beduinka
14.01.05, 20:41
ZIMA NA BLISKIM WSCHODZIE, CZYLI ŚWIĘTA BOŻEGO NARODZENIA W LIBANIE I
SYLWESTER W SYRII
15 GRUDNIA – ŚRODA
Spóźniona wpadam na lotnisko na 50 minut przed godziną wylotu i chyba po raz
pierwszy cieszę się, gdy dowiaduję się, że mój samolot wystartuje z
opóźnieniem. Bezpośrednio po przejściu odprawy bagażowej i paszportowej,
biegnę ustawić się w kolejce do mojego wyjścia, czyli gate no 1. Niestety
jakaś mądra lotniskowa głowa wymyśliła odlot z 3 przyległych wejść, tj. 1,2 i
3 w odstępie 5 minut, a do wszystkich trzech prowadziła ta sama kontrola
antyterrorystyczna.
Dopiero, gdy już się usadziłam na fotelu samolotu, a ten wystartował,
zabierając mnie w kolejną podróż, zaczęło do mnie docierać to wszystko, co
wydarzyło się dzisiaj. Rano kupiłam kamerę i dyktafon, stamtąd popędziłam na
walny zlot delegatów Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Arabskiej. Tam niestety co
chwila zerkałam na zegarek, czas szybko leciał, a końca spotkania nie było
widać. Więc od razu po wyborach do zarządu (do którego notabene zostałam
wybrana, otrzymując stanowisko skarbnika) i poleciałam na uczelnię do
kwestury odebrać skromne dofinansowanie przyznane mi na badania naukowe w
Libanie. Stamtąd biegiem na autobus i zahaczyłam o CH Park Wola – dokupić
ostatnie niezbędne rzeczy oraz wymienić pieniądze w kantorze. Czułam jakby mi
skrzydła tego dnia wyrosły i poleciałam do Karawanseraju, gdzie dopchnęłam
rzeczy w plecaku i pędem wyruszyłam na lotnisko… uffff ciężki i szybki dzień
)))))
Lot do Mediolanu przebiegł szybko – pewnie dlatego, że głowę miałam zajętą
przemyśleniami o tym co było, i tym, co się ma w najbliższych dniach zdarzyć.
Na lotnisku w Mediolanie dokładna kontrola przylatujących. Trzeba było nawet
buty zdejmować.
Lot do Bejrutu wykorzystałam na zapoznanie się z instrukcjami obsługi kamery
i dyktafonu, ale czułam się senna i szybko tę czynność przerwałam na rzecz
kilku chwil snu… a filmować nauczę się w praktyce ))
Po wylądowaniu w Bejrucie bez problemu przeszłam tym razem wszelkie kontrole.
Wychodzę z odebranym już bagażem i widzę przed sobą chłopca trzymającego
kartkę z moim imieniem i nazwiskiem. Jest to Zouzou, czyli Joseph, którego
poznałam poprzez www.hospitalityclub.org. Kiwam głową do Zouzou na powitanie.
Jeszcze tylko trzeba przejść długim wybiegiem, gdzie przez ok. 30 metrów
towarzyszą każdemu przybyszowi spojrzenia tłumów opartych przez barierki. Gdy
ja przechodzę, tłum się ożywia. Wreszcie możemy przywitać się z Zouzou.
Następnie idziemy do jego samochodu. Jestem z powrotem w Libanie, nie było
mnie tu już dwa lata, niby krótko, lecz w przypadku kraju wychodzącego ze
zniszczeń wojennych – jednak długo. Bejrut odbudowuje się szybko, zmieniając
swoje oblicze na nowe nowocześniejsze, a może powracając do utraconej na lata
nazwy Szwajcarii Bliskiego Wschodu.
Jedziemy z Jospehem przez Bejrut pogrążony w nocnych ciemnościach, a jednak
rozświetlony licznymi kolorowymi neonami, billboardami, świecącymi wejściami
do klubów czy całodobowych kawiarni. Dodatkowo – w związku z zbliżającymi się
świętami Bożego Narodzenia – chrześcijańskie dzielnice miasta przystrojone są
różnymi świątecznymi światełkami, łańcuchami, Mikołajami, dzwoneczkami itp.
Właśnie w takiej części miasta mieszka Zouzou. Są to już przedmieścia
Bejrutu, usytuowane na okolicznych wzgórzach. Joseph mieszka w mieszkaniu w
kilkupiętrowym bloku mieszkalnym wraz z rodziną – mamą, siostrą i bratem. Po
wejściu do mieszkania siadamy z Zouzou w salonie – gdzie spostrzegam piękną
choinkę, a pod nią magharę, czyli grotę, a w niej Jezusa, Marię, Józefa,
pasterzy i zwierzątka. Dzień wcześniej przerabialiśmy na zajęciach z języka
arabskiego tekst o obchodach świąt wśród chrześcijan na Bliskim Wschodzie, w
którym przeczytałam m.in. o tej magharze (fajnie się ten wyraz odmienia w
języku polskim) i zastanawiałam się, jak taka jaskinia ma wyglądać.
W domu jest zimno i jak kładę się spać (o godz. 5 rano) – w jednym pokoju
mieszkam z rodzeństwem Josepha, on sam śpi dzisiaj w pokoju swojej mamy –
marznę. Niestety nie jest przyjęte ogrzewanie mieszkań. W Libanie większość
osób decyduje się ogrzać jedynie w ciągu dnia pokój dzienny, gdzie rodzina
spędza wspólnie dzień.