przecinak.na.przecinek
08.03.06, 09:37
Tak się zastanawiam, czy to tylko bezczelność, czy już łamanie prawa - oto
punkt proponowanej przez pewne wydawnictwo umowy zamykający część tejże umowy
dotyczącą praw autorskich, w której tłumacz przenosi na wydawcę "bez
jakichkolwiek ograniczeń czasowych, terytorialnych i ilościowych" wszystkie
swoje autorskie prawa majątkowe do przekładu. Inaczej rzecz ujmując: sprzedaje
nie licencję, ale worek ziemniaków, a dodatkowo:
"Tłumacz oświadcza, że nie powierzył żadnej organizacji zbiorowego zarządzania
prawami autorskimi ochrony i zarządzania swoimi prawami autorskimi w zakresie
prawa wydawania utworów w ich przekładzie".
Pomijam kwestię błędu ("w ich przekładzie", czyli czyim? - wygląda na to, że
organizacji zbiorowego zarządzania, które nic, tylko siedzą i tłumaczą
książki), chodzi mi o sens i ewentualną niezgodność z prawem tego uroczego punktu.