joanna-olga
20.06.10, 18:04
Wyżalę się Wam, bo nigdzie indziej nie zrozumieją. Na Dukanie jestem
totalnie i ortodoksyjnie :) Wiedzą o tym wszyscy wokół, bo w domu
zrobiłam czystkę jedzeniową i zostawiłam tylko to co wolno lub ma
megadługi okres przedatności do spożycia, w pracy służbowa lodówka
pełna moich jogurtów, twarożków, sałatek i innych dobroci, a
koleżanki z jadem w głosie mówią: no ty to cały czas jesz, co to za
dieta???!!! I jeszcze na dodatek mam czelność chudnąć w sposób mocno
wylaszczający ;)
Nie ruszają mnie pracowe imieniny z górami ciast, śliwki w
czekoladzie przynoszone przez kolegów chowam w szufladzie i karmię
nimi zaprzyjaźnionego anorektyka - łasucha, ale to co wyprawia Moja
Mama to ręce mi opadają. Za każdym razem kiedy wracam z delegacji
moja lodówka magicznie wypełnia się prince polo i czekoladą, na
stole stoją galaretki w czekoladzie, a ostatnio na kuchennym blacie
byly winogrona. Mamunia o diecie wie, zasady zna, a jednak...
princepolo nie tknęłam (dzielna jestem ;)) czekolady takoż,
galaretki schowałam do lodówki ale winogron o mało co nie zjadłam :(
Kiedy wczoraj Kochana Rodzicielka nawiedziła mnie ze świeżymi
bułeczkami, to mi się jakoś nieswojo zrobiło. I jeszcze mi te
bułeczki na oczach pachniały, bo Mamunia drugie śniadanie u mnie
jadła :)
Jak Wy sobie radzicie z dywersantami?