kikimora78
16.04.12, 21:17
Internet i mądre książki mówią, że po 6 mcu trzeba pilnować żelaza w diecie dzidziusia. No i wszystkie norweskie poradniki jakie czytałam (mieszkam w Norwegii i staram sié opierać na tutejszych wskazaniach, bo zazwyczaj rzeczy dostępne w PL są tu nie dostępne) oraz pielęgniarki środowiskowe radzą kaszki zwane tutaj "przemysłowymi", bo są one wzbogacane želazem. W realu sprowadza się to do jednego: kaszki nestle.
A ja nie chcę. Chcę - tak jak i sobie - gotować Wandzi prawdziwe jedzenie z prawdziwych produktów. Sama nie jem plastikowego jedzenia z torebki, kostek i innych takich i nie chcę dawać Wandzi gruszki w proszku wymieszanej z morelką w proszku, wymieszanej z... - kiedy mogę jej dać prawdziwą gruszkę itp. itd...
Kupiłam kaszkę jaglaną i dodaję do niej jabłuszka, planuję zaraz dodać brokuły i takie tam, ale co z żelazem? Nie bardzo chcę też dodawać jakieś suplementy, bo od tego zaraz problem z kupami i tak dalej. Ty bardziej, że jedyny suplement jaki znalazłam w tutejszej aptece, który nadaje się dla dzieci zawiera... alkohol
No i nie wiem co teraz, bo im więcej czytam, to wychodzi na to, że nie kupując kaszki nestle morduję własne dziecko, a w najlepszym razie skazuje na życie w męczarniach
Na prawdę tak jest, że z jedzenia (prosa, brokułów, indyka itp.) nie ma wystarczającej ilości żelaza dla dzidziusia?