fedorczyk4
28.04.11, 16:49
To nie jest w żaden sposób ograniczający temat. Może dotyczyć wszystkiego co nas prześladuje w taki czy inny sposób.
Nsunął mi sie po przejechaniu z Ursynowa do Konstancina. Dawno nie jechałam do Konstacina i po prostu zamarłam. I jadąc do i wracąc z.
Może nawet tak by mną to nie wstrząsneło gdyby nie le Mąż. Woziłam go do Konstancina przez kilka lat z różnych powodów. Potem przestaliśmy tamtędy i tam jeździć. Ta przerwa trwała na moje oko cztery do pięciu lat. I w związku z chrzcinami Daduczki pokonaliśmy ją znowu w tę i spowrotem. I zabiło nas. Koszmares osiedli po dwóch stronach drogi, jakby ulepionych z klocków Lego, ale przez autystyczne i daltonistyczne dziecko, koszmares zamkniętych osiedli w samym Konstancinie, osiedli w których ludzie tworzą sobie na własny użytek getta, bo inaczej nie umiem tego nazwać. Le Mąż powiedział- To jest wbrew naturze, to jest autodestrukcja w zwolnionym tempie.
A ja niestety mam wrażenie (zwłaszcza słuchając wystąpień sejmowych), ze my właśnie do tro dązymy. Do autodestrukcji. Poprzez brzydotę promowaną, poprzez chamstwo dotowane, poprzez język który zabija.