Dodaj do ulubionych

do Jahreshki w sprawie terapii

31.03.08, 20:32
Napisz proszę - jesli mozesz- jak wyglądał zapieg, na którym byłaś.
Ja jestem już po trzech zabiegach i nie widzę żadnego efektu -
niestety. Do tego terapia wcale mi sie nie podoba. Najchętniej bym
już tam więcej nie poszła... ale co innego mi pozostało?? Jestem
jednak bardzo ciekawa, czy u Ciebie terapia wyglada podobnie. I
życzę, by Tobie przyniosła znakomite efekty. Mocno trzymam kciuki.
Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • jahreshka opowiadam... 03.04.08, 22:19
      Przepraszam, że tak późno odpisuję.
      O terapii... Cóż, mam lekko mieszane uczucia.
      Poszłam na zabieg z przekonaniem, że to ma mi pomóc i to nie uległo
      zmianie. Nadal wierzę, że migreny pójdą przecz, albo przynajmniej
      się zminimalizują.
      Zadzwoniłam do fizjoterapeuty w czwartek, w czasie ataku. Byłam
      zatem zdeterminowana. W piątek po południu leżałam już na
      fizjoterapeutycznym (?) łóżku. Ale zanim się położyłam, to pan ze
      mną porozmawiał. Wypytał o choroby, o wypadki ewentualne, o
      schorzenia w rodzinie - taki ogólny wywiad. Chciał wiedzieć też, w
      jaki sposób przyszłam na świat (naturalnie, czy przez CC). Potem
      rozmawialiśmy o tych moich migrenach: jak wygląda atak, co i gdzie
      mnie boli, co mi pomaga. I gdyby te rozmowy się skończyły, to pewnie
      byłabym w 100% ukontentowana... W trakcie zabiegu pan - chyba
      niestety - usiłował być psychologiem. Odniosłam wrażenie, że
      brakowało mu umiejętności w tym zakresie, bo czułam się trochę
      niekomfortowo. Jakoś niewprawnie zadawał pytania, a ja nie
      potrafiłam tak z marszu na nie odpowiedzieć. Po drugie nie
      nastawiłam się przecież na analizowanie mojego, jednak szczęśliwego,
      życia pod kątem przyczyn migren. Podkreślę w tym miejscu, że pan
      wcale nie twierdził, że migreny mają podłoże wyłącznie
      psychologiczne. Wykonywał zabieg i ze mną rozmawiał. Miałam chwilami
      wrażenie, że najlepiej byłoby, gdybym "odkryła", że źródłem
      wszelkiego zła jest np. moja teściowa. Wówczas pan fizjoterapeuta
      mógłby mi "doradzić" szczerą rozmowę z nią i wtedy na pewno żyło by
      mi się lżej. A ja szłam w zaparte i broniłam się przed takim
      pójściem na łatwiznę. (Tym bardziej, że moja teściowa jest w
      porządku!)
      Przyznam, że mimo wszystko zadane pytania skłoniły mnie do głębszych
      refleksji na temat mojego okresu dojrzewania i domu, w jakim się
      wychowałam. Doszłam do pewnych wniosków, ale to przecież nie sprawi,
      że pozbędę się migren, prawda?
      Sam zabieg był raczej przyjemny. Fizjoterapeuta najpierw podłożył
      dłonie pod moją głowę - zbadał rytm skurczy czaszki. Kręcił tą moją
      głową w różnych kierunkach i płaszczyznach. Potem sprawdzał powięzi
      w okolicy klatki piersiowej i brzucha. Uciskał je bezboleśnie,
      czujnie reagował na każdą zmianę na mojej twarzy i pytał, czy to
      bolało (a nie bolało). Trudno mi stwierdzić po jakim czasie, ale
      zaczęło mną telepać. Takie dreszcze jakby. Nie ciągłe, określiłabym
      je jako falowe. Biegły jakby centralnie w kierunku klatki piersiowej
      (splotu słonecznego?). Fizjoterapeuta pytał, czy i w jakich
      sytuacjach miałam już takie dreszcze. Po zastanowieniu się (ale to
      już w domu) stwierdziłam, że zdarzało mi się to w stanach bardzo
      silnego zdenerwowania. Pan pytał, czy w czasie wymiotowania tak mną
      telepie i przyznałam, że tak, ale mam wrażenie, że wynika to
      bardziej z nieprzyjemności - nazwijmy je "smakowymi" - związanymi ze
      zwracaniem. Kwasy żołądkowe mało komu smakują...
      No i to tyle. Domyślam się, że to było działanie celowe, bo w miarę
      upływu czasu telepanie stopniowo ustępowało. A trwało to (łącznie z
      rozmową) ponad 2 godziny. Od razu chciałam umówić się na następny
      zabieg, ale pan poprosił mnie najpierw o telefon za 2 dni. Przez ten
      czas miałam się obserwować, mogły pojawić się bóle. Nic nie było.
      Migreny też. Jutro znów idę na terapię :)

      Lenko (i inni), jeśli chcesz jeszcze coś wiedzieć, to pytaj -
      chętnie odpowiem. Czy Twój zabieg wyglądał podobnie? Też jestem
      ciekawa :)
      Serdecznie pozdrawiam i też trzymam kciuki :)
      • lenka.6 Re: opowiadam... 04.04.08, 23:30
        Dziękuję Ci za tak wyczerpujacą odpowiedź. Moje zabiegi wyglądaja
        podobnie. Tyle, że fizjoterapeuta nie rozmawia ze mną podczas całego
        zabiegu, ale tak powiedzmy w drugiej połowie wykręca moje ciało w
        nienaturalny sposób i wtedy się zaczyna... Musze sobie wyobrażać
        różne rzeczy (które nie zawsze jestem w stanie sobie wyobrazić) i
        opowiadać o nich. A potem - czego nie lubię najbardziej - próbuje
        doprowadzić mnie do złości, zebym zaczęła krzyczeć. I muszę bardzo
        głośno krzyczeć, chociaż wcale nie mam takiej potrzeby.
        Ostatnio "zmusił" mnie do opowiedzenia o takim smutnym wydarzeniu z
        mojego dzieciństwa. Nie chciaam tego robić, nie czułam się z tym
        dobrze. On przecież nie jest psychologiem!!! Jakos straciłam
        przekonanie. Tym bardziej, ze jestem juz po 4 zabiegach i nie widze
        żadnej różnicy jeśli chodzi o ból. Wciąż boli tak samo często, tak
        samo mocno. No nic sie nie zmieniło (poza grubością portfela
        niestety) A najgorzej, że ostatnio poszłam do niego właśnie w
        trakcie bólu. Powiedział, że postara sie mi pomóc. A efekt był taki,
        że wróciłam do domu z wiekszym bólem, niż przed zabiegiem. I co ja
        mam teraz o tym mysleć? I czy powinnam tam jeszcze pójść? jak już
        wspomniałam, zupełnie straciłam przekonanie :(
        Życzę Tobie większego zadowolenia z terapii, a przede wszystkim
        pozytywnych efektów. Pozdrawiam
        • minniemouse Re: opowiadam... 05.04.08, 11:00
          Lenko - zawsze wierz swojemu instynktowi,
          pan powienien wiedziec chocby tyle ze ze w migrenie krzyk moze
          wywolac napad. krzyk bowiem to jest fizyczny wysilek, wystarczajaco
          silny dla niektorych aby zaczal sie atak.

          radzilabym sprobowac tej terapii jeszcze raz ale tylko z kims z kim
          bedziesz sie czula 100% komfortowo, wiec szukaj az do skutku i
          absolutnie nie miej do siebie pretensji ze "wybrednie przebierasz" -
          to twoje zdrowie i twoje pieniadze.

          Jareshka:
          ""Przyznam, że mimo wszystko zadane pytania skłoniły mnie do
          głębszych refleksji na temat mojego okresu dojrzewania i domu, w
          jakim się wychowałam. Doszłam do pewnych wniosków, ale to przecież
          nie sprawi, że pozbędę się migren, prawda?""

          W analizowaniu swojej przeszlosci nie ma nic zlego a nawet dzieki
          temu mozna stac sie silniejszym psychicznie czlowiekiem. Ale
          rzeczywscie gdyby to wystarczylo to nie byloby tylu nas cierpiacych.
          jak rowniez na tej zasadzie ci wszyscy ktorzy urodzili sie np w
          Angoli i w wieku kilku lat zostali sierotami, powinni pozniej miec
          miegamigreny a nie maja. tzn na pewno nie wszyscy.
          fajnie za masz do swojego terapeuty rozsadne podejscie. jak nie
          pomoze w migrenie to moze chociaz emocjonalnie :)


          zycze aby wam obu terapie przyniosly jednak naprawde super wyniki.

          Minnie
        • jahreshka opowiadam2... 05.04.08, 22:19
          Lenko, podpiszę się pod tym co napisała Minnie. Moim zdaniem
          powinnaś poszukać innego miejsca. Krzyk, a przecież i stres, który
          pojawia się u Ciebie w czasie zabiegu, może być powodem migreny (u
          mnie np. tak się czasem zdarza). Zatem powinno się - w miarę
          możliwości - unikać takich miejsc, ludzi itp.
          Uważam, że wiara w to, że terapia pomoże to 50% sukcesu. Ty
          wierzyłaś, bo spróbowałaś tego sposobu na ratunek. Teraz zwątpiłaś,
          a terapeuta nie pomógł Ci tej wiary "zbudować". Wyjść jest kilka:
          możesz porozmawiać z terapeutą o tym, co Ci się nie podoba. Możesz
          też rzeczywiście zmienić miejsce terapii.
          Mój fizjoterapeuta na koniec pierwszej sesji powiedział, że to ja
          będę decydować, czy będziemy więcej rozmawiać, czy nie.
          Lenko, spróbuj być bardziej asertywna. Ja rozumiem, że jak się idzie
          do lekarza, to czasem coś nam nie podchodzi, ale tłumaczymy sobie,
          że tak pewnie trzeba. Jednak uważam, że warto dać znać leczącemu, że
          coś nam się stanowczo nie podoba. Gdy siedzisz na fotelu
          dentystycznym i podskakujesz z bólu, dentysta przerywa "gnębienie".
          Reaguje. Bo widzi, co się dzieje. Może Twój terapeuta w ogóle nie
          wie, że coś się denerwuje?
          No, to się powymądrzałam.

          A teraz opiszę, jak wyglądała moja druga wizyta.
          Zaczęło się od pytania, czy jakieś bóle się pojawiły (od jednego do
          drugiego zabiegu minął równo tydzień). Nic nie było. Jedynie kark
          mnie leciutko pobolewał - pan stwierdził, że to po zabiegu właśnie.
          Potem sprawdzał rytm czaszkowy i znów kręcił moją głową. Uciskał
          mnie w tych samych miejscach, co poprzednio. Trochę rozmawialiśmy -
          raczej bezstresowo. Nagle zauważyłam, że terapeuta zakłada lateksową
          rękawiczkę jednorazową. Oczy miałam jak 5 zł!! Stwierdził, że
          prędzej czy później musiało to nastąpić. A owe "TO" okazało się
          masowaniem powięzi w... jamie ustnej. Pan szczególnie skupił się na
          końcówce prawej górnej szczęki (opowiadałam, że podczas ataku
          najczęście boli mnie za prawym oczodołem). Następnie baaardzo
          delikatnie rozpierał górną szczękę (prawie nie czułam), a potem
          uciskał palcem jakiś punkt na podniebieniu. Przyznam się bez bicia,
          że co chwila musieliśmy przerywać, bo miałam napady śmiechu :) Nie,
          żeby to terapia powodowała... Po prostu jak sobie wyobrażałm, jak w
          tamtej chwili wyglądałam, skręcało mnie ze śmiechu :) A mi naprawdę
          niewiele trzeba... Po drugie zdarza mi się śmiechem reagować na
          stres, a tu mnie facet kompletnie zaskoczył. Tego się po prostu nie
          spodziewałam! :D
          Na koniec pan znów sprawdził głowę i stwierdził, że jest ok. Mam się
          z nim skontaktować za 2 tygodnie. Wtedy podejmiemy decyzję o dalszej
          terapii.
          Może już jestem uleczona?? :D Będę się obserwować. Dziś np.
          zaatakowały mnie zapachy przy sprzątaniu łazienki i przez chwilę
          myślałam, że terapię szlag trafił, ale się wybroniłam i M nie
          nadeszła. Zobaczymy, co będzie dalej.

          Pozdrawiam wszystkich serdecznie i życzę wiadomo czego!
          • lenka.6 Re: opowiadam2... 07.04.08, 23:48
            Dziękuję wam bardzo za zainteresowanie moim dylematem. Pomogłyście
            mi podjąć decyzję. Potrzebowałam takich słów :) Jeszcze raz wielkie
            dzięki. A Ty Jahreshjo pisz koniecznie o postępach Twojej terapii.
            Trzymam kciuki, żeby Tobie się udało. Pozdrawiam wszystkich
            serdecznie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka