tetys
31.08.05, 21:39
Tym razem terroryści nie musieli nawet podkładać bomby. Na moście w Bagdadzie
setki pielgrzymów przerażonych plotką o bombie zabijały się same, tratując
się wzajemnie i wpychając do rzeki. Ofiar może być nawet tysiąc
Po południu były tam już tylko tysiące sandałów. Leżały wszędzie, zniszczone,
zgniecione, czasem przerzucane przez podmuchy wiatru. Ich właściciele stali
się męczennikami, dokładnie tak jak imam Kazim, którego męczeńską śmierć
chcieli wczoraj wspominać w meczecie w Kazimiji, starej szyickiej dzielnicy
Bagdadu.
Droga do Kazimiji wiedzie właściwie tylko przez most Imamów. Z lewego brzegu
rzeki Tygrys, gdzie znajdują się szyickie slamsy, szły nim wczoraj setki
tysięcy pielgrzymów. Dokładnie 1206 lat Kazim został otruty, a jego ciało
porzucono właśnie tutaj, na moście Imamów.
- Ścisk był taki, że ledwo mogliśmy oddychać - opowiadał jeden z ocalałych. O
dziewiątej rano ludzie na moście usłyszeli w oddali wybuchy - to w okolicy
meczetu spadły pociski moździerzowe, zabijając zaledwie kilka osób, ale
wywołując przerażenie. Niektórzy z maszerujących w stronę grobu Kazima
przestraszyli się i zaczęli zawracać. Na moście powstało wielkie zamieszanie.
Nagle ktoś zaczął wrzeszczeć, że w tłumie znajduje się przepasany ładunkami
wybuchowymi samobójca, który zaraz zamierza się je zdetonować. Wybuchła
panika, ludzie zaczęli chaotycznie przepychać się w stronę obu brzegów
Tygrysu. Najsłabsi, głównie kobiety, dzieci i starcy, ginęli przygnieceni
przez innych. Najsilniejsi przeciskali się na boki, w stronę barierek, żeby
ratować się skokiem do rzeki. Wreszcie barierki nie wytrzymały naporu i setki
ludzi wpadły do rzeki.
Oficjalne statystyki mówią o 816 zabitych i 323 rannych, ale rachunki będą
pewnie trwały przez wiele dni. - Wciąż wyławiamy topielców z Tygrysu - mówili
wieczorem policjanci.
Do przeprowadzenia ostrzału z moździerzy przyznała się w internecie nieznana
grupa sunnickich rebeliantów. "Mudżahedini za pomocą moździerzy i katiusz
zaatakowali gniazdo odstępców [czyli szyitów - red.] w Kazimiji" - głosi
oświadczenie Armii Sekty Zwycięskiej. Ukazało się ono na stronie, na której
zamieszcza swoje komunikaty iracka al Kaida.
To nie pierwszy atak na szyitów w powojennym Iraku. Byli oni prześladowani
przez Saddama i teraz, po jego obaleniu, także są najbardziej poszkodowani.
Szyici akceptują nowe porządki, masowo zaciągają się do policji i obejmują
posady w administracji. Tego nie mogą darować im sunniccy partyzanci, którzy
dążą do zdestabilizowania sytuacji w kraju. W sierpniu 2003 r. w zamachu
bombowym zginął duchowy przywódca szyitów wielki ajatollah Mohammed Bakr
Hakim. W kwietniu 2004 podczas największego szyickiego święta, Aszury, bomby
w Bagdadzie i Karbali zabiły 180 osób. W lutym tego roku bomba zabiła 140
policyjnych rekrutów w głównie szyickiej al Hilli. Zamachów na szyitów byłoby
pewnie dużo więcej, gdyby nie szyickie milicje religijne, które zastępują
policję w utrzymaniu porządku i wyłapywaniu terrorystów. Szczególnie silne sa
one w Nadżafie i Karbali, szyickich świętych miastach. W Bagdadzie ich wpływy
rosną dopiero od kwietnia, kiedy po wyborach powstał rząd zdominowany przez
szyitów i Kurdów. Policja jest od nich mniej efektywna. Minister zdrowia
zażądał wczoraj dymisji ministrów spraw wewnętrznych i obrony, których
obarczył winą za dopuszczenie do tragedii.
Kilka dni temu w Bagdadzie zakończyły się prace nad projektem konstytucji,
który w październiku zostanie przegłosowany w referendum. Mimo
wielotygodniowych rozmów podpisali się pod nim tylko politycy szyiccy i
kurdyjscy. Sunnici dystansują się od projektu i zawartego w nim federalnego
modelu państwa.
- Siły przeciwne zmianom chcą storpedować proces polityczny, ale im się to
nie uda - mówi "Gazecie" ambasador w Bagdadzie Ryszard Krystosik. - Wielka
dyskusja, która już trwa i która będzie zataczać coraz szersze kręgi, ma
ogromną wartość. I to bez względu na to, że kompromisu ostatecznie nie dało
się osiągnąć. W parlamencie, a także w domach ludzie rozmawiają o roli islamu
w państwie, o federalizmie, prawach kobiet. O takich sprawach się w Iraku nie
rozmawiało nigdy. Rząd chce, żeby tekst konstytucji dotarł do każdego domu.
Tragedia w Bagdadzie zbiegła się z opublikowaniem w Waszyngtonie raportu,
który przygotował liberalny, antywojenny Instytut Nauk Politycznych. Jego
autorzy porównują koszty interwencji w Iraku i wojny w Wietnamie w latach 70.
USA wydają na operację "Iracka Wolność" 186 mln dolarów dziennie (czyli 5,6
mld miesięcznie). Zdaniem autorów raportu to więcej niż w Wietnamie, gdzie
koszt ten (po uwzględnieniu inflacji) wynosił 5 mld miesięcznie.
(www.gazeta.pl)