Gość: manDdia
IP: *.chello.pl
23.09.09, 13:09
1. Powrót jednej z moich ulubionych tenisistek stał się faktem. Czołówko drżyj - Justine wracająca na kort to fantastyczna dla mnie wiadomość. Większa konkurencja na szczycie zawodowego żeńskiego tenisa to korzyść dla całej dyscypliny, podwyższenie poziomu gry wśród pań i... sarkastycznie rzecz ujmując - świetna dla Agnieszki, która nie była zadowolona z faktu bycia w pierwszej 10 WTA po ubiegłym sezonie, przez co aytomatycznie zmuszona była do występów w dużych turniejach.
3 razy w mojej karierze kibica moje oczy były przecierane przeze mnie ze zdumienia, gdy dało się wyczuwać olbrzymi talent i wielkie rokowania na przyszłość: Marcelo Rios, Martina Hingis i właśnie Belgijka byli moimi wielkimi idolami (na długo przed tym zanim stali się numerami 1) i wiadomość, że tą ostatnią znów będzie można podziwiać sprawia mi nieukrywaną satysfakcję! Allez Justine!!!
2. Nie lubię zajmować się męską odmianą "białego sportu", ale przeoczyliście chyba - o drodzy forumowicze - jeden fakt:
www.youtube.com/watch?v=wpfFc3n__9A
"I don't give a shit" wypowiedziane przez władcę i króla tenisa, Rogera nie przysparza tej dyscyplinie nowych, kulturalnych fanów a tylko kiboli żądnych sensacji - nawet kosztem dobrego smaku. Przydałoby się Szwajcarowi w moim mniemaniu kilka godzin "treningu" savoir-vivre u Peta Samprasa, bądź Todda Martina.
Kara, niestety tylko symboliczna:
www.swissinfo.ch/eng/news_digest/Federer_fined_for_swearing_at_US_Open.html?siteSect=104&sid=11233104&cKey=1253281470000&ty=nd
Dziękuję i pozdrawiam!