sibeliuss
12.11.06, 00:09
To, jaka jest rada miasta i prezydent, decyduje bezpośrednio o naszym
codziennym życiu. O tym, jaka będzie miejska komunikacja, po jakich drogach
będziemy jeździli, czy będzie gdzie popływać albo pograć w piłkę, czy nasze
dziecko będzie uczyło się w mniej czy bardziej licznej klasie, czy będzie
miało zajęcia pozalekcyjne, czy przeciwnie - jak tylko skończy się ostatnia
lekcja, ktoś zamknie szkołę na cztery spusty. Od rady miasta i prezydenta
zależy, jak miasto wygląda: ile w nim drzew i ile - a także jakie - pomniki.
To oni ustalają wysokość podatków, które mogą zachęcić albo zniechęcić
inwestorów. Oni decydują, ile miejskich pieniędzy wydać na budownictwo
socjalne, ile na placówki kultury, a ile na remonty.
A jest jeszcze sejmik, przez który przechodzą ogromne pieniądze unijne. Od
tego, kogo tam wybierzemy, zależy, czy województwo będzie dobrze zarządzane,
czy też będzie tak, jak do tej pory, kiedy radni wielką część energii zużywali
na niekończące się zawieranie i rozbijanie koalicji, ciągłe zmiany zarządów -
nie zwracając większej uwagi na przykład na rosnące wciąż długi szpitali.
W niedzielę mamy szansę wykreować rzeczywistość, w której żyjemy. Naprawdę. W
roku 1985, kiedy "Solidarność" wzywała do bojkotu wyborów, które przecież
naprawdę wyborami nie były, pojawiło się hasło: "Głosowałeś - nie narzekaj".
Aż korci, żeby teraz powtarzać do znudzenia: "Nie głosujesz - nie narzekaj".