zeszła do kratki kanalizacyjnej i się
      obudziłem :/
      • szprota coś się zwierzęco zrobiło 15.06.06, 13:06
        Huann ostatnio wyśniła wije do wytępienia, ale pewnie lepiej sama opisze.
        • vauban Re: Sylwester na Mieście 27.06.06, 02:53
          Rzecz, która ostatecznie doprowadziła mnie aż tutaj, była następująca:
          Śniło mi się, że jestem jednym z gości zaproszony na imprezę sylwestrową
          (czerwiec mamy, zauważcie) przez kolegów płetwonurków (istnieją realnie), przy
          czym impra odbywała się na dworcu kolejowym Toruń Miasto - ale nie w środku,
          tylko na placu przed budynkiem. Mimo jednoznacznie określonego czasu i okazji,
          lał deszcz, wraz z kimś znajomym - ale nie wiem kim - ustawiałem ogromny namiot
          przed wejściem, w deszczu z trudem wiążąc supły na linkach odciągów. Niedaleko
          stał Ogromny Ekran, pokazujący fajerwerki w Melbourne (!). Czekałem, w ogromnym
          napięciu, bo mieli przyjść znajomi, których nie widziałem od lat, a na ich
          przyjście bardzo się cieszyłem - ale jakoś wciąż nie przychodzili, więc
          schroniłem się przed deszczem w wagonie na bocznicy - gdzie swojego sylwestra
          obchodzili dyżurujący kolejarze, pijący wódkę pod herbatę i umazani straszliwie
          jakimiś smarami po gębach.
          Dworzec jakoś się wciąż powiększał (w realu to właściwie większy przystanek), by
          osiągnąć rozmiary pokaźnej stacji przeładunkowej. Ze wschodu nadciągali faszyści
          - słychać było rytmiczne "sieg - heil ! sieg - heil !",ale skądś wiedziałem, że
          idą zupełnie w innym kierunku i nie ma co się nimi przejmować.
          Podziemną windą (!) przybyli oczekiwani przeze mnie znajomi, i już mieliśmy
          zasiąść do suto zastawionego stołu - gdy, kurwa, budzik zadzwonił...

          Właściwie drobiazg, ale był cudnie realistyczny - jak zawsze :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka