aaaniula
21.01.16, 10:37
Od września schudłam 21 kilogramów. Nie pamiętam, aby moja waga była kiedykolwiek w normie. Teraz jest. Nie powiem, wyglądam dobrze, choć jeszcze parę kilo zostało do zrzucenia. Kupowanie mniejszych ubrań było frajdą. Frajdą było kupowanie ich w "zwykłych" sklepach. Wcześniej nie mieściłam się w spodnie z wranglera czy w sweterek z zary.
Gdy zaczynałam się odchudzać wiedziałam, że zmiana nawyków żywieniowych jest na zawsze, a nie na chwilę. Wiedziałam, że nie mogę wrócić do jedzenia wszystkiego o każdej porze.
Jednak muszę przyznać, że jest mi co raz trudniej. Wchodzę do sklepu i widzę bułki, kabanosy, lody. Najchętniej bym się rzuciła. Jest mi trudniej niż na początku diety.
Wszystko to skłoniło mnie do przemyśleń... Czy kiedyś będę umiała jeść normalnie? Nie ważyć jedzenia, pozwolić sobie na kawałek tortu? Patrzę na moje koleżanki- rozmiar 32- wchodzą do sklepu, kupują gotową kanapkę i baton. Wieczorem, po dobrze opitej winem imprezie idą na fastfooda. I jak to jest, że mają to 32? Nie ćwiczą, jedzą, a ich sylwetki są świetne.
Dziś siedzę i myślę, że nie mogę zjeść tego kawałka tortu, bo pójdzie w "boczki". Faastfood i alkohol nie wchodzą w grę- są zbyt kaloryczne. Dla kogo są więc te sklepowe pólki uginające się pod ciężarem czekolady? Mam wrażenie, że nie dla mnie, że nigdy nie będę mogła jeść jak te moje koleżanki. I jestem załamana... Wiedziałam, że to zmiana na stałe, ale nie chce żeby moje życie było walką z wagą do żywności i czekoladą...