kanoka 16.10.04, 10:45 Właśnie skończyłam czytać na Onecie artykuł Jana Piasecznego " Śmiertelna tęsknota za igloo" kiosk.onet.pl/art.asp?DB=162&ITEM=1195092&KAT=241 Czy możecie coś napisać na ten temat? Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
foxal Re: Prośba do Kanadyjczyków 16.10.04, 15:18 Kanoko, Co chcialabys wiecej wiedziec o polnocy Kanady, Eskimosach oraz o "igloo's. Artykul opisuje warunki mlodych ludzi, ktorzy sa zepsuci televizja poludnia, bo programy odbieraja przez satelite oraz maja wlasna stacje TV i nadaja to co uwazaja za stosowne dla swoich ludzi. Rzad Federalny finasuje ichnie stacje TV a jaka korzysc to przynosi, to juz jest inna sprawa. Ilosc samobojstw w USA i Kanady w niektorych rejonach jest rowniez duza wsrod mlodziezy, ktora nie cierpi na brak warunkow do zycia - cierpi na brak wlasnego celu w zyciu - nie potrafia sie znalesc. Ci co popelniaja samobojstwo, to sa jednostki dla ktorych to co maja nie daje im tego co uwazaja, ze powinni miec i nie widza sensu dalszego zycia, wiec go skracaja. W duzej mierze uzaleznienie sie od chemikaliow (drugs) powoduje krotkowzrocznosc perspektyw osobistych z braku pieniedzy, ktore sa potrzebne na utrzymanie przyjetego stylu zycia. Ilosc tych samobojstw wsrod Inuit jest miejscami wieksza niz gdzie indziej, ale takie zjawiska maja miejsce rowniez w innych czesciach globu. Mlodzi ludzie patrza na dostarczane programy TV jako rzeczywistosc poludniowcow, nie rozumiejac tego, ze to jest sztucznie stworzone dla rozrywki. Takie zjawiska sa rowniez wsrod bialych nie tylko na polnocy ale rowniez na poludniu w rejonach najwiekszego bogactwa. Tworcy tych programow nie chca przyznac sie do tego, ze powoduja takie odchylenia w psychice mlodych ludzi, ktorzy nie potrafia odroznic produkcji wyobrazni Hollywood'u od rzeczywistosci, gdzie rodzice borykaja sie z utrzymanie wybranego sobie standardu zycia. Mysle, ze tego rodzaju zachowania mialy miejsce wszedzie dawniej i maja miejsce teraz, gdzie rodzice sami nie potrafia znalezc granice miedzy dobrem swojego dziecka a ich mozliwosciami finasowymi. Mysle, ze artykul jest za bardzo uwypulajacy niedole mieszkancow polnocy i jest przygotowany dla polskiej publicznosci, ktora moze nie cierpi na podobne braki. Odpowiedz Link
kanoka Re: Prośba do Kanadyjczyków 16.10.04, 16:58 Po przeczytaniu artykułu, odniosłam wrażenie, że Eskimosi jakoś się zagubili w tej cywilizacji białego człowieka. "...Inuici, oderwani często nagle i przemocą od dawnego trybu życia, nie potrafią przystosować się do cywilizacji, w której liczy się już nie zwierzyna ubita na łowach, lecz pieniądze. Niewiele chyba narodów musiało w tak szybkim tempie przetrwać tak radykalne zmiany jak rodzimi mieszkańcy arktycznych regionów Kanady...." Czytając artykuł, w którym autor pisze o wysokich nakładach finansowych Kanady na rzecz Inuitów, a jednocześnie"... Simeon Tshakapesh, jeden z przywódców społeczności Innu na półwyspie Labrador, oskarżył na początku października br. władze federalne i stanowe o bezczynność i hipokryzję...", zastanawiam się, jak widzą całość tego problemu biali Kanadyjczycy? Czy problem "niedopasowania cywilizacyjnego", jest w ogóle rozwiązywalny? Może to temat na osobny wątek (Aborygeni,Romowie,Indianie, itp)? Odpowiedz Link
onkwe Re: Prośba do Kanadyjczyków 16.10.04, 17:17 Mysle ze moge dorzucic niejeden kamyczek do tego ogrodka. Chetnie wyjasnie niektore problemy poruszane w artykule i nie tylko. Mam rowniez ochote popolemizowac z foxalem..)..Ale niestety, teraz obowiazki wzywaja. Zajrze tu pozniej i wypowiem sie takze w imieniu "Bialych Kanadyjczykow" .. Odpowiedz Link
onkwe Re: Prośba do Kanadyjczyków 16.10.04, 19:42 Jestem na chwilke. Pare luznych uwag po przeczytaniu artykulu na onecie. Otoz, wydaje mi sie za autor po prostu zrobil tu sensacyjna kompilacje jakiegos jednego angielskojezycznego zrodla, zbytnio nie wchodzac w glebie zagadnienia. Skupil sie na problemie, na jednostkowym niemal przykladzie miejscowosci Qikiqtarjuaq, ktora "poszczycic" sie moze najwyzszym skaznikiem samobojstw wsrod spolecznosci Inuit.Co wedlug mnie umknelo Panu Piasecznemu, to fakt iz spolecznosci tubylcze od kilku lat bardzo preznie zaczely prowadzic akcje prewencyjne, nie czekajac na pomoc rzadu. Owszem, jest o tym wzmianka w artykule, ale mysle, ze za malo zostalo powiedziane na temat ogranizacji samorzadowych, rodzicow, nauczycieli, starszyzny pleminnej i dzialaczy, ktorzy wyszli z inicjatywa i stworzyli wiele ciekawych programow opartych glownie na kulturowo im bliskich podwalinach, bazujacych na tradycycji i zwyczajach Inuit, a ktore powoli zaczynaja przynosic pozytywne rezultaty. Jest to swiatelko w tunelu. O prewencji, zmianach a takze przyczynach istniejacego stanu rzeczy chetnie napisze wiecej, jako ze tematyka ta jest mi szczegolnie bliska. Foxal, czy sadzisz ze telewizja, jako zjawisko i narzedzie "szatana z poludnia" jest zrodlem wszelkiego zla w spolecznosciach na Dalekiej Polnocy Kanady? Tak przynajmniej wynika z Twojej wypowiedzi. Moze sie nie orientujesz, ale istnieje wiele stacji lokalnych a takze sponsorowanych przez rzad federalny glownie emitujacych programy z mysla o ludnosci tubylczej. Sa to naprawde popularne i o wysokiej ogladalnosci, kanaly. Wiele interesujacych, biezacych spraw w nich jest poruszanych, a dotyczacych bolaczek i problemow tutejszych spolecznosci indianskich, metyskich ( ? nie wiem czy dobrze odmieniam ) oraz inuckich... cdn. Odpowiedz Link
onkwe Re: Prośba do Kanadyjczyków 16.10.04, 19:59 cd... rzad federalny sponsoruje rowniez stacje i programy mniejszosci narodowych. Takze polskie. Jakos nie widze w nich za duzo wplywow i "dyktatury" czy "cenzury" jesli chodzi o tresci. Analogicznie trudno mi zauwazyc kontrolowanie , o ktorym wspomina foxal, w programach tworzonych przez i dla spolecznosci indiansko/eskimoskich. Natomiast dostrzegam i pochwalam rozlegla tematyke, roznorodnosc przedstawianych tam problemow, skierowanych do odbiorcow w roznych przedzialach wiekowych i o roznych zyciowych doswiadczeniach, na roznym poziomie oraz samodzielnosc i kreatywnosc "tubylczych" tworcow, ktorzy swietnie znaja lokalne realia. Odpowiedz Link
warum Re: Prośba do Kanadyjczyków 16.10.04, 20:21 Uwazam O.,ze temat jest bardziej ogolny /dlaczego wzrasta ilosc samobojstw mlodych ludzi / ale jak chcesz przyblizyc Kanade z tej strony - to chetnie poczytam. O ile nie powstanie kolejna "zimna wojna" jak w sprawie fok. Na szczescie nikt z nas nie jest Eskimosem/? wiec mozemy porozmawiac przez ocean jak rowny z rownym. Opisz co robi rzad,jakie sa programy i na co zwracac uwage. Odpowiedz Link
onkwe Re: Prośba do Kanadyjczyków 16.10.04, 20:38 warum napisała: > Uwazam O.,ze temat jest bardziej ogolny /dlaczego wzrasta ilosc samobojstw > mlodych ludzi / ale jak chcesz przyblizyc Kanade z tej strony - to chetnie > poczytam. O ile nie powstanie kolejna "zimna wojna" jak w sprawie fok. Na > szczescie nikt z nas nie jest Eskimosem/? wiec mozemy porozmawiac przez ocean > jak rowny z rownym. Opisz co robi rzad,jakie sa programy i na co zwracac uwage. ------- A dlaczego nie "zimna wojna" , jesli jest to konstruktywna polemika, jak mialo to miejsce na "fokach", a nie obrzucanie sie inwektywami, lub czatowanie w temacie w miare powaznym o menu i pogodzie )... Dlaczego mowisz "na szczescie" ? Czyzbys sugerowala ze ludzie emocjonalnie i personalnie zaangazowani traca poczucie obiektywizmu? W takim razie warto innym okiem spojrzec na wszystkie dyskusje dotyczace spraw dziejacych sie w kraju..) Ja tu jeszcze wroce, na razie musze niestety ulotnic sie na czas jakis.. Odpowiedz Link
warum Re: Prośba do Kanadyjczyków 16.10.04, 20:44 Ja nie praktykuje "zimnych wojen"I cierpliwie poczekam az znajdziesz czas,zeby porozmawiac i wymienic poglady. Ludzie "zaangazowani" nie maja obiektywnego spojrzenia, bo oni sa juz "za" .Ale maja te wlasna ocene sytuacji i dlatego kazde zdanie jest cenne, bo wyjasnia, przybliza albo oddala. Odpowiedz Link
maryna04 Re: Prośba do Kanadyjczyków 17.10.04, 00:03 Przeczytalam artykul, zabieram glos oczywiscie nie kwestii merytorycznej, ale w sprawie jak wszelkie artykuly, reportaze maja sie do rzeczywistosci. Kazdy z nas na pewno mial taka sytuacje, ze czyta cos, o czym akurat wie na pewno i to ma sie bardzo daleko do rzeczywistosci. Przeczytalam dziesiatki artykulow o Ameryce, sa sprawy, w ktorych jestem zorientowana doskonale i rece opadaja co sie czyta. A wszelkie ciekawostki "naukowe, medyczne, socjologiczne":, czytam nieraz "Wprost" i po prostu nie moge strawic tej sensacyjnej nuty i pewnosc stwierdzen. Czytalam kilka wywiadow, czy artykulow z gwiazda i o gwiezdzie polskiej zurnalistyki za granica. Tak sie sklada, ze jestem bardzo dobrze zorientowana w temacie. Wlasciwie poza imieniem i nazwiskiem trudno by rozpoznac tego czlowieka. Odruchowo slowo drukowane wydaje nam sie wiarygodne, a trzeba byc z tym bardzo ostroznym. Nieraz obrazamy sie, ze brednie pisza o nas zagraniczni dziennikarze w swoich artykulach, polscy robia to samo w stosunku do zagranicy. Gdzie te czasy, ktore opisywal Wankowicz, kiedy jego corka wydzwaniala do Kairu , czy mozna tam spotkac kogos z niebieskimi oczami, bo takie zdanie mialo ukazac sie w reportazu. Odpowiedz Link
kanoka Re: Prośba do Kanadyjczyków 17.10.04, 10:03 Masz rację Maryno. Dlatego poprosiłam Kanadyjczyków o wypowiedź, żeby móc odsiać ziarno od plewy. Ale jak tak czytam, to myślę,że chyba rzeczywiście,problem "niedopasowania cywilizacyjnego" nie jest prosty do rozwiązania, bo jak napisał Foxal: "Zeby temat dobrze zrozumiec to nalezy wrocic do historii intencji bialych skolonizowania tych terenow, opory miejscowych, oraz wszelkie usilowania naprawy sytuacji, gdzie przez naprawe zwyklo sie rozumiec "nasza naprawe", czego miejscowi nie chetnie to przyjmuja ze swoich im wiadomych powodow.... ....problemy narastaly juz od pierwszych prob nawrocenia miejscowej ludnosci pierwotnie uwazanych za "saviges" - dzikusow. Wielkie szkody poczyniono przy wpajaniu im naszych wartosci materialnych i duchowych i obecnie wszyscy zbieraja plony tej archaicznej polityki kolonizacji calej Ameryki a Polnocy w szczegolnosci" Dlatego myślę, że pomimo najlepszych chęci dziś, wczorajsze błędy są nie do naprawienia....I to jest chyba problem wszystkich terenów, na które przed wiekami dotarł "biały człowiek" i zastał tam rodzimych mieszkańców, "zapóźnionych cywilizacyjnie?", których zaczął przerabiać na swoje kopyto... Odpowiedz Link
ertes Re: Prośba do Kanadyjczyków 17.10.04, 16:07 Nie oszukujmy sie. Problem niedopasowania cywilizacyjnego jak to okreslasz jest problemem wymuszonym przez lata zmuszania tych ludzi do zycia wedlug czyjegos widzimisie. Bardzo dobry artykul. Rzad Kanady ma ogolnie ich gdzies co uwazam jest i tak lepiej po latach wysiedlania, przesiedlania i narzucania swojej woli. Bardzo czarna plama w historii Kanady Odpowiedz Link
foxal Re: Prośba do Kanadyjczyków 17.10.04, 00:03 Foxal, czy sadzisz ze telewizja, jako zjawisko i narzedzie "szatana z poludnia" jest zrodlem wszelkiego zla w spolecznosciach na Dalekiej Polnocy Kanady? Tak przynajmniej wynika z Twojej wypowiedzi. Onkwe, Byc moze tak wynika z mojego tekstu, ale nie chcialem sie wdawac w szczegoly przyczyn obecnego stanu rzeczy, bo to jest historia rozwoju sytuacji ludnosci Polnocy, ktora nie zawsze brzmi tak jak autor ten czy inny chce przedstawic spoleczenstwu kanadyjskiemu, ktore nie zawsze jest zorientowane co w trawie piszczy. Podczas swojej pracy mialem okazje miec kontakt z Indianami i z Eskimosami i widzialem na wlasne oczy co tam sie dzieje z mlodzieza, a dzieje sie to czego czesc ich rodzicow wcale tego nie popiera. Roznica pogladow na rozwiazywanie tych problemow jest tak rozbiezna jak rozbiezne sa charaktery ludzi w to rozwiazywanie za-angazowanych. Politycy na gorze chcieli by sie tego prblemu pozbyc, ale co by nie zaproponowali to adresaci maj inne zdanie a mlodziez ma to wszystko tam gdzie slonce nie dochodzi - zwlaszcza na Polnocy. Jedno napewno mozna powiedziec, ze przy obecnym rozwoju komunikacji TV, Radio oraz transport lotniczy wiecej informacji dociera niz to mialo miejsce np 100 czy 50 lat temu, a te problemy narastaly juz od pierwszych prob nawrocenia miejscowej ludnosci pierwotnie uwazanych za "saviges" - dzikusow. Wielkie szkody poczyniono przy wpajaniu im naszych wartosci materialnych i duchowych i obecnie wszyscy zbieraja plony tej archaicznej polityki kolonizacji calej Ameryki a Polnocy w szczegolnosci. Onkwe, o ilosci stacji TV ogolnie sie rientuje a moje bezposrednie kontakty datuja sie z okresu kiedy posiadali jedynie swoje Radiostacje, bo Tv zainstalowano im nieco pozniej. Ogladalnosc ich programow przygotowanych przez nich samych jest "pewnie" taka sama, jak wsrod bialych - mam tu na mysli wiadomosci kierowane do mlodziezy, ktora ma swoje zdanie, nie koniecznie lub przewaznie nie zgodne z doroslymi, nie mowiac o negatywnym wplywie bialych na ich sposob myslenia. Osobiscie nigdy nie angazowalem sie w analize ogladalnosci tych ichnich programow, moge tylko powiedziec, ze gdyby mialy tak duzy wplyw jak im przypisujesz to napewno nie pisalibysmy o wspolczesnych problemach samobojstw wsrod ichniej mlodziezy - chyba ze sie myle. Zeby temat dobrze zrozumiec to nalezy wrocic do historii intencji bialych skolonizowania tych terenow, opory miejscowych, oraz wszelkie usilowania naprawy sytuacji, gdzie przez naprawe zwyklo sie rozumiec "nasza naprawe", czego miejscowi nie chetnie to przyjmuja ze swoich im wiadomych powodow. Mmnie sie wydaje, ze to jest "socjalna kwadratura kola", ktore nie da sie tak latwo rozwiazac, choc kazdemu sie wydaje (tj rzadowi i miejscowym przywodcom), ze wie jak to zrobic, ale co by nie zrobili, to po czasie okazuje sie, ze to jeszcze nie to i trzeba rozpoczynac od poczatku, o czym autor artykulu nic nie napisal. Odpowiedz Link
onkwe Re: Prośba do Kanadyjczyków 01.11.04, 06:26 Powracam po dluzszej nieobecnosci, by podjac temat i dorzucic pare slow komentarza. foxal napisał: > Byc moze tak wynika z mojego tekstu, ale nie chcialem sie wdawac w szczegoly > przyczyn obecnego stanu rzeczy, bo to jest historia rozwoju sytuacji ludnosci > Polnocy, ktora nie zawsze brzmi tak jak autor ten czy inny chce przedstawic > spoleczenstwu kanadyjskiemu, ktore nie zawsze jest zorientowane co w trawie > piszczy. > > Podczas swojej pracy mialem okazje miec kontakt z Indianami i z Eskimosami i > widzialem na wlasne oczy co tam sie dzieje z mlodzieza, a dzieje sie to czego > czesc ich rodzicow wcale tego nie popiera. Roznica pogladow na rozwiazywanie > tych problemow jest tak rozbiezna jak rozbiezne sa charaktery ludzi w to > rozwiazywanie za-angazowanych. Politycy na gorze chcieli by sie tego prblemu > pozbyc, ale co by nie zaproponowali to adresaci maj inne zdanie a mlodziez ma > to wszystko tam gdzie slonce nie dochodzi - zwlaszcza na Polnocy. ------------------------------ Foxal, nie sposob sie z Toba niezgodzic, co do nieciekawych statystyk i smutnej sytuacji wsrod znacznej populacji tubylczej Kanady. Nie da sie jednak ukryc, ze ekstremalne i negatywne oraz spolecznie odstajace od przyjetych norm zachowania sa zwykle o wiele czesciej i chetniej zauwazane, komentowane i ze to nimi glownie karmia sie media, takze zagraniczne. Jest to bardzo normalne zjawisko, media zawsze gonia za sensacyjnymi i wzbudzajacymi emocje informacjami, slusznie zakladajac, ze tylko takie wiadomosci wzbudza zainteresowanie odbiorcow. Trudno jednak zaprzeczyc, ze przy tego rodzaju podejsciu ksztaltuje sie, czy to u czytelnikow, czy widzow pewien ogolny obraz, czesto przeksztalacajacy sie w stereotyp, czesto wypaczajacy zjawsko, nierzadko niepelny i pozbawiony obiektywizmu. Tak tez wedlug mnie jest w przypadku omawianego artykulu. Druga sprawa to doswiadczenia osobiste, ktorymi chetnie dzielimy sie z innymi chcac wykazac sie wiedza i doswiadczeniem na dany temat. I tu dochodzi nieraz do nieporozumien, albowiem na podstawie naszego, czesto dosc powierzchownego, oficjalnego, jedno- lub kilkorazowego kontaktu trudno jest tak naprawde ocenic stan sytuacji ,wszystkie uwarunkowania i ich role oraz dynamike zachodzacych zmian. Niemniej, tego rodzaju „eksperci”, sa wedlug mnie dosc nebezpieczni, stajac sie autorytetem dla tych, ktorzy jedynie "wachaja przez szybe wystawowa" .. Ich bowiem opinia , jako naocznego swiadka , tego ktory "na wlasne oczy" staje sie czesto jezyczkiem u wagi i nastepuje kolejne niedoinformowanie. Zapominamy, ze aby w pelni zrozumiec jakis proces, sytuacje lub problem, nie wystarczy „miec kontakt”. Jesli zalezy nam naprawde na dojsciu do sedna, powinnismy w zasadzie ,co jak wiemy jest czesto po prostu nierealne, wtopic sie w spolecznosc, ktora chcemy poznac ( tak czynilo i czyni wielu badaczy ) , ale co najwazniejsze, powinnismy zostac przez nia zaakceptowani jako jeden z jej czlonkow , jako ktos do kogo ma sie zaufanie i z kim mozna dzielic sie wszystkimi sprawami i dyskutowac na wszystkie tematy, rowniez na te, ktore poza kregiem „samych swoich” sie nie tyka i ktore dla ludzi z zewnatrz sa tabu. Oczywiscie trudno wymagac od przecietnego obywatela, aby zaczal np. zyc wsrod Innuit po to, by poznac prawde na temat ich sytuacji socjalnej. Tym niemniej uwazam, ze powinnismy byc ostrozni zapoznajac sie niejako z drugiej reki z przedstawianym nam problemem, a juz na pewno, jesli ow probem nas zaciekawi i mamy ochote siegnac glebiej, wypada choc rozejrzec sie za rewersem i glosami „opozycji”. cdn Odpowiedz Link
onkwe Re: Prośba do Kanadyjczyków 01.11.04, 06:30 foxal napisał: >Jedno napewno mozna powiedziec, ze przy obecnym rozwoju komunikacji TV, Radio oraz transport lotniczy wiecej informacji dociera niz to mialo miejsce np 100 czy 50 lat temu, a te problemy narastaly juz od pierwszych prob nawrocenia miejscowej ludnosci pierwotnie uwazanych za "saviges" - dzikusow. Wielkie szkody poczyniono przy wpajaniu im naszych wartosci materialnych i duchowych i obecnie wszyscy zbieraja plony tej archaicznej polityki kolonizacji calej Ameryki a Polnocy w szczegolnosci -------------------------- Polityka kolonizacji na calym swiecie, w roznych regionach w sumie sprowadzala sie jak slusznie zauwazyles, do jednego mianownika, a mianowicie do „nawrocenia”. Wyjatkiem sa w pewnym stopniu Indie za czasow Brytyjskiego Imperium, ale nie o nich tu rozmawiamy. W przypadku Ameryki i ludnosci indianskiej proces ten przebiegal bardzo nierownomiernie w skali czasowej, przestrzennej, a wyniki rowniez osiagano bardzo rozne. O ile plemiona prerii zostaly w zasadzie z premedytacja i w dosc szybkim tempie rzucone w na kolana i zagnane do rezerwatow ( a to glownie nie tyle w czasie potyczek zbrojnych, ile „dzieki „ wybiciu w ciagu jednego dziesieciolecia milionow bizonow, stanowiacych podstawe utrzymania, a takze „dzieki” zarazonym ospa darom/kocom, ktore zdziesiatkowaly w krotkim czasie wiele plemion ), o tyle np. u plemion lesnych ( Ojibwa) oraz tych, nalezacych do Unii Irokezkiej ( np Oneida, Mohawk ) kontakt z cywilizacja bialego czlowieka przebiegal w sposob lagodniejszy, czesto nawet przyjazny. Przypominam, ze wschodnie tereny Kanady na poczatku ery kolonizacyjnej ( od 17 wieku ) byly kolonia francuska ( dzisiejszy Quebec i dwa jezyki oficjalne obowiazujace w tym kraju stad wlasnie sie niejako biora ) . Francuzi , wcale nieglupio, postawili na pokojowe wspolzycie z pierwotnymi mieszkancami tych ziem. Na poczatku wiec wielu z nich, szczegolnie traperzy ( ale rowniez osadnicy ) , zyli w symbiozie z plemionami, na terenach ktorych osiedlali sie i polowali. Istniala dosc prezna wymiana handlowa, tworzyly sie mieszane malzenstwa, a francuscy osadnicy uczyli sie chetnie lokalnego jezyka. Ta sytuacja sprzyjala nie tylko bezkonfliktowemu wspolzyciu, ale takze wymianie kulturowej i stopniowemu poznawaniu przez rodowitych mieszkancow tych ziem wytworow i swiatopogladu cywilizacji zachodniej. Oczywiscie nie mozna pominac roli katolickich misjonarzy, ktorzy zapalczywie starali sie pozyskac jak najwiecej duszyczek, warto jednak pamietac, ze nie byli oni na tych terenach w pierwszym okresie kolonizacyjnym tak agresywni jak ich anglikanscy nastepcy, nie narzucali Indianom na sile stylu bycia bialego czlowieka. To nastapilo nieco pozniej, wraz ze zmiana mapy politycznej Kanady. Mysle ze warto by bylo pokusic sie o skrotowy zarys historii kolonizacji Kanady, jako ze przebieg tego procesu mial kolosalny wplyw na obecny stan rzeczy i byt ludnosci autochtonicznej, nie chce jednak zanudzac Was dluzyznami. cdn Odpowiedz Link
onkwe Re: Prośba do Kanadyjczyków 01.11.04, 06:32 foxal napisał: > Onkwe, o ilosci stacji TV ogolnie sie rientuje a moje bezposrednie kontakty > datuja sie z okresu kiedy posiadali jedynie swoje Radiostacje, bo Tv > zainstalowano im nieco pozniej. Ogladalnosc ich programow przygotowanych przez > nich samych jest "pewnie" taka sama, jak wsrod bialych - mam tu na mysli > wiadomosci kierowane do mlodziezy, ktora ma swoje zdanie, nie koniecznie lub > przewaznie nie zgodne z doroslymi, nie mowiac o negatywnym wplywie bialych na > ich sposob myslenia. Osobiscie nigdy nie angazowalem sie w analize ogladalnosci > > tych ichnich programow, moge tylko powiedziec, ze gdyby mialy tak duzy wplyw > jak im przypisujesz to napewno nie pisalibysmy o wspolczesnych problemach > samobojstw wsrod ichniej mlodziezy - chyba ze sie myle. > > Zeby temat dobrze zrozumiec to nalezy wrocic do historii intencji bialych > skolonizowania tych terenow, opory miejscowych, oraz wszelkie usilowania > naprawy sytuacji, gdzie przez naprawe zwyklo sie rozumiec "nasza naprawe", > czego miejscowi nie chetnie to przyjmuja ze swoich im wiadomych powodow. > > Mmnie sie wydaje, ze to jest "socjalna kwadratura kola", ktore nie da sie tak > latwo rozwiazac, choc kazdemu sie wydaje (tj rzadowi i miejscowym przywodcom), > ze wie jak to zrobic, ale co by nie zrobili, to po czasie okazuje sie, ze to > jeszcze nie to i trzeba rozpoczynac od poczatku, o czym autor artykulu nic nie > napisal. ---------- Po pierwsze nie przywiazuje olbrzymiej roli autochtonicznym programom telewizyjnych w procesie rehabilitacyjnym mlodziezy. Natomiast piszac o tresciach w nich przekazywanych, wskazuje jedynie na fakt, iz nie sa one programami manipulowanymi odgornie, przez czynniki rzadowe, jak to sugerowales. Wszyscy bowiem doskonale zdajemy sobie sprawe, ze to nie telewizja i radio powinny miec najwiekszy wplyw na wychowanie mlodych ludzi. Role te najlepiej spelnia ich najblizsze srodowisko, a wiec rodzice, rodzina, krewni oraz, co w niewielkch liczebnie i dosc spojnych spoleczenstwach tubylczych bardzo sie liczy i na co kladzie sie duzy nacisk, lokalne autorytety. I wlasnie w takiej kolejnosci kazda z grup i kazde ze srodowisk stara sie w pozytwyny sposob oddzialowywac na mlodziez. Stara sie, co nie znaczy, ze im sie to zawsze udaje, tym bardziej jesli wezmiemy pod uwage warunki w jakich wychowywaly sie poprzednie 2-3 pokolenia. Dobrze wiemy, co zwykle dzieje sie z dzieckiem pozbawionym odpowiednich wzorcow, ktorego rodzice sa np alkoholikami, narkomanami lub ktore pozbawione zostalo opieki rodzicielskiej. Podobne mechanizmy dzialaja w kazdym srodowisku, takze w grupach plemmiennych Innuit czy Indian. Tu pokolenie dziadkow i rodzicow borykajac sie czesto z wlasnymi problemami tozsamosci wynikajacymi glownie z blednej w zalozeniu i bezpardonowo przeprowadzanej ( koniec 19go i pierwsza polowa 20go wieku ) polityki „asymilacyjnej” rzadu, nie jest po prostu w stanie przekazac odpowiednich wzorcow zachowan wlasnym potomkom. Zeby zrozumiec dzisiejszy stan rzeczy i roznice stanu swiadomosci miedzy pokoleniami , poczucie przynaleznosci i dume lub wstyd z powodu bycia „Native” oraz dynamike zmian zachodzacych w ostatnich latach, trzeba znac dobrze nie tylko zarys historyczny i fakty. Konkretny pzyklad. Wielopokoleniowa rozlegla rodzina indianska, bardzo „ucywilizowana” , jakbysmy to nieladnie powiedzieli. Babka, pelnej krwi Indianka Mohawk, nie posiada oficjalnego statusu, a co z tym idzie nie ma wielu uprawnien i ulg zarezerwowanych wylacznie dla zarejestrowanych ziomkow. Natomiast jej dzieci, owszem. Corki na wlasna reke wystapily o uznanie ich statusu i z duma o tym mowia. W ich domach pojawily sie dekoracje i przedmioty zwiazane z ich grupa kulturowa, a one same czesto z duma i bez skrepowania nawiazuja do swego pochodzenia, co jeszcze kilkadziesiat lat temu, jako dzieci, staraly sie ukryc. Babka, mimo iz wszyscy w rodzinie wiedza, iz zna jezyk plemienny, niechetnie sie do tego przyznaje. Wnuki zaczely wiec na wlasna reke poszukiwac materialow do nauki i zaczely poznawac jezyk przodkow. Ogolnie coraz czesciej , a najwyrazniej od mniej wiecej dwoch pokolen, nastepuje powrot do korzeni, do tradycji, do obyczajow i obrzedow, czesto zapomnianych i czesto przez starsze pokolenie uznanych za wstydliwe. Wiaze sie z tym takze wielka spirytualistyczna wedrowka, ktora budzi w sercach i umyslach wielu mlodych ludzi poczucie jednosci, wspolnoty i dumy. To wlasnie glownie plemmienny spirytualizm i polaczenie tradycyjnych srodkow stosowanych od wiekow wraz ze wspolczesnymi metodami terapeutycznymi pomaga wielu tubylczym grupom utworzyc lokalne badz na skale krajowa organizacje, ktorych celem jest pomoc mlodym w ich walce z nalogami czy depresja i pokazanie alternatywy. Droga jest daleka, trudna i wyboista, wiele ran z przeszlosci nadal niezagojonych i niezabliznionych, ale z pewnoscia jest nadzieja, ze zarowno Indianie jak i Innuit odnajda swoje miejsce we wspolczesnym swiecie i beda w stanie przetrwac, a wraz z nimi przetrwaja ich wartosci, wierzenia, obyczaje, tradycja..a wiec caly ladunek kulturowy, niegdys skazany na zaglade. Jestem dobrej mysli. Odpowiedz Link
warum Re: Prośba do Kanadyjczyków 01.11.04, 09:48 Swietnie to napisales. Temat mi bardzo daleki, ale umiejetnie go przyblizyles. Co prawda dla przecietnego odbiorcy, jakim jestem, artykul kojarzyl sie tylko z wyalienowaniem mlodych i jego skutkami / a przyczyny wymieniono ogolnikowo/ to po przeczytaniu Twojego wpisu zaczynam myslec ciut inaczej. Ale dalej mam watpliwosci czy mozliwy jest naturalny powrot" do korzeni" w XXI wieku. O ile historia moze byc powodem do dumy lub wstydu, to trudno mi uwierzyc,ze dla wspolczesnej mlodziezy powrot do przeszlosci bedzie az tak atrakcyjny,zeby chciala odrzucac wspolczesne udogodnienia i mode dla kultywowania tradycji. No moze przy okazji tradycyjnych swiat... Pozdrawiam i mam nadzieje,ze dopuszczasz "inne" myslenie? I chetnie poczytam cd. Odpowiedz Link
kanoka Re: Prośba do Kanadyjczyków 01.11.04, 10:14 Dzięki, przeczytałam z zainteresowaniem. Podzielam opinię Warum w sprawie "powrotu do korzeni", ale nie wiem , czy jest to tylko to.... Muszę się nad tym zastanowić... Odpowiedz Link
onkwe Re: Prośba do Kanadyjczyków 01.11.04, 13:27 warum napisała: > Swietnie to napisales. Temat mi bardzo daleki, ale umiejetnie go przyblizyles. > Co prawda dla przecietnego odbiorcy, jakim jestem, artykul kojarzyl sie tylko > z wyalienowaniem mlodych i jego skutkami / a przyczyny wymieniono ogolnikowo/ > to po przeczytaniu Twojego wpisu zaczynam myslec ciut inaczej. Ale dalej mam > watpliwosci czy mozliwy jest naturalny powrot" do korzeni" w XXI wieku. O ile > historia moze byc powodem do dumy lub wstydu, to trudno mi uwierzyc,ze dla > wspolczesnej mlodziezy powrot do przeszlosci bedzie az tak atrakcyjny,zeby > chciala odrzucac wspolczesne udogodnienia i mode dla kultywowania tradycji. No > moze przy okazji tradycyjnych swiat... Pozdrawiam i mam nadzieje,ze > dopuszczasz "inne" myslenie? I chetnie poczytam cd. ----------- Nie tylko dopuszczam ale rowniez pochwalam, bowiem jak ciekawa jest dyskusja gdy wszyscy bioracy w niej udzial mysla podobnie ? .. Chce tu cos sprostowac, zanim znow mnie nie wymiecie. Otoz wcale nie uwazam ze powrot do korzeni powinien byc pelna volta i powrotem do tradycyjnego stylu zycia w rozumieniu materialnym. Nikt, a przede wszystkim sami autochtoni nie maja zamiaru wracac do nieogrzewanych tipis, igloo czy "long house", chodzic na codzien w skorzanym odzieniu,z pomalownaymi barwami wojennymi twarzami czy uzywac koscianych harpunow. Wspominam raz jeszcze o spirytualizmie i duchowym dorobku kulturowym oraz o swiadomosci przynaleznosci i dumie z tego faktu. Sa to najwazniejsze elementy w procesie kultywowania tradycji. Na nie sklada sie przede wszystkim ow wspomniany "powrot do korzeni". Nie jest, jak sama zauwazasz mozliwe, z wielu wzgledow, zycie w przeszlosci, w warunkach w jakich zyli przodkowie dzisiejszych Indian czy Innuit, ale, co najwazniejsze mozliwe jest zycie w "swiecie bialych" z rownoczesnym pielegnowaniem wielu tradycji i swiatopogladu plemiennego. To wlasnie obserwuje na codzien w coraz wiekszym stopniu wsrod wspolczesnego mlodego pokolenia autochtonicznego.Sa oni w pelni praktycznie, materialnie ( chodzi tu o wykorzystywanie wszelkich dostepnych cywilizacyjnych udogodnien, struktur czy socjalnych swiadczen ) zasymilowana z reszta spoleczenstwa kanadyjskiego generacja, ale rownoczesnie maja swiadomosc odrebnosci i wspolnoty z pozostalymi autochtonami na terenach calej Ameryki. Stad tez bierze sie niejako wymieszanie pewnych tradycji czy obrzedowosci, ktorych granice w dzisiejszych czasach nieraz sie zacieraja ale ktore zachowuja swa indianska uniwersalnosc przyczyniajac sie do procesu odnajdywania tozsamosci. Watpie aby mozliwy byl w dzisiejszych czysty i stricte podzial plemienny i kulturowy, z wyjatkiem moze pewnych szczegolnych dla danego terenu zjawisk ( np wampumy i ich znaczenie ). Nastepuje naturalna droga rzeczy wymieszanie i wzajemne przenikanie. Przyklad.W domu Indian ze Wschodniego Wybrzeza wyrabiane sa przedmioty artystyczne typowe dla szczepow Prerii i Wybrzeza Pacyfiku. We wszyskich pomieszczeniach znajdujemy wiszace na scianach tarcze, bebny, kolczany, "medicine wheels" lub lapacze snow. Jednoczesnie zauwazamy, ze czlonkowie rodziny ze szczegolnym pietyzmem kopiuja autentyczne wyroby tradycyjnie nawiazujace do ich plemiennej i klanowej przynaleznosci ( np motyw drzewa zycia ), o nich sa w stanie dlugo i ciekawie opowiadac, znaja ich znaczenie i wymowe. Nie wiem czy udalo mi sie tym krotkim postem Tobie i Kanoce wyjasnic na czym polega wspolczesny "powrot do korzeni", ale mam nadzieje, przy okazji wyjasnilismy sobie pare, w poprzednich wypowiedziach niedopowiedzianych spraw. Pozdrawiam obie Panie. Odpowiedz Link
warum Re: Prośba do Kanadyjczyków PS. 01.11.04, 14:01 A moglbys przyblizyc temat stosunku "do przodkow"- bo chyba wyjatkowo szacunek do starszych jest tam przekazywany jako najwazniejsza tradycja. Wlasnie w zwiazku z dzisiejszym swietem zmarlych, ciekawa jestem, czy to jest autentyczny szacunek dla wiedzy, doswiadczenia czy juz zupelnie tego nie ma? Odpowiedz Link
onkwe Re: Prośba do Kanadyjczyków PS. 02.11.04, 08:41 warum napisała: > A moglbys przyblizyc temat stosunku "do przodkow"- bo chyba wyjatkowo szacunek > do starszych jest tam przekazywany jako najwazniejsza tradycja. Wlasnie w > zwiazku z dzisiejszym swietem zmarlych, ciekawa jestem, czy to jest autentyczny > > szacunek dla wiedzy, doswiadczenia czy juz zupelnie tego nie ma? ------------- Warum, ciekawe pytanie i zagadnienie, ktore mogloby stac sie tutaj na forum odzdzielnym tematem. Np. w jaki sposob pokolenie odchodzace ksztaltuje swiatopoglad ludzi mlodych i jaki ma wplyw na ich dojrzewanie i rozumienie otaczajacego swiata oraz jak zmienia sie stosunek pokolenia wchodzacego w zycie do starszych w roznych spolecznosciach i srodowiskach na przestrzeni ostatnich lat? Jak to wyglada w Polsce, jak w krajach z ktorych pisza inni uczestnicy tego forum? Co do Kanady i ludnosci tubylczej jedno warto zauwazyc. Tak, zawsze istnial silny zwiazek i korelacja natury spirytualistycznej pomiedzy zyjacymi i "przodkami",a wiec tymi, ktorzy odeszli do krainy wiecznych lowow ( parafrazujac Karola Maya . Indianie i Innuit zawsze prowadzili "dialog" ze swymi zmarlymi, traktujac kontakty z zaswiatami jako cos bardzo naturalnego. Szacunek dla starszyzny byl zawsze nieodlacznym elementem w zyciu kazdego czlonka plemienia, co glownie manifestowalo sie zdawanie sie na ich wiedze , doswiadczenie zyciowe i sieganie po ich opinie w przypadkach wymagajacych kolektywnego podjecia decyzji. Jako ze ogromna wiekszosc plemion Ameryki do niedawna nie znala pisma, jedynym sposobem utrzymywania tradycji byl przekaz ustny. To wlasnie na starszych spoczywal obowiazek "podawania dalej", oni byli odpowiedzialni za plemienna spuscizne kulturowa ( mowimy tu o kulturze zarowno materialnej jak i duchowej ), pielegnujac ja i uczac mlodych. Byli oni mentorami, doradcami oraz oczywiscie cieszyli sie autorytetem wsrod pozostalych czlonkow grupy. Porzadek ten zostal zaklocony wraz z przybyciem na kontynent amerykanski bialego czlowieka. Co nastapilo pozniej, opisywalismy w poprzednich postach. Nastapilo zalamanie struktur spolecznych, spowodowane takze nienaturalnie szybkim wyniszczeniem ludnosci autochtonicznej, w wyniku czego przerwane zostaly ogniwa pzekazu dotad spojne i niezawodne, doprowadzajac m.in. do zaniku tradycji oraz zaniku dotychczas obowiazujacych norm moralnych. Prosze zwrocic uwage, ze zanik dotychczasowych, swietnie do tej pory funkcjonujacych i sprawdzajacych sie zasad i norm byl jedynie jednym z wielu czynnikow ktore przyczynily sie do upadku calego kregu kulturowego. Proces ten jest i byl o wiele bardziej zlozony i kazdy z Was po trochu ma racje piszac o sytuacji autochtonow w Kanadzie oraz przyczynach obecnego stanu rzeczy. Jednakowoz raz jeszcze powtorze. Tego co sie stalo, nie da sie ani naprawic ani odkrecic ani tym bardziej worcic do stanu pierwotnego.Zreszta podobnie jest w Europie, w ktorej na zawsze pozostana blizny po drugiej wojnie swiatowej i gdzie swiadomosc pokolen powojennych na zawsze "skazona" bedzie wydarzeniami tych kilku strasznych lat i ciezko jest wymazac z pamieci narodow krzywdy i tragedie ktore rozegraly sie na ich terenach. Nie przecze rowniez, ze istnieje wiele obszarow zamieszkiwanych przez ludnosc tubylcza Kanady, gdzie alkoholizm, narkomania, depresja i samobojstwa sa na porzadku dziennym i gdzie trudno znalezc swiatelko nadziei. Tym niemniej, po raz kolejny z naciskiem powtarzam, ogolne trendy i przemiany powoli bo powoli, ale zmierzaja we wlasciwym kierunku. Nic nie dzieje sie z dnia na dzien i wiele czasu musi jeszcze uplynac by zmienil sie byt wszystkich autchtonow bez wyjatku, a takze by zmienila sie percepcja rozpowszechniona wsrod pozostalych mieszkancow kraju, kontynentu, swiata. Uwazam na podstawie wlasnych obserwacji oraz obserwacji socjologow, ze obowiazujacy niejako stereotyp mieszkanca rezerwatu kloci sie coraz czesciej z rzeczywistym stanem rzeczy. Ertesowi proponuje wybranie sie z wizyta do rezerwatow Alberty, nad wybrzeze Pacyfiku lub wyspe Vancouver ( nie mylic z miastem ), a slowo rezerwat przestanie kojarzyc mu sie wylacznie z obdartymi dzieciakami, pijana i zamulona mlodzieza wloczaca przy szosie czy rozpadajacymi chalupkami z desek. Zalecam rowniez zwiedzenie rezerwatu kolo Oka w Quebec, miejsca slawnego na poczatku lat 90tych protestu Indian Mohawk i przechadzke wsrod "pines", jak nazywaja swoj piekny stary cmentarz czlonkowie tego plemienia. . Powtarzam do zudzenia, kazdy medal ma dwie strony i oprocz negatywnych zjawisk postarajmy sie dostrzec te pozytywne, albowiem wiem jak wielkie znaczenie ma to dla samych zainteresowanych...Czasem dobrze sie zainteresowac ilez istnieje preznych organizacji autochtonicznych, jakie maja prgramy, czym sie zajmuja. Ot, chocby ta, w ktorej zarzadzie zasiada moj przyjaciel, a ktora ma na celu budzenie swiadomosci mlodziezy w indianskich rezerwatach i prewencji zwiazanej z narkomania oraz AIDS. Acha, jesli juz wspomnielismy o Mohawk. W jezyku Kahnyen'kehàka ( plemienia Mohawk ) "onkwe" oznacza osobe, bez okreslenia plci....po prostu zyjaca istote. Wymawia sie to mniej wiecej "ougue". Na koniec. Warto rowniez zdawac sobie sprawe ze zycie Indian i Inuit nie toczy sie wylacznie w rezerwatach, z czego wielu mieszkancow Europy do dzis nie bardzo sobie zdaje sprawe. Znaczna ich czesc od dawna mieszka poza granicami "res" ( jak nazywa sie popularnie rezerwaty ) i choc nie wszystkim to oderwanie od wlasnej spolecznosci wychodzi na dobre, znam wiele, bardzo wiele budujacych indywidulanych przykladow oraz rodzin, ktore moglyby by byc i powinny byc wzorem nie tylko dla ziomkow, ale takze dla nas, emigrantow, starajacych sie na obczyznie nie zatracic ani tozsamosci ani jezyka, ani poczucia odrebnosci kulturowej, z rownoczesna proba wtopienia sie i asymilacja ze spolecznoscia, w ktorej przyszlo nam zyc. Pozdrawiam wszystkich bez wyjatku i zegnam na jakis czas. Odpowiedz Link
kanoka Re: - do Onkwe 01.11.04, 22:11 Autochtonom odebrano kiedyś ich tożsamość w imię cywilizacji i postępu. Dano ( w dodatku po czasie!),zewnetrzne atrybuty tej cywilizacji...Wyrządzono im zło, które obecnie próbuje się naprawić.... Czy rzeczywiście, tak jak piszesz jest to ..." w pelni praktycznie, materialnie ( chodzi tu o wykorzystywanie wszelkich dostepnych cywilizacyjnych udogodnien, struktur czy socjalnych swiadczen ) zasymilowana z reszta spoleczenstwa kanadyjskiego generacja....."? Przecież, gdyby tak było, nie byłoby tych samobójstw, które według mnie są dowodem niedostosowania tej generacji. Nie chcę być zrozumiana źle, jako jakaś kryptorasistka, ale może do "naszej" cywilizacji, tylko my się tak naprawdę nadajemy...tylko nam ona pasuje? A może do cywilizacji trzeba jakoś dorosnąć, dojrzeć? Mam na myśli konieczność upływu jakiegoś czasu, aby z plemienia powstał naród? I dopiero on (naród) w tym tyglu wielonarodowym jakim jest dzisiaj Kanada, może ulec stopieniu i asymilacji, nie tracąc swojej tożsamości... Już sama nie wiem, ale zaczynam sądzić, że dopóki są wartości i struktury plemienne zamiast narodowych, to prawdziwa asymilacja społeczna i cywilizacyjna nie jest możliwa (, a jeżeli, to dotyczy ona tylko jednostek - jest wyjątkiem, nie regułą.... Powiedz mi, że się mylę....jesteś tam i znasz te problemy, ja tylko tak przypuszczam.... Pozdrawiam knk Odpowiedz Link
foxal Re: - do Onkwe 02.11.04, 01:20 Z przyjemnoscia przeczytalem Twoje wyjasnienia dotyczace autotochtonow kanadyjskich, chcialem jednak sprostowc fakt, ze moje za-angazowanie sie w problemy rodzimych Bands, byly po linii technicznych problemow a nie inzynierii socjalnej czy spolecznej. Zeby Tobie przyblizyc moje za-angazowanie sie w te problemy jako: bylem widzialem i nabralem jakiegos pogladu na te problemy, nie byly podstawa w ferowaniu swojej opinii zaineresowanym lub odnosnym wladzom, bo moje pole dzialania nie bylo zwiazane z ich problemami socjalnymi czy rozpadem sie rodzin plemion czy ich stylu zycia. Moge tylko powiedziec, ze bylem wsrod nich w roznych porach roku i roznych sytuacjach, wszystkie sytuacje jednak zwiazane byly z rozwiazywaniem problemow jakie powstaly z roznych powodow od zlej obslugi zainstalowanych urzadzen do szkod wyrzadzonych przez matke nature, z czym wspolczesne technologie nieustannie walcza. Dzielenie sie na forum ze swoimi obserwacjami, moglo by byc nteresujace, ale napewno nie byloby wlasciwe, gdzyz sa to obserwacje bardzo subiektywne bialego europejczyka technokraty, nie wychowanego w systemie anglosaskim, co w wielu przypadkach ma zasadnicze znaczenie. Cieszy mnie natomiast, ze Ty piszacy po polsku nabyles wiedzy i lepszego zrozumienia istniejacych problemow dotyczacych miejscowej originalnej ludnosci kanadyjskiej, przyblizajac je czytelnikom tego forum. Pozdrawiam ze wschodniej czesci Ontario. Odpowiedz Link
onkwe Re: - do Onkwe 02.11.04, 09:31 Odpowiadasz na : foxal napisał: > Z przyjemnoscia przeczytalem Twoje wyjasnienia dotyczace autotochtonow > kanadyjskich, chcialem jednak sprostowc fakt, ze moje za-angazowanie sie w > problemy rodzimych Bands, byly po linii technicznych problemow a nie inzynierii > > socjalnej czy spolecznej. Zeby Tobie przyblizyc moje za-angazowanie sie w te > problemy jako: bylem widzialem i nabralem jakiegos pogladu na te problemy, nie > byly podstawa w ferowaniu swojej opinii zaineresowanym lub odnosnym wladzom, bo > > moje pole dzialania nie bylo zwiazane z ich problemami socjalnymi czy rozpadem > sie rodzin plemion czy ich stylu zycia. > > Moge tylko powiedziec, ze bylem wsrod nich w roznych porach roku i roznych > sytuacjach, wszystkie sytuacje jednak zwiazane byly z rozwiazywaniem problemow > jakie powstaly z roznych powodow od zlej obslugi zainstalowanych urzadzen do > szkod wyrzadzonych przez matke nature, z czym wspolczesne technologie > nieustannie walcza. Dzielenie sie na forum ze swoimi obserwacjami, moglo by byc > > nteresujace, ale napewno nie byloby wlasciwe, gdzyz sa to obserwacje bardzo > subiektywne bialego europejczyka technokraty, nie wychowanego w systemie > anglosaskim, co w wielu przypadkach ma zasadnicze znaczenie. > > Cieszy mnie natomiast, ze Ty piszacy po polsku nabyles wiedzy i lepszego > zrozumienia istniejacych problemow dotyczacych miejscowej originalnej ludnosci > kanadyjskiej, przyblizajac je czytelnikom tego forum. > > Pozdrawiam ze wschodniej czesci Ontario. --------------- Jakie by nie bylo Twe zaangazowanie i kontakt z ludnoscia tubylcza, a wiec prawie kazde tego rodzaju doswiadczenie i spostrzezenia warte sa wzmianki. Chetnie przeczytam o Twoich obserwacjach i roznych niecodziennych wydarzeniach, w ktore zapewne obfitowala Twoja praca zawodowa... Pozdrawiam z Kanady tu i tam .. Odpowiedz Link
onkwe Re: - do Onkwe 02.11.04, 09:11 kanoka napisała: > Autochtonom odebrano kiedyś ich tożsamość w imię cywilizacji i postępu. > Dano ( w dodatku po czasie!),zewnetrzne atrybuty tej cywilizacji...Wyrządzono > im zło, które obecnie próbuje się naprawić.... -------------------- Slowo "naprawa" wedlug mnie nie jest w tym wypadku zbyt zgrabne...Wiekszosc, zarowno czynniki decyzyjne, jak i sami zainteresowani zdaja sobie sprawe, ze krzywd wyrzadzonych przez poprzednie pokolenia, obecne nie sa w stanie "zalatac" zadnymi "datkami" i "darami". I nie o to tu chodzi. Udostepnienie autochtonom ulg podatkowych, czy rozszerzonej pomocy spolecznej jest jedna z wielu prob ulatwienia im procesu dostosowywania sie. Czy sluszna jest to metoda i czy sie sprawdza w praniu, sprawa wielce dyskusyjna i kontrowersyjna, nieraz wywolujaca emocje po obu stronach barykady. > Czy rzeczywiście, tak jak piszesz jest to ..." w pelni praktycznie, > materialnie ( chodzi tu o wykorzystywanie wszelkich dostepnych cywilizacyjnych > udogodnien, struktur czy socjalnych swiadczen ) zasymilowana z reszta > spoleczenstwa kanadyjskiego generacja....."? > Przecież, gdyby tak było, nie byłoby tych samobójstw, które według mnie są > dowodem niedostosowania tej generacji. ---------- W poprzednich moich postach dosc wyraznie pisze o bardzo zlozonym procesie i zjawisku, oraz wielu czynnikach ktore skladaja sie na obecny stan rzeczy. Moze tylko w skrocie. Tu nie chodzi jedynie o niedostosowanie jednej, tej najmlodszej, generacji... nalezy przede wszystkim wziac pod uwage zjawiska ktore zachodzily szczegolnie na przestrzeni ostatnich 100 lat, ktore mialy wplyw na zycie poprzednich generacji, a ktore przyczynily sie do dysfunkcjonalnego i patologicznego zycia rodzinnego kilku ostatnich pokolen. To najmlodsze dostrzegamy, bo o nich sie teraz pisze najwiecej...Ale nie zapominajmy rowniez o tych, ktorych zycie rodzinne i wzorce kulturowe ulegly zniszczeniu w szkolach "zbiorczych", do ktorych pod przymusem wysylano dzieci w celu "ucywilizowania"...To pokolenie zostalo pozbawione umiejetnosci wychowywania potomkow z zachowaniem tradycyjnych wartosci i bezpowrotnie "uszkodzony" zostal ich "sposob na zycie".... > Nie chcę być zrozumiana źle, jako jakaś kryptorasistka, ale może do "naszej" > cywilizacji, tylko my się tak naprawdę nadajemy...tylko nam ona pasuje? > A może do cywilizacji trzeba jakoś dorosnąć, dojrzeć? Mam na myśli konieczność > upływu jakiegoś czasu, aby z plemienia powstał naród? I dopiero on (naród) w > tym tyglu wielonarodowym jakim jest dzisiaj Kanada, może ulec stopieniu i > asymilacji, nie tracąc swojej tożsamości... ----------- A czy nie pomyslalas ze za taki narod jako calosc, od niedawna uwazaja sie Indianie wszystkich plemion na przyklad? > Już sama nie wiem, ale zaczynam sądzić, że dopóki są wartości i struktury > plemienne zamiast narodowych, to prawdziwa asymilacja społeczna i > cywilizacyjna nie jest możliwa (, a jeżeli, to dotyczy ona tylko jednostek - > jest wyjątkiem, nie regułą.... > Powiedz mi, że się mylę....jesteś tam i znasz te problemy, ja tylko tak > przypuszczam.... ----------- Ciekawe zagadnienie warte podjecia i dyskusji....szkoda ze moj czas w necie dobiega konca... Moze jeszcze do tego tematu wrocimy. Pozdrawiam rowniez. Odpowiedz Link
kanoka Re: - do Onkwe 02.11.04, 09:27 Dzięki za szczegółowe wyjaśnienia. Słowo "naprawa", rozumiałam nie tylko w sferze materialnej, ale jako całość działań. Piszesz, że za naród jako całość od niedawna uważają się Indianie wszystkich plemion - nie wiedziałam (bo i skąd!), ale zwróć uwagę - sam piszesz"od niedawna"... Pozdrawiam raz jeszcze i do ewentualnego usłyszenia. knk Odpowiedz Link
ertes Wybielanie 02.11.04, 02:14 Kanady i Kanadyjczykow ktorym w wiekszosci jest zupelnie obojetne co sie dzieje z autochtonami. O tak, raz na jakis czas pokaza kilka obrazkow z jakiejs przymusowej miejscowosci gdzies gdzie postawiono kilka barakow i zmuszono tych ludzi do mieszkania. Ale nie trzeba daleko szukac az na Polnocy. Wystarczy pojechac do Winnipeg zeby zrozumiec ze polityka w stosunku do Indian az tak bardzo sie nie zmienila. Zreszta nie mozna liczyc na to ze kilkaset lat zaniedbania, przesiedlania, wysiedlania, zabierania dzieci itp mozna zmienic w kilkanascie. Odpowiedz Link
foxal Re: Prośba do Kanadyjczyków 18.10.04, 16:48 Warto popatrzec na prezentowane zdjecia w tym albumie. www.galenfrysinger.com/index.htm www.galenfrysinger.com/greenland.htm www.lookat.ch/index.php/imagecatalogue/image/list/32 Odpowiedz Link
warum Re: Prośba do Kanadyjczyków 18.10.04, 17:09 Bardzo ciekawe strony.Swiat w pigulce.Dziekuje. Odpowiedz Link
onkwe Re: j.w. - ciekawe strony n/t 18.10.04, 18:49 Pojawiam sie tylko na moment, aby mili dyskutanci nie pomysleli ze ich lekcewaze, badz temat przestal mnie interesowac. Niestety niespodziewanie musze na jakis czas wyjechac. Moja nagla podroz nawiazuje w pewnym stopniu do omawianych tu problemow, odbywam ja bowiem wraz z moja indianska rodzina (nie, to nie przejezyczenie ani nie cudzyslow ), a wyruszamy za chwile w daleka droge, na smutna uroczystosc, gdzie spotkamy innych czlonkow rodziny i plemienia. Mam nadzieje, ze powrocimy do omawianych zagadnien po moim powrocie. Foxalowi obiecuje odpowiedz na dlugi i interesujacy post. Pozdrawiam Odpowiedz Link
mammaja Re: j.w. - ciekawe strony n/t 18.10.04, 19:00 Poogladalam sobie troche swiata z ciekawego linku (pierwszy) zalaczonego przez Foxala. Oczywiscie chcialam tez zobaczyc jak wyglada Polska - zwiedzajac Krakow idziemy na Wawel, gdzie jak pisalam kiedys na watku o dobroczynnosci wmurowane sa "cegielki" z nazwiskami darczyncow na restauracje Wawelu po I Wojnie. I coz widzimy? Podpis mowi,ze sa to nazwiska osob zamordowanych przez NAZi. Zatkalo mnie. A zdjecia z 1990 r! Odpowiedz Link
kanoka Re: Więc może tak jak w Australii ?Reconciliation 22.10.04, 19:11 Krzywda i pojednanie? www.tolerancja.pl/?kat=4&id=4 Odpowiedz Link