Dodaj do ulubionych

Najważniesze chyba pytanie

04.09.06, 13:47
Ile mozna zarobić z jednej wydanej ksiązki?

Ile procent od sprzedanej ksiązki nalezy do autora?

wiem, wiem jeszcze nic nie wydałąm, a już się o takie rzeczy pytam.

ale...kto pyta nie błądzi.

Dziś doszłam do wniosku że chyba zostanę jakimś młynarzem lub kowalem, bo
pisanie książek jest bardzoooo wyczerpujące a wydać to...


może dokońćzycie?
Obserwuj wątek
    • hemeczka Re: Najważniesze chyba pytanie 04.09.06, 13:48
      i kawa dla wszystkich
    • nchyb Re: Najważniesze chyba pytanie 04.09.06, 14:32
      > Ile mozna zarobić z jednej wydanej ksiązki?
      czasem dużo (pojecie względne), a czasem się jeszcze do wydania dopłaca...

      > Ile procent od sprzedanej ksiązki nalezy do autora?
      zależy od umowy, średnio 10% od ceny katalogowej, ale znam osoby z 15%

      > Dziś doszłam do wniosku że chyba zostanę jakimś młynarzem lub kowalem
      kowalstwo dobrze płatne, ale kuźnia droga. Dobrze płacą przy niemieckiej
      granicy, niektórzy Niemcy lubią ręcznie kute bramy i ogrodzenia.
      Co do młynarki, praca fizycznie ciężka przy dawnego typu młynie, przy nowym,
      również na początek sporo kasy potrzeba... :-)
    • rimbombin Re: Najważniesze chyba pytanie 04.09.06, 14:33
      jako debiutantka, dostaniesz ok 10% i będzie to cały twój zarobek. Policz sobie
      ilość sprzedanych egzemplarzy razy procent, będzie tego na obiad w średniej
      restauracji bez deseru.
      • skajstop Re: Najważniesze chyba pytanie 04.09.06, 14:48
        rimbombin napisał:

        > będzie tego na obiad w średniej restauracji bez deseru.

        E tam. Wszystko zależy od powodzenia książki u czytelników. Przelicznik jest
        banalnie prosty - aby zarobić jakieś sensowne pieniądze, trzeba sprzedać
        przynajmniej kilka tysięcy egzemplarzy.
        • zielonamysz Re: Najważniesze chyba pytanie 04.09.06, 19:27
          Procenty rzecz przyjemna ale anjwazniejsze od czego sa procenty i na to trzeba
          zwrocic uwagę.
    • tygrys01 Zysk? - nietrafione pytanie 14.10.06, 23:21
      hemeczka napisała:

      > Ile mozna zarobić z jednej wydanej ksiązki?
      ==================
      Bardziej pierwotnym pytaniem w procesie powstawania książki jest rokowanie, czy
      jest szansa sprzedaży na poziomie osiągnięcia choćby zwrotu kosztów. Niestety
      bardzo ciężko znależć jest fundusze na pokrycie strat. Zamiast patrzeć na
      książkę jak na zwykły towar to zdecydowanie lepiej jest zająć się handlem
      pietruszką.
      Tygrys01
    • wlodekbar Re: Najważniesze chyba pytanie 15.10.06, 03:05
      Ale mozesz tez podpisac inna umowe - na stale honorarium, np. rzedu kilku
      tysiecy. Tyle, ze to od przewidywanego zbytu tez zalezy.
    • marcin.pietraszek Re: Najważniesze chyba pytanie 06.01.07, 23:58
      z tego co kiedyś słyszałem, gdy Szymborska dostała nobla, okazało się, że miała
      podpisaną z wydawnictwem umowę na honorarium, a więc procent od zysku z tego,
      co potem zarobiło wydawnictwo, jej nie objął.

      przeważnie jednak jest to 10% od zysku, co w praktyce oznacza tylko dwie opcje:
      1) zarobisz bardzo mało (może kilkaset złotych)
      2) zarobisz bardzo dużo (np. 100 tys. zł)

      z książkami jest najczęściej tak, że albo dany tytuł stanie się bestsellerem,
      albo się nie liczy wcale lub prawie wcale. rzadko książka sprzedaje
      się "średnio". przynajmniej takie są moje obserwacje.
      • isabelle7 Re: Najważniesze chyba pytanie 08.01.07, 19:09
        hmm a mam takie pytanie. Nie mam kogo zapytac:P
        Jak to jest np coś napiszę i co?
        Dostanę za to honorarium? np 500 zł?
        Dla mnie to ważne. Wydaje mi się, że za trud napisania powinien autor otrzymać
        honorarium, a potem jak się będzie sprzedawać to ten zysk 10%, czy jakoś tak.
        od znajomej wiem, że wydawnictwo nie dało jej nic. Powiedziało, że dostanie coś
        jak to się zwróci. Dostała nagrodę Nike.
        Nic z tego nie rozumiem.

        Nie mogę tracić czasu na przepisywanie, pisanie książek jak tego np potem nikt
        nie wyda lub np nic nie dostane - honorarium. cieszyłabym się z honorarium, bo
        ja teraz potrzebuję pieniążków, a nie kiedyś tam..:)
        dzięki za wszelkie info:)

        A na koniec honorarium jak mniemam zależy od wydawnictw, są takie co nie dają
        nic zapewne:)
        • donatta Re: Najważniesze chyba pytanie 08.01.07, 20:27
          Bo to jest takie przeciąganie liny: wydawnictwo w swoją stronę (żeby zapłacić
          jak najmniej), autor w swoją (żeby zarobić jak najwięcej). Polityka wydawnicza
          jest taka, żeby starać się osiągnąć jak największe zyski jak najmniejszym
          kosztem. Więc wyjdą od minimalnej propozycji, jeżeli autor będzie się stawiał -
          będą podwyższać ofertę. Pytanie, do jakiego momentu będą tak robić. Więc albo
          autor w pewnym momencie mówi pas, bo myśli sobie, że jak będzie żądał więcej to
          nigdy swojej książki nie ujrzy w druku, albo idzie na całość - dopóki nie
          osiągnie wymaganego honorarium (czy procentu od sprzedaży), ryzykując tym samym
          śmiech w żywe oczy i pogrzebane szanse na druk.

          Znajoma miała swoją szansę przy podpisywaniu umowy - jeżeli jej nie
          wykorzystała, może sobie pluć w brodę albo żądać rekompensaty od wydawnictwa
          (co jest możliwe w przypadku, gdy wydawnictwo osiągnęło zyski
          nieproporcjonalnie wysokie w stosunku do zysków autora). Jeżeli jednak nagroda
          nie pociągnęła za sobą zwiększenia sprzedaży, to wiele nie wskóra.
          Nie istnieje poza tym coś takiego, jak wynagrodzenie w momencie kiedy "to się
          zwróci". Umowa precyzuje dokładnie wysokość wynagrodzenia i jego zależność od
          różnych czynników. Znaczy co, znajoma nie podpisywała żadnej umowy?

          A jeśli chodzi o Twój casus: co ma oznaczać przepisywanie, bo zabrzmiało to
          dość dwuznacznie?
          Nikt nie zapewni Ci, że czas jaki straciłaś na pisanie książki zwróci się z
          nadwyżką. Możesz jedynie zacząć pisać (napisać pierwszy rozdział i sporządzić
          konspekt reszty), rozesłać taką próbkę do wydawnictw i czekać na odzew. W
          przypadku pozytywnego, możesz domagać się podpisania umowy, wypłaty zaliczki, a
          potem możesz siąść do pisania ze świadomością, że nic nie tym nie stracisz.
          Pisanie to ruletka - możesz wygrać, możesz przegrać.

          Honoriarium zależy od wydawnictw, ale nie w sensie że jedne dają, a inne nie,
          tylko w sposobie wypłaty, wysokości wynagrodzenia oraz sformułowaniach umowy.
          W jednym wydawnictwie dostaniesz 10% tantiem licząc od 1 sprzedanego
          egzemplarza. Inne da Ci zaliczkę w wysokości kilku tysięcy złotych, którą potem
          będzie odejmowało od Twojego teoretycznego zysku ze sprzedaży. Czyli jeżeli da
          Ci 2000 PLN i puści książkę za 20 zł, a Ty będziesz miała 10 % wartości
          sprzedaży, to zaczniesz zarabiać dopiero po sprzedaży 1000 sztuk książki
          (upraszczając, bo zwykle dochodzą rabaty, upusty, cena hurtowa itp).

          To nie jest zajęcie dla potrzebujących pieniędzy natychmiast - może być, ale
          niektórzy czekają długie lata na pierwszą złotówkę.
          • marcin.pietraszek Re: Najważniesze chyba pytanie 09.01.07, 10:58
            >> Więc wyjdą od minimalnej propozycji, jeżeli autor będzie się stawiał -
            będą podwyższać ofertę

            będą podwyższać, jeśli na autorze im bardzo zależy (czyt. jeśli jest bardzo
            znany). jeśli nie, autor może albo zaakceptować warunki, albo iść się pobujać.

            jeśli ktoś pisze tylko dlatego, że chce szybko zarobić, to znaczy, że wybrał
            dla siebie złą branżę :)
            • donatta Zgadza się, ale ... 09.01.07, 11:16
              ... nie stawiałabym znaku równości pomiędzy sytuacją, w której wydawnictwu
              zależy na autorze a tym, jak bardzo znane nosi on nazwisko.
              Jeżeli wydawca widzi w książce potencjał, to autor może być równie dobrze
              debiutantem. I wcale nie uważam, że przy pierwszej książce trzeba całować
              wydawcę po nogach za sam fakt, że zgodził się wydać naszą książkę. Tak jak
              napisał Skajstop - dobrze wiedzieć, do jakiego pułapu można bezpiecznie skakać,
              ale przecież poskakać sobie zawsze można, nie?
              • skajstop Re: Zgadza się, ale ... 09.01.07, 11:33
                Oj, od całowania nóg to ja jestem daleki :) uważam, że należy walczyć o max.
                stawkę w każdej z wymienionych przeze mnie kategorii.

                Znaku równości nie postawiłem, Donatto.

                Niemniej, nie przesadzałbym też z wiarą, że wydawcy będą się w szalony sposób
                bili o maszynopis debiutanckiej książki kogoś z nas. Owszem, takie historie
                dochodzą z rynku anglosaskiego - ale czy ktoś słyszał o takim przypadku
                (przeliczalnym na pieniądze, a nie w postaci kryptoreklamy samego autora lub
                jego środowiska) w Polsce? Ja, przyznaję, nie. Max. dla debiutanta to szybkie
                wydanie na dobrych warunkach. Ale na tym i tylko na tym, moim zdaniem, polega ów
                "potencjał" dostrzegany przez wydawcę. A resztę, czasem bardzo brutalnie,
                weryfikuje rynek.
                • donatta Re: Zgadza się, ale ... 09.01.07, 11:48
                  Oczywiście, że nie postawiłeś, Skajstopie. Postawił go Marcin i to jemu
                  odpowiadałam :-)

                  Nie wspomniałam też ani słowa o bitwie wydawców o debiutancką książkę, bo to
                  utopijna wizja, choć przyznaję, całkiem przyjemna. Chodzi raczej o uzyskanie
                  przyzwoitych warunków, czasem autorzy zgodzą się na wszystko (nawet dopłatę),
                  byle tylko ujrzeć swoje nazwisko w druku.
                  • skajstop Re: Zgadza się, ale ... 09.01.07, 11:53
                    Aha. To dodam jedno: autorzy i autorki, nawet debiutanci, powinni mieć sztywne
                    stanowisko w jednej sprawie. "To mnie mają płacić, nie ja im." Może być mało,
                    ale to wydawca ma płacić autorowi, nie odwrotnie ;p

                    Tak sądzę, a analiza tego, co wychodzi w inny sposób, czyli totalny brak
                    sukcesów książek wydawanych nakładem własnym (w prozie), skłania mnie do braku
                    elastyczności w tym względzie.
                    • marcin.pietraszek Re: Zgadza się, ale ... 10.01.07, 19:32
                      >>Tak sądzę, a analiza tego, co wychodzi w inny sposób, czyli totalny brak
                      sukcesów książek wydawanych nakładem własnym (w prozie), skłania mnie do braku
                      elastyczności w tym względzie.

                      myślę, że jest wiele powodów, dla których książki wydane własnym sumptem nie
                      odnoszą wielkich sukcesów. myślę, że nie zawsze to musi oznaczać, że takie
                      książki są gorsze. prywatny autor lub 'jednowydaniowy wydawca' nie ma zazwyczaj
                      ani kontaktów, ani środków, by przeprowadzić dobrą promocję. co nie zmienia
                      faktu, że lepiej oddawać się w ręce fachowców ;)
                      • skajstop Re: Zgadza się, ale ... 10.01.07, 19:39
                        Nie uważam, że są gorsze. Uważam, że pomiędzy normalnym wydawnictwem a autorem z
                        50 egz. w ręku istnieje niesamowita przepaść mozliwości, która decyduje o
                        niepowodzeniu tego drugiego.
            • caprissa Re: Najważniesze chyba pytanie 10.01.07, 18:52
              > jeśli ktoś pisze tylko dlatego, że chce szybko zarobić, to znaczy, że wybrał
              > dla siebie złą branżę :)
              haha a aktorki? one w większości marnie grają, ale gdzie one tyle zarobią?
              nigdzie. I dlatego tak ochoczo wciskają się chocby łozkiem aby dostac role
              sprzataczki, sekretarki.
              To szybkie pieniądze. Inni pracują na taką kwotę cały miesiąc labo dłuzej:P
          • skajstop Słówko o negocjacjach 09.01.07, 11:05
            Otóż dobre i udane negocjacje bardzo silnie zależą od... dobrego wywiadu ;p

            Warto orientować się, ile dane wydawnictwo płaci zarówno topowym, jak i
            debiutującym autorom. To pozwala dosyć bezpiecznie zakreślić rozsądną granicę
            oczekiwań i nie przeszarżować.

            Moja rada, o ile pozwolicie: przy pierwszej książce nie ma co szaleć, ważniejsze
            jest jej wydanie niż pieniądze. Bo wydanie książki zmienia status: zawsze można
            już pokazać innemu wydawcy swoją książkę i rozmowę zacząć w innym, znacznie
            lepszym puncie. Już się nie jest debiutantem, już parę osób usłyszało o nas...
            ktoś książkę kupił, komuś się spodobała, może nawet ktoś napisał pozytywna
            recenzję...

            Z tym, że to działa w przypadku debiutu w przyzwoitych wydawnictwach, a nie
            firemce, która z dotacji albo nakładem finansowym autora wypuści 50-200 egz.
            • hophopi Re: Słówko o negocjacjach 09.01.07, 11:32
              > Otóż dobre i udane negocjacje bardzo silnie zależą od... dobrego wywiadu ;p
              >
              > Warto orientować się, ile dane wydawnictwo płaci zarówno topowym, jak i
              > debiutującym autorom. To pozwala dosyć bezpiecznie zakreślić rozsądną granicę
              > oczekiwań i nie przeszarżować.

              taaa, teoria piękna, ino w praktyce do bani.
              jak wiadomo, wszystkie topy i debiuty rzucają się wszem i wobec z wyznaniami o
              zarobkach i stanie majątkowym :/
              • skajstop Re: Słówko o negocjacjach 09.01.07, 11:35
                Hopi, w dzisiejszych realiach pisanie to tylko połowa sukcesu, drugą połowę
                stanowią ów wywiad oraz sensowny marketing autora. Taka karma. Trza się nauczyć.
            • caprissa Re: Słówko o negocjacjach 10.01.07, 18:55
              skajstop napisał:

              > Otóż dobre i udane negocjacje bardzo silnie zależą od... dobrego wywiadu ;p
              >
              > Warto orientować się, ile dane wydawnictwo płaci zarówno topowym, jak i
              > debiutującym autorom. To pozwala dosyć bezpiecznie zakreślić rozsądną granicę
              > oczekiwań i nie przeszarżować.

              właśnie o to pytałam:)Ale jak się tego dowiedzieć, skoro na stronie nie ma
              płac. A autorzy nie mówią ile co
              Może ktoś wie ile płaci WAB, świat książki ? hm:)?
              • caprissa Re: Słówko o negocjacjach 10.01.07, 19:00
                caprissa napisała:

                > skajstop napisał:
                >
                > > Otóż dobre i udane negocjacje bardzo silnie zależą od... dobrego wywiadu
                > ;p
                > >
                > > Warto orientować się, ile dane wydawnictwo płaci zarówno topowym, jak i
                > > debiutującym autorom. To pozwala dosyć bezpiecznie zakreślić rozsądną gra
                > nicę
                > > oczekiwań i nie przeszarżować.
                >
                > właśnie o to pytałam:)Ale jak się tego dowiedzieć, skoro na stronie nie ma
                > płac. A autorzy nie mówią ile co
                > Może ktoś wie ile płaci WAB, świat książki ? hm:)?

                Honorarium za napisanie musi być:) Np ile prądu idzie, kiedy piszemy na
                komputerze książkę:)
                Zatem cena 1000 czy 2000, jest jak najbardziej okey:) W końcu to książka. ktoś
                ją pisał, myślał nad nią. I tak nic nie dać autorowi, a tylko ma być on happy,
                że go wydali:P

                Honore de Balzac pisał dla kasy:P Jak nie miał nic pisał. Jak miał kasę hulał.
                To daje do myślenie:P
                • skajstop Re: Słówko o negocjacjach 10.01.07, 19:40
                  Caprisso, nikt nie płaci za samo pisanie. Płaci się za sukces książki. Zaliczka
                  jest możliwa tylko wtedy, gdy wydawca ma uzasadnione podejrzenie, że odzyska ja
                  ze sprzedaży ksiązki.

                  A ile ktoś zużył prądu, herbaty czy czasu na jej napisanie, naprawdę nikogo nie
                  obchodzi.
                • marcin.pietraszek Re: Słówko o negocjacjach 10.01.07, 19:45
                  zauważ Caprissa, że praca pisarza nie jest (zazwyczaj) pracą na etacie :)
                  na dnie szuflad leżą tysiące, a właściwie milionów napisanych książek, których
                  nikt nigdy nie wydał i nie wyda. wydawnictwa pozostawiły dotychczas z
                  niezapłaconymi rachunkami za prąd miliony autorów. pisali, mając nadzieję, że
                  to się zwróci. zwróciło się, owszem, ale co najwyżej jednemu procentowi spośród
                  piszących. wydawnictwo więc zrobi wystarczającą łaskę debiutującemu autorowi,
                  jeśli w ogóle go wyda. o tym, czy ten autor zarobi na zwrot kosztów zadecyduje
                  rynek.
                  proponuję, żebyśmy o pisaniu myśleli raczej jak o biznesie, ale o takim
                  prawdziwym, a nie z filmów. nie jak o pracy zarobkowej na etacie. pisząc, nie
                  jesteś pracownikiem, jesteś biznesmenem. zarobisz dużo, jeśli ludzie kupią Twój
                  produkt. ale jeśli go nie zechcą, zbankrutujesz.
                  jeśli będziesz mogła mieć pretensje, że nie zwróciły Ci się poniesione koszty,
                  to tylko do czytelników :) - ewentualnie do samej siebie. wydawnictwo nie
                  podzieli się z Tobą pieniędzmi, dopóki ich na Tobie nie zarobi.
    • aadsz Re: Najważniesze chyba pytanie 08.01.07, 20:32
      www.dziennik.krakow.pl/public/?2007/01.06/Kraj/32/32.html
      • okrent9 Re: Najważniesze chyba pytanie 19.01.07, 02:40
        "W archiwach zachowały się rozliczne listy, gdzie daje świadectwo braku środków
        materialnych, jakie mu doskwierały."

        Chyba "jaki mu doskwierał". Brak ów.
      • okrent9 Re: Najważniesze chyba pytanie 19.01.07, 02:47
        "Ogólnie znana kondycja literatury każe większości kolegom i koleżankom z
        daleko posuniętą podejrzliwością spoglądać na tych ludzi słowa, co pieniądze
        mają..."

        Każe większości KOLEGÓW i KOLEŻANEK :\
    • braineater Biznesplan... 19.01.07, 08:53
      1) Wydajesz książkę własnym sumptem - powiedzmy w ilości 1000 egzemplarzy.
      Przyjmijmy optymistycznie, że wzięaś na to kredyt - 5000 pln i wystarczyło.
      2) Wynajmujesz magazyn (przy tej ilości może to być nawet magazynek)
      3) Idziesz do firmy ubezpieczeniowej i wykupujesz polisę pokrywającą straty,
      mogace nastapić w wyniku róznych nieprzewidzianych katastrof. Jesli trafisz na
      pazernych ubezpieczeniowców, to możesz też ubezpieczyc sie na wypadek
      niepowodzenia finansowego Twojego biznesowego przedsięwzięcia. Byś była
      bardziej przekonująca przydałyby się jakies znajomości w wydawnictwach - moga
      być nawet sprzątaczki, byle miały dostę do firmowych pieczatek, które mogłyby
      ci przystawic na standardowych wydawniczych peanach pochwalnych, ze Pani
      ksiązka to arcydzieło i wróżymy sukces, tyle, że Pani nie wydamy, bo mozemy nie
      udźwignąc takiego sukcesu, bośmy zbyt mali. z pięcioma takimi pismami nakręcasz
      bajere w ubezpieczalni i ubezpieczasz swoja ksiązkę, na powiedzmy 50 000pln.
      4) Oddajesz 4 egzemplarze do zaprzyjaźnionych księgarni (faktura) z
      przykazaniem by schowli Twoje dzieło na samym dnie najbardziej ukrytego regału
      i pod żadnym warunkiem nie ważyli sie tego sprzedawać. Po miesiącu rządasz
      zwrotu.
      5) Czekasz z dwa miesiące dla niepoznaki i organizujesz mały pożar w magazynie.
      6) Kasujesz polisy - obie.
      7) Jedziesz na Bahama.

      P:)
      • skajstop Re: Biznesplan... 19.01.07, 08:58
        8. Bahama, bo następne wakacje spędzisz na wolnej stopie, wspierając polskie
        sądownictwo ;p
    • agatakdr sprzedane egzemplarze 24.01.07, 11:17
      A skad autor ma wiedziec, ile egzemlarzy wydawnictwo sprzedalo?? mowia mu 2000
      i placa te, powiedzmy, 10 procent, a naprawde poszlo np. 20.000. Jak to
      sprawdzic?
      z gory dziekuje za opinie
      • skajstop Re: sprzedane egzemplarze 24.01.07, 11:25
        Po pierwsze, rozsądny autor ma wpisaną w umowę możliwość wglądu w papiery w
        zakresie dotyczącym obrotu jego książką. W razie draki to się przydaje :)

        Po drugie, jeżeli wydawca mówi mało, a w innych źródłach twierdzą, że ksiązka to
        hit, autor nabiera podejrzeń - i wtedy sięga po ową możliwość zapisaną w umowie.

        A po trzecie, szuka takiego wydawcy, który albo wydaje się wiarygodny, albo
        postepuje zgodnie z zasadą, że choć okantuje, to mało :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka