Dodaj do ulubionych

Gorące uściski z Damaszku

    • beduinka aparat gotowy - wyjezdzam 20.06.06, 10:26
      Witajcie w naszej bajce :)

      Postanowiłam jeszcze zajrzeć do Was, choc zaraz jade. Mój aparat został
      naprawiony. Długo na to czekałam – a w związku z tym wyjeżdżam do Mar Musa. A
      to oznacza, że przez kilka dni nie będzie ze mną kontaktu. Nie wiem na jak
      długo…

      Dalej spędzam czas basenowo.
      Oprócz tego przyjechali do mnie znajomi z mojego obozu Nahr al.-Bared. Czyli
      jak mnie nie ma w obozie, do obóz do mnie. Przedwczoraj pojechałyśmy z
      koleżanką do obozu Jarmuk w odwiedziny. Jedliśmy obiad z kilkunastoosobową
      rodziną, później oglądaliśmy mecz w knajpce Abu Haszisz. Byłyśmy tam jedynymi
      kobietami. Ale przynoszono nam darmową herbatę itp. A potem kumpel – jako że
      nie tutejszy, lecz z Libanu - nie potrafił odnaleźć drogi powrotnej do domu ich
      rodziny.

      Mirka
      • tetys Re: aparat gotowy - wyjezdzam 20.06.06, 10:31
        Miłego pobytu w Mar Musa - też tam kiedyś wyjadę:)

        A u nas dziś skwar!
        • beduinka Re: aparat gotowy - wyjezdzam 20.06.06, 10:45
          tetys napisał:

          > Miłego pobytu w Mar Musa - też tam kiedyś wyjadę:)
          >
          > A u nas dziś skwar!

          ty jeszcze nie wiesz co to jest skwar... przyjedz do nas to sie przekonasz
          • tetys Re: aparat gotowy - wyjezdzam 20.06.06, 10:55
            No staram się przyjechać, staram, ale coś mi to nie wychodzi:)
            Jak nie uda mi się do 1 lipca wyjechać, to albo nadzieja w sierpniu, albo w
            ferie zimowe...

            A egipskie 37 stopni znosiłem lepiej niż nasze 30!
            • beduinka Re: aparat gotowy - wyjezdzam 20.06.06, 10:59
              tetys napisał:

              > No staram się przyjechać, staram, ale coś mi to nie wychodzi:)

              czemu nie wychodzi?????? coz to za przeszkody?

              > Jak nie uda mi się do 1 lipca wyjechać, to albo nadzieja w sierpniu, albo w
              > ferie zimowe...
              >
              > A egipskie 37 stopni znosiłem lepiej niż nasze 30!

              • tetys Re: aparat gotowy - wyjezdzam 20.06.06, 11:04
                beduinka napisała:

                > tetys napisał:
                >
                > > No staram się przyjechać, staram, ale coś mi to nie wychodzi:)
                >
                > czemu nie wychodzi?????? coz to za przeszkody?

                Moją największą przeszkodą są chyba rodzice, którzy się nie mogą pogodzić, że
                niektórzy szybciej, a inni później wybywają z rodzimego gniazdka...:) Zresztą,
                pewnie znasz to z własnego doświadczenia. Nawet nie chodzi juz o pieniądze, bo
                na miesiąc mi spokojnie wystarczy...no, ale będę próbował!
                • tetys Re: aparat gotowy - wyjezdzam 21.06.06, 12:26
                  A co Ty o tym myślisz Gaju? Bo może powinienem w tym roku wyskoczyć jeszcze raz
                  do Egiptu lub Tunezji, sam już nie wiem. Z jednej strony bardzo, bardzo chcę, a
                  z drugiej nie wiem, czy dam radę. No i czy moi rodzice nie dostaną zawału czy
                  czegoś, po przeczytaniu smsa "jestem w drodze do Syrii, wracam za miesiąc"...
                  • gajasirocco Poczekaj na promocje! 21.06.06, 12:45
                    Nie planuj, ponieś się chwili, bądź w pogotowiu- wyskoczy nam bilet za 1pln,
                    lecimy do Egiptu, będzie tania Tunezja-wyjedź do nowego kraju...
                    Inshaalh!!!
                • beduinka Re: aparat gotowy - wyjezdzam 23.06.06, 20:00
                  tetys napisał:

                  > beduinka napisała:
                  >
                  > > tetys napisał:
                  > >
                  > > > No staram się przyjechać, staram, ale coś mi to nie wychodzi:)
                  > >
                  > > czemu nie wychodzi?????? coz to za przeszkody?
                  >
                  > Moją największą przeszkodą są chyba rodzice, którzy się nie mogą pogodzić, że
                  > niektórzy szybciej, a inni później wybywają z rodzimego gniazdka...:)
                  Zresztą,
                  > pewnie znasz to z własnego doświadczenia.

                  nie znam :)))))))
                  • gajasirocco Korzystaj z życia bez ograniczeń!!!!!!!!!!!!!! 23.06.06, 21:59
                    ...Beduinka nie miała ograniczeń...mogła podróżować zawsze i wszędzie...bo musi
                    realizować swoje marzenia,bo to jest jej życie, które trwa tak krótko, więc
                    trzeba korzystać, brać pełnymi garściami i szukać miejsc, w ktorych serce
                    mocniej bije!!! Nasz dom jest tam, gdzie jesteśmy szczęśliwi, gdzie się
                    uśmiechamy i do nas się uśmiechają, gdzie spokojnie zasypiamy i wstajemy z
                    nadzieją, iż miło, pożytecznie i twórczo spędzimy dzień. Najgorsza jest nuda
                    życia, życie bez celu, bezsensowne ograniczenia...
                    Beduinko-żyj własnym życiem i bądź szcęśliwa. Kibicuję Ci z całego serca!!! I
                    pamietaj, iż zawsze mozesz liczyć na moją pomoc bez ograniczeń! Akceptuję Cię
                    taką, jaka jesteś!!!
                    • gajasirocco Re: Korzystaj z życia bez ograniczeń!!!!!!!!!!!!! 23.06.06, 22:02
                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10662&w=41122810&a=44066470
                    • tetys Re: Korzystaj z życia bez ograniczeń!!!!!!!!!!!!! 23.06.06, 23:05
                      Masz rację, niewiadomo jak długo dane nam będzie żyć, dlatego nigdy nie
                      powinniśmy odkładac realizacji swoich marzeń na później! Kto wie, co będzie za
                      rok, dwa, co za dziesięć. Nie popadajmy w taki dzień świstaka, codziennie to
                      samo, szare, nudne, znienawidzone życie, i niewidzialne więzy trzymające nas
                      przy nim, które sami sobie tworzymy. Żyjmy chwilą - "Carpe diem".

                      Polecam film "Kal Ho Naa Ho" - "Gdyby jutra nie było" - mnie nauczył bardzo
                      wiele, a z każdym kolejnym razem, kiedy go oglądam, uczę się co raz to nowych
                      rzeczy.

                      • gajasirocco Re: Korzystaj z życia bez ograniczeń!!!!!!!!!!!!! 24.06.06, 09:33
                        Nie znam tego filmu- muszę gdzieś poszukać i obejrzeć.
                        • tetys Re: Korzystaj z życia bez ograniczeń!!!!!!!!!!!!! 24.06.06, 09:50
                          To wielka indyjska produkcja, niedawno nawet u nas w kinach można było
                          obejrzeć. Polecam!
                    • beduinka Re: Korzystaj z życia bez ograniczeń!!!!!!!!!!!!! 29.06.06, 11:51
                      gajasirocco napisała:

                      > ...Beduinka nie miała ograniczeń...mogła podróżować zawsze i wszędzie...bo
                      musi
                      >
                      > realizować swoje marzenia,bo to jest jej życie, które trwa tak krótko, więc
                      > trzeba korzystać, brać pełnymi garściami i szukać miejsc, w ktorych serce
                      > mocniej bije!!! Nasz dom jest tam, gdzie jesteśmy szczęśliwi, gdzie się
                      > uśmiechamy i do nas się uśmiechają, gdzie spokojnie zasypiamy i wstajemy z
                      > nadzieją, iż miło, pożytecznie i twórczo spędzimy dzień. Najgorsza jest nuda
                      > życia, życie bez celu, bezsensowne ograniczenia...
                      > Beduinko-żyj własnym życiem i bądź szcęśliwa. Kibicuję Ci z całego serca!!! I
                      > pamietaj, iż zawsze mozesz liczyć na moją pomoc bez ograniczeń! Akceptuję Cię
                      > taką, jaka jesteś!!!

                      dziekuje :)))))
    • beduinka Re: Gorące uściski z Damaszku 23.06.06, 19:56
      Hej,
      Tym razem byłam w Mar Musa króciutko. Było pusto, zostałam z nastoletnią
      Syryjką zapędzona do kuchni (byłyśmy jedynymi kobietami). Aparat się zepsuł.
      Rano przyjechali odwiedzić mnie kumple, więc trzeciego dnia o poranku wróciłam
      do Damaszku, gdzie mój aparat został ponownie naprawiony.
      Dzisiaj spędziliśmy dzień na basenie, wczoraj w Jarmuku (obóz palestyński).
      Buziaki

      • gajasirocco Re: Gorące uściski z Damaszku 23.06.06, 21:49
        Widzę, że jednak nie pociąga Cię życie klasztorne i kobiece kuchenne prace.
        Używaj życia, podróżuj, baw się, pływaj, a na medytacje będziesz miała jeszcze
        kiedyś mnóstwo czasu! Bądź szczęśliwa, bo wtedy i ja się cieszę Twoim
        szczęściem. Pozdrawiam wszystkich Twoich palestyńskich, libańskich, syryjskich
        kumpli (i pozostałych- niezależnie od narodowości, wyznania czy koloru skóry)!
    • beduinka zarabizowane Europejki, zeuropeizowani Arabowie 25.06.06, 12:58
      Mam za sobą kolejny dzień basenowy. Jako, że wczoraj był arabski (syryjski?)
      dzień dziecka, to basen pełen był dzieci i młodzieży, co uniemożliwiało
      pływanie. Basen konczy sie o 17. Wtedy o tej samej porze kilkaset osob musialo
      go opuscis i oddac kluczyki i reczniki. Byl gigantyczny chaos, przepychanki.
      Bylam z kolezanka Polka i z dwoma Arabami (Syr. i Pal.) mieszkajacymi w
      Europie. My sobie o wiele lepiej poradzilysmy niz oni - przyzwyczajeni do
      europejskiego porzadku. Oni sie zeuropeizowali, a my sie zarabizowalysmy

      Oprócz tego zorganizowane były różnego rodzaju gry, zabawy, warsztaty, zawody,
      teatrzyki dla dzieci na Stadionie Abbasyyin.
    • tetys Re: Gorące uściski z Damaszku 27.06.06, 20:00
      Jaka u Ciebie pogoda? Da się jakoś wytrzymać?
      Bo nie wiem, czy mam jechać do ambasady po tą wizę, czy nie...;)))
      • gajasirocco Re: Gorące uściski z Damaszku 27.06.06, 21:34
        To Ty uzależniasz wyjazd od pogody????? Ja tam miałam w sierpniu ponad 40stopni
        i jakoś sobie radziłam.
        Już myślałam, że nam się Beduinka odezwała, a tutaj Tetysek śle "Gorące uściski
        z Damaszku"
      • beduinka Re: Gorące uściski z Damaszku 28.06.06, 14:16
        tetys napisał:

        > Jaka u Ciebie pogoda? Da się jakoś wytrzymać?

        goraco, ale da sie przezyc

        > Bo nie wiem, czy mam jechać do ambasady po tą wizę, czy nie...;)))

        no wez ta wize i smigiem do Syrii!!!!1
    • beduinka Gorące uściski z Aleppo 28.06.06, 14:08
      zwiedzalam Martwe Miasta na motorze i od rozgrzanej rury wydechowej, ktora
      przypadkiem dotknelam oparzylam sobie noge i teraz mam pieknie
      zabandarzowana :)))

      a od wczoraj wieczorem jestem w Halab
      • tetys Re: Gorące uściski z Aleppo 28.06.06, 14:26
        Masz @ ode mnie:)
        A co do oparzenia, to miejmy nadzieję że blizna nie zostanie;)
        • gajasirocco Re: Gorące uściski z Karawanseraju 28.06.06, 14:52
          Chyba bezpieczniej było by jej na wielbłądzie!
          • beduinka Re: Gorące uściski z Karawanseraju 29.06.06, 11:01
            gajasirocco napisała:

            > Chyba bezpieczniej było by jej na wielbłądzie!

            o jak ja dawno nie jezdzilam na wielbladzie
            • tetys Re: Gorące uściski z Karawanseraju 29.06.06, 11:07
              Za 2 tyg będziesz już w Jordanii?
              • beduinka Re: Gorące uściski z Karawanseraju 29.06.06, 11:47
                Odpowiadasz na :
                tetys napisał:

                > Za 2 tyg będziesz już w Jordanii?

                nie wiem... tak czuje, ze zostane jeszcze jakies 2-3 tygodnie w Syrii... moze
                wiecej, moze mniej nie wiem... ja zyje bez planow
        • beduinka Re: Gorące uściski z Aleppo 29.06.06, 10:41
          tetys napisał:

          > Masz @ ode mnie:)

          widzialam
          korzystam teraz z internetu w biurze kolegi - lacze bardzo wolne i wymaga
          korzystanie z net ode mnie sporo cierpliwosci (cecha, ktorej mi brakuje)

          polecam ci w tak krotkim czasie - 2 tygodnie - skupic sie tylko na Syrii, a
          Liban zostawic na inny raz
          Zakwaterowanie - bedziesz mieszkal w roznych miastach, ludzie zapraszaja,
          skontaktuj tez ludzi z Hospitality Club, z tanimi hotelami tez nie ma tu
          problemu

          > A co do oparzenia, to miejmy nadzieję że blizna nie zostanie;)

          no mam nadzieje, bo na radzie moja lydka nie prezentuje sie zbyt seksownie :))))
      • gajasirocco Re: Gorące uściski z Karawanseraju 28.06.06, 14:51
        ...a kazałam uważać na nóżki!!!!
        • beduinka Re: Gorące uściski z Karawanseraju 29.06.06, 10:53
          gajasirocco napisała:

          > ...a kazałam uważać na nóżki!!!!

          kiedy?
    • beduinka Martwe Miasta 01.07.06, 12:41
      Martwe Miasta

      Wysiadam z autobusu jadącego z Damaszku do Aleppo w miasteczku Ma’arat Num’an.

      Miasto to zasłynęło w historii z powodu ataku uczestników jednej z krucjat pod
      wodzą Raymonda z Tuluzy i wyrżnięciu wszystkich mieszkańców. Jako, że krzyżowcy
      nie znaleźli w miasteczku żadnych zapasów żywności, posunęli się do
      kanibalizmu – chrześcijański kronikarz opisał gotowanie ciał zabitych,
      grilowanie ciałek dzieci. Miało to miejsce 12 grudnia 1098.

      Kieruję się w stronę Muzeum Mozaik mieszczącego się w XVI-wiecznym Khanie
      Murada Paszy. Wstęp dla studentów kosztuje 10 SL. Mozaiki pochodzą z domów i
      kościołów Martwych Miast. Mozaiki były przepiękne, wskazujące na niezwykły
      kunszt bizantyjskich artystów, którzy stworzyli je w V i VI w. Oprócz mozaik
      mieszczą się w muzeum jeszcze inne eksponaty znalezione w okolicy – figurki,
      sarkofagi, posągi, monety i inne. Pewnym utrudnieniem w ich oglądaniu było to,
      że podczas mojej wizyty była przerwa w dostawie prądu. Jednak nawet sam budynek
      khanu (karawanseraju) jest dobrze zachowanym przykładem muzułmańskiej
      architektury – z pomieszczeniami dla kupców i ich towarów rozlokowanymi wokół
      dziedzińca. Pośrodku mieści się meczet, a do jednej z zewnętrznych ścian
      karawanseraju przylega dawny hammam. Po drugiej stronie ulicy mieści się drugi
      podobny karawanseraj, który jest obecnie w trakcie renowacji.

      Mijam pomnik wielkiego arabskiego poety – Abu Al-‘Ala Al-Ma’ari. Pochodził on
      właśnie z tego miasteczka. Nazywany był poetą filozofii – filozofem poezji.
      Jego pełne imię to Ahmad bn ‘Abd Allah bn Suleiman At-Tunukhi Al-Ma’ari.
      Urodził się on tutaj w 973 r. n.e. (365 r. h.), a umarł (także tutaj) w 1057 r.
      (449 r. h.). Pochodził z dobrej rodziny i otrzymał wykształcenie z dziedziny
      literatury. Jeszcze w dzieciństwie zachorował na ospę, w wyniku której utracił
      wzrok, co jednak nie przeszkodziło mu w dalszej nauce. Napisał wiele książek –
      z dziedziny prozy i poezji. Najbardziej jego znanym dziełem jest Risalatu al-
      Ghufran. Odwiedza w nim poeta Ibn Al-Qarih niebo i piekło, spotyka tam różnych
      poetów, niekoniecznie w miejscu, gdzie spodziewalibyśmy się ich spotkać.
      Rozmawia z nimi, wypytuje o powody trafienia do piekła, a nie do nieba lub
      odwrotnie. Teraz Abu Al-‘Ala Al-Ma’ari też dołączył do zmarłych poetów –
      ciekawe, gdzie trafił: na górę, czy na dół. Ja tymczasem odwiedzam jego dom
      oraz grób. Potem spaceruję po miasteczku, oglądam Wielki Meczet, na którym
      tabliczka głosi, że pochodzi z 149 r. hidżry (połowy VIII w.n.e.).

      Udaję się na postój busików do Kafr Nabl. Koło mnie siadają dwie dziewczyny w
      abajach i hidżabach. Rozpoczynają rozmowę ze mną. Studiują w Aleppo i
      codziennie pokonują tą długą i męczącą trasę między domem, a uczelnią.
      Zapraszają mnie do siebie do domu. Ja tłumaczę, że jadę zwiedzać Martwe Miasta,
      więc jedna z nich oferuje się, że może pojechać ze mną. Tłumaczę jej jednak, że
      będę chodzić pieszo przez kilka godzin, więc rezygnuje.

      Wysiadam w Kafr Nabl i kieruję się w kierunku Serjilly i Al-Bary. Kierunkowskaz
      głosi, że do tych miejsc jest 12 km. Ruch na drodze jest naprawdę niewielki,
      ale mam nadzieję, że ktoś mnie podwiezie. I tak też się dzieje. Zatrzymuje się
      ciężarówka i wsiadam na pakę. Jest trochę brudno od jakiegoś białego pyłu, więc
      i ja (i moje ubrania) stanę się biała. Ale jazda dostarcza możliwości
      podziwiania pięknych widoków. Okolice porośnięta jest iglastymi lasami.
      Wysiadam przy kierunkowskazie na Serjillę. Idę znów trochę na piechotę, mijam
      chłopców spędzających do zagród stada owiec. Za jakiś czas zatrzymuje mi się
      kolejna ciężarówka. Tym razem siadam w kabinie i rozmawiam z kierowcą, który
      podwozi mnie pod same ruiny.

      Serjilla jest najlepiej zachowanym z Martwych Miast. Pomimo, że miasto jest
      opuszczone już od piętnastu wieków, wygląda jakby ludzie wyprowadzili się stąd
      kilkadziesiąt lat temu. Fasady domów, kościołów i innych budynków są w
      znakomitym stanie. Oglądam dawne łaźnie oraz budynek, gdzie dawniej była
      tawerna, a także prasę do wytwarzania oliwy. Wiele domów jest dwupiętrowych. W
      pewnym momencie zauważam, że miasto nie jest całkiem opuszczone. Część starych
      budynków wykorzystali współcześni ludzie na swoje domostwa i pomieszczenia dla
      zwierząt. Jeśli chodzi o bilety – to podczas zwiedzania podchodzi do mnie dwóch
      chłopców (ok. 10-12 lat) z biletami. Bilet dla studentów kosztuje 10 SL. Gdy
      opuszczam ruiny, oni też to robią. Wsiadają na motor i proponują mnie podwieźć.
      Chociaż ich wiek nie wskazuje na to, by mieli być dobrymi kierowcami, wsiadam
      jednak, bowiem w okolicy nie ma żadnego innego transportu. Podwożą mnie do
      innego Martwego Miasta, które nazywa się Bauda. Zsiadając z motoru przypadkiem
      dotykam nogą rury wydechowej i porządnie oparzam sobie nogę, jednak postanawiam
      kontynuować zwiedzanie. Ciekawym budynkiem jest grobowiec o piramidalnym
      kształcie.

      Dalej idę do kolejnego Martwego Miasta, które o ile dobrze pamiętam (choć
      niekoniecznie) nazywało się Milija (?). Milicja pobliskiego domu wybiega
      nastoletnia dziewczynka i zaprasza mnie do siebie. To co najmocniej mi zapadło
      w pamięć to jej słodki głosik. Ona i jej rodzeństwo bardzo się cieszą z mojej
      wizyty, napełniają mi butelkę wodą, częstują sokiem z jeżyn. Dziewczynka mówi,
      że ona też by chciała podróżować tak jak ja, ale tutaj panuje zacofanie i
      niewiedza. Gdy chcę jej zrobić zdjęcie – zgadza się, ale prosi o sekundkę,
      podczas której zdejmuje hidżab. Idziemy razem zwiedzać ruiny. Fajnie jest
      poskakać i pospinać się po pozostałościach domów i kościołów z grupką
      miejscowych dzieci. A im – chociaż ubrani są w zwykłe klapeczki idzie to o
      wiele lepiej niż mi w sznurowanych butach. Gdy kończymy – bardzo mnie prosi,
      bym została z nimi na noc. Ja jednak chcę dziś jeszcze iść na przód.

      Maszeruję dość długo, aż mija parę staruszków zrywających czereśnie z
      pobliskiego drzewa. Wołają mnie, podchodzę, częstowana jestem owocami.
      Zapraszają mnie na noc do siebie do domu. Jako, że już się powoli ściemnia, a
      po drodze nic już nie jeździ, decyduję się przyjąć zaproszenie. Przyjeżdżamy do
      domu. Od razu zostaję wysłana do łazienki pod prysznic, a następnie przebrana w
      galabijję. Staruszkowie mają 10 dzieci – 5 dziewczyn i 5 chłopców, a może
      powinnam powiedzieć 5 kobiet i 5 mężczyzn, bowiem najmłodszy syn ma 18 lat,
      najstarsze córka ma 48 lat. Dwie córki i dwie żony synów urodziły w przeciągu
      pół miesiąca (obecnie mają od 4 do 6 tygodni) 4 maluchy (3 dziewczynki i
      chłopca). I każda z nich zajmuje się każdym z dzieci, karmi piersią nie tylko
      swoje, ale i inne maluszki. I to sprawiło, że zaczęłam się zastanawiać, czy coś
      takiego jest dobre dla małych dzieci, że mają 4 mamy, a nie jedną. Kolejną
      kwestią jest to, że dzidziusie mają już po kilka tygodni, lecz jeszcze nie
      nadano im imion. Proszą mnie o wybranie imion dla nich. Zaczynam od imion
      arabskich, lecz stwierdzają, że oni chcą imiona europejskie. Jednak żadne im
      się nie podoba, a więc dzieci pozostają dalej bezimienne. Tak przy okazji jedna
      z córek staruszki ma na imię Jacqline, bowiem 24 lata temu, kiedy kobieta była
      w ciąży, odwiedziła ją dziewczyna ze Szwajcarii o tym imieniu. Dzidziusie przed
      położeniem do kołyski są zawijane tak, że nie mogą w ogóle poruszać nóżkami czy
      rączkami – ale wydaje mi się, że w dawnych czasach w Europie też tak robiono.
      Natomiast tutejsza kołyska nie jest głęboka, lecz płaska i dzidziusia, kiedy
      się na nią kładzie – po prostu się do niej przywiązuje, żeby nie spadł.
      Maluszkom malują też już oczy kohlem.

      Jadę z najmłodszym synem (Amer) i żoną jednego z synów do apteki, by odwiedzić
      z jedną z dziewczynek lekarza, a potem jedziemy na farmę po mleko. Pojechaliśmy
      ciężarówką i jeździliśmy po takich uliczkach, że nie uwi
      • beduinka 2 Martwe Miasta 01.07.06, 12:44
        Jadę z najmłodszym synem (Amer) i żoną jednego z synów do apteki, by odwiedzić
        z jedną z dziewczynek lekarza, a potem jedziemy na farmę po mleko. Pojechaliśmy
        ciężarówką i jeździliśmy po takich uliczkach, że nie uwierzyłabym, że się da
        tamtędy przejechać, gdybym sama tego nie zobaczyła. Gdy wracamy do domu, jemy
        rodzinną kolację, a następnie przychodzi czas na rozmowę, a raczej coś w stylu
        100 pytań do gościa.

        Idziemy spać, ja i matka śpimy w salonie. Jest trochę gorąco i duszno, więc
        kilkakrotnie się budzę. Rano już o 6:30 wychodzą do pracy w sadzie. Gdy chcę
        też wstać, mówią, bym jeszcze pospała, że wrócą za godzinę. Wstaję, gdy wracają
        do domu o 8 i jemy śniadanie. Później jadę z najmłodszym synem (na motorze, a
        jakże) zwiedzać ruiny kolejnego martwego miasta Al-Bara. Amer zna dobrze ruiny
        i prowadzi mnie w ciekawe miejsca i wskazuje detale, na które bym sama pewnie
        nie zwróciła uwagi. Bara była jednym z najważniejszych centrów tego regionu w
        produkcji wina i oliwy w czasach bizantyjskich. Znajdują się tu duże wille,
        trzy klasztory, liczne kościoły, piramidalne wieże grobowe, prasy do wyrabiania
        oliwy. Teren wykorzystywany jest do uprawy różnych roślin – są tu poletka i
        sady.

        Odwiedzamy jeszcze cytadelę, gdzie siadamy z Amrem i rozmawiamy. Jako jedyny z
        rodziny zrobił maturę, właśnie czeka na jej wyniki. Chce studiować historię na
        uniwersytecie w Halab. Ale później woli wrócić do swojej rodzinnej wioski. Bo
        tutaj jest spokój, cisza. Rozmawiamy o historii, literaturze. Później wracamy
        do domu.

        Chcę już jechać do Aleppo, ale namawiają mnie bym została dłużej, bo wieczorem
        będzie w ich wiosce ślub. Ojciec namawia mnie bym z nimi pojechała do sadu
        czereśniowego. A więc ojciec, ja i Amer siadamy na traktor i jedziemy. Na
        miejscu są inni członkowie rodziny. Zrywają czereśnie – oni do koszy, ja wprost
        do buzi. Mniam. Jedno z malutkich dzieci jest tutaj z nami. Jest zawinięte w
        chustę zawiązaną między gałęziami jednego z drzew. Ludzie ci bardzo ciężko
        pracują, ale są szczęśliwi, dobrzy, życzliwi. Chcę im pomóc w zrywaniu
        czereśni, ale wychodzi na to, że moja pomoc mogłaby być raczej przeszkadzaniem,
        bowiem z jednego drzewa czereśnie zależnie od koloru i wielkości trafiają do
        różnych koszy i skrzynek. Ojciec wysyła mnie i Amra po wodę. Jedziemy traktorem
        do oddalonego o kilka kilometrów zbiornika wodnego. Tam podłączamy pompę wodną
        do cysterny z tyłu naszego traktora i siadamy wypić herbatkę z ludzi
        mieszkającymi opodal. Następnie częstują mnie ciepłym mlekiem wprost od krowy,
        co z owocami jedzonymi wcześniej nie stanowi chyba najlepszej mieszanki.
        Wracamy do naszego sadu i opróżniamy cysternę do tutejszego zbiornika i znowu
        jedziemy po wodę. Tym razem uczę się prowadzić traktor. Ludzie z pobliskiego
        domu namawiają mnie bym pojechała z nimi do jakiegoś miasteczka na zakupy. Gdy
        po rozmowie z Amrem (i dowiedzeniu się od niego, że do miasteczka jest 50 km)
        odmawiam, zaczynają wypominać Amrowi, że jego rodzina trzyma cudzoziemkę tylko
        dla siebie, zamiast się nią podzielić. Obiecuję, że następnym razem –
        inshaallah – spędzę w okolicy więcej czasu i będą się mogli mną więcej
        nacieszyć.

        Wracamy do sadu, opróżniamy cysternę i wszyscy wracamy do domu, gdzie czeka już
        na nas obiad. Jemy, następnie biorę prysznic. Przychodzą goście, by porozmawiać
        z cudzoziemką. Słyszę jednak z rozmów moich gospodarzy, że wesele, na które
        mnie zapraszali dzisiaj wieczorem, to niekoniecznie będzie dzisiaj lecz jutro.
        Śmieszne jest, że czasem ludzie tutaj mają złudzenie, że jak mówią po arabsku
        do mnie to rozumię, a jak rozmawiają po arabsku między sobą – to nie. W każdym
        razie postanawiam jechać do Aleppo. Nie daję im znać, że to jest powodem,
        zresztą niekoniecznie nim jest. Po prostu nie mam już tu co robić, a poza tym
        chcę pojechać do miasta, by uzyskać poradę medyczną w sprawie mojego oparzenia.
        A wię żegnam się z rodziną. Matka zaczyna płakać, prosi bym została jeszcze
        dziesięć dni, tydzień, chociaż jeden dzień. Dziękuję bardzo za gościnę. Amer
        odwozi mnie motorem na drogę wyjazdową. Czekam pół godziny i nic nie
        przejeżdża, a raczej przejeżdża, lecz w przeciwną drogę. W końcu zabiera mnie
        mężczyzna na motorze w śnieżnobiałej galabiji. Gdy już z nim jadę dzwonią do
        mnie na komórkę Amer i jego matka dopytać się czy wszystko jest ok. Mój
        kierowca jest bardzo sympatyczny, też zaprasza mnie do swojego domu, do
        rodziny, lecz tłumaczę, że nie mam czasu. Odwozi mnie do Maarat Numaan. I wtedy
        dowiaduję się, że tak naprawdę on tutaj nie jechał, lecz widział mnie samą
        stojącą przy drodze i postanowił zawieźć. Prosi tylko, bym powiedziała ludziom
        na Zachodzie, że Syryjczycy to nie terroryści, lecz dobrzy ludzie chętni by
        pomóc obcym, że lubią turystów. W Maarat Numaan wsiadam w busik do Alepoo (30
        SL, 45 minut). Tak oto kończy się moja przygoda z Martwymi Miastami i cudownymi
        ludźmi tutaj żyjącymi.
        • gajasirocco Re: 2 Martwe Miasta 01.07.06, 13:24
          Cudowne opowieści, a najładniejsze zakończenie:
          "Prosi tylko, bym powiedziała ludziom na Zachodzie, że Syryjczycy to nie
          terroryści, lecz dobrzy ludzie chętni by pomóc obcym, że lubią turystów."

          Cytuję, bo doświadczyłam tę niesamowitą syryjską gościnność na własnej skórze!
    • beduinka cmentarzowo 05.07.06, 16:30
      Dwa dni temu wybrałyśmy się z koleżanką na Cmentarz Bab Saghir. Jest to chyba
      nie tylko największy cmentarz w Damaszku, lecz i w całej Syrii. Wykorzystywany
      jest od bardzo dawna aż po dziś dzień. Udało nam się odnaleźć (raczej
      przypadkiem) grób syryjskiego poety Nizara Qabbaniego. Odwiedziłyśmy groby żon
      Proroka Muhammeda, córek Imama Husseina, męczenników spod Karbali. Wszędzie
      trafialiśmy na uczestników wycieczek pielgrzymkowo-płaczkowych z Iranu (niby
      jestem już do nich przyzwyczajona, bowiem mieszkam obecnie blisko meczetu
      Sayyidy Ruqayyi). Mieli ze sobą przewodników opowiadających historię bitwy pod
      Karbalą i zaraz cała grupa – starzy i młodzi, kobiety i mężczyźni płakali.
      Jednocześnie nie przeszkadzała im nasza obecność. Wręcz byłyśmy przepuszczane,
      by być bliżej centrum, tego co się działo. Wycieczki odwiedzały więc różne
      groby, a między jednym, a drugim miejscem pielgrzymkowym, kupowały na
      rozłożonych stoiskach targowych kredki, flamastry, lalki, buty itp. To było coś
      co mnie dziwiło. Pod grobem dochodzili do ekstremum emocji, wychodzili i
      kupowali różne rzeczy, jak turyści pamiątki, targując się, śmiejąc, zachwycając
      to tym, to tamtym, chwilę potem wchodzili do kolejnego grobowca i znów bardzo
      mocno przeżywali emocje.

      Przedwczoraj udałyśmy się do Muzeum Narodowego (nie pierwsza wizyta, ale miałam
      ochotę wszystko bardzo dokładnie obejrzeć). Proszę wziąć ze sobą coś do
      nakarmienia słodkich kaczuszek w basenie w ogrodzie. Mają one teraz malutkie
      kaczątka, jeszcze nieopierzone, tak jakoś niezgrabnie się poruszające. Dyrektor
      damasceńskiego Muzeum Narodowego skończył studia w Polsce.

      Byłam na otwarciu wystawy malarstwa o tematyce palestyńskiej w Ogrodzie
      Tishriin. Na bardzo niskim poziomie. W tym samym czasie w Ogrodzie Tishriin
      była Międzynarodowa Wystawa Kwiatów.

      Obecnie w Syrii trwa Festiwal Jezzu. Jednocześnie w Cytadeli w Damaszku i w
      Cytadeli w Aleppo. 6 dni dobrej muzyki. Przedczoraj jak byłyśmy to grał
      najpierw jakiś band europejski, a potem arabski, chyba z Libanu, wokalistka
      śpiewała trochę po ormiańsku, trochę po arabsku. Cytadela jest teraz pięknie
      odnowiona i niedługo zostanie otwarta do normalnego zwiedzania.

      Obecnie czytam książkę „Banat Ar-Riyad”, czyli „Dziewczyny Rijadu” – o życiu w
      Arabii Saudyjskiej. Napisana przez nastolatkę z Arabii Saudyjskiej.

      Wczoraj spędziłam cały dzień na przenoszeniu zdjęć z mojego komputera poprzez
      flesh disc na drugi komputer, na którym jest nagrywarka i nagrywałam CD (10).
      Ufff.

      Wczoraj miałyśmy problem by obejrzeć mecz. Zarezerwowałyśmy stolik w naszej
      (dotychczas) ulubionej knajpie Waraq az-Zaman na kilka dni wcześniej. Na dzień
      wcześniej potwierdziłyśmy. W dzień meczu stwierdzili, że oddali nasz stolik
      komuś innemu – 10 osobom. Próbowałyśmy się wykłócać, ale wyglądało, że im nie
      zależy na nas jako na klientkach, więc po prostu nigdy tam nie wrócimy. Bo
      wyszło, że chodzi im tylko o pieniądze (płaci się od osoby za wstęp na mecze w
      restauracjach, plus im więcej osób, tym większy utarg zrobią). A nam udało się
      zarezerwować miejsce w innej kafejce.

      Buziaki

      Mirka
      • gajasirocco Re: cmentarzowo 05.07.06, 16:42
        No to spędzasz czas płaczkowo, jak zresztą ja (po oszustwach naszej forumowej
        koleżanki ze Śląska)
    • beduinka Re: Gorące uściski z Damaszku 06.07.06, 17:21
      pzdrw z obozu Jarmuk

      gaja - masz waznego maila ode mnie
      • gajasirocco Re: Gorące uściski z Damaszku 06.07.06, 18:06
        Zaraz czytam- Przemek już leci przez Moskwę do Damaszku, Robert przez Wiedeń do
        Ammanu...jutro czekaj rano na Baramce!
        • bartu111 Re: Gorące uściski z Damaszku 07.07.06, 08:10
          Mogłabyś uchylić rąbka tajemnicy i zdradzić jakie są koszty i czas tych połączeń
          lotniczych? :)
          • beduinka Re: Gorące uściski z Damaszku 08.07.06, 11:13
            bartu111 napisał:

            > Mogłabyś uchylić rąbka tajemnicy i zdradzić jakie są koszty i czas tych
            połącze
            > ń
            > lotniczych? :)

            tutaj chodzilo o cos innego - o przesylke dla mnie, ktora jedna z tych osob
            wiozla
      • gajasirocco Re: Gorące uściski z Karawanseraju 06.07.06, 18:15
        Ponieważ Przemek jest już w drodze do Moskwy, wyślę mu sms-a, że ma busa o 7,oo
        z lotniska i że spotykacie się o 7,30 na Baramce!!!!!
        • beduinka Re: Gorące uściski z Karawanseraju 06.07.06, 19:54
          gajasirocco napisała:

          > Ponieważ Przemek jest już w drodze do Moskwy, wyślę mu sms-a, że ma busa o
          7,oo
          >
          > z lotniska i że spotykacie się o 7,30 na Baramce!!!!!

          ja mu wyslalam smsa i nie odpowiedzial, chociaz zostal sms dostarczony
          a ja nie wiem, czy on w koncu bedzie czekal na pierwszy autobus czy pojedzie
          wczesniej taxi
          • gajasirocco Re: Gorące uściski z Karawanseraju 06.07.06, 21:25
            Też wysłałam mu sms-a, że czekasz na niego o 7,30 (powodzenia)
            • gajasirocco Podziękowanie Przemkowi!!! 07.07.06, 08:13
              Udało się spotkanie- Przemek dotarł na Baramkę (jednak wszystkie drogi prowadzą
              do Damaszku!!!)i spotkał się z Beduinką (paczuszka wczesnym rankiem dostarczona)
              Cieszę się, ze są takie pomocne osoby. Wielkie dzięki Tobie Przemku i
              powodzenia w Ammanie!
    • beduinka wieza Babel 08.07.06, 11:16
      wczoraj z kolezanka my dwie Polki uczylysmy kolege Turka (z ktorym uczylyslmy
      sie w Maahadzie) jezyka angielskiego tlumaczac mu wszystko po arabsku... ufff

      a wczesniej spedzilam dzien w obozie Yarmuk
    • beduinka demo 10.07.06, 11:18
      dzisiaj mielismy w Damaszku wielotysieczna demonstracje poparcia dla
      Palestynczykow i sprzeciwu przeciwko atakom izraelskim na Gaze
      • gajasirocco Dorzucam mój głos poparcia! 10.07.06, 12:01
        Sprzeciwiam się atakom na GAzę!!!!!!!!

        Natomiast Giertych powiedział; (cytuję na podstawie PR3)- "Jestem pełen podziwu
        dla Izraelczyków, którzy walczą o niepodległość swojego kraju"
        -po ogłoszeniu przez ambasadora Izraela bojkotu ministra MEN R.Giertycha
        • beduinka Re: Dorzucam mój głos poparcia! 10.07.06, 12:30
          natomiast wczoraj na ulice wylaly sie tysiace mlodych Syryjczykow by swietowac
          zwyciestwo Wloch w Mundialu
    • beduinka reklamy 11.07.06, 13:10
      Leci obecnie, na którejś z tutejszych stacji telewizyjnych (niekoniecznie
      syryjskich, lecz po prostu arabskich – lecz nie pamietam, na której / na
      których) reklama zniechęcająca do samobójczych zamachów. Jest pokazane
      targowisko, mnóstwo ludzi, kobiety, dzieci, mężczyzna, który się wysadza, teren
      po wysadzeniu z martwymi ciałami i na koniec werset z Koranu, że samobójstwo
      jest grzechem.

      Widziałam dzisiaj na ulicy reklamę mówiącą: „Mniejsza rodzina – lepsza
      przyszłość”.
      Są też już tutaj na ulicach inne reklamy społeczne, np. na temat jazdy
      samochodem – szybka jazda = wózek inwalidzki itp.

      Przez początkowy okres mundialu byliśmy tutaj bombardowani licznymi
      reklamówkami zachęcającymi do kibicowania na drużynę saudyjską. Były nawet
      odpowiednie teledyski. Z jednej z tych reklamówek pamiętam np. dużą flagę –
      gdzie po środku jest flaga saudyjska, a wokół niej flagi wszystkich państw
      arabskich.
    • beduinka Re: Gorące uściski z Damaszku 12.07.06, 18:43
      pzdrw cieplutko

      dzisiaj bylam w Dumeir

      buziaki
      • gajasirocco Wracaj! Nie wyjeżdzaj do LIBANU!!! 13.07.06, 08:38
        Wracaj do domu! Lecz pod żadnym pozorem nie ruszaj się do Libanu! Izrael już
        bombarduje Bejrut (co za okropieństwo!!!)
    • beduinka Re: Gorące uściski z Damaszku 13.07.06, 12:04
      pzdrw z Damaszku
      u nas spokojnie
      o ataku na Liban dowiedzialam sie z Waszych smsow, a potem z telewizji
      innych objawow tutaj nie widac
      choc kolega mowil, ze ludnosc ucieka z Libanu do Syrii
      • gajasirocco Re: Gorące uściski z Damaszku 13.07.06, 12:23
        ...to Ty uciekaj z Syrii do Polski...martwię się...sytuacja się zaognia!!!
    • beduinka goracy dzien, goraca sytuacja 13.07.06, 19:36
      do Syrii naplywaja uciekinierzy z Libanu
      zarowno Libanczycy, jak i turysci (szczegolnie z Zatoki Perskiej)
      Polski MSZ wzywa do powstrzymania sie Polakow od wyjazdow do Libanu

      a tymczasem:


      Izrael chce zbombardować autostradę pełną uciekających turystów
      IAR
      czwartek, 13 lipiec 2006
      Jednym z celów izraelskich nalotów bombowych w Libanie ma być autostrada
      łącząca Bejrut ze stolicą Syrii - Damaszkiem. Izraelskie Ministerstwo Obrony
      poinformowało, że ataki mają być częścią operacji wymierzonej w bojowników
      Hezbollahu.


      Tymczasem drogi prowadzące z Libanu do Syrii są pełne samochodów. Tysiące
      turystów ucieka do Syrii z obawy przed atakami izraelskiego wojska. Turyści,
      głównie z Zatoki Perskiej, jadą do syryjskiej granicy prywatnymi samochodami
      lub taksówkami. Ewakuację organizują również agencje turystyczne.

      • gajasirocco Jesteśmy z Wami!!!!!!!!!!! Ale Ty wracaj!!! 13.07.06, 20:27
        Wracaj-Beduinko! Oby się sytuacja uspokoiła...chociaż nie wierzę, bo Izrael
        czekał na taką okazję, by zaatakować wszystkich sąsiadów!
      • japolak Re: goracy dzien, goraca sytuacja 15.07.06, 08:51
        Martwię się - i boję.
        O Ciebie i wielu innych, niewinnych ludzi...
        Czemu my, ludzie, tak lubimy siebie dręczyć??
        Czemu jesteśmy tak paranoiczni?
        Czytalem dziś tekst nt Krzysztofa Kolumba, razem z z dyskusja na forum GW -
        albo Kolumb był prawdziwym Europejczykiem, albo wrednych przechrztem,
        jakimś "żydziolem"
        Tak samo można go nazwać polaczkiem, szwabem, arabusem, ruskim (koniecznie z
        małej litery)
        I o taką małą lub dużą literę ludzie mordują się, o kawał piachu, część studni..
        Najchetniej zabijając najłatwiejsze ofiary, nic nie mające wspólnego z wielką
        polityką i innymi "głupotami"
        Bo to jakieś tutsi, serby, palestyńczycy, żydzi
        Ale i uczący swoje dzieci zabijać - chyba Stanisław Lem kiedyś pisał, iż
        większy pokój byłby na świecie, gdyby na pierwszą linię frontu nie wysyłano by
        14-19 latków, lecz generałów, którzy skończyli 60 lat...
    • beduinka polityka i turystyka 15.07.06, 20:27
      Witajcie

      1) Sytuacja polityczna
      2) Wycieczka do Tadmur

      1) Sytuacja polityczna

      Jak wiecie od kilku dni trwa ofensywa na Liban – powietrzna i z statków, które
      ustawiły się wzdłuż linii brzegowej. Niszczone są mosty, drogi, elektrownie i
      inne strategiczne miejsca, lecz co najważniejsze ginie mnóstwo niewinnych
      ludzi. Damaszek wypełnia się uciekinierami z Libanu, przede wszystkim turystami
      z Zatoki (gł. Arabii Saudyjskiej), którzy w Libanie spędzali letnie miesiące.
      Podobno wszystkie hotele w Damaszku są zajęte, a mieszkania wynajęte (a ceny
      mieszkań podskoczyły jeszcze bardziej w górę).

      Różne agencje prasowe podały informacje, że 4 izraelskie rakiety spadły na
      syryjskie terytorium w pobliżu przejścia granicznego z Libanem. Syria
      zdementowała te wiadomości. W każdym razie Holender, z którym mieszkam, wysyła
      naszą służącą najbliższym samolotem z powrotem do Pakistanu – ze względu na jej
      bezpieczeństwo. Właśnie poszli sprawdzać, na kiedy są miejsca. Mi też doradził
      wyjazd. Ja chyba tymczasem odczekam aż sytuacja się wyjaśni.

      Nie widać żadnych wyraźnych zmian. Życie toczy się tak jak dawniej, jedynie
      telewizory wszędzie nastawione są na wiadomości, gł. Na Al-Dżazirę i Al-
      Arabijję.


      2) Wycieczka

      Ostatnio przypadkiem spotkałam w kafejce internetowej dawnego kolegę (sprzed
      czterech lat). Siedzieliśmy przy komputerach koło siebie i tak czuliśmy, że
      skądś się znamy. Ale w ciągu czterech lat oboje sporo się zmieniliśmy. No i
      okazało się, że bingo, dobrze trafiliśmy. Spytał się, czy jestem Mirka,
      odpowiedziałam, że tak. On powiedział, że ja pewnie nie pamiętam, kim on jest.
      Lecz wypowiedziałam jego imię - Amer. Wyszliśmy później na kawiarni pogadać.
      Okazało się, że studiuje on teraz język japoński by móc później oprowadzać
      japońskich turystów. Jak zadzwonił jego brat, a on powiedział, że siedzi w
      kawiarni z Mirką – od razu się spytał czy z tą sprzed czterech lat i zaraz
      potem przyszedł się też spotkać. Jako że są oni z Palmiry zaprosili mnie bym
      przyjechała z wizytą.

      No i w piątek pojechałam do Tadmur. Po przyjeździe najpierw zakwaterowałam się
      w hotelu Waha (Oasis), który Wam polecam (300 SL za pokój jednoosobowy z
      łazienką, wiatrakiem, śniadaniem, przez cały czas otrzymuje się herbatę czy
      kawę, obsługa jest bardzo sympatyczna, nr tel. 0096331/911893, kom. 092647422,
      800 metrów od muzeum w stronę wschodnią). Następnie udaliśmy się na basen
      położony w ogrodach w pobliżu Świątyni Baala. Popływaliśmy, zjedliśmy
      sandwicze, wypaliliśmy nargilę, w między czasie odwiedzili nas jeszcze jego
      dwaj bracia. Później spotkałam się z jego mamą, młodszą siostrą i żoną brata.
      Następnie udaliśmy się wspólnie pod ruiny, gdzie od jego brata wzięłam
      wielbłąda (jego rodzina ma tam 6 wielbłądów). Początkowo myślałam, że Amer
      pojedzie ze mną, ale on się lenił, więc tylko początkowo towarzyszył mi jego
      młodszy brat. Zrobiliśmy sobie rundkę wokół ruin i wracaliśmy galopem. I jakoś
      wtedy już wszyscy tam zaczęli sobie kojarzyć, że ja to ja. Czy przez ostatnie
      cztery lata, żadna turystka nie galopowała tam na wielbłądzie i dlatego tylko
      ja się im z tym kojarzę. Wróciłam do rodziny Amra, wypiliśmy herbatkę, ja – nie
      zsiadając z wielbłąda. Zauważyłam, że mam zakrwawione spodnie – to dlatego, że
      rana oparzeniowa (jaką sobie zafundowałam 3 tygodnie temu poprzez zetknięcie z
      rurą wydechową motoru przy zwiedzaniu Martwych Miast) otworzyła się. Później
      już sama pojechałam sobie pojeździć po okolicy. Gdy wróciłam okazało się, że
      Amer pojechał mnie szukać na motorze, ale jakoś się po drodze minęliśmy. Jak
      dojechał to wyruszyliśmy do Qala’a na pobliskim wzgórzu, by obejrzeć zachód
      słońca. Pojechaliśmy tam 3-kołowym pojazdem-samochodem. Spędziliśmy godzinkę i
      wróciliśmy do miasta. Wypaliliśmy narghilę, dalej proponowano mi udział w party
      beduińskim dla turystów. Jako że, gdy pracowałam w Egipcie jako przewodniczka,
      miałam coś takiego co tydzień, to nie wykazałam wielkiego zapału. Natomiast
      wraz z kłębami dymu z nargili zaświtał mi w głowie nowy pomysł, by pójść
      wcześnie spać, a następnie wcześnie wstać (tj. ok. 4 rano – no bo jak był
      zachód słońca, to niech będzie także wschód) i zrobić sobie wielogodzinną
      wycieczkę na wielbłądach. Co w głowie, to na język, a następnie w czyn. Tylko,
      że Amrowi nie przypadło do gustu wczesne wstawanie, a jak już to wymyślił, że
      po prostu on (a być może jego młodszy brat) przygotuje mi wielbłąda i
      podprowadzi rano pod hotel i mogę sobie pojechać sama na całodniową wycieczkę.
      Zaczęłam trochę kręcić nosem. Z jednej strony fajnie by mogło być, z drugiej
      tak naprawdę to nie wiedziałam, gdzie mam dokładnie jechać, więc namawiałam
      Amra, by jednak mi towarzyszył. I udało się. Stanęło jednak na tym, że
      rozpoczniemy wycieczkę o 4:45. Poszłam spać po północy (nie wypalił plan, by
      położyć się wcześnie), a i tak jakoś nie mogłam zasnąć, bo jakoś niektórzy
      mieli pomysły by do mnie dzwonić, robić missed called (np. z Libanu) czy
      wysyłać SMSy o dziwnych jak na polskie warunki, lecz bezproblemowych dla nich
      godzinach.

      Wstałam raniutko, gdy wyszłam przed hotel było jeszcze ciemno (wschód słońca
      jest dopiero ok. 5:20). Wkrótce podjechał Amer. No i odkryłam co on sobie
      wymyślił. Przywiązał swojego wielbłąda z tyłu mojego – tj. linka od pyska jego
      wielbłąda do tylnego łęku siodła mojego wielbłąda, tak więc pełną kontrolę nad
      swoim wielbłądem, czy ogólnie mówiąc, nad naszą wycieczką oddał mi.
      Przejechaliśmy przez całe miasto, skierowaliśmy się w ruiny, gdzie
      podziwialiśmy wschód słońca. Następnie pojechaliśmy w pustynię. Amer miał na
      uszach słuchawki, słuchał sobie muzyki, a od czasu do czasu odwracając się do
      tyłu spostrzegałam, że coś zbyt mocno kiwa się w sidle zgodnie z krokami
      wielbłąda, co oznaczało, że przysypia, więc ja fundowałam mu wtedy przebudzenia
      poprzez przyśpieszanie wielbłądów do biegu. Mijaliśmy namioty beduinów, którzy
      do nas machali. Jednemu omal co nie ukradłam stada owiec – nie wiedzieć czemu
      postanowiły się przyłączyć do naszej karawany, lecz ich właściciel na szczęścia
      szybko zareagował i zatrzymał swoje stadko. Po jakimś czasie zrobiliśmy sobie
      postój, posadziliśmy nasze wielbłądy i siedliśmy oparci o nie na materacu i
      kocu, które wcześniej tworzyły część jednego z siodeł, by zjeść śniadanie –
      banany i jabłka, którym dzieliliśmy się z naszymi wielbłądami (skórki i
      ogryzki).

      Wróciłam do hotelu o godz. 9:30, gdzie czekało na mnie kolejne śniadanie.
      Zjadłam i poszłam do hotelu trochę odespać przedwcześnie zakończoną noc.
      Później udałam się na istirahę (tj. w miejsce, gdzie zatrzymują się autobusy na
      swoje drodze z Deir Az-Zour do Damaszku), by wsiąść w autobus i wrócić do
      Damaszku

      PS 1 Amer i Muhammad pozdrawiają Gaję
      PS 2 mam teraz zakwasy, to pewnie dlatego, że taka 4,5 godzinna wielbłądzia
      przejażdżka po długim nie-jeżdżeniu wytrzęsła wszystkie moje mięśnie,
      szczególnie, że przy wielbłądach trzeba się trochę namęczyć je przez cały czas
      popędzając. Ufff
      PS 3 w galerii kilka zdjęć z tej wycieczki
      • gajasirocco Re: polityka i turystyka 15.07.06, 21:11
        Miło się czytało...oby w tym cudownym kraju zawsze był pokój i spokój! Co życzę
        Tobie i moim znajomym "Więlbłądziarzom",z ktorymi też kiedyś galopowałam wśród
        zabytków Palmiry!
        • gajasirocco Moje wspomnienia z Palmiry sprzed 4 lat 16.07.06, 11:23
          Zeby zapomnieć o wojennej atmosferze na Bliskim Wschodzie zerknęłam w swoje
          wspomnienia sprzed kilku lat i wrucam Wam trochę wrażeń z tego cudownego
          zakątka świata:
          "Wczesnym rankiem opuszczam osiedle studenckie i z dworca autobusowego Harasta
          wyjeżdżamy w stronę Palmiry. Przed dziesiątą jesteśmy na miejscu, zostawiamy
          bagaż w hotelu Faris (bezpłatnie) i najpierw zwiedzamy nową Palmirę, oglądamy
          posągi koło muzeum archeologicznego i już ciągnie nas w stronę pustyni, gdzie
          na 50 hektarach rozciąga się jeden z największych na świecie kompleksów
          wykopalisk. Dawne miasto daktyli - Tadmur, Rzymianie zmienili na miasto palm,
          Palmirę. Już w XIX wieku p.n.e. było to ważne ogniwo łączące Chiny z Europą. W
          267 roku władzę przejęła Arabo-Greczynka Zenobia, ogłosiła suwerenność i
          rozpoczęła podboje na Bliskim Wschodzie. Ta samozwańcza augusta nie utrzymała
          Palmiry, jednak pamięć o niej przetrwała i widoczna jest na każdym kroku. W
          ogóle ruiny Palmiry, arabski zamek Qalaat ibn Maan oraz świątynia Baala, w
          której od 1959 roku prace prowadzi polska misja archeologiczna, robią
          niesamowite wrażenie. Wstęp do wszystkich zabytków jest bezpłatny z wyjątkiem
          świątyni oraz muzeum archeologicznego.

          W całkowitej samotności przechodzę przez monumentalny łuk, dochodzę do
          amfiteatru, mijam tetrapylon, idę w stronę agory oraz obozu Dioklecjana, który
          prawdopodobnie leży w miejscu Pałacu Zenobii. Ponieważ jestem trochę zmęczona,
          słońce bezlitośnie grzeje, postanawiam wynająć na jakiś czas wielbłąda. Zbijam
          cenę z 250 do 50fs=1$ i pozostałe zabytki zwiedzam już na grzbiecie tego
          uroczego zwierzęcia. Zaskakuje mnie to, że w tak pięknym, zapierającym dech w
          piersiach miejscu, nie widać w ogóle turystów. Jestem tak zauroczona, że
          postanawiam zostać dłużej. Otrzymuję propozycję noclegu w ogrodzie palmowym pod
          gołym niebem. Przez przepiękną oazę płynie kanałem rzeczka, w której można po
          całodziennym zwiedzaniu zażyć kąpieli. Niedaleko wykopalisk znajduje się
          camping (znów puściusieńki) z prawdziwym basenem. Wyciągam płetwy (znajomi
          śmiali się ze mnie, po co mi na pustyni płetwy!) i do wieczora pływam,
          podziwiając przy okazji zachód słońca nad ruinami Palmiry. W ogrodzie, wśród
          drzew z granatami i daktylami, czeka już wieczorny posiłek. Zasypiam, a nade
          mną tysiące gwiazd, więc czuję się, jak w najdroższym hotelu świata.
          Wczesnym rankiem pobudka, by przed szóstą zdążyć na teren wykopalisk. Już czeka
          na mnie mój ukochany wielbłąd, szybciutko opuszczamy oazę i wśród ruin czekam,
          kiedy ukaże się słońce. Wreszcie wschodzi - piorunujące wrażenie; ja w Pałacu
          Zenobii, obok mój wierny wielbłąd i cisza, spokój, znów nie ma nikogo. W całej
          Palmirze tylko ja, samiuteńka, gdzie turyści? Dlaczego nikt tego nie widzi, nie
          podziwia? Już dawno niczego tak głęboko nie przeżywałam, dlatego wszystkim
          polecam - spędźcie noc w oazie i czekajcie wśród ruin na wschodzące słońce!!!
          Dla tej jednej niezapomnianej chwili warto było zrobić tysiące kilometrów..."

          I dla tych chwil, które tam przeżyłam i dla tych cudownych ludzi, których tam
          poznałam- mówię, krzyczę: "Nie -wojnie na Bliskim Wschodzie!"
    • beduinka troche wiesci 17.07.06, 12:34
      dzisiaj w Damaszku byla demonstracja przeciwko izraelskiej agresji na Liban

      dodatkowo w wielu miejscach wisza flagi Hezbollahu i z glosnikow leci muzyka
      Hezbollahu

      pozdrawiam
      • gajasirocco Re: troche wiesci 17.07.06, 12:48
        A u nas w kraju ogarniętym błogim spokojem- namawiają forumowicze do apelowania
        do Libańczyków o pokój!!!
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10662&w=45205036&a=45367643
    • beduinka Re: Gorące uściski z Damaszku 20.07.06, 11:40
      Kochani,
      Wygląda na to, że to moje ostatnie dni w Damaszku. Ok. poniedziałku lub wtorku
      wyjeżdżam do Jordanii.
      A w Damaszku wisi coraz więcej flag Hezbollahu.
      • gajasirocco Re: Gorące uściski z Damaszku 20.07.06, 11:52
        Wyjeżdżaj w spokojniejsze miejsce...do Jordanii, a dalej do Egiptu- potem Cię
        ściągnę z Taby lub Sharmu do kraju! (inshaalah)-i uważaj na siebie!
    • beduinka Gorące uściski z Saydnaya /bt 21.07.06, 10:46
    • beduinka S.Zainab,Saydnaya i Libanczycy 22.07.06, 19:24
      Witajcie,

      Przedwczoraj wybrałam się do Sayyidy Zainab. Gdy siedziałam na dziedzińcu
      dzieci zaczęły się mnie pytać czy jestem z Libanu. Powiedziałam, że nie. Z
      Ameryki? Też nie. Powiedziałam im o Polsce w Europie, ale za bardzo nie
      kojarzyły. Okazało się, że one – oraz ich matki – uciekły tu z Libanu. W
      Damaszku wszystko jest już zajęte, więc zamieszkali w Sayyidzie Zainab. Później
      jak poszli przysiadła się do mnie kobieta i też się spytała czy jestem Libanką.
      Ona okazała się być uciekinierką z Iraku. W Sayyidzie Zainab była wystawa
      przedstawiająca to, co się dzieje w Libanie, wystawa Hezbollahu. Gdy oglądałam
      ją – podeszły do mnie kobiety irańskie i spytały się czy jestem z Libanu.
      Odpowiedziałam, że nie. Spytały się, czy ta wystawa to nt. Libanu.
      Powiedziałam, że tak. I zaczęły krzyczeć po persku „biedny Liban” pochlipując.

      Wczoraj pojechałam odwiedzić koleżankę Mariam w Saydnayi. Dojechałam tam o
      godz. 10 rano. Więc najpierw zjadłam z jej siostrą śniadanie. Później poszłyśmy
      na Internet, bo ona spotkała kiedyś jakąś Dunkę, która dała jej e-maila, a
      Mariam nigdy nie używała Internetu. Więc założyłam jej konto na yahoo i na
      skypie. Napisałam maila i wytłumaczyłam po kolei, co i jak należy robić, by
      sama mogła sobie radzić na przyszłość. Później udałyśmy się do klasztoru. Tutaj
      też przyjmowano libańskich uciekinierów. Schroniło się tu 150 osób.
      Zwiedziłyśmy klasztor, poszłyśmy na lody i wróciłyśmy do domu. Chwilę później
      poszłyśmy na działkę, gdzie spędziłam czas z jej rodzicami, dwoma siostrami,
      mężem jednej z sióstr, ich dwójką dzieci i kuzynem. Zjedliśmy pyszny domowy
      obiad. Dzieci weszły do fontanny się pochlapać, wkrótce wszyscy się już
      chlapaliśmy, łącznie z tatą Mariam. Na koniec wypaliliśmy nargilę i wróciłam do
      Damaszku, bowiem byłam umówiona na kolejne spotkanie.

      Spędziliśmy wieczór miło dyskutując o poważnych sprawach. I jeden z pomysłów,
      który narodził nam się tego wieczora, to udać do Czerwonego Półksiężyca i
      sprawdzić, jakiej pomocy potrzebują. Zarejestrowaliśmy się, jeśli
      potrzebowaliby woluntariuszy. Dodatkowo jeden z kolegów, który ma pickupa
      zaoferował, że może przewozić rzeczy i od dzisiaj przyjmuje do siebie do domu
      rodzinę libańską, gdyż ma dwa wolne pokoje na górze. Ja postanowiłam przed
      wyjazdem pójść oddać moje rzeczy typu ubrania, pościel, ręczniki itp. dla
      potrzebujących ludzi. Dodatkowo już w drodze powrotnej rozmawialiśmy dalej nt.
      tego jak można pomóc i wymyśliliśmy, że nie potrzebna jest sama pomoc
      materialna, lecz także pomoc dla dzieci w formie zabaw, jakiś warsztatów itp.
      Obecnie wszystkie szkoły w Damaszku (a podobno i nie tylko tu) zajęte są przez
      uciekinierów. Koleżanka ma się spytać swojej mamy, ciotek, kuzynek itp., które
      i tak siedzą tylko w domach czy nie byłyby chętne przychodzić w takie miejsca i
      zajmować się maluchami. Obecnie Czerwony Półksiężyc otwarty jest codziennie 24
      godziny na dobę. Tam przyjmowani są uciekinierzy, gdy dotrą do Damaszku. Jako
      że drogi są zniszczone lub zablokowane, zdarza się często, że idą na piechotę,
      więc docierają wycieńczeni.

      Ktoś z moich znajomych gdy wyszliśmy z Czerwonego Półksiężyca stwierdził, że
      Cypr ogłosił, że nie jest w stanie zapewnić wyżywienia dla obcokrajowców,
      których wywieziono tam z Libanu. Tymczasem Syria ma już u siebie uchodźców z
      Palestyny, z Iraku, z Libanu. Co ważne tutaj sami ludzie pomagają innym. Na
      granicy są olbrzymie kolejki, w których uciekinierzy stoją bez picia i
      jedzenia. A więc Syryjczycy np. z jednej ulicy składają się na napoje, jakieś
      jedzenie i zawożą to potrzebującym na granicę.
      • gajasirocco Chylę czoło przed Wami!!!!!! 22.07.06, 20:40
        Jestem pełna podziwu dla Ciebie, Twoich przyjaciół, znajomych i cudownych
        Syryjczyków! Ten kraj prawie przed stu laty przyjął setki tysięcy ormiańskich
        uchodźców z Turcji. Ludzi innej nacji, innej wiary. Pół wieku temu znowu falę
        uciekinierów - Palestyńczyków. Mieszkają tu chrześcijanie różnych obrządków,
        muzułmanie, Żydzi. Teraz przyjmuje uciekinierów z Libanu....i my mamy prawo
        nazywać go krajem totalitarnym?????
        Chylę czoło przed WAmi, którzy bezinteresownie pomagacie innym!!!!!!
        • mama_motyla Re: Chylę czoło przed Wami!!!!!! 22.07.06, 22:11
          i ja tez...
          • gajasirocco Re: Chylę czoło przed Wami!!!!!! 23.07.06, 08:04
            ...i bardzo niestosowne są w takiej chwili posty naszych forumowiczów, że
            zamiast pod ambasadą Izraela powinniśmy manifestować po ambasadą Syrii.
            • joanna_xx Re: Chylę czoło przed Wami!!!!!! 23.07.06, 19:48
              Kilka dni temu w roznych gazetach mozna bylo poczytac na temat niektorych
              Syryjczykow, ktorzy probowali zbic biznes na biednych Libanczykach,
              transportujac ich przez granice za odpowiednia oplata (ok 1600 USD). W tej
              chwili (info od meza, ktory jest na miejscu) podobno jesli sie
              takiego "biznesmana" zlapie, grozi mu wiezienie. A rzad syryjski wysyla darmowe
              autobusy po uchodzcow libanskich.
              pozdrawiam
    • beduinka bagaze jada do Polski, a Beduinka do Jordanii 23.07.06, 15:19
      Witajcie,
      Dzisiaj udało nam się wysłać nasze walizki cargo.
      A więc tak – kupiłyśmy walizki w Damaszku i nie wytrzymały nawet jednej
      podróży. Przy obu zepsuły się, a następnie odłamały kółka (bo my jesteśmy silne
      babki i nie korzystamy z wózeczków). Może też my przeładowałyśmy te walizki,
      bowiem są one przeznaczone na 20 kg, a my załadowałyśmy w każdą z nich po 45 kg
      (książki!!!! są ciężkie, wiedza jest ciężarem). Na lotnisku wszystko poszło nam
      sprawnie i cudownie. Ludzie byli bardzo pomocni. Następnie z celnikami jadłyśmy
      śniadanie, częstowane byłyśmy wszędzie herbatą i ciastkami. Dodam, że cała
      zabawa wygląda tak: ważenie, następnie sprawdzenie zawartości (u nas wyglądało
      to tak, że znalazł pan w walizce książkę do nauki arabskiego i zaczął ją
      przeglądać. Spytał: wy się tego wszystkiego uczyłyście? My: tak. On: to ja
      nawet takich rzeczy nie umiem. I na tym skończył się taftisz [przeszukiwanie]).
      Walizki włożyłyśmy w worki, napisałyśmy na nich numer polisy otrzymany w biurze
      linii lotniczych. Dostałyśmy papierki, zdobyłyśmy podpisy i pieczątki i tyle.
      Dzisiaj wieczorem musimy jeszcze skończyć formalności w biurze linii lotniczych.

      A już we wtorek jadę do Jordanii.
      Trzymajcie się
      • gajasirocco Bagaż 23.07.06, 15:41
        A jak ja podniosę taką walizkę? Zgodnie z mailową prośbą- wszystko posprawdzam
        i dam znac! Spokojnego podróżowania po Jordanii!
        • gajasirocco Re: Bagaż-info z Cargo 24.07.06, 10:07
          Cargo na Okęciu jest czynne POn-sobota 8,00-18,00
          Nie można więc odebrać paczki ani w sobotę w nocy, ani w niedzielę, tylko od
          poniedziałku rano. Jestem do dyspozycji i pomogę-koszt do 100kg=81pln
    • beduinka jeszcze trochę zdjęć z Syrii 26.01.07, 12:44
      picasaweb.google.co.uk/beduinkainsyria
      • beduinka Re: jeszcze trochę zdjęć z Syrii 09.02.07, 00:17
        dodałam tam kolejne foty

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka