ignorant11
21.02.04, 23:15
Sława!
http://www.wprost.pl/ar/?O=56386
Chemiczny Olek
Tygodnik "Wprost", Nr 1108 (22 lutego 2004)
Reporterzy "Wprost" na tropie broni chemicznej Aleksandra Łukaszenki
Trzysta kilometrów od granicy Polski może się znajdować broń chemiczna.
Reporterzy "Wprost" odkryli tajemnicze magazyny białoruskiej armii w
miejscowości Staryja Darohi. W ich pobliżu znaleźliśmy skażony sprzęt drużyny
obrony przeciwchemicznej. Zaobserwowaliśmy też kolumny ciężkich pojazdów
transportowych, których wygląd zaniepokoił pytanych przez nas ekspertów
wojskowych. Czterdzieści kilometrów od Starych Daroh rozlokowane są rakiety,
którymi można przenosić broń chemiczną. Były żołnierz sił specjalnych
wyjaśniający z nami tajemnice bazy w Starych Darohach zginął w niejasnych
okolicznościach.
Co odkryliśmy w bazie wojsk chemicznych?
Kilka miesięcy temu razem z białoruskim dziennikarzem Wasilem Siemaszką
(publikował m.in. w dzienniku "Biełoruskaja Diełowaja Gazieta")
skontaktowaliśmy się z Pawłem Szegunowem. W czasach sowieckich był żołnierzem
wojsk KGB, specjalizującym się w kontrwywiadowczej osłonie środków
transportu. W latach 1988-1991 Szegunow służył w jednostce specjalnej KGB
Tantal. Służba skończyła się tym, że postawiono go przed wojskowym sądem i na
podstawie spreparowanych materiałów skazano (w tajnym procesie) na piętnaście
lat więzienia. Na wolność wyszedł po dziesięciu latach. Kiedy siedział w
więzieniu, wielu jego kolegów z oddziału zmarło w nie wyjaśnionych
okolicznościach. Nie żyje też już śledczy, który prowadził dochodzenie w
sprawie Szegunowa - jego zwłoki, ze skręconym karkiem, wyłowiono z rzeki.
Przez kilka tygodni razem z Szegunowem śledziliśmy dziwne ruchy wojsk wokół
jednostki w miejscowości Staryja Darohi, położonej ponad sto kilometrów na
południowy wschód od Mińska. Zainteresowały nas kolumny złożone z nieznanego
typu ciężkich pojazdów wojskowych, przemieszczające się drogą między
jednostką wojsk przeciwchemicznych w Starych Darohach (dowodzoną przez płk.
Olega Bołotkę) a bazą sił powietrznych w Maczuliszczach pod Mińskiem. W
Starych Darohach, które są nieoficjalnym centrum białoruskich wojsk
przeciwchemicznych, znajduje się 8. Warszawski Pułk Wojsk RChB (obrony
radiologicznej, chemicznej i biologicznej). W połowie lat 80. pułk ten
uczestniczył w usuwaniu skażeń wywołanych eksplozją reaktora jądrowego
elektrowni w Czarnobylu na Ukrainie. Pułk liczący około 400 żołnierzy podlega
naczelnemu dowództwu sił zbrojnych Białorusi. W Starych Darohach rozlokowane
są jeszcze trzy inne jednostki: 602. baza remontu i składowania wojsk RChB,
288. centralna baza rezerwy technicznej i 1734. baza samochodowa (łącznie
około 310 żołnierzy).
- Jednostka obrony przeciwchemicznej w Starych Darohach utrzymywana jest w
stanie gotowości bojowej na wszelki wypadek - uważa Andrzej Kiński, redaktor
naczelny "Nowej Techniki Wojskowej". Jego zdaniem, wskazówką do
rozszyfrowania prawdziwej roli tego garnizonu może być bliskie sąsiedztwo
jednostki rakiet taktycznych lub technicznej bazy polowej wojsk rakietowych.
W odległości około 40 km od Starych Daroh, w miejscowości Asipowicze,
rozlokowana jest brygada rakiet taktycznych. Stacjonuje tam centralna grupa
wsparcia rezerwy naczelnego dowództwa - łącznie ponad 2 tys. żołnierzy.
Podlega ona bezpośrednio ministrowi obrony w Mińsku, podobnie jak garnizon w
Starych Darohach. Kiński nie wykluczył, że w warunkach mobilizacyjnego
rozwinięcia (osiągnięcie stanu najwyższej gotowości bojowej po ogłoszeniu
mobilizacji) do jednostki w Asipowiczach mają trafić środki specjalnego
przeznaczenia, które mogą być przechowywane w bazie w Starych Darohach.
Ładunek specjalny
Szegunowowi i Siemaszce udało się sfotografować zarówno jednostkę w Starych
Darohach, jak i tajemnicze konwoje. Bazę chroni potrójny płot z drutem
kolczastym. Co sto metrów stoją masywne wieże strażnicze. Przy wejściu na
teren jednostki żołnierzom odbierane są wszelkiego rodzaju materiały łatwo
palne, np. zapałki i papierosy, czego raczej nie praktykuje się na przykład w
składach paliw. Między jednostką wojsk chemicznych a bazą lotniczą w
Maczuliszczach poruszała się kolumna sześciu ciężkich pojazdów. Dowodził nią
podpułkownik jeżdżący samochodem GAZ 66 razem z grupą oficerów. Wiele
wskazuje na to, że ochronę konwoju oprócz mundurowych stanowili też cywile
(najprawdopodobniej z KGB). Nad kolumną pojazdów leciał również śmigłowiec
szturmowy Mi-24, prawdopodobnie zabezpieczający z powietrza przejazd konwoju.
Wykonanie szczegółowej dokumentacji było możliwe dzięki profesjonalnemu
kamuflażowi, jaki zapewniała furgonetka w barwach przypominających wojskowe
auta. Pozycję najważniejszych obiektów na szlaku śledzonej przez nas kolumny
ustalaliśmy za pomocą satelitarnego nawigatora GPS.
Eksperci z wojsk obrony przeciwchemicznej byli wyraźnie zaniepokojeni
widocznymi na fotografiach ciężkimi pojazdami Kamaz. Ich uwagę zwróciła niska
część ładunkowa za kabiną kierowcy. - Nie jest to żadna znana mi instalacja
do odkażania i dezaktywacji - mówi gen. Władysław Karcz, były szef wojsk
obrony przeciwchemicznej. Jego zdaniem, sfotografowane pojazdy mogą być
cysternami ze specjalnym zabezpieczeniem, przeznaczonymi do przewozu
szczególnie niebezpiecznych chemikaliów. Inny ekspert, absolwent moskiewskiej
akademii wojsk obrony przeciwchemicznej, zwrócił uwagę na nie znaną w
jednostkach chemicznych strukturę cysterny, podzielonej na kilka (cztery,
pięć) segmentów, z niewielkimi otworami.
Wszystkie pojazdy miały wzmocnione podwozia i wyposażone były w anteny,
podobne do tych, które instaluje się na czołgach. Paweł Szegunow ocenił ich
zasięg na 150 km (podłączone do systemu z nadajnikiem macierzystym mają
kilkakrotnie większy zasięg). - Jeżeli pojazdy rzeczywiście służą do przewozu
szczególnie niebezpiecznych substancji, to wyposażenie ich w środki łączności
o zwiększonym zasięgu jest w pełni uzasadnione - mówi gen. Karcz. Według
byłego oficera KGB, kamazy sfotografowane przez nas w Starych Darohach
przystosowano do przewożenia drogą powietrzną - w ciężkich samolotach
transportowych lub śmigłowcach Mi-26.
Na trasie Staryja Darohi - Słuck, przy której znajduje się sfotografowana
przez nas jednostka, Siemaszka i Szegunow widzieli kolumnę żołnierzy w
mundurach maskujących. Napotkany później żołnierz poinformował nas, że w
jednostce znajdują się wojska podległe białoruskiemu MSW. - Jeżeli obecność
pododdziałów MSW w Starych Darohach potwierdziłaby się, mogłoby to oznaczać,
że w bazie znajdują się środki wymagające wzmocnionej ochrony - uważa gen.
Władysław Karcz. Podstawowym zadaniem wojsk MSW Białorusi, oprócz tłumienia
antyprezydenckich demonstracji, jest ochrona konwojów z ładunkami specjalnego
znaczenia. Paweł Szegunow, w przeszłości specjalista od kontrwywiadu
transportowego, twierdził, że zanim wojska MSW wyruszą z ważnym ładunkiem,
wysyłają czasem fałszywe transporty. Tego typu triki oraz stały ruch
wojskowych kolumn pieszych i zmotoryzowanych utrudniają wytropienie ładunku
zarówno przez satelitę, jak i metodami klasycznego wywiadu.
Zdjęcia wojskowych pojazdów pokazaliśmy dyplomatom białoruskim akredytowanym
w Warszawie. - Nasz attaché obronny ppłk Wiktor Chowański powiedział, że
najprawdopodobniej służą one do przewożenia paliwa - stwierdził Wsiewołod
Głuszkow, I sekretarz ambasady Białorusi. Jego zdaniem, napisy "Benzina A-76"
znajdujące się na wentylatorach podziemnych zbiorników (widoczne na jednej z
fotografii) jednoznacznie wskazują na to, że pojazdami przewożono paliwo.
Szegunow ocenił jako mało prawdopodobne, żeby lotnisko w Maczuliszczach było
zaopatrywane w paliwo z oddalonej o 140--150 km bazy w Starych Darohach.
Zabójczy wyciek?
W lesie, kilkaset metrów od bazy wojskowej w Starych Darohach, Siemaszka i
Szegunow znaleźli resztki płaszczy ochronnych i maski (po sied