warszawiankagreenpointka
09.09.03, 00:00
Za dwa tygodnie wyjezdzam do Polski. To sie nazywa: wracam. Po trzech latach.
Po trzech latach nadziei na powrot. Okazuje sie, ze kilka miesiecy temu sie
przyzwyczailam, nie denerwuje mnie juz nawet Manhattan, ze bardzo przywyklam
do wygody mieszkania tutaj, ze troche - jak to wszyscy na Greenpoincie -
schamialam i trudno mi sie bedzie przyzwyczaic do nowej-starej
rzeczywistosci.
Zostawiam tu kilku sprawdzonych przyjaciol, znane miejsca, poczucie
bezpieczenstwa w tej smiesznej wsi o nazwie Greenpoint. I poczucie wzglednego
bezpieczenstwa finansowego. Wiem, do czego wracam. Dzieki sluzbowej wizie
przez te trzy lata bylam w Polsce chyba z piec razy. Ostatnio bardzo dlugo -
bo poltora miesiaca. Nie chcialam wracac, podobalo mi sie, czulam, jakbym
nigdy nie wyjezdzala. No ale: przyjechalam tam z pieniedzmi, na chwile, no i
bylo lato. A lato w Polsce- jak wiadomo - zniesc latwiej niz zime.
Ale chcialam napisac o strachu. O niepokoju, ktory nie daje mi spac. Ten
niepokoj to jak mini depresja.
Poradzcie!