Odwiedziny u kumpla, żona na wczasach, wpadłem na piwo.
Ich dom to bombonierka, czyściutko, poukładane, wzorcowo. Z czasów kawalerskich pamiętam jako bałaganiarza i brudasa. No więc wczoraj wchodzę i kopara mi opadła. Sodoma i gomora, w łazience stos prania, w pokoju koszule wiszą na krzesłach, w zlewie brudne naczynia.
I przypomniał mi się program z TVN Style, gdzie psycholog powiedziała, że w dojrzałym życiu ludzie tak naprawdę się nie potrafią zmienić. Oni wchodzą w określone ramy, które wymusza na nich związek, kobiety się poświęcają, panowie się wyrzekają określonych zachowań. dla dobra związku, z miłości etc. To stąd w takich sytuacjach efekt "psa spuszczonego ze smyczy".
Zmuszacie się?