Dodaj do ulubionych

tez wierszyk

05.06.05, 21:45
napisalam ten wierszyk wlasnorecznie, na forum MODA. W zimie. Poniewaz jednak
mamy tu tyle poezji, to co sie bede cykac, doloze sie.
Nastepuje wierszyk.

Na jedną co blahniki do secondhandu wstawiła i było jej żal

Jakby ekologistka, która z ocelota
futro ujrzawszy na modnisi barkach
nie przebierając w wypowiedzi miarkach
na panią modną tysiąc przekleństw miota

i twarz nadziera o zdechłego kota
tak ja, we wszystkich ciała zakamarkach
i ducha mego najciaśniejszych szparkach
odczuwam ogromnego, bolesnego gniota

i wytargana uczuć kołowrotem
nabieram manier godnych byle beksy
płacz się z mej piersi wyrywa z łoskotem
mą suknię od McQueena plamią łzawe kleksy
i nie ma wcale dla mnie życia potem
kiedy blahniki oddałam w lumpeksy...
Obserwuj wątek
    • sloggi Pieśń o desancie na Gocław (Salon 28.11.2002) 05.06.05, 22:01
      Kiedy się wypełniły chwile
      i przyszło skńczyć prace przy filarze,
      prosto na Gocław brykami ruszyli
      salonowi figlarze.

      ( A remont tam był okropny tego roku ).

      I tak śpiewali: Ach, to nic,
      że wcześniej Ance łataliśmy ściany ,
      bo jakże słodko teraz jechać
      tam gdzie Dezet nasz kochany .

      ( A u Dezeta tyle dobrych rzeczy było tego piątku w lodówce).

      Na Muranowie staliśmy wiercąc mur,
      w ręku z wiertarą cholerą,
      teraz pędzimy jak wśród chmur,
      do Dezeta uzerającego się ze ścierą.

      I ci, co dobry mają wzrok
      i słuch, słyszeli pono,
      jak dudnił po Łazienkowskim
      sznur bryk ze Sloggiego Salonu.

      I śpiew słyszano taki: - By
      Lidii lodówkę wyzyskać,
      będziemy żreć w piątek po zmroku
      wszystkie słodkości, nie pomijając soku.

      Lecz gdy Lidia lodówkę zamknie,
      i smutek nas wielki ogranie w tym domu,
      w środek Warszawy spłyniemy w dół,
      forumowicze z Salonu.
    • sloggi poemat o zakaźnej ciąży (forum Ano_malie 10.2003) 05.06.05, 22:03
      Któregoś dnia Maryla
      przyniosła mi amaryla
      co kwiat miał długi i zdrowy
      ni to czerwony
      ani różowy
      Stoi amaryl w oknie
      i kusi zalotnie
      podchodzę bardzo bardzo z ostrożna
      do amaryla inaczej nie można
      wokoło bąk sobie krąży
      ugryzie i będę w ciąży
      od bzyku jego ogłuchnę
      tam gdzie mnie bzyknie spuchę
      czy widział kto debila
      skradającego się do amaryla
      co go przyniosła Maryla
      w darze dla imbecyla
      jak mnie bąk bzyknąc zdąży
      z pewnościa będę w ciąży
      pełznę do niego z konewką
      bo ni to krzak ni drzewko
      w zasadzie kwiat i cebula
      a bąk wokoło hula
      tu bzyknie i tam zatrzeszy
      już wolę szczypankę z kleszczy
      chcę podlać głupią roślinę
      a skradam się ponad godzinę
      na drugi raz zamiast Marylę
      zaproszę Mechagodzilę
      ta zeżre mnie i głupotę
      nie ważne co będzie potem
      bo taka sobie Maryla
      przyniesie doniczkę badyla
      badyl jest wody spragniony
      a człowiek jest uziemiony
      przecież go nie podleję
      bo bąk mnie w ciało uchleje
      gdy uciec przed nim nie zdążę
      od żądła nabędę ciążę
      Dosyć mam już amaryla
      co go mi dała Maryla
      niech zeschnie cała cebula
      i niech ktoś utłucze tego ciula
      co mnie bzyk jego trwoży
      już chyba nie może być gorzej
      konewka mi w ręku drży
      już prawie płyną mi łzy
      strach przeciw zakaźnej ciąży
      calutki umysł mój drąży
      chęć mszczenia się na Maryli
      spowodowała, że po chwili
      pomyślałem, że po co przez bzyka
      w moim umyśle panika
      po co strach ciąży
      umysł mój drąży
      gdy bąk mnie tylko ukłuje
      poczuje w sobie ruję
      i gdy tylko zdążę
      oddam Maryli ciążę
      żądło też przecież mam
      i opuchlinę w zamian jej dam
      w zamian za amaryla
      więc niech się modli Maryla
      za bzyczącego debila
      co kłujnąć chce bzykofila
      i tak bąki i szerszenie
      zajmuja się ciąży szerzeniem
      przez bzyczącego mołojca
      nabędę funkcję ojca
      matką zaś będzie Maryla
      co zwklekła mi amaryla
      i przez chęć jego podlania
      mogę być nosicielem ciążowania
      amaryli strzeżcie się moi mili
      bo zdobędziecie miano bzykofili.
      • zettrzy Re: poemat o zakaźnej ciąży (forum Ano_malie 10.2 06.06.05, 01:26
        sam je zrobiles? oba?
        • tomek854 Re: poemat o zakaźnej ciąży (forum Ano_malie 10.2 06.06.05, 01:40
          Na pewnym forum (sloggiego)
          Sam założyciel (z kolegą)
          Jakieś tekściaki
          Wklejali dla draki
          I tak nie czytał nikt tego
          • zettrzy Re: poemat o zakaźnej ciąży (forum Ano_malie 10.2 06.06.05, 01:53
            no, tutaj to nie tylko czytaja, ale jeszcze to i owo dopisuja
        • sloggi Re: poemat o zakaźnej ciąży (forum Ano_malie 10.2 06.06.05, 04:06
          zettrzy napisała:

          > sam je zrobiles? oba?

          Tak smile
          • zettrzy Re: poemat o zakaźnej ciąży (forum Ano_malie 10.2 07.06.05, 03:45
            o, to bardzo ladnie
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka