tjbazuka
11.01.08, 06:34
Jako pierwszy wszedł na najwyższą górę świata. Ale już nigdy nie
wejdzie na żaden szczyt. W Nowej Zelandii zmarł Edmund Hillary,
himalaista, któremu pierwszemu udało się zdobyć Mount Everest. Miał
88 lat.
"Legendarny alpinista, poszukiwacz przygód i filantrop jest
najbardziej znanym Nowozelandczykiem, jaki kiedykolwiek żył" -
oznajmiła ze smutkiem premier Nowej Zelandii Helen Clark.
Hillary zdobył Mount Everest wraz z Szerpą Tenzingiem Norgayem 29
maja 1953 r. "Załatwiliśmy skurczybyka" - powiedział do towarzyszy
eskapady po zejściu ze szczytu, a dzięki relacji BBC słowa te
usłyszał cały świat.
Ale to nie jedyny jego wyczyn. Hillary zdobył m.in. oba bieguny i
pokonał łodzią motorową rzekę Ganges od jej ujścia aż do źródeł.
Słynął ze skromności. Dopiero po śmierci Teniznga Norgaya przyznał,
że jako pierwszy stanął na szczycie najwyższej góry świata. Także
szefowa rządu Nowej Zelandii przypomniała, że Hillary "uważał się za
przeciętnego Nowozelandczyka, choć był kolosem".
Pośród licznych wyróżnień, Hillary miał na swym koncie również Krzyż
Komandorski Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej, którym w 2004
roku odznaczył go prezydent Aleksander Kwaśniewski.
Przyczyny jego śmierci nie podano. Ale nowozelandzkie media donoszą,
że od pewnego czasu chorował na zapalenie płuc.