adhamah
17.11.06, 23:14
Co dziesiąty student to zabójca lub gwałciciel. Prawie co trzeci to pedofil.
Co czwarty jest złodziejem internetowym. Co dwudziesty handluje narkotykami.
Gdyby wszyscy studenci, którzy postępują niezgodnie z prawem, zostali w tym
samym czasie zamknięci w więzieniu, polskie uczelnie opustoszałyby
natychmiast. Obok ciebie na wykładzie siedzą też przestępcy.
Gdy padł pierwszy cios, siekiera trafiła Czesława S. w głowę. Następne
uderzenie zatrzymało się na jego szyi. Próbował się bronić, ale kolejny cios
pozbawił go palca. Na ratunek koledze podbiegł Krzysztof K. Nie zdążył.
Dostał siekierą w środek głowy. Padł natychmiast, a fragmenty jego mózgu
rozbryzgały się na podłodze sali egzaminacyjnej. Dopiero wtedy wezwana
ochrona obezwładniła Kamila P., studenta II roku Wydziału Elektroniki,
Telekomunikacji i Informatyki Politechniki Gdańskiej. Ofiary - Krzysztof K. i
Czesław S. byli wykładowcami. Jaki był powód zbrodni? Kamil nie chciał po raz
trzeci zdawać egzaminu. Dwa wcześniejsze oblał. Poza tym egzaminator
podejrzewał go o ściąganie. Kamil odsiaduje wyrok 25 lat więzienia.
Podobny czas w odosobnieniu spędzi Marek K., student III roku chemii na
Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Za co? Z zimną krwią zamordował swoją
dziewczynę, ponieważ zaszła z nim w ciążę. Zadał jej kilkadziesiąt ciosów
nożem, ciało wywiózł na żwirowisko i wrzucił do wody. Dziewczyna była w
czwartym miesiącu ciąży. Policja zatrzymała go dopiero po kilku dniach.
Władze uczelni o całej sprawie dowiedziały się z prasy. Podobnie zresztą jak
w przypadku dwóch studentów pomorskich uczelni, którzy chcieli wymusić 750
tys. zł haraczu od biznesmena. Grozili, że jeśli nie zapłaci, zabiją go.
Teraz mogą posiedzieć nawet do 10 lat.
Nieco mniej czasu spędzą w więzieniu dwaj studenci z Knurowa, którzy po
juwenaliach w Gliwicach urządzili sobie nocną eskapadę rozbójniczą. Wraz z
dwoma innymi przestępcami zaatakowali młodą dziewczynę, zgwałcili ją i
okradli. Później wsiedli do samochodu i zaczęli szukać kolejnych ofiar.
Studentów. Znaleźli kilka osób bawiących się na juwenaliach. Niektóre z nich
znali osobiście. Ofiary wywieźli samochodem do lasu, okradli, pobili, a
następnie zostawili w pobliżu torów kolejowych. Wszystko traktowali jako
świetną zabawę. Tak zresztą tłumaczyli się policji.
Podobnych argumentów wobec policji używali także studenci pielęgniarstwa z
Uniwersytetu Jagiellońskiego. Czwórka z nich urządziła sobie sesje zdjęciowe
w Domu Pomocy Społecznej. Rozbierali do naga pensjonariuszy, robili sobie z
nimi zdjęcia, kamerami w telefonach komórkowych nagrywali filmy. Swoje
szokujące zachowanie argumentowali... nieświadomością. Tłumaczyli, że nie
widzieli w tym nic złego. O sprawie uczelnia dowiedziała się, jak zwykle w
tego typu przypadkach, z prasy. Mimo że dużo wcześniej dowody przestępstwa,
czyli zdjęcia i filmy, krążyły wśród studentów, nie zareagował nikt. Tak jak
nikomu nie przeszkadzała profesjonalna bimbrownia urządzona w akademiku na
warszawskim Ursynowie. Wręcz przeciwnie - większość lokatorów tego domu
studenckiego zaopatrywała się u nich w alkohol.
Mordercy, piraci i pedofile
Takich historii jest dużo. Za dużo. Nie ma dnia, w którym student nie
zostałby zatrzymany przez policję. "Student haker zatrzymany przez FBI w
Łodzi”, "Nielegalna bimbrownia w warszawskim akademiku”, "Studenccy
zwyrodnialcy z Krakowa”, "Student-morderca z Gdańska zatrzymany”, "Policja
rozbiła studencki gang narkotykowy”, "Studenci okradali konta bankowe”. To
codzienność w policyjnych doniesieniach.
Ktoś mógłby powiedzieć, że to "komórki nowotworowe” w zdrowym organizmie
akademickim. Niestety nie miałby racji. Bo chociaż większość z nas ma
wyobrażenie tej grupy społecznej jako wolnej od tak poważnych patologicznych
zachowań, to rzeczywistość jest ponura. I - co gorsza - nie rokuje poprawy.
Wbrew ogólnemu trendowi w kraju.
Bo od pięciu lat przestępczość w Polsce maleje. Według danych policji w ciągu
ostatnich lat najcięższych przestępstw jest coraz mniej. Najcięższych, czyli
takich jak zabójstwa, gwałty czy rozboje ze skutkiem śmiertelnym. Dodatkowo
wzrasta wykrywalność sprawców i tym samym zaufanie do policji. Ludzie mogliby
czuć się bezpiecznie. Mogliby, gdyby nie... studenci! W ciągu ostatnich
pięciu lat ogólna liczba popełnianych przez nich wykroczeń prawie się
podwoiła! W zeszłym roku niemal osiem tysięcy studentów było podejrzewanych o
popełnienie czynów prawnie karalnych. I nie były to kradzieże jabłek ze
straganu.
Statystyki prezentują dramatyczny obraz studentów. Co trzeci to pedofil, co
dziesiąty to zabójca - prawie tyle samo ma na swoim koncie gwałty. Co
dwudziesty siada za kierownicę po wypiciu alkoholu, co czwarty jest
złodziejem internetowym, dziewięciu na dziesięciu para się piractwem
komputerowym. Co dwudziesty "dorabia” sobie jako handlarz narkotykami. Ten
lawinowy wzrost studiujących przestępców wymusił na policji wprowadzenie
oddzielnej kategorii. Wcześniej wykroczenia przez nich popełniane zaliczane
były do kategorii "uczeń i student”. Teraz: "studenci”.
/Dlaczego/
Nie wierze statystykom! Niby 4 osoby z mojej specjalizacji kiedys kogos
zabily/zgwalcily. A 20 jest pedofilami! Bzdura!