latajacy_rosomak Mama rosomaka tako śni: 06.01.06, 21:19 Jeden znajomy wciągał różne przedmioty odbytem. U lekarza zaś usłyszał diagnozę: "ma pan zachłanny odbyt". A ja ostatnio czytałem drobny fragment Freuda, w którym stało, że każdy człowiek prechodzi fazę sadystyczno-analną, podczas której napięcie jest rozładowywane podczas defekacji. Smacznego! Odpowiedz Link
huann sen międzynarodowy huann bez szprotektoratu onz 08.01.06, 02:33 wypuścili mnie z niewoli Serbowie, albo Chorwaci - kto to wie? (może Paweł->?) przepłynąłem wpław, a trochę przebrodziłem cieśnino-zatokę, tzw. Bokę Kotorską (w śnie dużo płytszą i węższą niż jest w rzeczywistości) i znalazłem się na wybrzeżu Albanii (choć w rzeczywistości bym się znalazł na wybrzeżu Czarnogóry). sam jeden wśród bujnej, dzikiej roślinności, na skraju szerokiej plaży. wśród nieba zachmurzonego i na wydmie stał prywatny, spory pałacyk w stylu modernistycznym - prywatna rezydencja prezydenta... Mołdawii. zostałem jego opiekunem (był to zniedołężniały staruszek) i przy pierwszej, nadarzającej się okazji go zabiłem. po czym uciekłem, mając świadomość tego, że mnie łatwo mogą wytropić po śladach stóp na plaży (byłem jedynym, który został wypuszczony z niewoli Serbów, czy też Chorwatów, a jak wspominałem, było to totalne odludzie), ale wcale się nie przejmując. po czym zostałem zaproszony wraz ze Szprotą na jakieś święto żydowskie, które najpierw było otwarte dla wszystkich, jednak potem przenieśliśmy się wraz z tłumem do wielkiej ni to świątyni, ni sali kongresowej, gdzie jednak, odwrotnie niż w innych takich miejscach zazwyczaj bywa, rzędy się wznosiły ku scenie, a na owej, wyniesionej hen wysoko na zmianę stroiła i przygrywała orkiestra. w przerwach wszyscy jedli, gadali i plotkowali i każdy miał obowiązkowo butelkę wody mineralnej koszernej, a my z głupia frant nałęczowiankę i trochę się musieliśmy z tym kryć. najgorszy moment nadszedł, gdy wszyscy siedzący obok zaczęli przyjmować coś w rodzaju komunii z macy, mówiąc przy tym dziwną formułkę po sennohebrajsku, a myśmy jej nomen-omen nie znali ni w ząb. przypominam, że impreza była zamknięta dla osób z zewnątrz (w ramach wyjątku i ekumenizmu był przemykający chyłkiem jeden polski ksiądz), ale nasz żydowski sąsiad ulitował się nad nami i nauczył sylabę po sylabie owej formułki, bez ktorej znajomości znaleźlibyśmy się z pewnością w jeszcze gorszych tarapatach... Odpowiedz Link
aard No i jak brzmiała 11.01.06, 13:35 OWA FORMUŁKA? Powiedzpowiedzpowiedzpowiedzpowiedzpowiedzpowiedzpowiedz!! Odpowiedz Link
huann brzmiała 11.01.06, 13:52 ekumenicznie i hermetycznie jednocześnie. coś jak hermes u merkurego. Odpowiedz Link
huann sen sprzed wdóch dni 15.01.06, 19:06 a właściwie i nocy: nie pamiętam szczegółów. może poza tym, że takie głupoty gadałem przez telefon, że stałem się formalnym guru zgromadzonej wokół mnie piany złudzeń z szerokimi przyległościami. po czym pojechałem rowerem na Mazury do Szproty, która tam już była na urlopie i nas zaprosili do miasteczka pobliskiego do miejscowego domu kultury byśmy wystawili do publiczności bardzo ambitną sztukę. po wystawieniu owej dodałem od siebie jeszcze na zakończenie "kurwa kurwa ja pierdolę" (czy coś w bardzo podobie) i tak się to spodobało szefom ośrodka, że nas zaprosili do miejscowego gimnazjum na darmowy kurs języka portugalskiego po godzinach lekcyjnych, ale właśnie odjeżdżał z miasteczka ostatni tego dnia busik (nysa), więc niestety nie skorzystaliśmy. po czym ruszyłem wzdłuż jakichś mierzei i zalewów nad morze rowerem, a na drzwiach na przyjście policji wymalowany został napis kredą Ch+W+D+P 2006, bo był styczeń i chodziła. Odpowiedz Link
huann Re: a Huannu 20.01.06, 00:57 szprota napisała: > znów się śnił mord w duchu ekumenizmu! Odpowiedz Link
huann no oczywiście 20.01.06, 13:35 że nie wiem, bo nie spałem, a później spałem, to tym baardziej. ale ładny mi sie wydawał, przez niesen, a później to nie wiem, bo przez sen. Odpowiedz Link
szprota Huasiu, tak? 20.01.06, 14:11 "to ciekawe, że nie ma much" - powiedział Huann wczoraj under sen. Odpowiedz Link
aard że ładny, to oczywizda 20.01.06, 17:10 bo Twój. Że aard się nie domyślu, to pizda :p Odpowiedz Link
aard Sny dwa 22.01.06, 13:11 1. Od urodzenia miałem zamiast górnej połowy głowy kamionkową pokrywę od rezerwuaru (taką jak ta, co spada u MZtki, jeno nie plastikową; zaczynała się tuż powyżej oczu i uszu). Wyglądałem generalnie jak ryba-młot i tak się czułem, ale jakoś mi to nie przeszkadzało (zresztą wszyscy takie mieli), dopóki kiedyś, gdzieś tak w wieku przedchrystusowym jej nie zdjąłem. Ukazała mi się w miarę kształtna czaszka z ciemnoblond włosami (w sumie moja!) i postanowiłem już nigdy nie zakładać kamionkowej pokrywy. 2. Szedłem z Wiedźmunem najdłuższym przejściem podziemnym Polski we Wrocławiu (które prowadziło WZDŁUŻ Odry i generalnie nieco przeciekało) w kierunku miasta. Po drodze Wiedźmun niepostrzeżenie zmienił się w jakąś moją koleżankę, którą we śnie znałem, a na jawie nie znam i która dwa lata temu pracowała w Londynie jako pokojówka. I przechodzilismy w tym przejściu podziemnym obok jakichś drzwi, które się otworzyły i wyszedł z nich jakiś mój znajomy i poprosił moją towarzyszkę, żeby mu wyprasowała koszule. Ona się wzięła za prasowanie, a on z żoną zbierali się do wyjścia do kina. W międzyczasie okazało się, że była pokojówka jest w bardzo zaawansowanej ciąży i leży sobie na fotelu, bo nie może pracować, a on ją pyta, co u Tomka (Tomek, to jedyna oprócz Wiedźmuna osoba z tego snu, którą naprawdę znam). Ona mówi, że w porządku i lokatorzy już mają wychodzić do kina, kiedy na drzwiach do ich pokoju zaczyna być wyświetlany film, na który mieli iść, czyli "Taxi driver 400-400" Luca Bessona. Film jest w całości grafiką komputerową. Znudził mi się dość szybko i znalazłem się w autobusie jadącym w skały, gdzie oglądałem wydrukowany z Onetu (!!) skałoplan Mirowa, który był znacznie dokładniejszy niż znana mi wersja książkowa. Mile się zaskoczyłem, bo okazało się, że droga, którą tam zrobiłem w zeszłym roku OeSem jest wycieniona na VI.1+ Odpowiedz Link
lolik2 szkoda, że nie 22.01.06, 14:48 jechałeś wroclawskim metrem... metro ci u nas obrodziło ostatnio. Odpowiedz Link
aard dziś latałem 23.01.06, 13:11 byłem rojem pszczół. Potwornie zakręcone uczucie, zwłaszcza, ze nie mogłem się we śnie opędzić od myśli, że takie brzęczące bzykanie nie bzyka bez powodu... Odpowiedz Link
huann a mi się śnili Chińczycy 23.01.06, 14:47 co wyciągali posadzone na trawiastym boisku rzodkiewki ucząc się mówić 'rzodkiewki', ale potrafili powiedzieć tylko 'żeńszeń', aż w końcu zleciała na nich z trybun lawina śnieżna, którą relacjonował na żywo przypięty do sosny Tomasz Zubilewicz TVN Meteo. Odpowiedz Link
aard dostałem od kogoś w prezencie salami 29.01.06, 14:47 salami było płachtą grubości plastra wędliny zwiniętą w rulon, w którego środku było puste miejsce. W miejsce owo nawtykane były różne rzeczy takie jak: plastikowe jajka z niespodzianką, minikawałki sera pleśniowego (też zresztą czymś nadziewanego) bardzo elegancko opakowane w folię aluminiową oraz... miętowe czekoladki w kształcie malutkiego Toblerone w bardzo ładnej zielonioutkiej folii, którą się odzierało z nich paskami, jak z paczki papierosów. Mimo że miętowe, były pyszne! Wyciągałem te skarby po kolei ze środka i się nimi zachwycałem a potem objadałem. Niekiedy też kroiłem plaster salami i wraz z całym dobrodziejstwem inwentarza (łącznie z folią okalającą wewnętrzne gadżety i kawałkami plastiku z jajek-niespodzianek) pożerałem. MNIAM!!! Odpowiedz Link
szprota to mi przypomniało 29.01.06, 14:55 mój dzisiejszy sen, jakem wyjęła z pojemnika ser żółty typu gouda, po czym się okazało, że jest on wydrążony od środka, tworząc sobą niejako drugi pojemnik, a środku znajduje się dość tłusty i niezbyt apetyczny twaróg. Odpowiedz Link
aard Kurna, ciężko będize opisać 31.01.06, 11:05 Pokonywaliśmy z kimś (?) jakąś trasę w zalesionych górach typu Beskid po drodze mijając po prawej stronie ogrodzenie, w którym bardzo stłoczone stały ok. dwunastoletnie dziewczynki poubierane w futrzane (ze srebrych lisów chyba) całościowe kombinezony typu "teletubiś", że im tylko twarz wystawała. Twarz zresztą też jakaś taka owcza. Robiliśmy im przez chwilę zdjęcia, a ja nawet bez ich wiedzy i zgody nakręciłem z nimi film w aparacie. Potem musiałem się załatwić i wszedłem w tym celu do pomieszczenia, gdzie były tylko ściany, a nie było podłogi. Wzdłuż scian przemykało się - wokoł pomieszczenia po gzymsie z ziejącą pod nogami czeluścią ca. 10m głęboką - do kibelka. Kibelek stał na tejże wysokości postumencie i usiąście wrweszcie na nim było jeszcze większą ulgą niż zazwyczaj :p Odpowiedz Link
huann SEN Z DN. 1.02. W NOCY 01.02.06, 13:52 byłem w sześcioosobowym komando, mięliśmy zdobywać kamienicę przy deptaku ze schodkami w centrum tomaszowa maz. nasze komando było podzielone na dwie trójki. w mojej trójce oprócz mnie było jeszcze jakichś moich dwóch dobrych znajomych, ale nie pamiętam których. druga trójka składała się z: 1. nowego rzecznika praw obywatelskich pana Kochanowskiego (łysy dziadek w okularach znaczy), 2. człekopodobnego stworzenia z czworgiem owadzich oczu i starannie złożonymi skrzydłami nietoperza oraz 3. Marka Nowaka z Piany Złudzeń. w momencie gdy nasza trójka miała po cichu wejść do kamienicy, pojawił się rzeczony Marek przebrany w bufiasty strój trefnisia czarny po wierzchu i dając mi bezgłośnie znaki, żebym był cicho (pozostała dwójka z mojej trójki niczego nie zauważyła), jak to trefniś podskakując i robiąc koziołki (pod spodem jego strój był bajecznie kolorowy, co co chwila się okazywało podczas owych skoków i fikołków) wdarł się do środka kamienicy. po chwili ja także, nie czekając na resztę mojej trójki wskoczyłem do środka i jakież było moje zdumienie, gdy się okazało, że oni też tam są i właśnie się leją z tamta trójką, czyli owadopodobnym, rzecznikiem praw i M.Nowakiem. z miejsca i zaskoczenia obrzuciłem tamtą trójkę śnieżkami i okazało sie, że zarówno owadopodobny, jak i rzecznik praw od śnieżek stają się szkieletami, ale w pełni sprawnymi. po czym okazało się, że mogą odzyskać swoją postać, ale muszą cały czas dotykać palcem owego, zdawać by się mogło wspólnego naszego wroga, który był trochę jak lord vader. gdy tylko dotykać przestawali, znów szkieletami się stawali. nasza trójka wsiadła więc do tramwaju, bo okazało się, że nie była to żadna kamienica, a miejsce, gdzie dziś jest dekompresja, a wówczas była fabryka 'femina'. jadąc tramwajem starą karolewską w stronę miasta (nie było całego węzła drogowego koło kaliskiej) czytaliśmy każdy swój egzemplarz najnowszego numeru, a właściwie tomu (bo wyjątkowo opasły) bardzo kolorowej 'olivii' i kolega z naszej trójki tłumaczył, że przecież jest komunizm i kryzys i nie ma papieru, więc wychodzi tylko 'olivia'. i ja mu z kolei tłumaczyłem, że wschodnią granicę administracyjną torunia należy pociągnąć po obwodnicy, północna może zostać jak jest, od zachodu należy włączyć nieszawkę wraz z przyległościami, a na południu brzozę toruńską i wtedy przestanie istnieć konflikt, że z brzozy do urzędu gminy w nieszawce trzeba jechać przez pół torunia, a wówczas gmina nieszawka w ogóle przestałaby istnieć, no bo co to za gmina, z której by zostały po owych administracyjnych zmianach tylko lasy puszczy bydgoskiej i poligon wojskowy? Odpowiedz Link
lolik2 słuchałam wieczorem 07.02.06, 07:47 The Killers i przyśniło mi się, że nakrzyczałam na chłopaka co tam gra na perkusji, że to jakas popelina i że brzęczy jak moja kuchenka, gdy mówi, że już dość :] Odpowiedz Link
aard Wyprawa na Siedmiotysięcznik 10.02.06, 10:42 Dokładnie góra miała 7000,6 m i kształt typowego stożka wulkanicznego (ot taka Fidzijama, jeno deczko wyższa). A położona była gdzieś w Kunlun Shanie chyba, w każdym razie w Chinach. Atakowałem ją z grupą znajomych, z którymi płynelismy rwącą rzeką na tratwie aż do czwartego obozu (co ciekawe, płynęliśmy W DOŁ rzeki!), po drodze podziwiając popisy jednego z kolegów, który w doniczce (!) i wyposażony tylko we flisacką tyczkę spokojnie utrzymywał się na powierzchni co najmniej trójkowego bystrza. Kiedy już bylismy w Czwórce (która była schroniskiem wyglądającym co najmniej jak hotel górski na Turbaczu), to okazało się, ze wszyscy są wycieńczeni i ja jeden mam szansę atakować szczyt. No to zaatakowałem. Było lajtowo - słońce świeciło, było ciepło i przyjemnie, nawet oddychanie szło lekko. Na szczycie stała mała drewniana chatka, w której najpierw pisałem SMSa do Huann, że "zdobyłem Siedmiotysięcznik!", a potem sobie robiłem zdjęcia szczytowe, ale że nie miałem aparatu, to postanowiłem zastosowałeć stary surwiwalowy trick polegający na naświetlaniu kawałka papieru w sposób hokus-pokus, ogrzewaniu go przez chwilę po kurtką (podczas tego ogrzewania zwykle słychać ciche skwierczenie, jakby się coś przypalało) i od razu mamy zdjęcie jak z polaroida. Był jednak jeden problem - nie miałem przy sobie innego papieru niż toaletowy. No to zrobiłem sobie piekną fotkę legitymacyjną na papierze toaletowym i zadowolony z efektów zszedłem do schroniska :) Odpowiedz Link
huann sen sprzed dni paru(nastu?) 01.03.06, 21:01 śnił mi się Majkel, byl jeżykiem, mieszkał na trawniku przed jednym z retkińskich bloków w półotwartej klatce/pudełku(?) i bardzo przekonująco zapewniał wszystkich, że nic a nic nie boi się jastrzębia... Odpowiedz Link
aard Mój kuzyn był rozżalony 20.03.06, 15:54 że mój kolego Jerzy (imię zmienione), podejrzewany powszechnie o biseksualizm zwróciłsię do tegoż kuzyna per "mamo". "Żeby chociaż >>kochanie<<!", powiedział kuzyn. Czekamy na opis randki ze Stachurskym. Odpowiedz Link
mag.gie Mag.gie poleca na dobranoc, dobry wieczór... 22.03.06, 00:11 Byłam na randce i miałam świadomość, że on to Stachurski. Zabrał mnie do ekskluzywnego lokalu. Siedzieliśmy w wysokich na około 5 m stalowych koszach na stalowej łodydze. Zamówił kiełbasę gotowaną. A pan S. tłumaczył mi, że miejsce kobiety jest w Segrada Familia czyli ( w dosłownym tłumaczeniu) w sercu kuchni. Odpowiedz Link
huann sen z częściami sprzed tygodnia jakiegoś chyba 02.04.06, 00:51 a szło to tak: w pierwszej części snu znajdowałem się w mrocznym, dwudzielnym pomieszczeniu oświetlanym częściowo tylko jakimiś lampkami oliwnymi i świecami, czy też zniczami. do drugiej części pomieszczenia, nieoświetlonej i zupełnie ciemnej przeskakiwało się przez dziurę w ścianie przez niewysoki murek, natomiast pierwsza część pomieszczenia miała osobliwą podłogę: okrągły, wybetonowany lej jak po bombie. we śnie miałem świadomość, ze to miejsce rozstrzeliwań z okresu II wojny światowej, a lampki i świece to na cześć pomordowanych. druga część snu polegała na cofnięciu się do czasów wojny. byłem wtedy małym żydowskim chłopcem, będącym perwersyją żywą maskotką samego Hitlera. moim jedynym zajęciem i obowiązkiem było obserwowanie, jak fuhrer gwałci wybierane ze stosu rozstrzelanych młode (ciekawe że) aryjki. a działo się to właśnie w późniejszym pomieszczeniu z lejem na podłodze, natomiast drugiego pomieszczenia nie było. gdy dochodziło do gwałtu trupy młodych pań otwierały szare oczy, a Adolf zaczynał śpiewać jakieś klezmerskie przyśpiewki z wciąż powtarzającymi się słowami "Hajle Selassie", przy czym w ekspresowym tempie rosła mu długa czarna broda jak u rabina. wtedy nie zwracał na mnie najmniejszej uwagi i mogłem po trochu drążyć dziurę w ścianie (tę z pierwszej części snu) by w końcu nawiać. gdy tunel był już gotowy i zacząłem się już przeciskać, Hitler nagle przerwał swoje gwałty i śpiewy, broda mu zniknęła tak szybko jak się pojawiła. po czym z całkowitą świadomością co zrobiłem spojrzał na mnie tak, że przepadłem od samego okrucieństwa jego lodowatobłękitnego spojrzenia... Odpowiedz Link
cruach nie moje, więc w dialogu: 02.04.06, 09:38 - synuś, od dawna nie śpisz? - o czwartej rano sięobudziłem. - yyy? - no bo sniło mi się, że jestem wielkim pająkiem, który musi złożyć jaja w ofierze J. P. II. Odpowiedz Link
aard Piramidy kultury 11.04.06, 10:13 No więc Pałac Kultury miał kształt piramidy, ale był przy tym tak wysoki jak Pałac, więc (chyba) wyższy od piramid. Po jego ścianie jeździła ukosem winda, ale ściana była tak ogromna, że siedząc na windzie miało się zakłócenia błędnika i wyglądało, że winda jeździ w pionie. Jeździłem sobie na dachu windy na leżaco i w pewnym momencie się z niego stoczyłem i zacząłem spadać. Nawet się przestraszyłem, ale przyspieszenie moje było jakieś nieziemskie (może dzięki temu ukosowi) i wylądowałem dość miękko u podnóża windy. Potem poszliśmy z jakimś dwojgiem znajomych nad morze, które było opodal, a było w formie takiej fiordowatej zatoki rozszerzającej się ku prawej stronie i tamże gdzieś uchodzącej ku otwartemu. No i nagle przyszła duża fala, więc schowaliśmy się w szopie na narzędzia, żeby nas nie opryskała. Gawędzimy sobie o tym i o owym z napotkanym tam policjantem, aż ja wyjrzałem na dwór i zobaczyłem, że niebo błyskawicznie zmienia kolor (nie pamiętam, żebym kiedykolwiek miał tak plastyczny sen, to było ekstra!) migając różnymi odcieniami pomarańczowego. Podświetlone od spodu chmury szły bowiem jak w ca. stukrotnie przyspieszonym filmie, mimo że właściwie nie było wiatru. I wtedy jakieś 200 metrów od brzegu zobaczyłem falę tsunami... Krzyknałem do policjanta, żeby chociaż tę laskę ratował uwożąc ją na swoim motorze marki wueska, a my spróbujemy uciec wartburgiem, ale sądzę, że musiało już być za późno, bo się obudziłem. Odpowiedz Link
kotbert Rosyjska grupa ratunkowa 11.04.06, 11:59 Niestety nie pamiętam początku tej bajki, natomiast jej sednem była tytułowa grupa ratunkowa, do której należałam ja oraz banda kompletnie zalanych Rosjan płci obojga. Fabuła składała się z pewnej ilości misji ratunkowych, do których wyjeżdżaliśmy saniami z napędem na tył, a naszym celem było głównie pojenie ludzi alkoholem wysokoprocentowym, co miało zapobiegać jakimś grożącym im katastrofom. Efektowny finał snu odbył się w podziemnym bunkrze, w którym odkryto nieprzytomnego chłopaka. Oczywiście trzeba było mu natychmiast dostarczyć alkohol oraz - tu modyfikacja - ciepłe ubranie. Wpadliśmy naszą brygadą do owego bunkra, otwierając drzwi efektownym kopem z półobrotu (mojego autorstwa) i właśnie pytałam siedzącego nad ofiarą sanitariusza, czy ratowany przeżyje naszą interwencję, gdy zadzwonił cholerny telefon. Odpowiedz Link
huann Re: Ayrton Senna poleca 13.04.06, 22:46 jechałem rowerem przez kręte retkińskie uliczki osiedlowe. blokersi podpalili dokładnie 1/3 dużego klombu wściekle żółtych żonkili. jechałem na wprost zachodzącego krwawą łuną słońca stopniowo się wznosząc wąską kładką nad torami kolejowymi. miałem świadomość, że wokół rośnie stanowczo zbyt wiele karłowatych wobec mnie topól. stając się stopniowo białym puchem rozpłynąłem się w eterze. Odpowiedz Link
aard dziś w nocy 11.05.06, 10:00 Yavorius zaspamował całą pierwszą stronę RU wątkami typu "punkt" "raz", "nołtekst" i "popierdolone". To był popierdolony sen ;) Odpowiedz Link
cassani ja dziś w nocy 11.05.06, 10:04 miałem tylko pojebane sny. chyba ktoś oglądał moje spodnie czy cos takiego. ale po jaki chuj? nie wiem. Odpowiedz Link
maginiak Re: dziś w nocy 11.05.06, 12:41 > Yavorius zaspamował całą pierwszą stronę RU wątkami > typu "punkt" "raz", "nołtekst" i "popierdolone". To był popierdolony sen ;) To był popierdolony sen z wyraźnymi znamionami koszmaru! I następnie: pobudka z zimnym potem na czole i drżącymi dłońmi! Ale następnie: Ufff! Jaka ulga! Na szczeście to był tylko sen! ;) Odpowiedz Link
aard tak mogło być! 11.05.06, 13:08 tak mogło być! Ale było inaczej. Obudził mnie telefon od taty o 7:40 i to był dopiero koszmar! ;) Odpowiedz Link
huann sen nieomal realistyczny z rikszą 14.05.06, 12:17 był maj. Brite zamówił u mnie nocny kurs z soboty na niedzielę po obrzeżach Łodzi rikszą. no to pojechaliśmy. generalnie jeździliśmy bardzo bocznymi uliczkami, gdzie nie zawsze nawierzchnia była utwardzona. ostatecznie zaczęło się rozwidniać w okolicach Rokicia. stwierdziłem, że pora już wracać do centrum, bo o 10:00 muszę być pod Centralem z rikszą. początkowo zjeżdżaliśmy niesamowicie długo w dolinę rzeczki chyba Jasień. z rozpędu ominęliśmy skrzyżowanie ulicy Laskowickiej z Obywatelską i znaleźliśmy się na osiedlu nowo budowanych domków na północnych stokach owej doliny. wszędzie jeszcze leżało tu mnóstwo śniegu, a miejscowe dzieci ze zdumieniem przyglądały się, jak przepychamy rikszę przez zawiane śniegiem pola i miedze w stronę majaczącej we mgle porannej ulicy Obywatelskiej. w drugiej części snu był już niedzielny ranek. ustawiłem się grzecznie w kolejce pojazdów pod Centralem na końcu i poszedłem cośtam ustalić z tymi, co stali na początku. po chwili do mojej rikszy podeszło trzech żołnierzy z demobilu, znaczy właśnie ich wypuścili do rezerwy i musieli pilnie pozałatwiać różne rzeczy na mieście. dla rikszarza to idealni klienci! po pierwsze było ich aż trzech, po drugie miał to być kurs w różne miejsca i czasochłonny. bez mrugnięcia okiem zgodzili się na 50 zł za całą imprezę. już miałem wskakiwać na siodełko, a tu podleciał pewien żul-rikszarz, który przechlał całą kasę i nie miał na wypożyczenie wózka tego dnia i porwał mi bez żadnych ceregieli rikszę z klientami! wściekły poleciałem naskarżyć do garażu (mieścił się w okolicach ławeczki Reymonta), a tu gość jakiś siedzi jakby kontrahent i z mechanikiem nawijają w języku francuskim. jak niepyszny rzuciłem 'bążur' i wyszedłem na Piotrkowską znowu, a tam scena jak z kociej wersji 101 dalmatyńczyków: przez środek jezdni przebiegają 2 duże czarne koty i jednoczesny ich pomiot w postaci setek ciut mniejszych, równie czarnych! wilczury też się jakieś pałętają pomiędzy nimi, ale przyjaźnie, ale koty się puszą, w ogóle to jakieś krzyżówki są czarnych dachowców z czarnymi persami! pod centralem wskakuję w rikszę kolegi i proszę go, żebyśmy jadąc odnaleźli moja rikszę z żulem. w końcu odnajdujemy. ostatecznie odzyskuję swoją rikszę, żul mi płaci symboliczne 2,50 (jak za kurs) za oddanie owej, z kolei ja przekazuję te 2,50 koledze co mnie podwiózł, a nad galerią łodzką się błyska, bo idzie wielka burza... Odpowiedz Link
szprota sen sprzed kilku dni 16.05.06, 10:25 śniło mi się, że robiłam grilla dla szeroko pojętych wszystkich (miały być utopce, jakieś pianowozłudzeniowe towarzystwo, a nawet ludzie z pracy) i na niego zabładziłam, miał się bowiem odbywać w jakiejś wsi. Wiózł mnie nań Moostank z Motłohem gdzieś w okolice działki Moostanka, bo na pewno mijaliśmy Łobódź i wysiadałam bodaj w Adamowie. Moostank był kierowcą, a Motłoh mu się mądrzył na siedzeniu pasażera i powodował, że wszyscy z chwili na chwilę coraz bardziej tracili humor. Wysadzili mnie gdzieś w szczerym polu i znikąd pojawił się kol. Krygi z teamu, więc dalszą trasę jużeśmy błąkali się razem, leząc przez wsie opłotki, drogi gruntowe i gospodarstwa na durch. Na pewno wpakowaliśmy się do jakiegoś psiego kojca, gdzie zwierzątka były przyjazne i rozkoszne i nawet sobie pomyślałam, że lepiej psy niż koty, bo Krygi woli psy. Pod koniec trasy przetrawersowaliśmy się na durch przez jakieś defaltowo podniszczone staroświeckie domostwo, gdzie nikt nam o to najmniejszej pretensji nie uczynił, zapewne mieszkańcy byli przyzwyczajeni, że cała wieś lezie tędy do pekaesu. I rzeczywiście, wyszedłszy tylną furtką wsiedliśmy od razu do autobusu - klasyczny pekaes z babami z siatami z jajami i człowiekiem rozprowadzającym bilety przy pomocy kasy fiskalnej. Byłam już znużona krążeniem po okolicy i ogromnie zła na cały świat, nabzdyczona i warcząca na wszystko, więc burczałam na Krygiego, że nie wiemy, gdzie wysiąść i ogólna chujnia z grzybnią. Na to się wtrąciła jakaś babeczka w wieku wczesnomenopauzalnym, że ona wie, chętnie pokaże i na pewno sobie poradzimy - była tak serdeczna i sympatyczna, że zły humor minął mi jak ręką odjął, a i nogą nie dodał. No i istotnie, wysiedliśmy, gdzie trzeba (ale gdzie to było, nie mam w tej chwili pojęcia - kompletnie anonimowe małomiasteczkowe uliczki), a ja spojrzałam na swój telefon. Jaka to była motorola, nie mam pojęcia, na pewno jedna z najstarszych, a może w ogóle pierwsza? Na pewno miałam świadomość, że jest zajebistym wypasem! Miałam kilka nieodebranych połaczeń i, rzecz jasna, nie wiedziałam od kogo, bo się wyświetliły numery, a nie nazwa z książki telefonicznej, no więc oddzwoniłam, a był to Moostank zaniepokojony, jak sobie dałam radę i dość sceptycznie podchodzący do informacji, że luzik i ludzie we wsi życzliwi, nawet mnie ostrzegał, że z kłonicami mogą mnie pogonić. W trakcie tej rozmowy dotarłam na miejsce - garaż jakiś albo wiata jak u Zeusa, trzeba było wszystko przygotować, ale że już było troszkę ludzi, nie stresowaliśmy się tym zbytnio, ten zajął się rozkadaniem grilla, tamten śmierdzeniem podpałką podeń. A ja tymczasem gadałam przez telefon z Motłohem, który klarował mi, że na grilla przyjedzie tylko, jeśli zaproszę Moostanka i nie przyjmował do wiadomości, że ja chętnie, ale moi rodzice o wiele mniej, więc w końcu zadzwoniłam jeszcze do mamy, a mama łaskawie, że ona osobiście nie ma nic przeciwko, ale nie odpowiada za tatę. kurwa, jak w realu. Odpowiedz Link
aard jakiś kurwaskuter 19.05.06, 19:05 co miał 2/3 tylnego koła z dętką z węża ogrodowego i chciał mnie pobić Odpowiedz Link
huann sen z nocy wczorajszej 21.05.06, 01:20 zostałem wcielony do międzynarodowych sił pod dowództwem amerykańskim. było nas kilkunastu na plaży. nasz pobyt tamże polegał na leżeniu i uważaniu, by nie dostać kulą od włoskiego snajpera, których cała armia ukrywała się na szczycie zakrzaczonego klifu nad plażą. w tym celu odwracaliśmy się plecami, wiedząc, że choć armia włoska jest tchórzliwa i kryje się w krzakach, to w plecy strzelać nam nie będzie. zresztą wojna już się i tak kończyła. w pewnym momencie jeden z włoskich snajperów wywiesił białą chusteczkę. bardzo nieufnie spojrzałem nań do góry i okazało się, że chce mi zrzucić na dół całą szklaną rurę (taką, jak się serwuje z piwem w pubach) soku z czarnej porzeczki w dowód zaufania i przyjaźni. ledwo ją wyłapałem i spojrzałem ponownie w górę, by pomachać, że cało doleciała, a tu zamiast klifu wieżowiec z fikuśnie zasłanianymi specjalnymi płytami oknami. wszedłem do środka, a tam wielkie kompleksy mrocznych łazienek i labirynty toalet (ostatnio niemalże stały motyw moich snów! :/). okazało się, że w międzyczasie przysłonięto wszystkie okna w wieżowcu, a na parterze w portierni (zupełnie jak w Unice) miła pani powiedziała, że trzeba już wyjść, bo zostanę na weekend. przy okazji poskarżyła się, jak źle szefostowo traktuje tu pracowników. i rzeczywiście - na pobliskich drzwiach wisiała wywieszka: "pięciu pracowników po elektromechanice, z czego trzej przynajmniej to analfbeci!" Odpowiedz Link
aard Ja! Szczurki! 15.06.06, 13:00 Byłem z jakąś zaprzyjaźnioną ekipą w Lubljanie (to znaczy, wiedziałem, że to Lubljana, ale wyglądała bardziej jak Drezno czy inny Regensburg chyba) no i czekaliśmy na przystanku przy ruchliwej ulicy na autobus. A ruch był na tej ulicy lewostronny. I nagle patrzę, a po ulicy idzie zielona dorodna jaszczurka - tak ze 40 cm nie licząc ogona. Pokazuję ją innym i w tym momencie przejechał z nieinteresującego nas kierunku autobus, który był... wielką zieloną jaszczurką! Niestety jaszczurkobus przydepnął tę mniejszą - choć też sporą - jaszczurkę i przeczochrał ją przez kilka metrów po asfalcie, na szczęście uszkadzając jej tylko łapę. Kiedy już mała jaszczurka się jakoś wydostała spod łapy dużej, odczołgała się w kierunku rynsztoka, zeszła do kratki kanalizacyjnej i się obudziłem :/ Odpowiedz Link
szprota coś się zwierzęco zrobiło 15.06.06, 13:06 Huann ostatnio wyśniła wije do wytępienia, ale pewnie lepiej sama opisze. Odpowiedz Link
vauban Re: Sylwester na Mieście 27.06.06, 02:53 Rzecz, która ostatecznie doprowadziła mnie aż tutaj, była następująca: Śniło mi się, że jestem jednym z gości zaproszony na imprezę sylwestrową (czerwiec mamy, zauważcie) przez kolegów płetwonurków (istnieją realnie), przy czym impra odbywała się na dworcu kolejowym Toruń Miasto - ale nie w środku, tylko na placu przed budynkiem. Mimo jednoznacznie określonego czasu i okazji, lał deszcz, wraz z kimś znajomym - ale nie wiem kim - ustawiałem ogromny namiot przed wejściem, w deszczu z trudem wiążąc supły na linkach odciągów. Niedaleko stał Ogromny Ekran, pokazujący fajerwerki w Melbourne (!). Czekałem, w ogromnym napięciu, bo mieli przyjść znajomi, których nie widziałem od lat, a na ich przyjście bardzo się cieszyłem - ale jakoś wciąż nie przychodzili, więc schroniłem się przed deszczem w wagonie na bocznicy - gdzie swojego sylwestra obchodzili dyżurujący kolejarze, pijący wódkę pod herbatę i umazani straszliwie jakimiś smarami po gębach. Dworzec jakoś się wciąż powiększał (w realu to właściwie większy przystanek), by osiągnąć rozmiary pokaźnej stacji przeładunkowej. Ze wschodu nadciągali faszyści - słychać było rytmiczne "sieg - heil ! sieg - heil !",ale skądś wiedziałem, że idą zupełnie w innym kierunku i nie ma co się nimi przejmować. Podziemną windą (!) przybyli oczekiwani przeze mnie znajomi, i już mieliśmy zasiąść do suto zastawionego stołu - gdy, kurwa, budzik zadzwonił... Właściwie drobiazg, ale był cudnie realistyczny - jak zawsze :) Odpowiedz Link