Forum Sport Tenis
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Marta Domachowska

    IP: *.chello.pl 25.03.09, 15:23
    1) "jestem najlepsza. jeśli jestem najlepsza to samo powinno mi iść i się
    wygrywać. nie będę się starać za bardzo. wszystko powinno mi wychodzić, więc
    gram na maksa. jedna piłka, nie wejdzie, druga powinna wejść. nie wchodzą? co
    jest grane? piłki nie chcą się mnie słuchać. może rakieta zła? (w tym momencie
    Marta powinna rozwalić rakietę ale nie wiem co ją powstrzymuje?). no to zagram
    jeszcze mocniej, widocznie gram za lekko. co? aut? to widocznie nie mój dzień.
    zniechęcenie. a tamta nic nie gra i wygrywa. ja się staram coś wymodzić a
    tamta tylko przebija. do dupy z takim tenisem. jeśli jestem najlepsza to ja na
    takie kompromisy nie idę. wygram mecz dobrą grą, na łatwiznę idą tylko
    miernoty. przecież ja to umiem grać. oo, weszło. no proszę, jaka jestem
    zdolna. tak powinno iść od samego początku. to teraz mogę się rozluźnić i
    strzelać mocniej, niech tamta lata. ja lubię grać z miejsca, niech mi
    powystawia, to skończę szybko. no proszę jak ładnie. teraz już mam przewagę to
    mogę sobie odpuścić. taktyka na jeden strzał. mały błąd, trzeba poprawić. a
    czemu tamta mi zagrała taką złośliwą piłkę? chciałam zagrać winnera po krosie,
    a ta mi zaserwowała na środek, i zepsuła cały plan. upierdliwe to takie nie
    chce mi się grać. denerwuje mnie ta tenisistka muszę ją szybko skończyć.
    serwis wygrywający. jeden nie wchodzi, to następny. jak mam 2 podwójne to w
    końcu powinien być as. o, jest wygrywający serwis. czyli serwis mi siedzi, to
    poprawić. a teraz to już 15:40. to zaserwuję bezpiecznie. no i break. jaka ja
    głupia jestem, kto gra bezpiecznie? w takim momencie? Marta, tylko ryzyko.
    bezpiecznie grają nudne tenisistki, to nie w moim stylu. kolejne gemy na
    maksa. wychodzi, nie wychodzi, jestem już zmęczona tym meczem, wygram to
    wygram, nie wygram to nie wygram, mam już tego dosyć. zagram jakąś ładną akcję
    na pożegnanie. o, tamta zaczęła robić błędy. no to może zagram bezpiecznie, to
    będzie psuła i doprowadzę do wyrównania samym przebijaniem, przecież Radwańska
    tak gra, i wygrywa. no i masz co los, jak na złość tamta zaczęła ryzykować i
    zaczęło jej wchodzić. ostatni gem, to już gram na luzie, strzelę sobie wejdzie
    nie wejdzie nie mam nic do stracenia. no i proszę, jednak grać potrafię. jest
    wyrównanie. tak powinnam grać od początku. teraz jak najmocniej, piłki niech
    nie latają nad siatką bo nerwów już i cierpliwości do tego nie mam. bum. bum."

    jaki wynik?

    najczęściej Marta przegra.

    myślę że Marta mnie więcej tak "myśli" na korcie :)

    2) analiza prawdopodobieństwa skuteczności. Marta we wszystkich meczach gra
    tak samo. czy po jednej stronie stoi tenisistka 500, 150, 50, 15, czy 5, Marta
    jest idealistką. ma wielkie zaufanie do swojej gry i swoich umiejętności. to
    ten sam przypadek co Gonzaleza, czy Blakea, czy Fisha, Chardyego, itp. Marta
    wierzy że jest lepszą tenisistką od większości innych. zna swoją moc z
    treningów, wie że stać ją na dobre akcje. w związku z tym zawsze podejmuje
    takie samo, jak by powiedział Karol Stopa, zupełnie niepotrzebne i nadmierne
    ryzyko. nie lubi gry na półśrodki, i kompromisy. z wieloma tenisistkami
    mogłaby wygrać na przebitki, gdyby uspokoiła swoją grę i konsekwentnie grała
    tenis pozbawiony nadmiernej siły i ryzyka, zwłaszcza mówimy o tych
    tenisistkach słabszych. moc zagrań i siła ognia Domachowskiej, powinny
    wystarczyć przy bezpiecznej grze na tenisistki słabsze niż ta umowna czołowa
    80. bez nadmiernej staranności, można grać po prostu średnio mocno, poczekać
    na odpowiedni moment i wykończyć akcję. Marta w takich meczach czuje się zbyt
    pewnie, więc lekceważy przeciwniczkę i albo się nie przykłada, albo gra
    "wszystko albo nic" licząc na nokaut. znawcy tenisa wiedzą że nawet będąc
    Gonzalezem nie da się grając na maksymalnym ryzyku wygrywać wszystkich meczy
    bo się przegrywa z Z SOBĄ. czasami wystarczy poprzebijać. to jest zasadnicza
    różnica stawiająca Radwańską i Domachowską po przeciwnych stronach barykady.
    Agnieszka, ma podejście do meczu takie. zagrać tak, żeby się nie wysilać z
    słabymi tenisistkami i czekać na ich błędy i nadarzające się okazje. mogłaby w
    tych meczach zagrać pokazówkę i i tak by wygrała, z tenisistkami wyraźnie
    słabszymi, i tak przyjmie taktykę "po co się wysilać". z kolei z tenisistkami
    mocniejszymi liczy na ich słabszą formę i próbuje im po prostu zepsuć humor,
    swoimi nieprzyjemnymi odpowiedziami z kontry. tym bardziej w nich nie ryzykuje
    i szanuje piłkę. Domachowska, uważa że jest najlepsza na świecie, i że może
    wygrać z każdą, więc gra tenis kapryśny, czy gra z tenisistką nr. 1 czy
    nr.1000. w efekcie większym zagrożeniem dla jej wizerunku są mecze w
    kwalifikacjach niż mecze z rozstawionymi tenisistkami. w meczu z rozstawioną
    tenisistką i gwiazdą tenisa, Marta gra żeby jak najlepiej wypaść i nie ma nic
    do stracenia, więc próbuje nawiązać do klasy gry rywalki, nie ma obciążeń więc
    okazuje się że mimo że popełnia trochę za dużo niewymuszonych błędów, to obraz
    gry wydaje się wyrównany (bo poziom tenisa czystego Marty jest porównywalny z
    tenisową czołówką, około 10-30 miejscem). może w tych meczach jest więcej
    adrenaliny i nie czuć presji, więc są to mecze często LEPIEJ rozgrywane, od
    meczów z tenisistkami słabszymi. z tenisistkami z którymi jest teoretycznie
    równa, albo jest faworytką, Marta gra zbyt nonszalancko i zarozumiale. gubi ją
    zbytnia pewność siebie. tam właśnie gra najwięcej przestojów, strzałów na
    wiwat, i piłek skrajnych bo myśli że samo się wygra i jej siła talentu
    wystarczy za wynik. zamiast potrzymać trochę piłkę w korcie, kiedy przecież
    nie gra się przed publicznością w momencie kiedy rywalka jest ewidentnie
    słabsza, i raczej powodować jej stany nerwowe nadmiernie ryzykuje grając na
    maksa i hura, a potem sama dostarcza sobie stresów. w tych meczach, Marta nie
    jest na ogół ogrywana przez "lepsze" rywalki. ale sama prowokuje zbyt dużą
    pewnością siebie na początku meczu, sytuacje stresowe w których się potem sama
    gubi, chociaż początkowo sama sobie je stwarza. to że zaczyna przegrywać
    powoduje wzrastanie pewności siebie potencjalnie słabszych zawodniczek i
    kłopoty które często kończą się niekorzystnie wynikiem. każdy wie, że żeby
    utrzymywać ranking i być skutecznym w tenisie trzeba wygrywać te mecze pewne,
    czyli to co ma Radwańska. nie starając się, nie ryzykując, po prostu
    przechodzić na pół gwizdka te słabsze rywalki. jeśli Marcie postawiliśmy by
    juniorkę to i tak Marta by grała z nią pewnie na pełną moc taką taktyką jak na
    Venus Williams. a granie tak maksymalistyczne nie może zbudować regularnych
    wyników i regularnej formy. granie na skrajnych częstotliwościach powoduje że
    zawodniczka sama się zniechęca i dekoncentruje co dalsze rozsypanie się jej
    gry powoduje :). jeśli Marta ma dzień może wygrać z każdą, ale jak coś nie
    gra, to może przegrać z samą sobą - więc też z każdą. jest pytanie czy taki
    tenis szanujemy i akceptujemy, czy też oczekujemy skutecznej gry i sukcesów i
    wyników, nie patrząc na metody którymi się je zdobywa i talent zawodnika.

    Obserwuj wątek
      • Gość: tenisista 3) ocenianie tenisa po wynikach. IP: *.chello.pl 25.03.09, 15:26
        mobilizacja i motywacja. ??? wydają mi się najważniejsze. popatrzcie na momenty
        najlepszej gry i najlepszej formy tenisistów których określa się mianem
        wielkich. Justine Henin, zadedykowała swoją karierę przedwcześnie zmarłej mamie,
        i postawiła w swoim życiu na tenis. Clijsters chce wrócić po jakiejś tragedii
        rodzinnej. Agassi zaczął grać najlepiej wtedy jak wracał z tenisowych
        "zaświatów", i długi okres czasu w ogóle nie trenował, postawił na tenis, i był
        jednym z najlepszych. Gaston Gaudio mobilizowany był przez też jakąś tragedię
        rodzinną. Puerta po dyskwalifikacji za dopingi wrócił i dotarł do finału RG, a
        Canas udowodnił swoją klasę mimo wieku wygranymi z Federerem i bdb sezonem po
        takiej samej dyskwalifikacji. James Blake wypoważniał i miał najlepszy okres
        gry, wtedy kiedy odradzał się po jakiejś też rodzinnej (śmierć ojca?). Davydenko
        najlepiej gra od afery o sprzedawanie meczów, jak by chciał udowodnić że jest
        tenisistą zasługującym na swój ranking co i tak mu się nie uda ;). Medvedev
        kiedyś wrócił do tenisa w dużym stylu jak był spłukany po rozgrywkach
        hazardowych i został bankrutem ;). Verdasco miał najlepszą formę na AO kiedy
        odchorowywał rozstanie z Aną i chciał coś udowodnić :). Capriatti i teraz świeża
        historia z Dokic wracały po przygodach z życiem i narkotykami i życiowymi
        zakrętami. takich przykładów można mnożyć. podstawowym problemem jest
        mobilizacja, koncentracja na tenisie, i motywacja do gry. wydaje się że
        najlepiej grają tenisiści którzy tenis traktują jak pewne lekarstwo na życiowe
        problemy. ci sami tenisiści bywali w między czasie na obrzeżach tenisa i
        praktycznie nic w tenisie nie znaczyli. czy można więc tenisistę oceniać po
        wynikach? wyniki buduje mobilizacja i ciężka praca oraz poważne postawienie na
        tenis, jako 1 cel swojego życia, najczęściej jako zawód i pracę, i wyzwanie.
        mało kto tak tenis traktuje w dzisiejszym tenisie, stąd wyniki są jakie są. może
        Domachowska bez inne motywacji nie będzie nigdy grać lepiej, i poważniej niż to
        robi dzisiaj. takie trochę "humanistyczne" spojrzenie ale wydaje mi się że
        właśnie to za wynikami w tenisie bardziej stoi niż "sam tenis". można być
        świetnym tenisistą i samym podejściem i brakiem odpowiedniej motywacji nic nie
        wygrać. wygrywają ci co tenis najpoważniej traktują, Marta do nich na pewno się
        nie zalicza :).
        • Gość: fouc Re: 3) ocenianie tenisa po wynikach. IP: *.chello.pl 25.03.09, 15:57
          "Clijsters chce wrócić po jakiejś tragedii
          rodzinnej"

          urodziła dziecko. zdarzają się poważniejsze tragedie.
          • Gość: MACIEJ Marta gra jak znerwicowany junior. IP: *.nycmny.east.verizon.net 25.03.09, 16:11
            Ja synowi zawsze powtarzam:
            1-pilka musi sie odbic na polu przeciwnika
            2-pozniej dopiero probuj czegos fancy.
        • Gość: gadaj zdrów Gadaj zdrów, tenisista IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.03.09, 16:50
          Motywacja jest niezbędna do odniesienia sukcesu, ale może nie
          wystarczyć. Tragedia, jaka by ona była, nie jest konieczna do
          osiągania sukcesów. Wielu odnosiło sukcesy bez niej i te przykłady
          niczego nie potwierzdają. To indywidualne historie, a nie jakaś
          złota reguła.
          Taki tenisista z chello.pl nie osiągnął żadnego sukcesu, bo choć
          miał się za wielkość, szybko okazał się zwyczajnie słaby w
          konfrontacji z rzeczywistością. Nie miał przy tym wielkiej chęci do
          pracy i zdawało mu się, że bez wysiłku Rioso-Sampraso-Federerem
          zostanie. Motywacja szybko mu opadła, jak kilka razy go brutalnie go
          potresowali współgracze. Stąd wzięły się jego kompleksy. Sam co
          prawda przyznaje się, że lubił specjalnie wywalać, ale nie należy
          wierzyć w takie zapewnienia, bo to tylko nieudolność była. Został
          więc z gównem w garści i są tego efekty na forum, gdzie wyżywa się
          nieludzko wręcz. W dalszym ciagu jednak jest słaby, to się nic a nic
          nie zmieniło.


          Puerta dotarł do finału RG, pierwsza dziesiątka rankingu dzięki temu
          była, ale znów dyskwalifikacja za doping i już nigdzie nie wrócił.
          Po challengerach od tego czasu pogrywa bez sukcesów szczególnych,
          nigdzie poza tym.
          Davydenko nic udowadniać nie musi, a już zwłaszcza niewydarzonemu
          tenisiście, bo od kilku lat, od połowy 2005 roku, jest w pierwszej
          dziesiątce, nie ma zatem żadnego przypadku, bo to by za długo było
          jak na przypadek.


          Idealizowanie Marty i czynienie z niej jakiejś szczególnej, wybitnej
          postaci jest śmieszne, bo to zwykła tenisistka jakich wiele, czasem
          szło jej lepiej, czasem gorzej wiadomo, ale żadna wielkość. To nie
          kwestia podejścia, bo na pewno jej zależało (zależy?) i starała
          (stara?) się, tylko umiejętności nie wystarczyło i za słaba głowa do
          tego kilka razy była, gdy jakieś swoje szanse miała, by osiągnąć coś
          więcej niż osiągnęła.
          • Gość: MACIEJ Re: Gadaj zdrów, tenisista IP: *.nycmny.east.verizon.net 25.03.09, 18:34
            Ja bym sie dla odmiany,zupelnie nie czepial spraw osobistych
            tenisisty,bo bardzo roznie w zyciu bywa.Moze byl za slaby na gre
            profesjonalna,a moze sie kontuzji nabawil,a moze po prostu mu sie
            odechcialo grac w cyrku zawodowym.
            Moj syn zaczyna grac w teamie szkolnym,ale moim marzeniem nigdy nie
            bylo ani nie jest by gral zawodowo.Co najwyzej zeby sie na
            stypendium sportowe zalapal na studia i to wszystko.
            Czy jest dobry czy nie,to sie sam dowie za 2-3 lata miedzy tymi
            mlodymi zawodowcami,miedzy ktorymi teraz jest.
            Gdyby moj syn sie kiedykolwiek zalapal do druzyny akademickiej,to
            dla mnie i dla niego byloby to wielkim sukcesem,choc jego ulubionym
            sportem jest hokej.
            Marta jest w setce a czasami poza setka i to jak na rankig swiatowy
            jest bardzo duzo,bo wystarcza na spokojne zycie.
            Jesli ona sama nie potrafi skorygowac swoich bledow,to zaden trener
            jej w tym nie pomoze.
            Moj syn technicznie gra duzo lepiej ode mnie,ale taktycznie jest
            jeszcze slaby i ja go ucze jak wygrywac.
            On podobnie jak Murray nie zwraca jeszcze uwagi czy serwuje na
            forehand czy backhand przeciwnika i Murraya to zgubilo w meczu z
            Nadalem.Niby duzy,dorosly chlop ,a pomyslunku ma jak dzieciak.
            To sie na pewno tenisiscie nie spodoba,ale grac trzeba tak by wygrac
            i styl jest sprawa drugorzedna.Jesli forehand Federera jest jego
            najwieksza bronia,obok bardzo dobrego serwu,to Nadala gral mu caly
            czas na backhand,a Murray tego nie potrafil w meczu z Nadalem.
            Murray umie grac cross cort'y ale jest bardzo slaby w grze wzdluz
            linii.
            Sa pewne rzeczy,ktorych nawet doroslych tenisistow nie nauczysz,mimo
            ze sa w swiatowej czolowce.
            Powtarzam to zawsze synowi,jesli ci w meczu cos nie wychodzi,to
            musisz zmienic styl gry.Zamiast dlugich pilek graj krotkie,zamiast
            na forehand graj na backhand i caly czas cos zmieniaj,zeby cie
            przeciwnik nie rozszyfrowal.
            • Gość: oyama Re: Gadaj zdrów, tenisista IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.09.09, 21:51
              bardzo madre dwa komentarze o domachowskiej ten pierwszy o stanie
              umyslu wrecz genialny ale kto to rozumie
              • oblomoff Dupa 06.09.09, 22:24
                Gość portalu: oyama napisał(a):

                > bardzo madre dwa komentarze o domachowskiej ten pierwszy o stanie
                > umyslu wrecz genialny ale kto to rozumie
          • Gość: tenisista motywacja jest jednym z kluczy do osiągania IP: *.chello.pl 06.09.09, 23:52
            czegokolwiek w życiu.

            czepiasz się mnie, a ja nigdy nie miałem motywacji "sportowca", bo uważam to za
            chorobę (sport na 1 miejscu). dla mnie chore jest, kiedy tenisista stawia w
            swoim życiu na tenis, a tenis jest kalkulacją kilku składowych o których pisze
            poniżej Maciej. ja w Polsce doszedłem już na szczeblu juniorskim do tego że:

            1) jak gość trenuje na siłowni 5 h dziennie, a ja wyciskam co prawda więcej od
            niego kg na klatę, ale jednorazowo, i nie ćwiczę więcej niż raz w tygodniu po 1
            h, to przegram z nim kondycyjnie. bo ja wycisnę na klatę 20 kg więcej za 1
            pociągnięciem, ale gość wyciśnie 20 kg mniej podnosząc 10 razy, a ja z braku
            kondycji pociągnę i 20 kg mniej tylko 3, 4 razy a nie 10 razy, bo już się
            zmęczyłem.

            z tego masz proste przełożenie na tenis:

            1) jeśli tenisista trenował po kilka h w tygodniu bo tak prowadził życie, i
            rodzice go od 1 roku życia nie posłali na tenis, a inny po 3 h codziennie (mówię
            o treningu) to niestety tenisista był mniej regularny a do tego bardziej
            "spocony" po np jednej h meczu, a tamten regularnie wrzucał te swoje przerzuty.

            2) jeśli tenisista trenował średnio kilka razy mniej bo mu się nie chciało, to
            też miał gorszą kondycję i mniej mechanicznego ogrania, przez co łatwiej robił
            banalne i proste błędy, połączone jeszcze z jego brakiem koncentracji.

            więc to jest treningu kwestia a ja bym na głowę upadł żeby całe życie
            przeznaczyć na trening.

            kolejny podpunkt) jeśli tenisista miał 174 to wiedział że z tym wzrostem można
            tylko nogami nadrabiać i go już ścigali serwisami albo zasięgami wyżsi od niego
            na kortach.

            więc tenisista dodał sobie

            gorsze warunki fizyczne + mniejszy trening i tenis na dalej niż 1 miejscu w
            życiu = i wyszło mu że nie ma co z motyką na słońce się porywać, skoro
            największe szanse ma na najwyżej jeden z większych talentów w Polsce, może jeden
            z większych talentów w Europie na poziomie "czystego tenisowego talentu" ale już
            w liczebności niekoniecznie 100, ale może 1000, i karierę jakiegoś działacza
            albo trenera przed sobą, bo to nie czasy Wojtka Fibaka żeby tenisista w latach
            90tych mógł "samym talentem" do czegoś dojść w tenisie.

            masz teraz taki przykład Isner, Querrey, Del Potro, Berdych, zobacz czym oni
            wygrywają, gdyby nie ich wzrost sam czysty tenis tych ludzi by im nie dał szans
            na te osiągnięcia co mają. tenis już jest inny niż w latach 90tych. ja przede
            wszystkim bym nigdy i tak nie miał szans na zawodowstwo z jednego powodu,
            zacząłem treningi na poważnie w okolicach 14 roku życia, wcześniej grywałem
            amatorsko i miałem 1 rok nauki w jakiejś rekreacyjnej szkółce. dostrzeżono mój
            talent, i namawiano mnie na treningi czasami wieszcząc jakieś szanse na
            zawodowstwo i mówiąc o jakichś tam możliwościach bycia w np top 200, ale wiadomo
            że się tak mówi różnym ludziom. miałem okazję odbijać w przedziale wieku 15-20 z
            różnymi znanymi polskimi nazwiskami chociaż nigdy nie w poważnym turnieju czyli
            raczej okazjonalnie, i jestem pewien że by mnie na punkty roznieśli z palcem w
            dupie, bo po prostu byli dużo lepiej wtedy ograni i profesjonalni, niemniej
            jednak dużą przyjemnością było pograć z "solidnym zawodowcem" jak na polskie
            warunki umiejąc mu posłać kilka zaskakujących mijanek, czy zwodząc go kilkoma
            technicznymi winnerami, dropshotami, czy technicznymi serwami, topsipnami, czy
            kończąc kilkoma returnami których się nie spodziewali. ja lubiłem akcje
            kombinacyjne, i za to byłem zawsze szanowany na korcie, za rękę i styl gry.
            podejrzewam że gdybym przyłożył w życiu 100% tego co bym mógł i władował w
            tenis, mógłbym zostać jakimś takim hmm..Nicolasem Devilderem (jeśli chodzi o
            osiągnięcia) z urodą bliższą Gonzalezowi :), czy Hichamem Arazi polskiego
            tenisa, czyli tenisistą z czuciem, ręką, techniką, bardzo dobrym w grze na akcje
            i rotacje, mogącym później znaleźć zastosowanie w trenowaniu techniki (może
            taktyki, wprowadzani inwencji i samodzielności do gry) dla zawodowych
            tenisistów, to wszystko. nie miałem nigdy aspiracji być zawodowcem, tym bardziej
            że wiedziałem że w tenisie męskim zawodowym wygrywa siła, kondycja, trening, i w
            ogóle życie sportowca - zawodowca jest czymś czego nie byłbym w stanie
            akceptować nawet z perspektywą zarabiania na nim dużych pieniędzy, a wiadomo że
            będąc powiedzmy nawet takim jakimś polskim Dąbrowskim czy Olejniczakiem żadnych
            pieniędzy z tego nie masz. nie mając motywacji nie mógłbym nic osiągnąć w tenisie.

            nie zmienia to faktu, że zawsze w tenisie ceniłem to, co jest związane z
            oryginalności i kunsztem technicznym sportowca, jego stylem gry,
            perfekcyjnością, jakością gry, a nie z tym co przynosi pewne i łatwe punkty. czy
            bym grał z kimś kto jest potencjalnie groźniejszy, czy kimś kto jest
            potencjalnie słabszy nigdy nie potrafiłbym grać 'tak żeby wygrać', a zawsze bym
            grał tak, jak mi się przywidziało, jaką miałem fantazję, jaki miałem nastrój,
            pomysł, inwencję, kaprys, i nigdy z tego w życiu i podejściu do życia nie
            zrezygnowałem, dla mnie najważniejsze jest w życiu robienie tego co chcę :), a
            jeśli chciałbym się na korcie "popisać" jak i olać mecz to bym tak robił, nie
            umiałem nigdy zrozumieć poddawania się "wymogom sukcesu".

            • Gość: MACIEJ Re: motywacja jest jednym z kluczy do osiągania IP: *.ny325.east.verizon.net 07.09.09, 05:26
              Od czego ja zaczalem,gdy ocenialem szanse syna na dobra gre w tenisa.
              Jak nie masz 180cm wzrostu jak Simon i jego refleksu,to nie ma sie
              co zabierac do tenisa.
              Wprawdzie Davydenko ma tylko 178,ale tak jak on zapier.... po
              korcie,to sie zdarza jeden na kilka milionow.
              Ferrer i Robredo nie sa wysocy,ale sa niesamowicie sprawni fizycznie
              i porownywanie sie z nimi nie ma sensu,jesli nie pochodzi sie ze
              sportowej rodziny.
              Syn bedzie mial ponad 180,choc teraz ma tylko 166,ale ja tez
              zaczalem rosnac dopiero w 15 roku zycia,a juz rok pozniej mialem
              10cm wiecej.
              Silny zawsze bylem i syn taki jest,ale obu nam szybkosci brakuje.
              Zawyrokowalem krotko,ze w szkole i na studiach powinien grac i to by
              bylo na tyle.O zadnym zawodostwie nawet niech nie mysli.
              On sie troche zapala na zawodostwo,bo widzi,ze robi duzo wieksze
              postepy niz jego koledzy z kortow i ze szkolnej druzyny,ale ja go
              zawsze ostudzam.
              Calkiem inaczej sprawa wyglada z moja corka.
              Ona w tenisa nie chciala grac,ale wreszcie zaczela miesiac temu i
              postepy robi oszalamiajace.
              Roznica miedzy nia a synem jest taka,ze ona baaaaaaaardzo dobrze
              biega,bo mamuska kiedys biegala na Skrze,i bierze pilke on the
              rise,czyli zanim jeszcze osiagnie najwyzszy punkt po odbiciu.
              Swiadczy to o jej bardzo dobrym refleksie.
              Syn bierze pilke z lekkim opoznieniem,ja biore on the rise lub w
              najwyzszym punkcie.
              Najbardziej mnie zdumiala,kiedy ustawila sie do odbieranie serwow
              syna.Moze jeden na trzy odbierze,ale 12 letnia dziewczyna zeby
              odbierala serwy prawie 15 letniego chlopaka,to wielki sukces.
              Jesli da sie ja nauczyc techniki,to ona moze byc niezlym postrachem
              w szkole i na studiach.
              Gdyby corka polubila gre w tenisa ,to jej bym nie zabranial isc na
              zawodowstwo,bo ona dalaby sobie rade.
              • Gość: tenisista naucz córkę wyglądać jak Kirilenko albo Kurnikowa IP: *.chello.pl 07.09.09, 14:44
                i daj jej pograć, to będziesz miał "rodzinny interes" :)
                • maksimum Re: naucz córkę wyglądać jak Kirilenko albo Kurni 07.09.09, 16:18
                  Ona wyglad juz ma,teraz tylko trzeba do tego wygladu dodac troche
                  techniki.
                  Wlasnie dzis rano pojechala SAMA na korty pograc z kolezankami w
                  tenisa.
                  Zaraz jade z synem obejrzec te cycate malotaty z Moniki klasy.
                  • Gość: tenisista w razie czego możesz też jej zaproponować silikon. IP: *.chello.pl 07.09.09, 18:04
                    • Gość: MACIEJ Corka nie jest taka sztywna jak Marta IP: *.ny325.east.verizon.net 07.09.09, 20:57
                      i zadne upiekszenia jej nie sa potrzebne.
                      Do tenisa lubi zwiazac wlosy w konski ogon i do boju.
          • Gość: tenisista motywacja do wygranej jest najważniejsza IP: *.chello.pl 07.09.09, 00:08
            motywacja do wygranej jest najważniejsza, ale ja wiem że najwyższej klasy
            tenisem i jakością najtrudniejszej, czy najbardziej wyrafinowanej czy też
            efektownej gry nie da się jej osiągnąć, czyli wygranej. nie ma szans, żeby tylko
            to mogło regularnie wygrywać. może wygrać jak masz dzień i uda się wszystko na
            raz. tak bywa czasem. dlatego zawsze szanuję takich tenisistów jak np. Feliciano
            Lopez, którzy wolą zagrać ładnie, niż opłacalnie. dla mnie kombinowanie "co
            zrobić żeby wygrać z zawodnikiem x" jest nie do pomyślenia, i jest zwykłym
            kombinatorstwem, to nie jest idealizm. idealizm jest wtedy kiedy gram to co mi
            się podoba, i aranżuję ciekawe sytuacje na korcie. mogę je przegrać ale ważne że
            TAK CHCIAŁEM ZAGRAĆ i pokazałem co potrafię albo / co staram się potrafić
            udowodnić :). ogrywanie czyjegoś bekhendu, czy walenie niewygodnych dla niego
            piłek po to żeby wykorzystać jego słabe elementy nigdy nie wchodziło dla mnie w
            grę. dla mnie tenisista zawsze gra sam ze sobą, a przeciwnik się dla niego nie
            liczy. robi swoje, i nie zważa kto jest po drugiej stronie. próbuje po prostu
            grać jak najlepiej. można dostosować jakieś prawidłowości do przeciwnika na
            korcie, ale nie można zupełnie dla niego i tylko dla wyniku na przykład zamienić
            swoich ulubionych akcji i precyzyjnej gry na linie w powiedzmy granie mu
            wysokiego topspina na bekhend którego nie lubi, po to żeby posłał łatwiejszą
            piłkę do wyrobienia sobie przewagi pozycyjnej na korcie. tak gra "zawodowiec"
            ale dla mnie to jet mało ambitne podejście, gdybym miał po drugiej stronie
            Nadala, to bym grał na niego tak samo jak na Karlovica, po prostu grając to co
            moim zdaniem jest najładniejszym i najciekawszym tenisem. przyznaj mi rację że
            zagranie winnera Nadalowi jest większym wyczynem niż Karlovicowi. większa
            satysfakcja jest z minięcia lobem Karlovica, niż np Hewitta, więc mając ich obu
            do wyboru wolałbym grać loby na Karlovica :). to moje podejście jest najbardziej
            ambitnym, bo chcesz nim sprowokować sztukę najwyższej klasy i pokazać że umiesz
            przeciwnika pokonać najtrudniejszą bronią, ale to jest nieopłacalne.

            ja najbardziej cenię to nie opłacalne podejście, bowiem ono budzi moje
            największe uznanie. dla mnie tenisistę trzeba ograć albo przynajmniej próbować
            zmierzyć z nim się na odwagę i grę ryzykancką, a nie ciułać punkty z
            opłacalności i jego słabości. toteż moja pochwała dla gry np Domachowskiej jak i
            takiej Szwedowej, czy Gonzaleza i Lopeza, bierze się nie tylko z ich stylu gry,
            ale z samej filozofii, z podejścia, z ryzyka, z założenia postawy jaką
            przyjmujesz w życiu, na korcie, w sporcie itd. jeśli przyjmuje ktoś postawę np
            Gonzaleza czy Riosa, to trudno liczyć mu wyniki i rankingi jak oni się bawili
            tenisem. i nie mówisz im, że dla nich te wyniki tyle znaczyły co dla Federera
            czy Nadala, bo to nie jest prawda. nie mówiąc o Simonie.

            Davydenko jest tenisistą który tak jak Radwańska przechodzi swoją pracą, a nie
            jakością pojedynczych akcji i zagrań których zagrać nie potrafi, dlatego nigdy
            nie zdobędzie uznania tak jak Simon, jak każdy regularny tenisista, bo on
            pracuje a nie bawi się czy popisuje czy pokazuje najwyższy tenis na korcie. i to
            tyle.

            motywacja jest niezbędna do wyników, dlatego Safina jest nr.1 chociaż
            OBIEKTYWNIE jest tenisistką jedną z 20 a na pewno 10-15 porównywalnych. dlatego
            że Zvonareva, Szarapova, i Safina, Azarenka mają motywację są gdzie są. ale
            widziałeś mecz Rogowskiej i Barrois z Safiną na tym US Open? bo ja widziałem, i
            tak. Rogowska nie jest gorsza od Safiny. nie chodzi tylko o wynik, chodzi o
            umiejętności, o styl gry. czysto uderza piłki - przy okazji mamy dowód na to że
            mając dziś DELIKATNIEJSZĄ budowę od Agnieszki, można grać ostrzejsze, szybsze, i
            ofensywniejsze piłki niż Agnieszka - więc wynika to z podejścia, a nie z
            "warunków fizycznych" - a więc to w mentalności leży styl gry a nie jest on w
            żaden sposób warunkowany przez warunki fizyczne. Rogowska ma lżej naciągniętą
            rakietę, ale z tego co zdążyłem się przypatrzeć bardziej profesjonalną
            (precyzyjniejszą) od Radwańskiej, i gra ambitniejszy tenis - nie czeka na błędy.
            więc zarówno Safina i Rogowska są na tym samym poziomie. nie mówię o
            doświadczeniu, o ograniu, bo Safina ma brata Safina i to dało jej dużo większy
            bagaż doświadczenia już od tego co ma Rogowska. mówię o tym jaki styl gry i jaką
            grę prezentują sobą. i Barrois, Niemka gra jak Steffi Graf, albo Roger Federer.
            znowu drobna panienka, odbija piłki technicznie, elegancko, dokładnie,
            precyzyjnie, arsenał argumentów przeciwko Safinie, jest jak 5:1 - pomysłowość,
            wszystko, brak czego? brak schematu, prostoty, oczywistości, wytrenowania 1
            elementu i powtarzalnej sekwencji, schematu który przynosi Ci w dłuższej
            perspektywie łatwie/niełatwe ale dość pewne punkty.

            dla mnie nie ma wątpliwości że Rogowska/Barrois np nie są gorsze od Safiny, po
            prostu, Safina gra bardziej opłacalny tenis, Woźniacka gra banalny tenis, i
            prymitywny tenis, i są obie w top 10, i ja mam taką grę cenić? za co? za to że
            zaokrąglając tenis do przerzutu z prawa na lewą i kondycji u jednej, siły
            uderzeń u pierwszej (nr.1) umieją wygrywać? to mi nie imponuje, bo trzymałem
            rakietę w ręce, grałem z różnymi technikami, drwalami, i biegaczami, i sorry,
            ale każdy znawca bardziej ceni Santoro, niż Simona, ale i Tsongę, niż Simona, i
            nie ma co do tego żadnych wątpliwości. każdy znawca bardziej ceni Lopeza, niż
            Ferrera, ale i Verdasco, i Navarro Pastora niż Ferrera, za styl gry. za to że
            potrafią pokazać taki tenis, jaki dla Ferrera jest nieosiągalny, i każdy właśnie
            stylem gry i techniką. i jeśli jesteś za tym żeby powiedzieć, że

            Simon, Ferrer

            bo są wyżej w rankingu / byli - są lepsi od Tsongi, Santoro, albo Verdasco,
            Lopeza, czy Navarro Pastora

            to jesteś dokładnie ni mniej ni więcej, ale za wyparciem z tenisa
            wszechstronności i kunsztu stylu gry i techniki na rzecz regularnego
            przebijania, pracy nóg, timingu, woli walki itp, i uznania że "pracowici i
            cierpliwi, grający opłacalny tenis" tenisiści są lepsi, od tych którzy więcej
            próbują, i więcej potrafią.

            jeśli nie chciało mi się dobiec, to lubiłem specjalnie wywalać, albo prowokować
            sytuacje kiedy przegrywałem żeby wyciągać z trudnego stanu. lubię mieć wyzwania
            to pokonania :)

            Puerta jest dowodem na to, jak tenis uzależniony jest od kondycji

            w przypadku Marty chodzi o to co potrafi zagrać Marta. Marta wybiera styl gry
            który jest ambitniejszy, oraz potrafi zagrać to czego wiele tenisistek nie
            potrafi na skrajnie trudnym poziomie, grając bardzo ryzykownie. dlatego jest
            wielkim talentem, co nie oznacza że jest nr.1 celuję ją poniżej np Suarez
            Navarro, czy Schnyder.

            • maksimum Re: motywacja do wygranej jest najważniejsza 08.09.09, 01:02
              Gość portalu: tenisista napisał(a):

              > TAK CHCIAŁEM ZAGRAĆ i pokazałem co potrafię albo / co staram się
              potrafić udowodnić :). ogrywanie czyjegoś bekhendu, czy walenie
              niewygodnych dla niego
              > piłek po to żeby wykorzystać jego słabe elementy nigdy nie
              >wchodziło dla mnie w grę.

              Ty miales inne powody,ktore trzymaly Cie na korcie a ja mam innna
              taktyke dla syna ktory chce grac w szkole.
              Zeby byc przyjetym do druzyny szkolnej,to juz trzeba calkiem niezle
              odbijac pilke,a u syna to bylo 3 lata treningu ze mna.
              W calej druzynie jest 20 zawodnikow a na meczach gra tylko 7 ,dwoch
              jest rezerwowych a reszta wogole na mecze nie jezdzi.
              No wiec zeby sie zalapac na tych 7 czy 9 to trzeba reszte wykosic na
              treningu.
              Syn w wieku 13 lat nie mial pojecia jak wygrywac,bo on nie bral
              udzialu w zadnych turniejach.My gralismy miedzy soba dla
              przyjemnosci,a tenis stal sie wazny,bo syn nie dostal sie do
              b.dobrej szkoly ktora ma druzyne hokejowa.
              W ping-ponga i hokeja jest lepszy niz w tenisa,ale takich sekcji nie
              ma w jego szkole i gra w tenisa.
              No wiec zeby pokonac tych 13 na treningu,to nie mozesz grac na
              nich,jak my gralismy miedzy soba lecz obok nich i na ich slabe
              punkty a nie najmocniejsze.
              Tak wlasnie graja WSZYSCY zawodowcy.
              Po to sie obserwuje mecze przyszlego przeciwnika,zeby rozpracowac
              najslabsze jego punkty i wykorzystac to w meczu przeciwko niemu.
              Syn tego nie umial robic,wiec musialem mu podpowiadac.
              On nie jest urodzonym tenisista tak jak Ty,on nawet nie jest
              urodzonym sportowcem,bo dla nas to bylo hobby,ktore przeksztalcilo
              sie w mozliwosc zdobycia stypendium na uczelni.
              On po studiach bedzie gral te wszystkie swoje sporty rekreacyjnie i
              o zadnym zawodostwie nie ma mowy.
              Jezdzilismy latami do Milford Pa.na weekendy i wakacje,a tam 50m od
              domu byly korty tenisowe,basen,korty do kosza i budynek rekreacyjny
              z ping-pongiem.
              Przeciez nie bede lazil po lesie cale zycie i grzyby zbieral,czy tez
              karmil sarenki ,ktore pod dom przychodza.
              Uczylem syna grac w kosza,tenisa,ping-po

              • Gość: tenisista coś Ci przerwało. IP: *.chello.pl 08.09.09, 01:26
                powiedz synowi żeby grał jak chce wygrywać serwis z którego nie można uderzyć
                mieszany z serwisowym winnerem do bekhendu. serwis przycięty inaczej
                serwis-skrót, albo wyrzucający z rotacją poczną czy do środka, skręcający na
                drugie karo jest pierwszą sprawą, a następnie należy zagrać dropshota i zobaczyć
                co odegra zdenerwowany przeciwnik, i potem go spokojnie minąć, ważne żeby
                przeciwnik bał się odegrać dropshot na dropshot. jeśli zagrasz serwis-skrót, to
                przeciwnik podbiegnie w głąb kortu i walnąć mu w róg piłkę obojętne czy tam
                gdzie stoi (będzie się musiał cofać), czy tam gdzie go nie ma - nie dobiegnie.

                przy returnie grać loba na końcową linię, na środek kortu, serwujący musi się
                cofnąć a w między czasie syn może zaatakować do siatki, albo zepchnąć
                przeciwnika który odpowie następnym jakiś średnim uderzeniem i go odpychać od
                linii żeby się bronił a potem wygrać skrótem punkt. rozgrywać tak jak Moya albo
                Muster i wygra zawody.

                • Gość: MACIEJ Re: coś Ci przerwało. IP: *.nycmny.east.verizon.net 08.09.09, 22:39
                  Syn podobnie jak Radwanska nie jest goracym zwolennikiem szybkiego
                  biegania po korcie.
                  Na razie wychodza mu serwy na zew rog oraz w T.
                  Nie moze jeszcze skrocic do polowy zew linii.
                  Ja go nie ucze drop shotow ani lobow,ale czasami je uzywa.
                  Corka za to dzisiaj mnie zadziwila.
                  Gralismy 3 godziny i nigdy tak dobrze jeszcze nie grala.
                  Jak bedzie dalej robic takie postepy,to bedzie z niej postrach w HS.
      • Gość: oyama Re: Marta Domachowska IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.09.09, 22:03
        gra w tenisa to czynnosc umyslowa brak kontroli umyslu wiedzie do
        gniewu i strachu najbardziej niebezpiecznym czlowiekiem jest ten kto
        stojac twarza w twarz ze strachem nie okazuje rzadnych uczuc zepsute
        pilki sie gromadza zaczynam sie poddawac jak to zmienic motywacja
        wiedza pot pot pot pot
        • Gość: MACIEJ Re: Marta Domachowska IP: *.ny325.east.verizon.net 06.09.09, 22:24
          Kto nie panuje nad soba nie zapanuje nad przeciwnikiem.
          • Gość: oyama Re: Marta Domachowska IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.09, 21:46
            te wszystkie wywody to opakowanie czy ktos widzi zawartosc koncentracja energia
            kinetyczna czasy mistrz to cos niewidzialnego mleko z marketu a z obory
            bezposrednio od krowy i to mleko i to mleko a to z obory tez sie rozni rasa krow
            pasza czystosc sampras lendl rafter federer to mistrzowie ale to tylko ludzie
            tez z bledami sumujac sa jeszcze rezerwy w rozwoju tenisa tak jak w przyszlym
            locie na marsa zawarty jest rozwoj ludzkosci
      • Gość: oyama Re: Marta Domachowska IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.09, 20:45
        to prawda zasada jest prosta latwiej zyc bez glowy niz bez tenisa wowczas bedzie
        sukces inne rzeczy ida w cien sniadanie tenis obiad tenis kolacja tenis tylko
        gdzie znalesc takiego swira trenera z wiedza oraz zawodnika z charakterem

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka