Forum Sport Tenis
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Komu pisana ziemia obiecana

    IP: *.dynamic.chello.pl 22.05.17, 12:13
    Nader interesująco rysuje się i zmienia krajobraz tenisowej batalii ziemnej, w przejściówce do nowej epoki.
    Po Monte Carlo i Barcelonie raczej po bożemu się zapowiadało, ale w Rzymie diabeł ogonem pomerdał, żeby co niektórym w głowach nie poprzewracało i z Wielkiej Czwórki ino jedno Ciało ostało.
    Ciało Nole fantastycznie zaprezentowało się w połówce, gdzie sponiewierało w wielkim stylu Ciało Thiema, który w ćwiartce załatwił odmownie i również w doskonałym stylu Ciało Rafy. Żeby było według potrzeb, zasług i sprawiedliwie, wygrało najmłodsze i najchudsze Ciało, które się nie nadymało, ale pięknie grało.
    Aleksander Zverev, dwudziestolatek z Niemiec o rosyjskich korzeniach wygrał w przekonującym stylu rzymski finał z Djokovicem, zgarnął tytuł pierwszego w życiu Mastersa i zawitał do pierwszej dziesiątki.
    Po Rzymie, faworytów, kandydatów i chętnych do paryskiej korony jest wielu, chociaż do niedawna, niewielu zdawało się wygrać przy Nadalu.
    Wygrać paryskiego Szlema, nie będzie lekko, bo to nie to samo, co wygrać inny turniej.
    Spektakularne mecze Thiema, Djoka i Zvereva w Rzymie, teraz już realnie zbliżają ich do Ziemi Obiecanej, czyli korony w Paryżu. Co najmniej jeden, a możliwe, że dwóch z tej trójki będzie prawdopodobnie musiał na tej drodze zmierzyć się z Rafą, celującym w trzecią decymę, nie wspominając już o paru innych Mistrzach, pretendentach i morzu marzycieli.

    Czeka nas fascynujący Szlem, w którym nie tylko pierwsze karty będzie rozdawał los, a casus rzymski potwierdził, że łaska pańska na pstrym koniu jeździ.

    W kontekście męskiego tenisa, rywalizacja paryska pań, jawi się bardzo skromnie i mizernie.
    Z przyczyn losowych nie będzie Wielkich Mistrzyń, Sereny, Szarapowej, Azarenki.
    Zagrają Mistrzynie wiekowe, Wenus i Kuzniecowa, Kvitowa po rekonwalescencji, Muguruza po kontuzji.
    Wygląda, że będzie to rywalizacja głównie młodych, głodnych, ambitnych, niezbyt doświadczonych, z pokoleniem wyjadaczek nieco przechodzonych.
    Mnie interesują w tym zestawie tradycyjnie panny K, w szczególności ta trzecia, ostatnia wchodząca do gry młoda Łotyszka, która jak już dużo wcześniej wspominałem, jawi się najbardziej interesująco i obiecująco.
    Jej kariera od samego początku prowadzona była nie na szybką, czy błyskotliwą karierę, ale z wyraźną opcją i perspektywą na prawdziwą Mistrzynię.
    Tam nie było gonitwy po turniejach w pogoni za łatwymi punktami. Była bardzo staranna selekcja startów, przemyślany, profesjonalny nie tylko kalendarz, ale wszystkie cykle treningowe. Nawet jak trochę dłużej, wejście do wielkiej gry trwało, to się opłacało, bo wchodzi jako ułożona, kompletna zawodniczka.
    Ma Dziewczyna wszystkie niezbędne papiery na Mistrzynię, jeszcze trochę doświadczenia i będzie gotowa na duże tytuły, czego Jej serdecznie życzę.
    Obserwuj wątek
      • Gość: Luka Re: Komuś pisana, komuś zakazana IP: *.dynamic.chello.pl 24.05.17, 00:03
        Do paryskiej mizerii w damskim wydaniu, z racji ubóstwa uczestniczących Mistrzyń, dołożyli niechlubną cegłę sami organizatorzy, a dokładnie szef Francuskiej Federacji Tenisowej, nie przyznając dzikiej karty Szarapowej, chociaż w myśl obowiązujących regulaminów mógł i powinien przyznać, gdyby kierował się dobrem tenisa, poziomem turnieju i nie był pospolitym hipokrytą.
        Nie mam cienia wątpliwości, że gdyby w analogicznej sytuacji o WC starała się francuska tenisistka, to decyzja byłaby pozytywna, a uzasadnienie takie, jak w przypadku przyznania WC francuskiemu tenisiście ukaranemu w ub roku za oszustwa u booków i brzmiałoby, że regulamin nie zabrania.
        Nie mam też wątpliwości co do interesownych motywów wszystkich gorących obrońców wątpliwych zasad, lokowanych obłudnie pod fasadą moralności, a faktycznie kierowanych własnym interesem, płaskimi intencjami eliminacji, utrudnienia powrotu do rywalizacji, a w przypadku niektórych zawodniczek wręcz poniżenia nie lubianej konkurentki.
        Nie zgadzam się też ze wszystkimi, którzy uważają, że jeśli Masza już ma dostać WC, to tylko do eliminacji.
        Bo niby dlaczego, inne mogą dostawać WC do turnieju głównego, a Szarapowa tylko do eliminacji. Nie widzę żadnego powodu do takiej dyskryminacji.
        Kto to wymyślił i dlaczego ? Czemu i komu ma to służyć, dla kogo to jest dobre?
        Dlaczego wielokrotna Mistrzyni WS ma kilka dziewczyn, które ciężko na ranking do eliminacji zapracowały, pozbawiać szans, które mogą się dla nich nigdy nie powtórzyć i dla których szansa na udział w WS, to wielka sprawa, czasem życiowa.
        Co ciekawsze, te, co pyszczą najbardziej, to ponoć w interesie tych młodych i z szansami.
        No to zbilansujmy i pospekulujmy. W eliminacjach, dwie, lub trzy konkretne tenisistki z krwi i kości, z dużym prawdopodobieństwem zostaną niejako z klucza ograbione z szansy, którą miałyby rywalizując z każdą inną, usytuowaną w ich sektorze rankingowym zawodniczką.
        W turnieju głównym WC Maria nie zabiera miejsca żadnej zawodniczce z uprawnionym rankingiem, bo pula WC jest dodatkowa. Nie będzie rozstawiona, nikogo rozstawienia nie pozbawi, a to właśnie rozstawienie jest jedynym przywilejem z którego Ona nie będzie korzystać. Personalnie żadna zawodniczka nic nie traci, ani żadna bezimienna dusza, która potencjalnie mogłaby tą kartę otrzymać nie ucierpi z żalu do losu i utraconych nadziei.
        Te, co tak sobie umyśliły i tak bardzo chcą, żeby Rosjanka przechodziła eliminacje, pewnie równie mocno liczą na spotkanie w pierwszej rundzie z kwalifikantką Szarapową i tego im szczerze życzę, a będą miały niedługo okazję na trawie i jeszcze więcej w kolejnych turniejach.

        Nie jestem fanem WTA, ale w tym przypadku, optując za umożliwieniem udziału w rywalizacji pięciokrotnej Mistrzyni WS, stanęła na wysokości zadania i zrobiła to nie tylko w interesie własnym, ale z całą pewnością w interesie tenisa.
        Bo niby kto ma podnosić poprzeczkę, gwarantować i wyznaczać poziom, jak nie pięciokrotna triumfatorka WS. Dziwne i żenujące, że sami organizatorzy RG tego nie wiedzą, nie widzą, albo nie chcą widzieć takiej potrzeby. Nie słuchają głosów rozsądku, nie widzą tłumów ściągających dla Wielkiej Mistrzyni, których mało interesuje pospolite rzemiosło, tylko chcą oglądać sztukę w wydaniu mistrzowskim, za to płacą, za to chcą płacić.

        Zważywszy na relatywnie mierne standardy, nie tylko infrastrukturalne RG, decyzja w sprawie Szarapowej, jak też wiele innych decyzji podejmowanych przez Francuską Federację zbytnio nie dziwą. Oby nie zdziwili się też Paryżanie, jeśli w przewidywalnej przyszłości, z uwagi na niewydolność infrastruktury, przyjdzie im pożegnać się ze Świętem na kortach Rolanda Garrosa, czego nikomu nie życzę.
        Można zrozumieć różne ograniczenia, drogie grunty, trudne decyzje, dużo trudniej ubóstwo myślowe decydentów, prymitywne rozwiązania, decyzje, niby Paryż, a taka ....gmina….

      • Gość: Luka Re: Na półmetku - ewolucja z rewolucją IP: *.dynamic.chello.pl 05.06.17, 10:48
        Panowie – ewolucja, u pań – rewolucja, trochę pełzająca, trochę francuska.
        Niektórzy zdawałoby się lekko sfatygowani i częściowo skreśleni pretendenci do wielkiego tytułu, jak Murek i Djok, odbudowują się z każdą kolejną rundą, chociaż mecz Serba z Zaballosem nakazuje powątpiewać co do wymiernych postępów tej odbudowy.
        O ile u Szkota to nie dziwi, Serb zwykł przyjeżdżać na szlema gotowiutki na sto procent.
        Czy zdołają odbudować się na tyle, żeby zagrozić Rafie, czy Werdasco, albo inny Cudak sprawi jeszcze jakąś niespodziankę, wszystko możliwe, nawet jak mało prawdopodobne.
        Faza wyłaniania ćwierćfinalistów, na ogół bywa interesująca, ekscytująco i gorąco będzie w QF i nie wątpię, że będzie się działo.
        U pań wielce koronowane głowy nie polecą, bo ich nie było, a pomniejsze już poleciały.
        Od początku, jakieś Kolumbijki, Tunezyjski, Tajwanki, Paragwajki wywalają dużo wyżej rozstawione zawodniczki, czyszcząc pole bardziej doświadczonym wygom mającym ochotę wykorzystać grupową absencje wielce koronowanych pretendentek do tytułu.
        Czarną robotę w wywaleniu liderki odwaliła Rosjanka, załatwiona takim samym wynikiem przez Ukrainkę, która z kolei padła ofiara młodziutkiej Łotyszki, ta zaś po wygranej ze Stosur, już zameldowała się w QF, w którym zmierzy się z Karoliną Woźniacką.
        W wywaleniu obrończyni tytułu udział miała już Francuzka, której osobiście nie życzę glorii, ponieważ w dużej mierze za sprawą zwiększenia Jej szans na tytuł, nie przyznano WC Szarapowej. W ćwiartce będzie też druga Francuzka wyłoniona z pary Garcija – Cornet .
        Ta ostatnia wywaliła wcześniej naszą pańcię, która w burdelowym stroju pokazała się na paryskich kortach jak zdechła wampirzyca i stosownie potraktowana.
        Pomysł, żeby na czerwoną mączkę ubrać czarny gorset z ciemnymi tiulowymi falbankami, maskującymi suchy tyłek, kiedy wszyscy inni normalni występują w sportowych strojach, od razu kojarzył się z analogicznym wyborem na Olimpiadzie w Londynie. Tam pańcia reprezentując narodowe barwy wystąpiła w szafirowej zwiewnej kiecce z różowa kokarda i napisem POLAND.
        Rezultat podobny, kompromitujący występ suchotnicy, która nie potrafiła przy własnym serwisie wygrać choćby jednego gema, teraz mogła szybko lecieć po torebkę i do domu.
        Rzeczywistość jest dość brutalna. Za wyjątkiem kilku meczy na ekstra poziomie, głównie z udziałem Kuzniecowej, Woźniackiej, Hsieh, Venus i Baczyński, większość była na miernym poziomie, wymęczone, z dużą liczbą prostych, niewymuszonych błędów.
        Niektórych w ogóle nie dało się oglądać.

        Zupełnie inaczej u panów. Zaskakująco dużo super ciekawych meczy działo się i dzieje od pierwszej rundy, co raczej jest rzadkością. Ważne, że jest co oglądać, do tego w dość komfortowych warunkach , no i nie ma musu wyłączania fonii, jak w przypadku polsatowskich relacji w wykonaniu Baby i Dziada, czyli pani Kasi i stetryczałego Juniora.

        Jak zakończy się druga odsłona zmagań ewolucji z rewolucją, okaże się za tydzień, który dzisiaj się zaczyna i z całą pewnością będzie bardzo ciekawy.
        • Gość: Luka Re: W QF miał być hit, wyszedł kit IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.17, 12:54
          Strasznie cieniaste ćwierćfinały. Nawet ten jeden zapowiadający się mocno mecz Domina z Nole, też do bani. Co można myśleć o szlemie, w którym dużo lepsze mecze miały miejsce przed fazą finałową.
          Jeden Thiem to niewiele, a tylko On wniósł godną tej fazy jakość, z żelazną konsekwencją realizując koncepcję taktyczną, autorstwa tęgiej głowy zasiadającej w boksie.
          Takich i innych tęgich głów w różnych boksach było więcej, również u pań.
          Chwała Bogu, że takie Głowy nad innymi główkami chcą pracować i dzięki , niekiedy da się obejrzeć coś wyrastającego, ponad znaną rutynową średnią meczową.
          Oczywiście sama tęga głowa w boksie niewiele by zdziałała, gdyby inna główka, solidnie nie zapracowała.
          Jak się patrzy teraz na niektóre mecze, to niekiedy tęskno do czasów, gdy wszystko zależało wyłącznie od Graczy, którzy byli jedynymi autorami widowiska, które tworzyli, w którym było dużo więcej kreacji, niż wyrachowania.
          Może dlatego potrafili tworzyć znakomite dzieła, czasem również z Wielką Improwizacją.

          Z tego, co na ten moment widać, coraz trudniej oczekiwać, że w tym Szlemie doczekamy jakiegoś wybitnego dzieła, a już na pewno nie u pań.
          U panów, przynajmniej jeszcze jakaś szansa, albo nawet dwie szanse są.
          Jak i na jaki wymiar przełożą się w praktyce, nie łatwo w kontekście realiów być optymistą.
          • Gość: Luka Re: Półfinały połowicznie zadowalały IP: *.dynamic.chello.pl 10.06.17, 00:16
            I o dziwo bardziej zadowalały babskie.
            U panów znowu mecz, który miał być hitem turnieju, okazał się wielkim niewypałem.
            Młody zawiódł na całej linii i mecz był od początku do końca do jednej bramki
            Pierwszy półfinał zdecydowanie ciekawszy, trochę dużej gry, ciekawych zagrań, ale szału nie było i marnie się skończyło.

            U pań działo się od początku do końca. Oba mecze były ciekawie zróżnicowane osobowościowo, bardziej wyrównane i zacięte.
            Baczyński grała najbardziej wyrafinowany z całej czwórki tenis, ale poległa z tenisem wypracowanym, wybieganym i do bólu konsekwentnym.
            Pokerowa Pliskowa ze swoją studyjną grą, przegrała z istnym żywiołem i napoleońskim duchem niesamowicie bojowo grającej młodziutkiej Łotyszki, która waliła po ostrych kątach petardy z prędkością, jaką niewielu panów w tym szlemie prezentowało.
            Dwudziestolatka, która nie wygrała jeszcze żadnego turnieju WTA stanie przed szansą wygrania WS w Paryżu i w rywalizacji z Rumunką wcale nie jest na straconej pozycji.
            Gra totalnie bezkompromisowo, walczy jak lwica, na najwyższym stopniu ryzyka, to się podoba i to się musi podobać.

            Para finałowa pań, budzi pewne skojarzenia z finalistami męskimi.
            Sportowa droga i determinacja Simony Halep żywo przypomina mi determinację Wawrinki, który też w swoim czasie dla stworzenia sobie szansy osiągnięcia sukcesu, potrafił poświęcić wiele i zrobić bardzo wiele.
            Ostapenko, jej droga do finału kojarzy mi się ze spektakularnym zdobyciem Paryża pierwszy raz przez Rafę, który był wtedy jeszcze młodszy, ale nieprawdopodobnie odważny, bez respektu dla nazwisk, rankingów i chyba też w zielono – białych kolorach wywalczył pierwszy wielki tytuł.
            Teraz On, już nie w długich, ale krótkich, przerzedzonych włoskach, nie w długich, tylko krótkich spodenkach, będzie walczył tu o dziesiąty tytuł, Ona zaś o pierwszy.
            Wszystko to, będzie dziać się na korcie, którego wkrótce nie będzie.

            Coś się kończy, coś zaczyna, niech już będzie ta decyma.


            • Gość: Luka Re: Półfinały połowicznie zadowalały IP: *.dynamic.chello.pl 10.06.17, 09:30
              Biegusiem koryguję krzyżówkowego babola. To Baczyński oczywiście poległa z żywiołem Łotyszki, a wypracowany w iście sportowym duchu tenis Rumunki wygrał z niedopracowanym do końca tenisem Pliskowej.
              Nomen omen ważne, że w finale zobaczymy tenis z duchem i to już jest sukces tenisa.
      • Gość: Luka Re: Mistrzynię znamy, Mistrza poznamy IP: *.dynamic.chello.pl 11.06.17, 09:45
        Dwudziestolatka Jelena Ostapenko wygrała pierwszy tytuł WS w Paryżu, jest to jednocześnie Jej pierwszy wygrany turniej w zawodowym tenisie.
        Podobno zaskoczeni są wszyscy eksperci, a na pewno i najbardziej komentator Domański, widzący tylko jedno realnie możliwe rozstrzygnięcie damskiego finału.
        Wygląda, że z wiedzą i rozeznaniem tego pana w materii tenisa jest słabiutko, skoro dokładnie odwrotnie się stało.
        To Jelena Ostapenko zadziwiała, zachwycała w całym turnieju odważną grą, to Jej forehandy, kątowe crossy, fantastycznie wygrywane piłki były ozdobą tego Szlema.
        Zdawałoby się, że jacyś tam znawcy, czy inni mający się za tenisowych ekspertów gadacze, jakieś pojęcie o tenisie i szlemach mają i wiedzą, ze Szlema nie wygrywa się poprawnością, czy regularnością, tylko jakąś nadzwyczajnością, niezwykłością.
        Dlatego ten tytuł coś znaczy i nobilituje. Dlatego ten tytuł dany jest nielicznym, chociaż niektórym nawet licznie, ale tylko dlatego, że na tą liczność, zasłużyli jakąś nadzwyczajną wyjątkowością.
        Tenis nie jest demokratyczny, ani socjalistyczny, jakby sobie życzyła Lucic Baroni.
        Korony nie mają być z klucza co roku dla kogoś innego i nie są przyznawane dla sprawienia frajdy wszystkim, tylko nagrodą dla najlepszych, za to, że są w tym czasie i w tym miejscu lepsi od wszystkich innych, w jakiś sposób nadzwyczajni, wyjątkowi i wartościowi.
        Trudno to może być zrozumieć zwyczajnym kibolom, im nawet Czeladniczka z pokracznym tenisem jawi się nadzwyczajnie, bo ona jest nadzwyczajnie prymitywna w podejściu do tego sportu i nie tylko, może dlatego bliska.

        Simona Halep jest bardzo wartościowym sportowcem i człowiekiem. Jedna z nielicznych miała odwagę otwarcie przeciwstawić się chamskiej nagonce na Szarapową, chociaż to ona mogła być najbardziej zainteresowana w unicestwieniu, czy utrudnieniu udziału najtrudniejszej konkurentki. Ale nie była, bo jest prawdziwym sportowcem i chce wygrywać na korcie, a nie za kulisami i wchodzić na szczyt kuchennymi drzwiami.
        Halep nigdy nie była moją faworytką do tytułu WS, chociaż widząc jak mądrze się rozwija i dojrzewa, nie wykluczam, że może w przyszłości urosnąć do osiągnięcia dużego formatu.

        Nie bez powodu przywołałem wyżej analogię Ostapenko i Nadala, którą można dużo bardziej pogłębić.
        Trochę szkoda, że ludzie mający za zadanie kształtować gusta i opinie widzów, tak mało widzą, a tak dużo mówią o rankingach, zachłystują się numerkami, nawołują do realizmu zamkniętego w ich prymitywnym widzeniu gry i szans graczy.
        Nic dziwnego, że potem w szoku jest ten, czy inny komentator, który wcześniej publicznie ironizował słowami „ no, bo kto to jest Ostapenko?”.
        To on właśnie powinien najlepiej wiedzieć, gdyby był profesjonalistą, tak samo jak Czeladniczka powinna wiedzieć kto to jest Pan Max Eisenbud, gdyby zadawała się z profesjonalistami.
        Tylko ani jemu, ani jej taka, czy inna wiedza nie grozi, dlatego dalej będą machać łopatą.

        A tenis znowu się obronił i trzeba mieć nadzieję, że obroni się też drugi i ostatni finał.
        Że nie będzie tylko lekko, łatwo i przyjemnie i będzie w końcu ta trzecia decima.
      • Gość: Luka Re: Niezwyczajny, nadzwyczajny finał IP: *.dynamic.chello.pl 14.06.17, 12:21
        To nie był finał marzeń, porywający, czy emocjonujący. Wbrew oczekiwaniom nie tylko moim, ale chyba wszystkich, było łatwo, lekko i do jednej bramki.
        Takie finały, nie raz się zdarzały, ale ten wbrew pozorom, wcale nie był łatwy dla żadnego z graczy, zwycięstwo nie przyszło lekko, a przyjemnie też nie było wszystkim, bo natura ludzka swoje niedoskonałości i ułomności ma.
        A jednak to był finał nadzwyczajny, bo stawka była niebotyczna, jakiej dotąd w historii nie było, bo sposób i styl wygranej był imponujący, a triumfator wyjątkowy pod każdym względem.
        Ta ziemia wcale nie była obiecana, ani dosłownie, ani w przenośni. Nie była zdobyta po trupach, za każdą cenę, w sposób uproszczony, czy niecny, ale w sposób dowodzący mocy charakteru, siły, ducha i rzadkiej szczególnie w tych czasach godności.
        Ta decima, ta ziemia, zdobyte zostały zadziwiającym wymiarem siły i ducha, bazującym na najbardziej wartościowych cechach charakteru i osobowości, budowanymi latami nie tylko złotymi, wbrew i mimo wielu przeciwnościom losu, znakiem których wielokrotnie w przeszłości Rafa był skreślany, skazywany na tenisowy niebyt.
        Rafa Nadal, gigant kortów ziemnych i tego Szlema, był oczywiście głównym aktorem i beneficjentem niebywałego wyczynu, jakim dokonał zapisu swojej historii i historii tenisa.
        Ale byli też inni, pomniejsi, którzy mieli różny udział w tym wydarzeniu.
        Wawrinka był poniekąd największą ofiarą tego dzieła, On to czuł i ta sytuacja go przerosła.
        Randze wydarzenia sprostali niewątpliwie Organizatorzy, Władze ITF, AT P, zgromadzona widownia, liczne grono Czempionów, miłośników tenisa, przyjaciół i fanów tego sportu, oddając zaszczyt i honory Wielkiemu Tenisiście.
        Nie do końca, bo tylko połowicznie spisał się polski Eurosport, dokoptowując do Karola Stopy reprezentacyjnego Deblistę, w miejsce spodziewanego Leszka Sidora.
        Bo czy się to komuś podoba, czy nie, to Stopa i Sidor są aktualnie pierwszą, firmową i najlepszą parą polskich komentatorów tenisa.
        Obsługa całego Turnieju, była zgoła poprawna i satysfakcjonująca, czasami bardziej, czasami mniej. Wszystkie ważne mecze były z udziałem tych najlepszych, niekiedy tylko w połowie, ale to było do łyknięcia i wybaczenia.
        Ten jeden, najważniejszy mecz, jakoś pomniejszono. Nikomu nie przyszło do głowy, że ranga spodziewanego wydarzenia zasługuje na najbardziej profesjonalną, nie w połowie amatorską oprawę komentatorską. Karol Stopa jak mógł to ratował i udało mu się trzymać pieczę w tym przekazie, ale niedosyt pozostał i szkoda.
        Niedosyt pozostawiła również mocno przereklamowana filmowa „La Decima”, zrealizowana przez macierzysty, francuski Eurosport.
        Intencja była chlubna i godna pochwały, tylko realizacja wyjątkowo marna, zważywszy ogromne spektrum możliwości nie tylko technicznych, ale też wielowymiarowości spojrzenia na historię, o której mowa.
        Rozczarowało nie tylko ubóstwo przesłania, ale przede wszystkim prymitywna realizacja, nie spełniająca elementarnych wymogów warsztatowych.
        Zaskakujące jest to, że w tej branży Eurosport ma doskonałych fachowców, a wyszło tak, że wielu amatorów potrafiłoby to zrobić dużo lepiej.

        Ten Szlem miał różne oblicza, dużo się działo w damskim tenisie, warto na niektóre spojrzeć trochę z dystansu, warto zapamiętać niektóre mecze i parę nowych nazwisk, ale o tym, może potem, może przy okazji.


      • Gość: Luka Re: Szlem z Gwiazdkami, Gwiazdą i Decimą IP: *.dynamic.chello.pl 15.06.17, 22:13
        W tym szlemie świeciły różne Gwiazdki, Gwiazdy, interesująco zabłysły nowe Gwiazdeczki, a wszystko, co po drodze przebił absolutny Fenomen kortów ziemnych.
        Nowe, to Francuzka Oceane Dodin, która zagrała znakomity mecz z Kuzniecową,
        Tajwanka Hsieh, ta z kolei wywaliła w pierwszej rundzie Kontę i bardzo interesująca Paragwajka Weronika Cepede Royg , grająca nadzwyczaj dojrzały tenis, która przegrała o włos w czwartej rundzie z finalistką Pliskową. Po drodze mrugała jeszcze też ciekawie zapowiadająca się Tunezyjska Uns Dżabir, która wyeliminowała Cibulkową i poległa dopiero z Baczyński. Przy tylu zapowiadających się nowościach, jest spora szansa, że coś większego z tych błysków się urodzi.

        Zdecydowanie poza kategoriami gwiazdek i gwiazdeczek, dosyć znacząco zaistniała postać naszej Linetki. To jeden z tych przypadków, kiedy zawodnik ma papiery na dużą grę, a nie ma patentu na wygrywanie.
        Magda ma pewną cechę, charakterystyczną dla szczególnie utalentowanych graczy i nietuzinkowych osobowości. Ona najlepszą swoją grę uruchamia w rywalizacji tylko z najsilniejszymi rywalkami, vide z Azarenką, Konjuh, Svitoliną.
        Ma starannie i pięknie ułożony tenis, opanowany cały warsztat, potrafi umiejętnie korzystać z przeróżnych narzędzi, tylko nie potrafi ich jeszcze we wszystkich newralgicznych momentach właściwie wykorzystać.
        To jest problem, ale do przejścia. Magda nie jest typem Janowicza, który miał podobny, do tego ma dużo silniejszy, stabilniejszy charakter i jest walczakiem z krwi i kości.
        Musi do każdego meczu szukać innego klucza i pamiętać, że ma je wszystkie w swojej kieszeni, a małe też może być piękne. Tylko tyle.

        Prosty, własny patent na wygrywanie zaprezentowała zaskakująca Triumfatorka tego Szlema, Jelena Ostapenko, ale to jest jej patent i jej klucz, wcale nie skomplikowany, za to bardzo skuteczny, efektowny i efektywny.
        Rafa musiał sobie znaleźć i dopasować nowy, bo stary już zużyty, słabo działał, albo nie działał.
        W tym fachu i tych czasach, otwierać sobie drzwi na szczyty męskiego tenisa nie jest łatwo i ten nieprawdopodobny sukces Rafy wywalczony na paryskiej, czerwonej ziemi okupiony był niewątpliwie gigantycznym wysiłkiem, nie tylko fizycznym, liczonym hektolitrami potu, które paradoksalnie w tym najważniejszym meczu już tak nie płynęły. Finał wygrany był poniekąd na sucho, w przenośni i dosłownie. Do tego był potrzebny ten pot wylewany wcześniej i całymi latami, ulubiona używka paru rodzimych komentatorów, zresztą nie jedyna.
        Nie czas i miejsce zajmować się ułomnościami, przyziemnościami, nie bardzo się też chce czymkolwiek innym, kiedy dokonują się dzieła epokowe i wielkie, a takim dziełem jest Decima, która przysłoniła wszystko co po drodze i całą resztę.

        Szlemów i finałów w Paryżu będzie jeszcze wiele, pewnie już na nowym korcie, bardziej emocjonujących i też wyjątkowych, ale drugiej Decimy tu nie będzie, może nawet już nigdy w historii tenisowych szlemów.
        Ta pozostanie na zawsze symbolem Króla Ziemi i symbolem tego Szlema.


      • Gość: Luka Re: Królewski Szlem w kolorze nadziei IP: *.dynamic.chello.pl 08.07.17, 12:10
        Wimbledon stoi tradycją, trochę jak stara dama, świetnie się prezentuje, reszta znaki zapytania.
        Hołdowanie tradycji niewątpliwie przydaje osobliwego uroku i wyróżnia ten szlem od pozostałych, oczywiście z trawiastą nawierzchnią w roli głównej.
        Soczysta zieleń trawy, białe stroje, zasady fair play, tony truskawek z bitą śmietana na deser i udział Głowy Królewskiej na ceremonii końcowej, te wyróżniki, spośród innych zanikających wydają się niezmienne.
        Jak się głębiej przyjrzeć, to do końca zostaje biel strojów na korcie i truskawki z bitą śmietaną w konsumpcji, bo korty nie są do końca tak pięknie zielone, zasady fair play tak ściśle przestrzegane, głowa królewska będzie nie ta koronowana, a widownia nie tak wymagająca, czuła i szlachetna, jak drzewiej bywało, chociaż trochę z tego jeszcze ostało.
        Jeśli chodzi o stroje, to biel już nie symbolizuje bezwzględnej czystości zasad, ale przynajmniej gwarantuje elementarną estetykę, czyli pańcia nie wystąpi w burdelowej czerni na trawie, nie będzie kraciastych gaci, ani żadne papuzie kolory nie będą waliły po oczach.
        Trzeba przyznać, ze stroje pań są coraz bardziej wysmakowane, nawet Kuzniecowa zaprezentowała się w wyszukanej, jak na nią kreacji, w której nawet można myśleć o głównym trofeum.
        Na ten moment Szlem zbliża się do półmetka i jest coraz bardziej interesująco.
        Teoretyczny główny Faworyt nie zawodzi, jak też cała Trójca pozostałych i jest sprawą otwartą kto zatriumfuje. Czy stary jary, czy nowy młody, czy może inny czarny koń w bieli, puchar uniesie drugiej niedzieli.
        Różnej maści fachowcy, znawcy i większość kibiców stawia na jednego, sprawdzonego, starego Konia – Rogera. Osobiście, jak zwykle, nie mam takiej pewności.
        Serce jest za Rafą i Venus, albo inną, nową interesującą strzelbą, chociaż życie i tak swój scenariusz mam nadzieję interesująco napisze.
        Murek zagrał wczoraj doskonały mecz z Fabio, świetne mecze rozegrały wcześniej Konta, Woźniacki, Ostapenko. Liczę, że dzisiaj wyleci pańcia i rywalizacja rozegra się pomiędzy ofensywnymi zawodniczkami, które dobrze się ogląda.
        Bardzo podobały mi się mecze Konty z Doną Vekic, Ostapenko z Abandą i Gorgii, Pionkowej z Wożniacki.
        Karolina grająca kończące szczególnie zaimponowała. Teraz z Kontaveit będzie bardzo ciężko. Estonka, to moja ulubienica i faworytka niedalekiej przyszłości.
        A dzisiaj będzie szczególnie u panów bardzo interesująco, no i wyklaruje się, kto zagra w drugim tygodniu.
        • Gość: Luka Re: Królewski Szlem w kolorze nadziei IP: *.dynamic.chello.pl 09.07.17, 17:55
          Jak na fazę walki o drugi tydzień Szlema, to ostatni dzień był rozczarowujący.
          To nie była ta gra jakiej można było się mimo wszystko spodziewać.
          Mimo wszystko, znaczy mimo warunki pogodowe i wolniejsze korty, mimo stawki, która nie wyzwalała tej energii, poziomu i stopnia mobilizacji, jakie na tym etapie najczęściej są uwalniane. I nie chodzi tu o wyjątki, jak w przypadku pańci, która w obliczu słabej gry z rozdającą multum prezentów kontuzjowaną rywalką dostawała skrzydeł, bo to reakcja naturalna. To nie zmienia faktu, że mecz był marny, serwisy czeladniczki nędzne, wszystkie do zabicia przez większość sprawnych i grających na swoim poziomie tenisistek, a emocje wynikały wyłącznie za sprawą furtki, jaka otwierała się przed polską tenisistką, której specjalnością są słabe, kontuzjowane, lub niedysponowane rywalki. Jej szczęście i może lepiej się stało, niż możliwy krecz w czwartej rundzie. Ale Kuzniecowa jak sądzę, nie będzie się cofać do drugiego, ani też pierwszego serwisu pańci, wdawać w wymiany podawane do rączki, tylko zabiega i potraktuje bez litości.
          Wracając do tematu, to jednak i na tych wysuszonych kortach można pokazać doskonałą grę, jak zawodnik na poziomie trafi na odpowiedniego rywala, czy rywalkę.
          To pokazał Andy z Fabio, Kerber z Rogers, czy Woźniacka z Kontaveit.
          Moim zdaniem Karolina gra najlepszy tenis w całej karierze. Trudno uwierzyć, ale gra zabójcze kończące, mordercze smecze z końcowej linii i rewelacyjnie radzi sobie z presją.
          Wiadomo, że każdy mecz i każdy dzień jest inny, więc różnie może być, ale w tym szlemie póki co, przechodzi samą siebie i to było widać gołym okiem
          Panowie jakoś mniej mają ochotę przechodzić samych siebie. Jedni nie muszą, drudzy nie potrafią, inni nie mogą, a jeszcze inni, jak Bernard Tomic, zwyczajnie nie chcą.
          Jak się ktoś pyta, za co kara, którą dostał, to powiem, że za miejsce które pozbawił jakiegoś zawodnika, któremu się chce. Kary finansowej nie będzie, jak się chce pozbawić miejsca w turnieju dla Szarapowej, ubierając w płaszczyk ochronny interesów młodych i kontuzjowanych, ale Tomic nie używa białych rękawiczek, nawet tam gdzie białe stroje są obowiązkowe.

          Doświadczenie uczy, żeby nie nastawiać się z wielkimi oczekiwaniami na kolejną rundę, zresztą na chłodno dużo przyjemniej się ogląda i lepiej być mile zaskoczonym, niż trochę rozczarowanym.
          Pozostaje więc w kolorze nadziei czekać na scenariusz, jaki na trawiastej ziemi, zapisze historia tego Szlema.
          • Gość: Luka Re: Nadzieje kończą się, nadzieje rosną ! IP: *.dynamic.chello.pl 11.07.17, 10:44
            Zakończyły się nadzieje pańci i kibolstwa na coś więcej niż wygrana z Jankowic z siódmej dziesiątki, Mc Hale z szóstej i kontuzjowaną Baczyński.
            Chyba nikt przy zdrowych zmysłach i elementarnej orientacji w tenisie nie myślał, że pańcia wygra tu z Kuzi. Nie te czasy i nie ta półka.
            Swieta doskonale wie jak gra Radwa, bo gra tylko to co potrafi, a to za mało na tak kompletną zawodniczkę, jaką jest Rosjanka i o wiele za mało by wygrać szlema, co się marzyło nie tylko kibolce, która chciała też, aby pańcia była numerem 1 chociaż przez jeden dzień.
            Tu jest klucz, bo dlaczego jeden dzień. Ano dlatego, że nawet ta kibolka miała świadomość, że jest całe multum zawodniczek dużo lepszych od czeladniczki, które na wielkie tytuły i zaszczytne miejsce zasługują i chodziło jej tylko, żeby się tak nazywało, żeby był symbol wielkiego osiągnięcia, chociażby taki jedno dniowy.
            Kiboli da się jeszcze zrozumieć, ale szkoda, że świadomości realiów nie mają wypowiadający się publicznie baloniarze, dawcy złudzeń rozdają je hojnie, jedni z niewiedzy, inni zgodnie z zamówieniami. Będą tak jeszcze paśli się nie raz nadzieją, ale umrą głodni.
            Z tak prymitywnym myśleniem o tenisie i grze, pańcia nie ma nawet co marzyć o szlemie i dobrze się stało, że wreszcie wyleciała, bo nie będzie już przebijania, stękania, wrednej gęby na korcie i trzech tępych w boksie.
            Tą na korcie można jeszcze miejscami strawić, ale tego „najprzystojniejszego w turze sztabu” jak mówi pańcia, nijak nie da rady. Ulga, że to bucowate trio nie będzie już tu pokazywane, ani ich chlebodawczyni. Wyraźnie nie pasują do tenisowej elity, która w tym szlemie jawi się bardzo interesująco.
            Teoretycznie kluczowe wydają się dwa pojedynki, Venus z Ostapenko i Konty z Halep, ale tak się ułożyło, że tylko jedna z nich zagra w wielkim finale.

            W wielkim finale nie zagra Rafa, ale fajno, że jest w ćwiartce ktoś nowy i ten ktoś, czyli Gill Miller, na to uczciwie zasłużył.
            Natomiast kto zagra na pewno w finale, tego też nie wie nikt i to jest właśnie cudowne !

            • Gość: Luka Re: Nadzieje kończą się, nadzieje rosną ! IP: *.dynamic.chello.pl 13.07.17, 11:56
              Trzeba przyznać, że wczorajsze pogrzeby męskich faworytów nie były okazałe.
              Krecze, czy dogrywanie z kontuzjowanym rywalem, szczególnie w tej fazie szlema zubożają wartość zwycięstwa, które trudno zwycięstwem nazywać, tym bardziej się zachwycać.
              Wyjątkiem jest wielki sukces pańci, bo tutaj żaden z publicznych i niepublicznych komentatorów nawet nie zauważył, że grała z kontuzjowaną rywalką, jakoś przeoczyli medical time, nie widzieli opatrunku, mogli więc w euforii walić w bębny i celebrować sukces polskiej tenisistki.
              Po sukcesie Amerykanina nie słychać zachwytów. Sukcesem Berdycha zachwycony będzie Wanio, który uważa go za znakomitego tenisistę. Ja się cieszę, że chociaż ostał z wielkiej czwórki Roger, który pogoni Czecha i ocali wartość królewskiego Szlema.

              W przypadku pań, o wartość tytułu nie trzeba się obawiać. Oba finały zapowiadają się fascynująco i nawet obecność rewelacyjnej outsiderski, przydaje tylko smaku konfrontacji z Muguruzą. Jeszcze bardziej hitowo zapowiada się pojedynek Wenus z Kontą.
              Brytyjka zagrała tu dwa absolutnie hitowe mecze z Vekic i Halep.
              Czy będzie w stanie zagrać choćby jeszcze jeden, albo może i dwa na podobnym poziomie, nie mam już takiej pewności, chociaż wiele za tym przemawia.
              Moją faworytką jest jednak Wenus i marzy mi się, by w królewskim szlemie, to Williams zatriumfowała.
              • Gość: Luka Re: Wielka i mała historia IP: *.dynamic.chello.pl 19.07.17, 21:58
                Trochę trudno zmusić się do myślenia o tym Szlemie, nie bardzo chce się wracać do kluczowej fazy, oczywiście za wyjątkiem fantastycznego finału debla zwieńczonego sukcesem naszego Rodaka, Łukasza Kubota. Wielki sukces Polaka wywalczony w doskonałym stylu i wielkie gratulacje !
                Tak naprawdę to był jedyny finał godny finału Królewskiego Szlema.
                Jeszcze pierwszy set Muguruzy z Venus i to by było na tyle.
                Pozostałe finały, to potyczki jednostronne, a nazywając rzecz po imieniu, mniej lub bardziej żenujące widowiska. Wcześniej plaga kreczy, jałowe gry z kontuzjowanymi rywalami. Męski finał zdecydowanie chyba najgorszy w historii tego Szlema. Można się tylko pocieszać że mogło być gorzej, mógł np. grać Berdych z kontuzjowanym Cilicem.
                Trudno to zdefiniować, ale w męskim wydaniu było coś nienaturalnego, rządził jakiś wirus, infekujący niemal hurtowo tenisowych samców alfa, to skumulowało się w półfinałach a zwieńczenie nastąpiło w finale.
                Nie pamiętam szlema, który by taki niesmak po ostatnim meczu zostawił i zdziwiła mnie wypowiedź Rogera, że to był magiczny finał. Smutne, że to nawet nie jest śmieszne, a traktując słowa poważnie, daje sporo do myślenia. Tak niedawno jeszcze, byłem prawie gotów uwierzyć w tą magię.

                W zasadzie, to panie i „nasz debel” ten prestiżowy turniej uratowały, głównie za sprawą doskonale grającej Muguruzy, Konty, Halep, również Ribarikowej i jednak Wenus.
                Muguruza grała znakomicie, walczyła jak lwica i rosła, aż przerosła najpierw Kuzniecową, potem samą siebie, a na koniec Venus. To drugi triumf WS przedstawicielki młodej generacji, tenisistki z dużą klasą, puchar prestiżowego turnieju dostał się w godne ręce.
                To tyczy zresztą wszystkich pucharów i to jest drugie pocieszenie.
                Dużo i zarazem mało, do zapamiętania zostało. Niesamowity finał debla, heroiczne pięciosetowe boje Kubota z Melo, 19 tytuł WS Rogera Federera, mistrzowska gra Muguruzy, tak zapisała się wielka historia.
                Nadto, znakomite mecze Konty z Vekic, Halep i Wenus, Gill Miller i to by było na tyle.
                Z tego szlema zostaną mi na pewno w pamięci jeszcze dwie panie. Zjawiskowa, chociaż jeszcze bardzo surowa gra i postać i pięknej Kanadyjki Francoise Abandy, która zagrała świetny mecz z Ostapenko, oraz bardzo ciekawie grająca Brazylijka Haddad Maia, z którą Helep wygrała doświadczeniem i z największym trudem.
                Jeśli tak potrafią grać debiutantki z dalszych setek, to rewolucja w WTA dopiero się zaczyna i ma bardzo obiecującą przyszłość. Męski tenis wymaga jeszcze trochę czasu.

                Nie bardzo można myśleć o obiecującej przyszłości Polsatu, chociaż coś tam miejscami drga.
                Tenis Premium jakoś się sprawdził głównie za sprawą formuły, nawet jak nie doskonałej, to tenis był bez reklam, non stop, nadal są powtórki i można w spokoju obejrzeć zaległe mecze.
                Było Studio, czasem lepsze, czasem gorsze i była możliwość przyjrzenia się bliżej niektórym komentatorom. Polsat nie ma żadnego wybitnego, szanowanego, czy profesjonalnego komentatora. Jedynie komentarz Justyny Kostyry uwzględnia elementarne wymogi warsztatowe i etyczne sztuki komentatorskiej, pozostali bardzo różnie, jednych słucha się lepiej, innych gorzej, a jeszcze innych jak Dziada Juniora i Baby Kasi, z trudem, albo w ogóle nie da się słuchać. Oboje dużo mówią, nie mając nic, albo niewiele do powiedzenia, ignorują podstawowe zasady komentarza sportowego, prawa i potrzeby widza, nie powinni w ogóle być dopuszczeni do anteny, tym bardziej do relacji topowych meczów Wimbledonu.
                Na szczęście tylko jeden szlem obsługiwany jest przez Polsat i szkoda, że ten.
                Więcej w temacie tych i innych komentatorów, będzie jeszcze na wątku o kortach głównych, zainicjowanym przez niby największego ….

                Ten Szlem, to już historia, wielka i mała, zapisana też pięknie przez Polaka i z Jego sukcesem będzie u nas zawsze kojarzony.




    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka