neochuan
18.12.03, 14:22
oto najmroczniejsza strona mojej osobowości: jestem kwadracikojadem, a
właściwie zamieniłem się już w kwadracikożercę. jak mniemam, jest to proces
nieodwracalny, jak dla mnie zresztą na całe szczęście, gdyż jestem w 100%
uzależniony od kwadracików. przetrawiłem już ich 824, co stanowi mniej więcej
dwie trzecie całości (która wynosi ni mniej, ni więcej tylko 1262).
zapomniałem dodać, że każdy z tych kwadracików składa się z 1600 malutkich
kwadracików (kwadracik o boku 40 na 40 małych kwadracików). a tych dużych
(tysiąc dwieście sześćdziesięciu dwóch) też jest dwa razy więcej niż 1262, bo
występują w starej, pierwotnej wersji i wersji genialnie zmodyfikowanej
przeze mnie. dodatkowe komplikacje stwarzają kwadraciki, które należy
przetrawić na 2, albo i 3 razy, gdyż składają się z dwóch, lub nawet trzech
części, oczywiście wówczas każda część musi być rozpatrywana w osobnej
całości. wtedy są to de facto fragmenty kwadracików, ale zachodu jest z takim
fragmentem tyle, co z całym, niezróżnicowanym kwadracikiem. szacuję, że
takich przypadków może być nawet połowa!
nic też dziwnego, że ostatnio każda, napotkana macierz jest kwadratowa, co
zwłaszcza młode macierze po liftingu i pilingu doprowadza do... kwadratu.