Dodaj do ulubionych

Staroświeckie słowo "program"...

28.02.06, 14:33
Pisząc "program" w tytule miałeam na myśli oczywiście program wyborczy. Chyba
dziś już mało kto wierzy, że politycy ida do wyborów z jakimś programem. Dziś
program zastępuje strategia wyborcza. A częścią tej strategii jest zasada
m.in. "nie powiemy Wam tego, co chcemy zrobić; powiemy Wam to, co chcecie
usłyszeć". Ale nie o tym chciałem pisać. Wracając do wspomnianej strategii
wyborczej, to okazuje się, że przy jej układaniu sięga się po coraz bardziej
wyrafinowane metody. Oto, co na ten temat przeczytałem w dzisiejszej Gazecie:
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3186978.html
Okazuje się, że PiS miało "przepis na Tuska". Na miejscu tych wyborców
Kaczyńskiego, którzy wahali się między oboma kandydatami i podjęli decyzję w
ostatniej chwili, miałbym dzisiaj moralniaka... :-))
Obserwuj wątek
    • cat_s Re: Staroświeckie słowo "program"... 01.03.06, 15:52
      Witam,

      Roman_j napisał:
      > ...Ale nie o tym chciałem pisać. Wracając do wspomnianej strategii
      > wyborczej, to okazuje się, że przy jej układaniu sięga się po coraz bardziej
      > wyrafinowane metody.

      Romanie, z całym szacunkiem, a co w tym złego? ;-)

      Wyobraźmy sobie, że ktoś chce wypromować jakiś nowy produkt.
      Na przykład: "Drapaczkę Po Plecach"

      Niektórzy kierując się własnymi intuicjami uznają, że optymalnym kształtem 'drapaczki' będzie kształt pająka z 'rozczapierzonymi odnóżami', inni - że kształt ludzkiej ręki, a jeszcze inni - że coś tam jeszcze innego...

      Oczywiście, niektórzy mogą 'trafić' kierując się intuicją... a inni 'niektórzy' spudłują... a jeszcze inni 'niektórzy' przeprowadzą w miarę miarodajne badania...

      > częścią tej strategii jest zasada m.in. "nie powiemy Wam tego, co chcemy
      > zrobić; powiemy Wam to, co chcecie usłyszeć".

      No tak... to chyba w miarę oczywiste.
      To idzie chyba jakoś tak, jak z 'babeczkami' (posługując się terminologią Grzesia Halamy...) ;-)

      Pragnąc poderwać jakąś 'babeczkę' - nie powiesz jej przecież: "Masz fajny biust i bogatego ojca" ale raczej: "Jakaś Ty inteligentna!"

      Co chciałem powiedzieć... każdy raczej w podobnych sytuacjach będzie eksponował zalety 'sprzedawanego' przez siebie 'produktu' i minimalizował jego wady.

      Począwszy od przydrożnych sprzedawców grzybów, na specach od marketingu politycznego skończywszy... ;-)

      Pozdrawiam
      cat_s
      • ernest_pinch Re: Staroświeckie słowo "program"... 01.03.06, 21:01
        Podpisuje sie pod slowami Cat_s'a.
        Przyznaje, ze troche mnie zdziwil wpis Romana, wiedzac ze czytal on ostatnio
        teksty Sormana i Sorosa.
        Mnie osobiscie do polityki nie ciagnie, bo nie mam przekonania, czy partia z
        ktora bym sie utozsamial jest przesiaknieta swymi pogladami, czy tylko to pewna
        forma opakowania. Opakowania, ktore dla danego klienta wyglada bardzo ladnie,
        atrakcyjnie, a jak odpakuje sie towar to pojawi sie jakies wybrakowane
        badziewie.
        Ale teraz z drugiej strony, stawiajac sie na miejscu jakiejs partii, to sadze
        ze aby dojsc do wladzy, musialbym chcac - nie chcac rzucic przynete, tak aby
        zgarnac jakas czesc elektoratu potencjalnym przeciwnikom. Kwestia wiec tego, na
        ile jest sie "czystym" w swych zapatrywaniach, a na ile jest obcych wtracen.
        Dziwne troche, ale to juz widac jakis mechanizm spoleczny tym rzadzi, ze mozna
        sobie napisac jakis bzdurny program, dobrze naglosnic, a zgarnie sie jakas
        klientele łasą na brednie.
        Samo planowanie strategii pociaga mnie - jak podejsc reszte, jak rozdac karty i
        jak rozegrac partie. "Rozmontowanie" konkurencji... tak.. to mnie kreci.. ;-)))
        • roman_j Re: Staroświeckie słowo "program"... 01.03.06, 22:52
          ernest_pinch napisał:

          > Podpisuje sie pod slowami Cat_s'a.
          > Przyznaje, ze troche mnie zdziwil wpis Romana, wiedzac ze czytal on ostatnio
          > teksty Sormana i Sorosa.

          Zdaje się, że to, co napisałem, z poglądami Sorosa się nie kłóci, a co tu ma do
          rzeczy Sorman, nie bardzo wiem. Czy chodzi o te słowa, że żeby sprzedać
          liberalizm, trzeba go w coś opakować? Jesli tak, to różnica jest taka, że tego
          opakowania, w które Sorman chce opakować liberalizm, nie wyrzuci się po zakupie,
          jak to ma miejsce obecnie w Polsce.

          > Mnie osobiscie do polityki nie ciagnie, bo nie mam przekonania, czy partia z
          > ktora bym sie utozsamial jest przesiaknieta swymi pogladami, czy tylko to
          > pewna forma opakowania. Opakowania, ktore dla danego klienta wyglada bardzo
          > ladnie, atrakcyjnie, a jak odpakuje sie towar to pojawi sie jakies
          > wybrakowane badziewie.

          Może nie badziewie, ale coś, czego bynajmniej nie zamierzałeś kupować. Na
          przykład przyniosłeś z sex-shopu wibrator, rozpakowujesz, a tam krucyfiks. I to
          nawet ładny, zdobiony, tyle że zupełnie Ci nieprzydatny. :-))

          > Samo planowanie strategii pociaga mnie - jak podejsc reszte, jak rozdac karty
          > i jak rozegrac partie. "Rozmontowanie" konkurencji... tak.. to mnie kreci..

          Sancta simplicitas. Mógłbym to podziwiać jako niezaangazowany widz, ale Twoje
          słowa nasuwają mi takie skojarzenie, że jesteś w sytuacji mieszkańca Troi, który
          z podziwem ogląda wysypujących się z drewnianego konia Greków zupełnie nie
          zdając sobie sprawy, że ci pomysłowi ludzie za chwilę zgwałcą mu żone, a jemu
          samemu poderżną gardło lub co najmniej utną jaja. Zachwyt w takim momencie jest
          jakby nie całkiem uzasadniony... :-))
          • ernest_pinch Re: Staroświeckie słowo "program"... 01.03.06, 23:10
            roman_j napisał:


            > Sancta simplicitas. Mógłbym to podziwiać jako niezaangazowany widz, ale Twoje
            > słowa nasuwają mi takie skojarzenie, że jesteś w sytuacji mieszkańca Troi,
            który
            > z podziwem ogląda wysypujących się z drewnianego konia Greków zupełnie nie
            > zdając sobie sprawy, że ci pomysłowi ludzie za chwilę zgwałcą mu żone, a jemu
            > samemu poderżną gardło lub co najmniej utną jaja. Zachwyt w takim momencie
            jest jakby nie całkiem uzasadniony... :-))

            A to nie zrozumielismy sie. Porownanie do mieszkanca Troi jest nietrafne, bo
            akurat moja czujnosc jest zawsze na posterunku. Na niczym sie nie zawiodlem, bo
            na nic nie liczylem - w mysl tego co pisze de Mello.
            Coz to za roznica czy rzadzi PiS czy PO; dla mnie zadna. Nie robie sobie
            zludzen, ze np. Jasio Kowalski na pf 126p naklei emblemat mercedes i poprawi
            sobie przez to komfort jazdy :)
            • roman_j Re: Staroświeckie słowo "program"... 02.03.06, 00:23
              ernest_pinch napisał:

              > A to nie zrozumielismy sie. Porownanie do mieszkanca Troi jest nietrafne, bo
              > akurat moja czujnosc jest zawsze na posterunku. Na niczym sie nie zawiodlem,
              > bo na nic nie liczylem - w mysl tego co pisze de Mello.

              Teraz to Ty mnie nie zrozumiałeś. :-)) Przecież sam napisałeś, że kręci Cię to,
              w jaki sposób można w polityce coś wygrać. Fakt, może to nie Ty otworzyłeś bramę
              i nie Ty wciągnąłeś tego konia. Może nawet byłeś za tym, żeby go zostawić tam,
              gdzie stał. Albo uważałeś, że ten prezent jest nieszczery. Ale jednak jesteś
              mieszkańcem tej Troi i Twoja rezerwa na nic się zdała. No, możesz mieć co
              najwyżej satysfakcje, że historia Twoją rezerwę wobec prezentu w postaci konia
              uzna za cenny przymiot. Ale inni tego konia już wprowadzili, a więc siedzisz w
              tym po uszy, czy chcesz, czy nie chcesz. :-))

              > Coz to za roznica czy rzadzi PiS czy PO; dla mnie zadna. Nie robie sobie
              > zludzen, ze np. Jasio Kowalski na pf 126p naklei emblemat mercedes i poprawi
              > sobie przez to komfort jazdy :)

              Tu już nie chodzi nawet o to, czy ma być PO, SLD, PiS czy NSDAP. Dyskusja toczy
              się na wyższym poziomie ogólności, a pytania są takie: co wolno politykom? i
              dlaczego tak dużo? dlaczego w tak ważnej dziedzinie dajemy się robić w konia,
              jak dzieci? dlaczego ci, którzy nas w konia robią, niespecjalnie się z tym
              kryją? no i co jest na końcu tej drogi?
              • ernest_pinch Re: Staroświeckie słowo "program"... 02.03.06, 08:23
                roman_j napisał:

                > Teraz to Ty mnie nie zrozumiałeś. :-)) Przecież sam napisałeś, że kręci Cię
                to,w jaki sposób można w polityce coś wygrać. Fakt, może to nie Ty otworzyłeś
                bramę
                > i nie Ty wciągnąłeś tego konia. Może nawet byłeś za tym, żeby go zostawić tam,
                > gdzie stał. Albo uważałeś, że ten prezent jest nieszczery. Ale jednak jesteś
                > mieszkańcem tej Troi i Twoja rezerwa na nic się zdała. No, możesz mieć co
                > najwyżej satysfakcje, że historia Twoją rezerwę wobec prezentu w postaci konia
                > uzna za cenny przymiot. Ale inni tego konia już wprowadzili, a więc siedzisz w
                > tym po uszy, czy chcesz, czy nie chcesz. :-))

                Z tym ze w polityce jest tak, ze jak masz chec, mozesz byc Grekiem... Co stoi
                na przeszkodzie zebys poprobowal sil? :))) Jeden kandydat na radnego ostatnio
                zaproponowal zebym mu medialnie doradzal, z checia doradzalbym i Tobie ;-))))))


                > Tu już nie chodzi nawet o to, czy ma być PO, SLD, PiS czy NSDAP. Dyskusja
                toczy
                > się na wyższym poziomie ogólności, a pytania są takie: co wolno politykom? i
                > dlaczego tak dużo? dlaczego w tak ważnej dziedzinie dajemy się robić w konia,
                > jak dzieci? dlaczego ci, którzy nas w konia robią, niespecjalnie się z tym
                > kryją? no i co jest na końcu tej drogi?

                Roman,
                stawiasz zagadnienia, tak jakbysmy zyli w kraju o ustabilizowanej demokracji
                przez wieki, z ludzmi wyksztalconymi, swiadomymi; w kraju bogatym, gdzie
                istnieje mniejsza chec "dorwania sie do koryta". Na Twoje pytania, ja odpowiem
                tylko: bo to Polska. A ile trzeba poswiecic pracy i lat zeby to zmienic ktoz to
                raczy wiedziec... :)
                • roman_j Re: Staroświeckie słowo "program"... 03.03.06, 08:35
                  ernest_pinch napisał:

                  > Z tym ze w polityce jest tak, ze jak masz chec, mozesz byc Grekiem... Co stoi
                  > na przeszkodzie zebys poprobowal sil? :))) Jeden kandydat na radnego ostatnio
                  > zaproponowal zebym mu medialnie doradzal, z checia doradzalbym i Tobie. ;-)))

                  Ja tu piszę, że system się psuje, a Ty mi radzisz, żeby przejść po prostu na
                  drugą stronę. :-))) A ja dziękuję za taka propozycję. Raz, że uważam, że do
                  polityki powinno się iść właśnie z jakimś programem. Ustalić sobie, że chcę
                  zrobić to, to i to. Zrobić jakieś stadium wykonalności i przedstawić propozycje
                  społeczeństwu. Jeśli społeczeństwo to zaakceptuje, to dobrze, a jak nie, to
                  dalej robić swoje poza polityką. Jeśli brać władzę, to po zdiagnozowaniu
                  problemu i zaproponowaniu terapii. Władza dla władzy mnie nie interesuje, bo nie
                  muszę nią leczyć kompleksów czy się dowartościowywać, do tego jak na razie udaje
                  mi się zarobić na chleb poza polityką, no i wreszcie nie mam tylu zobowiązań
                  wobec przyjaciół, żeby myśleć o władzy jako o sposobie spłacania długów
                  wdzięczności przez rozdawnictwo posad. To po pierwsze. A po drugie, zmiana
                  strony w tej grze niewiele pomoże, bo cały system szwankuje, czego najlepiej
                  dowodzi ten sondaż:
                  wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3192668.html
                  Musiałbym na głowę upaść, żebym bez jakiegoś bardzo poważnego powodu zmienił
                  grupę zawodową z czołówki tego rankingu na tą z jej końca. :-))

                  > Roman,
                  > stawiasz zagadnienia, tak jakbysmy zyli w kraju o ustabilizowanej demokracji
                  > przez wieki, z ludzmi wyksztalconymi, swiadomymi; w kraju bogatym, gdzie
                  > istnieje mniejsza chec "dorwania sie do koryta". Na Twoje pytania, ja
                  > odpowiem tylko: bo to Polska. A ile trzeba poswiecic pracy i lat zeby to
                  > zmienic ktoz to raczy wiedziec... :)

                  Niestety, to nie tylko Polska, choć w Polsce widać to może lepiej niż w innych
                  krajach. :-))
      • roman_j Re: Staroświeckie słowo "program"... 01.03.06, 21:42
        cat_s napisał:

        > > ...Ale nie o tym chciałem pisać. Wracając do wspomnianej strategii
        > > wyborczej, to okazuje się, że przy jej układaniu sięga się po coraz
        > > bardziej wyrafinowane metody.
        >
        > Romanie, z całym szacunkiem, a co w tym złego? ;-)

        Co złego? Niewiele. Tylko to, że przestajemy być podmiotem polityki. Polityka
        się nam "urynkawia". Ale czy to, co dobre dla rynku jest też dobre dla polityki?
        Czy w polityce, tak jak na rynku, wygrywać ma ten, kto lepiej zainwestuje? Rynek
        jest amoralny (to cytat z Sorosa, którego wspomniał w tym wątku Ernest), czy
        polityka też ma taka być? Celem udziału w rynku jest maksymalizacja zysku, a w
        takim razie co ma być celem udziału w polityce? Maksymalizacja władzy? I co z
        tego wynika dla nas?

        > Wyobraźmy sobie, że ktoś chce wypromować jakiś nowy produkt.
        > Na przykład: "Drapaczkę Po Plecach"
        >
        > Niektórzy kierując się własnymi intuicjami uznają, że optymalnym kształtem
        > 'drapaczki' będzie kształt pająka z 'rozczapierzonymi odnóżami', inni - że
        > kształt ludzkiej ręki, a jeszcze inni - że coś tam jeszcze innego...
        >
        > Oczywiście, niektórzy mogą 'trafić' kierując się intuicją... a inni
        > 'niektórzy'spudłują... a jeszcze inni 'niektórzy' przeprowadzą w miarę
        > miarodajne badania...

        No właśnie. Ale polityka to nie ekonomia. A jeśli zaczyna się do niej
        upodabniać, to nie wróży niczego dobrego. Przynajmniej moim zdaniem. Skoro
        władza staje się celem samym w sobie, a jej zdobycie w coraz mniejszym stopniu
        jest wynikiem świadomego wyboru, a w coraz większym zakresie umiejętności
        manipulacji "klientelą", czyli wyborcami, to według mnie na końcu tej drogi stoi
        polityczny monopol, bo nie ma w tej chwili mechanizmów chroniących przed takim
        monopolem w obszarze polityki, podobnych do tych, które istnieją w na rynku typu
        UOKiK. Może się okazać, że kiedy uznamy, iż takie mechanizmy są potrzebne, wtedy
        będzie już za późno, żeby je wprowadzić.

        > > częścią tej strategii jest zasada m.in. "nie powiemy Wam tego, co chcemy
        > > zrobić; powiemy Wam to, co chcecie usłyszeć".
        >
        > No tak... to chyba w miarę oczywiste.
        > To idzie chyba jakoś tak, jak z 'babeczkami' (posługując się terminologią
        > Grzesia Halamy...) ;-)
        >
        > Pragnąc poderwać jakąś 'babeczkę' - nie powiesz jej przecież: "Masz fajny
        > biust i bogatego ojca" ale raczej: "Jakaś Ty inteligentna!"

        Mądra kobieta zorientuje się, kiedy będziesz ją okłamywał, dlatego podstawowa
        zasada profesjonalnego podrywacza brzmi "Przede wszystkim nie kłam". Niestety,
        tej zasady nie trzeba stosować w odniesieniu do naszego społeczeństwa, które
        bardziej przypomina blond cizię. :-))

        > Co chciałem powiedzieć... każdy raczej w podobnych sytuacjach będzie
        > eksponował zalety 'sprzedawanego' przez siebie 'produktu' i minimalizował
        > jego wady.
        >
        > Począwszy od przydrożnych sprzedawców grzybów, na specach od marketingu
        > politycznego skończywszy... ;-)

        Czyli zgadzamy się, że następuje urynkowienie polityki. Różnimy się tylko w
        ocenie skutków, jakie to może wywołać. Ja niestety jestem w tym względzie pesymistą.
      • roman_j Uzupełnienie... 01.03.06, 22:42
        W poprzedniej odpowiedzi pominąłem jeden ważny aspekt sprawy z czego zdałem
        sobie sprawę poniewczasie i teraz nadrabiam tę zaległość.

        cat_s napisał:

        > Wyobraźmy sobie, że ktoś chce wypromować jakiś nowy produkt.
        > Na przykład: "Drapaczkę Po Plecach"
        >
        > Niektórzy kierując się własnymi intuicjami uznają, że optymalnym kształtem
        > 'drapaczki' będzie kształt pająka z 'rozczapierzonymi odnóżami', inni - że
        > kształt ludzkiej ręki, a jeszcze inni - że coś tam jeszcze innego...
        >
        > Oczywiście, niektórzy mogą 'trafić' kierując się intuicją... a inni
        > 'niektórzy' spudłują... a jeszcze inni 'niektórzy' przeprowadzą w miarę
        > miarodajne badania...

        Nie wiem, czy przeczytałeś uważnie podlinkowany artykuł, ale zwróć uwagę na to,
        że nawet chyba nawet w grze ekonomicznej nie stosuje się takich metod
        maksymalizacji udziału w rynku, które mają na celu podważenie zaufania klienta
        do marki konkurencji. Ja przynajmniej o takich zabiegach marketingowych nie
        słyszałem. W grze rynkowej każdy stara się pokazać dobre strony swojego produktu
        i co najwyżej stwierdzić, że jego produkt jest lepszy od produktów konkurencji.
        Ale czy kupiłbyś towar, którego producent przekonywałby Cię, że towar
        konkurencji to tak naprawdę chłam w ładnym opakowaniu? Czy zaufałbyś sprzedawcy,
        który próbowałby podważyć Twoje zaufanie do produktu, który dotąd kupujesz i
        jesteś z niego zadowolony? Czy nie miałbyś mieszanych uczuć, gdybyś po zakupie
        dowiedział się, że kupiłeś ten, a nie inny towar, bo zostałeś zmanipulowany, a
        jakość tego towaru nijak ma się do deklaracji sprzedawcy, który zresztą teraz
        wcale tego nie ukrywa? Ja tak. I zastanawiam się, dlaczego okazuje się, że
        jesteśmy zwykle bardziej świadomymi konsumentami niż uczestnikami polityki? Gdy
        chodzi o nasze ciężko zarobione pieniądze, jesteśmy czujni, a gdy chodzi o nasze
        życie, bo polityka ma na nie ogromny wpływ, wtedy nas ta czujność zawodzi, a i
        wymagania wobec drugiej strony politycznej transakcji mamy dużo mniejsze niż w
        przypadku transakcji rynkowych. A przecież w ten sposób pozwalamy sobie robić
        kuku! Dowodzą tego wyniki sondaży (tylko proszę, nie spierajmy się o ich
        wiarygodność), z których wynika, że ludzie zagłosowali na PiS, ale są przeciwni
        większości tego, co PiS chce robić. Czy jest lepszy dowód na to, że jako
        uczestnicy procesu politycznego jesteśmy manipulowani? I jeszcze nam to
        imponuje, jak to nas politycy sprytnie za nos wodzą. Ręce opadają poniżej kolan...
    • roman_j Jeszcze jedna (złota?) myśl w środku nocy :-)) 02.03.06, 01:39
      Pod drugiej kawie, w czasie przerwy w pracy, naszła mnie taka myśl w omawianym
      temacie, że: nie jesteśmy dla polityków partnerami, jesteśmy dla nich zdobyczą,
      zwierzyną łowną, którą należy odpowiednio podejść i upolować. Jak się czujecie w
      takiej roli? Ja nieszczególnie. :-))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka