Dodaj do ulubionych

szwedzi w tropikach (1)

09.01.05, 12:18
Odc.1.
Genitologia.

ta historia zaczyna się od naszego dziadka. zwał się swen swenson, był
prostym cieślą-armatorem i mieszkał nad macierzystym fiordem w vik. pewnego
dnia zbudował sobie brygantynę, czyli żaglowiec, przed wieczorem ochrzcił ją
inicjalnie ‘s.s. koga’ i ruszył na morze. żeglował po burzliwych wodach morza
północnego, po atlantyku, ale dalej się nie zapuścił, bo nie miał po co.
bowiem z islandii przywlókł na pokładzie (ale schowaną za biurkiem w ładowni
na mieczniki i śledzie, żeby się tylko załoga o babie na pokładzie nie
dowiedziała!) niewiastę islandzką islandzkiej urody, a nie jakieś tam bjórk i
osiadł z nią na mieliźnie, czyli założył rodzinę. ze związku tego przyszedł
na świat ojciec nasz, swen swenson. imię mu dziadek dał po sobie, a nie
żonie, taki był z niego macho. gdy ojciec nasz urósł już na tyle, by brać
udział w dalekich wyprawach, odświeżył nieco zapomnianą ‘s.s. kogę’, co to
stała w jednym z wielu kątów fiordu, zwerbował załogę potencjalnych klientów
biurk matrymonialnych i także ruszył na morze, a ojciec jego, a dziadek nasz
mu machał. tedy żeglował po burzliwych wodach morza północnego, po atlantyku
także, ale dalej niż dziadek się nie zapuścił, bo nie miał po co – wiedział
wszak którędy na Islandię – po mamie swej, a naszej babci miał to wszak w
genitaliach.
na islandii zostali sami mężczyźni... przeciążona, z dominującym blondem i
bez żadnej koncepcji ‘s.s. koga’ powróciła jednak w komplecie i szczęśliwie
przez burzliwe wody morza północnego do macierzystego fiordu, do vik. tu
wszyscy osiedli na mieliźnie (j.w.), a ‘s.s. koga’ znów poszła do kąta
fiorda. takeśmy też i wkrótce na świat przyszli, my, swen swenson i dorastali
w gronie licznych rówieśników, także takich samych jak my. imię nam dziadek
dał po sobie, a nie po synu swym, a ojcu naszym, taki był z niego
patriarchat, co ojca naszego, swena swensona bardzo zestresowało, ale ulec
ojcu swenu musiał, choć był z niego także macho. czas płynął jak golfsztrom
niepostrzeżenie i nadszedł i na nas czas wyruszyć w może, by znaleźć
przygodę, a morze i coś więcej…
cdn.
Obserwuj wątek
    • neochuan szwedzi w tropikach (2) 09.01.05, 12:48
      Odc.2.
      Pakowanie i odpływanie

      od ojca swego wiedzieliśmy, że nie ma co płynąć na islandię, bo żyją tam sami
      mężczyźni, choć jeden z naszych rówieśników, z którymi dorastaliśmy, niejaki
      swen swenson, gdy dowiedział się o islandii, gdzie żyją sami mężczyźni, to
      nawet przestał nagle wspominać o swych poprzednich planach, których celem miała
      być wyspa man, choć nikt z nas nie wiedział czemu akurat man i do tej pory nie
      wie. jednak pozostała część rówieśników szybko wyperswadowała swenowi
      swensonowi ten durny pomysł toporami i już w zgodzie zasiedliśmy nad wielkim
      atlasem geograficznym, by zobaczyć gdzie żyją kobiety. nigdzie jednak nic nie
      zaznaczyli ci durni geografowie, same tylko wieloryby i słonie morskie, zero
      komanda fok, 1 klub morsa, a jedynym dalekim lądem (oprócz wyspy man i
      islandii) były wyspy owcze. kolejny z naszych rówieśników, z którymi
      dorastaliśmy, swen swenson, gdy dowiedział się o wyspach owczych… eh,
      desperacja, na szczęście pozostała część rówieśników równie szybko, co
      poprzednio swenowi swensonowi wyperswadowała swenowi swensonowi durny łeb.
      wniosek mógł być tylko jeden: potrzebowaliśmy popłynąć dalej niż nasz dziadek i
      nasz ojciec, syn dziadka naszego. potrzebowaliśmy odpowiedniego statku,
      kapitana, załogi i funduszy. statek szybko się znalazł – była to nieco
      zapomniana ‘s.s. koga’ stojąca w kącie macierzystego fiordu w vik. załoga
      złożona z naszych rówieśników, z którymi dorastaliśmy była praktycznie gotowa
      już, na swego kapitana wybrała nas, swena swensona z vik, syna swena swensona z
      vik, który był synem swena swensona z vik. pozostała, jak zwykle, kwestia
      funduszy...
      w szwecji panował wtedy król magnus malutki ze swą żoną, królową krychą
      islandzką, fanką tenisa. dzięki konotacjom hobbystyczno-geograficznym, król za
      podszeptem królowej, via bjorn borg ze zrozumieniem podpłynął do niecelowości
      Islandii jako celu wyprawy; co więcej, załatwił 1001 beczkę piwa twu_borg i
      inne Dania dzięki niechybionemu najazdowi. żeby załoga (i my, kapitan swen
      swenson z vik) miała co jeść, w takich samych beczkach (sztuk 1001) zakisiliśmy
      sztokfisza, którego dostarczyła nam przetwórnia rybna ze sztokholmu w zamian za
      mieczniki, jakie obiecaliśmy im przywieźć w ładowniach wracając z wyprawy.
      Szybko (żeby się sponsorzy nie zmyli) wskoczyliśmy na świeżo zmyty pokład,
      pomachali nam (oprócz dziadka i ojca naszych) sam król magnus malutki i królowa
      krycha, taka z niej była macho. znikła powoli ikeja i port i tenis i patrząc
      biernie, a smętnie odpłynęliśmy w nieznane...
      cdn.
      • neochuan szwedzi w tropikach (3) 09.01.05, 13:42
        Odc.3.
        Załoga i statek

        nim dopłyniemy dokądkolwiek, bądź gdziekolwiek, słów parę o naszej dzielnej
        załodze i równie dzielnym statku.
        załoga składa się z pięćdziesięciu chłopa. każdy pochodzi z vik, jest
        przepisowym blondynem, ma brodę, jest naszymi własnymi rówieśnikami i nazywa
        się swen swenson. tak więc można powiedzieć: wzorcowa załoga. na pierwszego po
        Borgu załoga namaściła nas, tranem, swena swensona, ale o tym już zdaje się
        było. jako kapitan wybraliśmy na bosmana niejakiego swena swensona z vik – cóż,
        dużego wyboru nie mieliśmy, a ktoś bosmanem być siusiał, by majtkiem był ktoś.
        oczywiście, majtkiem został swen swenson, z… no, wiadomo, że z vik. reszta
        załogi to po prostu prości marynarze. jest jeszcze z nami szwedzki kucharz, co
        co dzień nakrywa szwedzki stół. posiłki składają się z kiszonego sztokfisza i
        każdy może wybierać ze stołu takie Dania, jakie tylko sobie życzy. do picia
        zawsze jest bogaty wybór piwa twu_borg.
        okazało się jednak, już trzeciego dnia po wypłynięciu z portu (a więc za późno,
        by zawrócić, chociażby ze względu na sponsorów), że na pokładzie (ale w
        ładowni - za biórkiem na mieczniki) przebywa pasażer na gapę, w dodatku
        przebrany za Finkę. po wyciągnięciu go na światło dzienne okazało się, że jest
        przepisowym, brodatym blondynem – rówieśnikiem, nazywa się swen swenson i że
        pochodzi z vik. nie uwierzyliśmy mu wcale, ale, że na pierwszy rzut oka nadawał
        się do załogi, postanowiliśmy nie wyrzucać go za burtę, tylko rycersko wysadzić
        na najbliższej skalistej, bezdrzewnej wysepce omiatanej lodowatym wichrem morza
        północnego, bo tacy z nas są macho. zaś aby nie czuł się zbyt pewnie
        przezwaliśmy go erikiem erikssonem i schowaliśmy do komórki, bo też i tacy są z
        nas macho. jednak był tam całkiem nieprzydatny, więc po następnych trzech
        dniach wypościlimy go z koncepcją, żaby siedział na bocianim gnieździe i
        przynosił dobre nowiny, ale bez żadnych jaj, dobrze?
        reszta obowiązków związana ze statkiem spadła na nas, kapitana, za niemal
        jednomyślną wolą załogi wyrażoną w głosowaniu tajnym i powszechnym – piszemy:
        niemal, bo swen swenson z vik, zwany erikiem erikssonem wstrzymał się podczas
        głosowania. pokątnie doniósł mi o tym swen swenson z vik. awansowałem go za to
        na pierwszego oficera.
        co do naszego statku to ma wiele stóp długości i szerokości też, żagle mu
        wydyma, jest z drewna cały prócz kapitana haka, gdzie wieszamy sztormiaki,
        więcej to trudno mi coś powiedzieć bo się nie na tym nie znamy, my,
        kapitan ‘s.s. koga’ swen swenson z vik, syn i wnuk swenów swensonów z tamże.
        cdn.
        • lolik2 pytanko odnośnie sagi 10.01.05, 08:05
          czy swen swenson spotka w końcu na swojej drodze krisa kristofersona, bo taki z niego macho???
          • neochuan Re: pytanko odnośnie sagi 10.01.05, 09:23
            lolik2 napisała:

            > czy swen swenson spotka w końcu na swojej drodze krisa kristofersona, bo taki
            z
            > niego macho???

            niewykluczone, może też i amerykę odkryjemy ;)
            • lolik2 no ja myślę! :) 10.01.05, 09:52
    • lolik2 NO I CO BYŁO DALEJ??? 17.01.05, 15:46
      mdleję z niecierpliwości <bęc>!
      • neochuan Re: NO I CO BYŁO DALEJ??? 17.01.05, 22:21
        dalej było
        • lolik2 umarłeś mnie, huanie, zgryzotą... 18.01.05, 08:30
          już nic nie będzie takie jak dawniej....
          buuuuu
          • neochuan za to 18.01.05, 11:57

    • aard Było na samym dole strony! 01.02.05, 16:21
      Up, dla Neochułłana na rozluźnienie :-)
      • neochuan Re: Było na samym dole strony! 01.02.05, 16:39
        tam, gdzie jego miejsce w zaistniałej sytuacji, ale thx za materiały budowlane
        konieczne do wybrukowania piekła.
        • aard Mam jeszcze na zbyciu 01.02.05, 16:41
          trochę jałowych obietnic. Zostały mi po niejakim Neochuanie :p
          • neochuan Re: Mam jeszcze na zbyciu 01.02.05, 16:45
            oddam przy najbliższym spotkaniu 5 wiszących Ci złotych, piwo też postawię. nu?
            • aard Ujmę to tak 01.02.05, 16:54
              5 złotych jak najbardziej. Piwo postawiłem, a nie pożyczyłem.
              A najbliższe szprotkanie... (trwają konsultacje)
              • neochuan Do dam to nie, ale... 01.02.05, 16:57
                piwo w takim razie Ci też postawię! i będziemy kwika!
    • huann podbijam, bo się zarchiwizuje 01.02.06, 01:40
      płynęli już rok.
      tymczasem nieco się przejaśniło i w tym przejaśnieniu zauważyli poszarpane
      zarysy nieznanego lądu.
      • uerbe Re: podbijam, bo się zarchiwizuje 01.02.06, 09:30
        huann napisała:

        > płynęli już rok.

        Tymczasem Hitler i Stalin nadal nie żyli.
        • latajacy_rosomak Re: podbijam, bo się zarchiwizuje 01.02.06, 10:23
          > Tymczasem Hitler i Stalin nadal nie żyli.

          Nie Hitler, a Lenin.
          • vauban Re: to ja tak sobie ponawiązuję 26.07.06, 22:02
            bo niewątpliwie kurs Szwedów zahaczy o moją bezludną wyspę i o Piętaszka z Robin
            Sir Sonem. Ale najpierw chcę, by Sir Robin popadł w absolutne delirium. Muszę
            się nad nim trochę poznęcać, po prostu muszę i chuj !
            • szprota a znęcaj się waść 26.07.06, 22:44
              popierdolone przez chwilę było ładnie rozchrzanione, a chciałam spokojnie
              dokończyć na nim akcję spamerską imienia afery Vaubana i dopiero sięgnąć do
              Szwedów, by przywrócić bleeeporządek, a tu Vauban przyspamował jakże rasowo i
              klasycznie. ach.
              ;)
              a Robin ma zobaczyć Roy os w sałacie i mamrotać o straszliwych kłykciach oraz
              kłaczkach. że złożę takie telenowelowate zamówienie, bo chciałabym mieć z tego
              czarną polewkę.
              • vauban Re: srogim Luśnią, bo chluśnia 26.07.06, 22:54
                Ale posprzątałem w trakcie, nie ?
                Robin zobaczy takie rzeczy, że sam się boję :)
                Jak telenowela, to nie żarty.
                Zawsze miałem zapędy, by tak np. w "Na dobre i na złe" wbito na pal albo na
                secam powiedzmy doktora gBurskiego, i co z tego by wynikło...
                • huann Lutuję Prostym Dornem: 26.07.06, 23:07
                  vauban napisał:

                  (...)
                  > Zawsze miałem zapędy, by tak np. w "Na dobre i na złe" wbito na pal albo na
                  > secam powiedzmy doktora gBurskiego, i co z tego by wynikło...

                  wynikłaby obleśnobzdurska masakra piłą tarczycową w technicolorze :]
                • szprota wszak to oczywiste 26.07.06, 23:23
                  Zosia przywdziałaby twarzową chusteczkę, umalowała się na atrakcyjnie chorą z
                  urojenia* i założyła na jego cześć fundację.
                  --
                  *znowu osy! ale bo ja mam fobię i historia Sałackiej przeraziła mnie.
    • huann szwedzi w tropikach (4) 11.08.06, 01:27
      Odc. 4. Jak dopłynęliśmy.

      płynęliśmy i płynęliśmy i nawet horyzont zaczął nam się w pewnym momencie
      zakrzywiać jak kapitański hak, ale zignorowaliśmy ten fakt, mając na uwadze fakt
      ważniejszy: fakt wychylonej właśnie ostatniej, tysiąc pierwszej beczki z 1001
      beczek piwa twu_borg. zostały same sztokfisze i z pięćdziesięciu chłopa.
      ponieważ każdy pochodził z vik i był przepisowym blondynem, miał brodę, był
      naszymi własnymi rówieśnikami i nazywał się swen swenson, decyzja mogła być
      tylko jedna i głośna: najwyższy czas, by odnaleźć gdziekolwiek jakąkolwiek
      bezludną wyspę celem zatankowania bezołowiowej!
      nim jednak dokądkolwiek dopłynęłiśmy, my, swen swenson z vik, syn i wnuk swenów
      swensonów z tamże, wzięliśmy też na pokład Kota z vik, o czym należało wspomnieć
      już w poprzednim odcinku, ale przegapiliśmy ten fakt my, ze względu na gapowicza
      przebranego za Finkę, który po wyciągnięciu na światło dzienne okazał się być
      przepisowym, brodatym blondynem – rówieśnikiem, nazywać się swen swenson i
      pochodzić z vik.. tak więc Kot też płynął na gapę, przepisowy wąsaty blondyn –
      rówieśnik samego siebie, a morze i nas? ze względu na to, że nie próbował się
      dobrze chować, ani przebierać, nie przezwaliśmy go erikiem eriksonem, a
      nazwaliśmy go swenem swensonem, bo pochodził z vik. Po drodze okazał się kotką i
      zniknął w niewyjaśnionych oko-licznościach pożarty zapewne przez tropikalne
      pająki, mimo iż miał tylko jedno. Cień podejżrenia padł jednak na nielegalne
      wytwórnie szant i szantów, tzw. Pirackie Koreczki ze Swarzewa, ale nim zniknął,
      zdążył się omiocić. Z Kotu Owego przyszedł na kulistość tego świata Kot-vice,
      zastępując nam brak na tem łez padole. dzięki nie mu, a miał, mogliśmy teraz
      zakot-viczyć! Dokonało się to po dostrzeżeniu przez wyzwanego od erików
      eriksonów (co siedział nie czując się zbyt pewnie na bocianim gnieździe i
      przynosił dobre nowiny, ale bez żadnych jaj) najbliższej skalistej, bezdrzewnej
      wysepki omotanej lodowatym wichrem morza północnego. po zakot-viczeniu okazało
      się, że prąd zatokowy pozwolił nam osiąść w zatoce, choć erik erikson twierdził
      uparcie, że to dzięki Kot-vicy (okazała się kotką) przypominającej Persa
      zwłaszcza od strony wspomnianej powyżej i trochę w bok zatoki się to mogło
      wydarzyć. za karę kazaliśmy mu jak jeden mąż zejść na ląd na horyzoncie, co też
      uczynił mimo, że właśnie chorował na chorobę morską świnkę niedobrą. jednak w
      ostatecznym rozrachunku mu się to opłaciło, gdyż śledziąc miejscowe wiewiórki,
      ostatecznie miał z tego kokosy. wiewiórki były więc olbrzymie, a wyspa nie żadna
      tam skalista, bezdrzewna i omotana lodowatym wichrem morza północnego, tylko
      tropikalna, o czym my, kapitan ‘s.s. koga’ swen swenson z vik, syn i wnuk swenów
      swensonów z tamże nie omieszkaliśmy zanotować w swym kajecie w swej kajucie.
      tymczasem jebł nagły wieczór i noc naraz, jak to na szczęśliwych wyspach
      południowych bywa, a my, siedząc na naszej wiernej ‘s.s. koga’ postanowiliśmy
      rozpalić ognisko i upiec Kot-vice, by w ten sposób uczcić przybycie chuj wie gdzie!
      niestety – okazało się to podwójnym błędem, nieszczęściem uchodzącym oparami:
      ognisko rozpalone na pokładzie okazało się w ostatecznym rachunku ogniskiem z
      ‘s.s. koga’, zaś pieczone Kot-vice spoWodowały...
      ...w samej godzinie duchów, kiedy tvn turbo pokazuje wtrysk paliwa, a szczęśliwi
      czasu nie liczą, zostaliśmy wyrzuceni jak wyrzutki na obcej plaży setki mil od
      znajomej, a przypomnijmy, że było w dodatku nagle ciemno!

      i nastała oj biada

      Cpn.
      • lolik2 CUDOWNIE!! 11.08.06, 08:07
        wreszcie dopłynęli, a że Kot z vik miał tylko jedno to naprawde zaskakująca nowina!
        • huann przecież pisałem, że dalej będzie: 11.08.06, 14:18
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10322&w=19261540&a=19559978

          "a my, siedząc na naszej wiernej ‘s.s. koga’ postanowiliśmy
          rozpalić ognisko i upiec Kot-vice, by w ten sposób uczcić przybycie chuj wie
          gdzie!" :]
      • aard a pięść? /bezprawie! 15.08.06, 15:17

      • huann szwedzi w tropikach (5) 01.11.06, 17:26
        Odc. 5. Jak zaczęto pisać Sage(m)

        Ja, jeden ze Szwedzkich Swensonów, kapitan Swenson z Vik
        rozmawiałem przez komórkę z władzami Gdyni na temat przypływu do tego miasta.

        - Do rozmowy telefonicznej doszło około 9:50. Wiem dużo więcej, ale nie mogę o
        tym mówić - przyznał mi mój pierwszy oficer na s.s. "Koga", Swenson.

        Mój Swenson nie ukrywa jednak, że tematem rozmów było wzbogacenie przeze mnie
        oferty handlowej salonu Plus GSM w Gdyni (jako Eriksson). Z pracy z załogą
        Swensonów jednak nie zrezygnuję, mimo niezbyt udanego lądowania na suchym i
        nieodnalezienia RobinSona póki co (Vaubanie! Vaubanie!).
        • vauban Re: szwedzi w tropikach (5) 01.11.06, 17:55
          Czuj czuj czuwam, atoli wena odpłynęła chwilowo (może ku Szwedom w tropiki im).
          Life is life and it's all the dust on the wind:( <listopad_mode>
        • huann szwedzi w tropikach (6) 26.10.07, 00:02
          huann napisał:

          > mimo niezbyt udanego lądowania na suchym i
          > nieodnalezienia RobinSona póki co (Vaubanie! Vaubanie!).

          tymczasem sztorm straszliwy ławice niosący żywych jeszcze sztokfiszy pomieszane
          do szczętu z ogromnymi morświniami, odepchnął nas hen, daleko na środek Oceanu
          Światowego, a następnie szparkim Golfsztormem przez wąską Cieśninę Gibraltarską,
          zwaną Słupkami Herkulesiewicza wepchnął na Mediterranensis Mare.
          trzydziestodniowy szkwał (nie mówi się szkwał, tylko szkwałał) przeszedł
          stopniowo w rześką bryzę bryzgającą na pokład pokładami sardeli i sardyn
          pokaźnych rozmiarów, a po kolejnym dniu zza mgły ukazały się zarysy kolejnego,
          nowego lądu.
          okazało się, że trafiliśmy ni mniej, ni więcej, tylko dokładnie w środeczek
          między Sycylią, a Hybrydą, a niebieskim oczętom naszym ukazała się niewielka
          wysepka ze wznoszącym się nad nią równie niewielkim wulkanem.
          -Witajcie - zagrzmiał cieniutko wulkanek. -jestem sobie małym, samotnym
          wulkankiem, na imię mi Sromboli i wznoszę się ponad, odkąd się wypiętrzyłem
          -zapluł siarczyście.
          i rzeczywiście, pomiędzy wysepką, a wulkankiem ziała całkiem spora szczelina
          lazurowego nieba.
          -na wyspie, nad którą się wznoszę mieszka tylko samotna koza Nostra i jej baca,
          a zarazem Pater, któremu na imię Noster -kontynuował wulkan. -ponadto często
          przyjeżdża do nas kuzynka kozy - koza Capriociosa, z Capri zresztą. ma przecież
          niedaleko, można by powiedzieć, że...tuf-tuf -odkaszlnął dość bombowo, a na
          statek posypały się bryły pumeksu, zaś żagle zajęły się ogniem greckim, w
          przeciwieństwie do olinowania, od jakiegoś już czasu zajętego ogniami św. Elma.
          podczas gdy załoga, niezwyczajna co do użytkowych właściwości pumeksu, zajęła
          się gaszeniem malowniczego pożaru pompejąc ile wlezie wodę morską pod i na
          pokład i powodując częściowe zatopienie 'Kogi', z której ponadto po chwili
          zostały tylko zgliszcza i nieład przestrzenny - zstąpiłem na ląd po atrapie
          trapu w kształcie trapezu z St. Tropez.
          po przedarciu się przez zagonki kopru włoskiego, ziół prowansalskich i -
          przywleczonej tu wraz z niskimi kosztami produkcji - chińskiej kapusty
          pekińskiej, którą zapewne podskubywała Nostra - dotarłem do tyciej pieczarki
          Nostra, którą, obrawszy za swą wyspiarską siedzibę (a jednocześnie stajnię dla
          kozy), czule przezwał Fundzia.
          tu, spocząwszy na listkach laurowych (a miejscami bobkowych) bujnie rozesłanych
          po klepisku, postanowiłem poczekać na gospodarza, który, jak mniemałem,
          przypędzi wraz z kozą o zmroku. rozglądając się po ścianach jaskinki dostrzegłem
          w półmroku Malowidła z Laskami, bardzo widać starożytne, ponieważ figę tak
          naprawdę było na nich widać. na zewnątrz powoli zaczęło się ściemniać, aż
          wreszcie zapadła noc pełna sporadycznie rozcykanych cykad. znad morza niosły się
          natomiast cykliczne popluskiwania licznych dorad. wulkan drzemał, wznosząc się
          nad wyspą, od czasu do czasu klnąc pod nosem 'siar-ap! siar-ap!'.
          tylko bacy, ani kozy - ani be, ani me...

    • szprota wtręt telewizyjny 05.11.06, 19:28
      wczoraj pan milioner powiedział, że szwedzi w tropikach wygrali lodówkę na gaz,
      którą shandlowali za krowę.
      • szwed.w.tropiku Re: wtręt telewizyjny 05.11.06, 19:34
        szprota napisała:

        > wczoraj pan milioner powiedział, że szwedzi w tropikach wygrali lodówkę na gaz,
        > którą shandlowali za krowę.

        Hörra!

        --
        Namiotten Dagbladdet Rymska!
        • latajacy_rosomak Re: wtręt telewizyjny 05.11.06, 20:19
          Wizytówkę waść niechs sobie zrobi. Antycypuję, że będzie ładniusia.
          • szprota zróbcie, zróbcie! [no!] 05.11.06, 20:26

    • cytrynka123 Re: szwedzi w tropikach (1) 28.10.07, 14:02
      szwedzki w tropikach :) cool. moja sister wlasnie zyje w tropikach,
      w kraju slynacym z maniany. w pubie obleganym przez turystow sa dwie
      netkafejki. jedna prowadzi Anglik, druga w piwnicy - Szwed. Angole
      maja cos dziwnego w genach, poniewaz laza w samych gaciach i
      klapkach, pewnie dusigrosze oszczedzaja na praniu. z bladorozowych
      swinek zmieniaja sie w czerwone, a ich jasne wlosy rudzieja od
      slonca. coz... kochaja slonce miloscia nieodwzajemniona i przybywaja
      licznie w sezonie najwiekszych upalow.
      a propos panow Szwedow. owi rozplywaja sie w temperaturze powyzej 20
      stopni. kiedys mialam do czynienia z takim, co to az kupil
      wentylator, bo 19 stopni to wiele, a ow wentylator nazwal 'life
      savior'. wracajac do tematyki kafejkowej.. rzeczony Szwed znika na
      cale wakacje z racji wysokiej temperatury i pojawia sie dopiero w
      pazdzierniku. zatem..
      pojecie tropikow jest mocno wzgledne..
    • aard szwdzki stół z IKEI 21.10.08, 15:08
      śpieszmy się czytać szwedów. tak szybko się archiwizują.
      • huann Re: szwdzki stół z IKEI 21.10.08, 20:31
        prosimy nie podbijać niekochanych wątków! :P
    • aard szwedzi w Oliwie 12.11.08, 13:11
      cjg.gazeta.pl/cjg_trojmiasto/1,94649,5905590,Szwedzi__ktorzy_slawia_naszych_bohaterow.html

      tudzież:
      "Do Gdańska przyjechał szwedzki zespół powermetalowy Sabaton, znany
      w Polsce dzięki utworowi o bohaterstwie polskich żołnierzy znad
      Wizny. Przed koncertem muzycy złożyli kwiaty pod pomnikiem na
      Westerplatte

      Sabaton to sześciu muzyków, którzy w swoich utworach przypominają
      najważniejsze epizody wojen XX w. Śpiewali już m.in. o inwazji w
      Normandii i o Stalingradzie. W tekstach sławią też żołnierski trud
      komandosów czy pancerniaków. Militarna tematyka utworów i klarowne,
      rytmiczne

      brzmienie sprawiły, że grupa zyskała dużą popularność w Europie i
      jest dziś zaliczana do czołówki powermetalu. Motywem przewodnim
      wydanego w tym roku albumu "The Art of War" jest - śpiewa na po
      angielsku - piosenka o tytule "40-1". Opowiada o bitwie
      nazywanej "polskimi Termopilami". Od 6 września 1939 r. pod Wizną
      kpt. Władysław Raginis z 720 żołnierzami przez cztery dni odpierał
      atak 42 tys. Niemców dowodzonych przez marszałka Heinza Guderiana.
      Oddziały polskie broniły się bohatersko - kpt. Raginis po
      kapitulacji ostatniego schronu nie opuścił pozycji i wysadził się
      granatem.



      Na jednego zabitego Polaka przypadało 40 zabitych Niemców. Szwedzcy
      metalowcy w rytm ostrej muzyki śpiewają: "Żadna armia nie stanie na
      ziemi bronionej przez polskie wojsko... 40 na jednego, duchem
      Spartanie, śmierć i chwała!". Muzyczna epopeja o obrońcach Wizny,
      oprawiona w świetny teledysk nieznanego polskiego internauty, przez
      kilka miesięcy biła rekordy popularności na portalu YouTube. Dwie
      wersje utworu obejrzało ponad 1,5 mln internautów.
      Sabaton pojawił się w Gdańsku w poniedziałek. Jeszcze te go samego
      dnia muzycy zdążyli zobaczyć Główne Miasto. We wtorek byli pod
      pomnikiem Poległych Stoczniowców, złożyli też kwiaty na
      Westerplatte. Jako jedyni tego dnia...

      Wizyta na terenie dawnej Wojskowej Składnicy Tranzytowej była jednym
      z głównych punktów wizyty Sabatonu w Gdańsku. - Znamy to miejsce od
      dawna. Czytaliśmy o Westerplatte w czasie, kiedy komponowaliśmy "40-
      1". Jednak co innego oglądać stare zdjęcia, a co inne go tu być -
      mówili we wtorek członkowie zespołu. - Jeśli jest tylko okazja,
      staramy się podczas każdej trasy koncertowej oglądać miejsca, o
      których dotąd mieliśmy okazję tylko czytać.

      We wtorek wieczorem muzycy dali koncert w Centrum Stocznia Gdańska.
      Publiczność powitała ich polskim hymnem, powiewały biało-czerwone
      flagi. Podczas występu członkowie Sabatonu mieli otrzymać szablę
      oficerską z czasów II Rzeczpospolitej. Darczyńcą jest... arcybiskup
      gdański Sławoj Leszek Głódź, który przekazał prezent przez
      pełnomocnika. Metropolita zobaczył teledysk z piosenką "40-1" w
      internecie. - Polską młodzież muszą dziś uczyć patriotyzmu młodzi
      Szwedzi - tak, nawiązując do Sabatonu, mówił abp Głódź podczas
      niedzielnej mszy św. w Katedrze Oliwskiej."
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka