Dodaj do ulubionych

Na_prosbe_gospodarza

23.06.04, 14:48
Szanowni,

nie bywałem wcześniej w tym salonie - a chyba jest czego żałować....

Szanowny Gospodarz przeczytał mój wątek na forum dotyczącym chorych dzieci. I
zapropnował, żebym wrzucił ten sam tekst także tutaj - a może znajdą się
zainteresowani...

Czynię tak zatem.
A więc:

Jestem tatą Piotrusia - 2 lata i 4 miesiące
Mój synek zachorował. Okazało się, że to nic superpoważnego - ale musieliśy
kilka dni zostać w szpitalu. Jego Mama musiała zostać w domu z jego siostrą
(6 miesięcy), którą karmi. No, ale tatuś był na miejscu, na szczęście!

Byliśmy w szpitalu 3 dni. Szpital jak z bajki (albo amerykańskich filmów) -
supernowoczesny, oddany do użytku 2 lata temu. Wspaniali lekarze, świetne
pielęgniarki, wszyscy naprawdę bez zarzutu. Małe, przytulne pokoiki (w naszym
byliśmy tylko we dwóch).
I co?
I to i tak za mało.
Mój synek był bardzo dzielny (tylko na widok wchodzących do pokoju lekarzy
urządzał dziki wrzask smile. Ale wiem, że był dzielny, bo był ze mną.
W sąsiednim pokoju leżał mały chłpiec - miał niecałe półtora roku. Zapalenie
płuc. Nic wielkiego - trochę gorączki, katar. Leki.
Tyle, że leżał tam SAM. Jego matka nie mogła (a jak się później dowiedizałem -
po prostu nie chciała) z nim być.
Półtoraroczne dziecko, które płakało i wyciągało rączki do każdego
przechodzącego człowieka. Przecież taki maluch BOI SIĘ BYĆ SAM, po prostu.
Pielegniarki naprawdę się nim zajmowały - ale przecież miały takich 30 na
oddziale.

Kiedy mój synek spał, chodziłem do niego do pokoju - zagadałem, albo siadłem
na krześle i czytałem gazetę. Sama obecność wystarczała, żeby się uspokoił.
Nie mogłem wziąć go na ręce, przytulić - bo przecież tylko zrobiłbym mu
krzywdę (no bo jak - wziąć i odłożyć? I pójść? Byłoby jeszcze gorzej...)
Wieczorem, kiedy mój mały już spał, zajrzałem do niego znowu. Była cisza,
myślałem, że już śpi.
Nie spał. Leżał w łóżeczku, taki maleńki, zwinięty w kulkę, zmęczony płaczem
i gapił się w ścianę.
UCIEKŁEM z tego pokoju. Poryczałem się jak dziecko.
Potworne jest takie poczucie bezsilności. To, że NIC nie mozna zrobić...

Jak już ochłonąłem, zacząłem myśleć na spokojnie.
I wymyśliłem, że jednak COŚ można zrobić. Chce zorganizować w tym szpitalu
(na oddziale pediatrycznym) grupę wolontariuszy, którzy pomagaliby takim
samotnym dzieciom. Starszym - poczytali, młodsze - po prostu potrzymali za
rękę przy zasypianiu. Rozmawiałem już nawet z lekarzami - są za.
Trzymajcie za mni kciuki. Muszę to zrobić, muszę - bo mi sumienie żyć nie da.
Obserwuj wątek
    • yigael Powodzenia! 23.06.04, 15:05
      Przeczytałem Twój post i chociaż zrobiło mi się smutno, to cieszę się, bo
      upewniłeś mnie, że ten świat bywa może niesprawiedliwy, ale nie jest wcale taki
      zły na jaki wygląda. Twoja postawa zasługuje na zajwyższy szacunek. Naprawdę.

      ps: Który to szpital?
      • puuchatek Re: Powodzenia! 23.06.04, 15:16
        Szpital Zachodni w Grodzisku Mazowieckim.
        • sloggi Re: Powodzenia! 23.06.04, 15:40
          Powiadomiłem kilka osób - moze coś z tym wolontariatem drgnie, zobaczymy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka