dario05
18.02.06, 00:47
Pewnego dnia na ruchliwym lotnisku, pasazerowie rejsowego samolotu siedza juz
w fotelach, czekajac na pilotow, zeby mozna bylo ruszac w droge. Kapitan i
pierwszy oficer wchodza w koncu tylnym wejsciem i rozpoczynaja droge do
kokpitu przejsciem miedzy fotelami. Obaj wygladaja na niewidomych.
Kapitan wymachuje biala laska, zataczajac sie w przejsciu i tracajac
pasazerow.
Pierwszy oficer jest prowadzony przez psa przewodnika. Obydwaj maja na oczach
ciemne okulary. Z poczatku pasazerowie nie reaguja, sadzac, ze maja do
czynienia z jakas zgrywa. Jednakze po kilku minutach silniki ozywaja, a
samolot zaczyna kolowac.
Pasazerowie spogladaja po sobie z zaniepokojeniem, zaczynaja szemrac,
wyglądaja stewardessy, mogacej rozwiac obawy. Samolot zaczyna gwaltownie
przyspieszac na pasie startowym, a pasazerowie wpadaja w panike. Niektorzy
zaczynaja się modlic, w miare jak samolot zbliza sie do konca pasa ich glosy
brzmia coraz bardziej histerycznie. W koncu, kiedy pozostaje juz tylko kilka
metrow pasa, wszyscy pasazerowie naraz zaczynaja wrzeszczec ile sil. W
ostatnim momencie samolot odrywa sie od pasa.
W kokpicie pierwszy oficer z ulga wypuszcza glosno powietrze i zwraca sie do
kapitana: "Zobaczysz, pewnego dnia pasazerowie nie zaczna krzyczec i sie
zabijemy!".