Dodaj do ulubionych

Pierwsza rzecz u bylego partnera/partnerki…

24.07.06, 14:44
... ktora sprawila, ze pomysleliscie.... o.... z tego nic nie bedzie, nie da
sie. I czasem brneliscie dalej, czasem nie, rzecz nie w tym, czy sie brnelo -
pytanie jest o te jedna "rzecz" czy "sytuacje", kiedy taka mysl przeszla przez
glowe.
Nie mowie o aktualnych partnerach czy wspolmalzonkach, tak wiec nie naruszam -
mam nadzieje - zbytnio prywatnosci terazniejszej smile

Moja historyjka za chwile smile))
Obserwuj wątek
    • jutka1 Historia zoltej liny :-))) 24.07.06, 15:15
      Przeprowadzilam sie z LA do Paryza, bo a) bylam zakochana w kims, kto tam
      mieszkal, i b) bo wybrali mnie tam w konkursie o jedna prace. Wszystko sie
      cudownie zlozylo, spakowalam losangelijskie mieszkanie, wieksza czesc rzeczy
      umiescilam w przechowalni (jak mawiaja na Jackowie: „w storydrzu” wink)), czesc
      (ksiazki, papiery, ciuchy, drobiazgi) wzielam ze soba.
      Zamieszkalam z mezczyzna mego zycia i jego dwoma synami (pozniejsza pasierbica
      wlasnie wrocila do mamy, zeby sie ksztalcic w Kanadzie).

      Pare dni potrwalo, zanim odespalam, rozlozylam ksiazki i ciuchy na polkach. Jak
      juz sie troche zadomowilam, siedze w sypialni, cos czytam, wchodzi On, i prosi
      mnie do salonu, bo chce mi cos pokazac. Ide, patrze, w salonie stoi On, w reku
      trzyma gruba zolta line zakonczona petla, na ktorej w regularnych odstepach sa
      nawiazane suply. Pokazuje mi hak wbity w sciane salonu, i mowi „musze ci
      zademonstrowac nasz rodzinny system w razie pozaru”. Po czym przystepuje do
      mocowania petli na haku, przerzucania liny przez balkon, i tlumaczy mi, jak mam
      po niej z drugiego pietra schodzic.

      Mine musialam miec jednoznaczna, szczeka mi opadla - starszy syn to zauwazyl,
      wzial mnie na strone i mowi „sluchaj ty sie ciesz, ze nie kazal ci cwiczyc
      zbiegania po schodach z zawiazanymi oczami, bo my musielismy”.

      I wtedy wlasnie przebieglo mi szybko kurcgalopkiem przez glowe: „Uomatko,
      uciekac!”, ale jak przebieglo tak i ucieklo. Tyle, ze zaczelam go nazywac zolta
      lina smile))

      Dopiero podczas tego siedmioletniego (potem juz) malzenstwa, z czasem
      zrozumialam, ze scena z zolta lina byla symptomatyczna dla wielu cech
      charakteru, o ktorych wtedy nie mialam pojecia, a ktore wyszly z czasem, przede
      wszystkim katastroficzne widzenie swiata i obsesyjne przygotowywanie sie na
      kazda ewentualnosc katastrofy. Bo katastrofy czyhaly na kazdym kroku... Ilez
      czasu i energii takie przygotowywania zajmowaly, kazdy scenariusz musial byc
      wziety pod uwage i odpowiednie kroki podjete. Wszystko w zyciu bylo analizowane
      pod katem: „co sie zdarzy nie tak i jakie klopoty moga z tego byc”.

      Problem w tym, ze ja kompletnie nie mam takiego charakteru, i takie podejscie do
      zycia jest mi nie tylko obce, ale tez irytujace mnie do imentu.

      To byla ta pierwsza rzecz...
      A reszta to juz zupelnie inna historia smile)))

      PS. Kiedy pakowalam biuro przed wyjazdem z Paryza do Polski, przy oproznianiu
      szuflady, na samym dnie, moim oczom ukazala sie.... owa zolta lina! Musialam w
      jakims napadzie gniewu wyniesc ja z domu i schowac w biurze jako symbol rebelii.
      smile)))))))))
      Przy odgruzowywaniu gabinetu teraz natknelam sie na nia w ktoryms z pudel, i sie
      obsmialam. Moze powinnam ja oprawic i powiesic na scianie, zeby pamietac i nie
      bagatelizowac pierwszych znakow ostrzegawczych.... wink))))))))))))))))
      • jutka1 I forum.... 24.07.06, 17:42
        ..... zamarlo z przerazenia?? Hahahahahaha..... wink)))))))))))))))))))
        • antyproton Re: I forum.... 24.07.06, 18:26
          Ale jakby tak wybuchl pozar,
          lub jakas wojna
          to wtedy musialbys byc mu wdzieczna.

          wink)

          Jemu tylko brakowalo opcji postepowania
          na wypadek gdyby wszystko ukladalo sie dobrze.
          smile
          • jutka1 Re: I forum.... 24.07.06, 20:21
            Jak wszystko szlo dobrze, to rzeczywiscie nie wiedzial, co robic. smile))
            Albo byl zagubiony, albo... wymyslal scenariusz katastrofy na wszelki wypadek smile
            Albo dwa wink)))))
            • clean_jansen A schron? 25.07.06, 17:49
              przeciwatomowy wybudował?
      • joujou Re: Historia zoltej liny :-))) 24.07.06, 19:35
        >Jutko, scena z liną to zupełnie tak,jakby przytoczyć
        fragment jednej z powieści Whartona,który kochał Paryż
        i niemal w każdej jego powieści można odnależć paryskie klimaty.
        Może więc Twój "były" naczytał się książek Whartona ? wink
      • joujou Re: Historia zoltej liny :-))) 24.07.06, 20:03
        >Przepraszam,że nieco odejdę od tematu,ale
        przypomniało mi się historia związana z planami
        ewakuacji w razie pożaru.Nie tylko Twój "eksio"
        miał ciekawe pomysły...hehe Przez kilka lat
        byłam wychowawcą w Domu Dziecka,a nasz ówczesny
        dyrektor to też "pomysłowy Dobromir",przy czym
        uwielbiał chwalić się swymi przemyśleniami na życiowe
        tematy podczas posiłków.Pewnego dnia spytał mnie,o czym
        koniecznie trzeba pamiętać podczas takowej ewakuacji,co
        trzeba mieć zawsze pod ręką??? Okazało się,że na jego szafce
        nocnej leżą spakowane:latarka,książeczka PKO z oszczędnościami
        i wszystkie umowy o pracę smile
        Pamiętam,że w tym czasie o mało nie zeszłam z tego świata:
        gęba wypełniona obiadem,przełknąć nie szło,bo dusiłam się
        ze śmiechu,oczy wylazły mi z orbit i gorączkowo myślałam
        co tu zrobić??? Zdołałam tylko szybko wybiec,by nie opluć
        szanownego Pana Dyrektora wink
    • joujou Re: Pierwsza rzecz u bylego partnera/partnerki 24.07.06, 19:46
      >Pewnego dnia okazało się,że mój pierwszy" poważny narzeczony"
      jest najniższy ze wszystkich facetów jadących
      z nami w autobusie winkOd tego właśnie momentu "klapy opadły
      mi z oczu "i zaczęłam dostrzegać też wady jego charakteru.
      Najśmieszniejsze jest to,że sama stałam na górce,gdy Pan
      Bócek wzrostem dzielił,ale cóż...
      • jutka1 Re: Pierwsza rzecz u bylego partnera/partnerki 24.07.06, 20:25
        Joujou, obsmialam sie, hahaha.... smile))

        PS. Zolta lina czytywal tylko baaaaaaaardzoooooo powazne ksiazki.
        Podkreslal cytaty, czesto spisywal do specjalnego zeszytu. I nad kolacja
        musielismy o tych ksiazkach rozmawiac, i ja musialam oczywiscie tez je czytac, i
        potem nad talerzem musialam byc baaaaardzo powaaaznaaa i baaaedzoooo mooondraaa,
        inaczej byl mna rozczarowany i dawal mi to jednoznacznie do zrozumienia, no ale
        to temat na inna gawede smile)))))))
        • verbena1 Re: Pierwsza rzecz u bylego partnera/partnerki 24.07.06, 21:53
          Wespre cie Jutko,bo widze ,ze nikt sie nie kwapi.
          Umoszcze sie tylko wygodnie na kozetcesmile
          Bylismy kiedys z moim ex w gorach. Nie planowalismy zadnych wyczynow
          wspinaczkowych,ot polazic i tyle. Nagle on zobaczyl wysoki ,osniezony szczyt i
          zapragnal natychmiast,jak to on,wejsc tam. Zaczelam protestowac,ze jestesmy w
          sandalach,na krotki rekaw ale on sie uparl. Powiedzial- jak nie chcesz to
          poczekaj albo zejdz na dol,ja ide. I poszedl. Zostalam sama w obcym terenie,nie
          bardzo wiedzac jak znalezc droge do parkingu.
          Wrocil po trzech godzinach z uradowana mina bo zdobyl szczyt.Nie spytal co ja w
          tym czasie robilam,jak znalazlam droge.
          Poczulam sie zostawiona sama sobie.
          Pomyslalam,nie moge liczyc na ciebie jako partnera,jestes duzym egocentrycznym
          dzieckiem.
          Bylam zostawiana w taki sposob jeszcze wiele razy. Wreszcie poczulam sie na
          tyle silna aby raz zostawic jego na zawsze.
          • jutka1 Re: Pierwsza rzecz u bylego partnera/partnerki 24.07.06, 22:20
            Czyzby temat zbyt "wybuchowy"? wink)))

            Verbeno, dobrze ze w koncu znalazlas sile. big_grin
            • ewelina10 Re: Pierwsza rzecz u bylego partnera/partnerki 24.07.06, 22:26
              Niezupełnie wybuchowy smile Partner wciąż ten sam, jeden przez tyle lat, choć nie
              powiem, nie powiem ... "rzeczy" różne przechodziły po głowie smile))))))
            • poor_kitty Re: Pierwsza rzecz u bylego partnera/partnerki 24.07.06, 23:01
              Temat nie jest wybuchowy... Tylko to takie proste bylo, ze
              -kurnia- nie ma o czym mowic.
              Pewnego razu zdjelam dluuuugi i krecony wlos ze swetra eksia. Wlos
              niewatpliwie damski. I w tej sekundzie doznalam olsnienia, ze te wszystkie
              zartobliwe odpowiedzi:"bylem na randce", "jade do kochanki",oraz
              na moje pytanie:"czy kochasz mnie jeszcze" z czarujacym usmiechem
              rzucone :"jeszcze..." to sa szczere jego zdaniem riposty.
              Nigdy nie uznal, ze mnie oklamywal. Powiedzial mi wprost:
              "nigdy cie nie oklamalem"!!!!!!

              Od tamtego czasu jestem uczulona na podwojne sygnaly.

              A on uwaza, ze nigdy, ale to nigdy mnie nie oszukal.....
              W obecnym zwiazku tez tak ma.
              wink))))))))))))
              • jutka1 Aj. ntxt 24.07.06, 23:21

                • poor_kitty Re: Aj. ntxt 24.07.06, 23:23
                  Pisz mi co te skroty znacza, bo ja dzis wyjatkowa
                  blondyna jestemwink
                  "Aj."???
                  • jutka1 Re: Aj. ntxt 24.07.06, 23:27
                    Aj. Znaczy: "ajajajajajajaj!!!"
                    smile)))
    • luiza-w-ogrodzie Re: Pierwsza rzecz u bylego partnera/partnerki 25.07.06, 01:13
      Przyszedl do domu z napuchnieta szczeka i mina bardzo niewyrazna. Zrobilam
      oklad na szczeke, podalam obiad, nawet sie nie wypytywalam. Sam opowiedzial, ze
      jest notowanym kleptomanem, wlasnie ukradl cos w sklepie, ktory byl dostawca do
      frimy w ktorej on pracowal i wlasciciel ze sprzedawca zauwazyli to, on wowczas
      rzucil sie do ucieczki, zlapali go, dostal w szczeke no i oczywiscie policja
      tez zostala wezwana. Oczywiscie stracil prace - nie po raz pierwszy z tego
      powodu. Okazalo sie wowczas, ze rzekome "dyzury na boisku sportowym" jakie mial
      w niedziele a czasem i w soboty to byly przymusowe prace spoleczne, jakie sad
      mu nakazywal. Czasami mial po 500-600 godzin rocznie do odrobienia. I dluuuuga
      liste wykroczen na policji.

      Moja pierwsza reakcja to bylo powstrzymanie ataku smiechu oraz rozejrzenie sie
      po domu z pytaniem w oczach: ile z prezentow od niego bylo ukradzionych? Druga
      reakcja: chyba nic z tego nie bedzie, bo jak mozna w zyciu liczyc na nalogowca?
      Potem oczywiscie chcialam mu pomoc sie leczyc itp, ale juz wiedzialam, ze nic z
      naszego zwiazku nie bedzie. No i nie bylo :o) bo on sie leczyc nie chcial, wiec
      puscilam go wolno (alez to byla awantura!!!).

      Jedna z moich historyjek - mam nadzieje, ze sie usmialiscie
      Luiza-w-Ogrodzie
      ·´¯`·.¸¸><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
      Australia-uzyteczne linki
      • poor_kitty Re: Pierwsza rzecz u bylego partnera/partnerki 25.07.06, 01:15
        "Puscilam go wolno.." smile)))
        jak i awantura zaraz potem.

        Sie usmialambig_grin
        • luiza-w-ogrodzie Re: Pierwsza rzecz u bylego partnera/partnerki 25.07.06, 01:25
          poor_kitty napisała:

          > "Puscilam go wolno.." smile)))
          > jak i awantura zaraz potem.
          >
          > Sie usmialambig_grin

          No bo on nie chcial byc puszczony wolno - pewnie byl tak przyzwyczajony do
          aresztowan i sadow, ze nie wiedzial jak sie zyje na wolnosci :o)
          • jutka1 Re: Pierwsza rzecz u bylego partnera/partnerki 25.07.06, 10:23
            Hahahaha Luizo, dobre. smile)))
            Zapewne tez musial posiadac emocjonalno-geograficzne miejsce, do ktorego mogl
            wracac z aresztu, a nie tak ot, pod most. wink)))))
          • lablafox Re: Pierwsza rzecz u bylego partnera/partnerki 25.07.06, 10:26
            Moja Pierwsza Jedyna Wielka i Szalona Miłość - rozpuszczony dyrektorski jedynak,
            (to spojrzenie z perspektywy czasu)poszłabym za niego w ogień i zrobiła
            cokolwiek by chciał - zamarzył sobie gitarę , bo koledzy mieli i słuch mieli
            też, no i dostał , bo jak synuś chce to znaczy ,że ma.
            No i zaczęło się - ćwiczył zawzięcie utwory w wykonaniu nierozpoznawalnym , a
            mnie kazał wiedzieć co gra i podawać tytuły.
            Nie zawsze trafiałam ,bo trudne to było, no to się wściekał ,że słuchu nie mam .
            Potem on grał ,a my śpiewaliśmy , to znaczy on śpiewał tak jak grał , a ja
            starałam się dopasować do tegoż , więc fałszowaliśmy niemiłosiernie.
            Któregoś letniego wieczoru , przy ognisku pojawiła się doskonalsza ode mnie ,
            bo nie tylko starała się utrzymać w linii melodycznej ,ale jeszcze zachwycona
            była , więc MPJWM odkochał się we mnie.
            Wyznał mi to po dalszym poł roku chodzenia ze soba i tuż przed zaręczynami.
            Slepa byłam , bo zakochana tak niemożebnie jedyny raz w życiu.
            Co czułam i przeżywałam opisywać nie będę , bo i po co , ale potem
            odreagowywałam, rwąc facetów i rzucając ich z pełną satysfakcją.
    • luiza-w-ogrodzie Moment olsnienia w malzenstwie 25.07.06, 11:25
      Moment olsnienia w malzenstwie. Maz zarabiajacy b a r d z o niezle skapil
      pieniedzy na rodzine a potem zaczal nas ustawiac jako sluzbe, ktora mogl
      rzadzic. Gdy wydarl sie na dziecko zasmucone, bo tatus wolal w niedziele pojsc
      z kumplami z pracy na barbecue, zamiast z dzieckiem pograc w pilke (jak
      obiecywal), nagle zobaczylam malzenstwo moich tesciow: sluzaca i lalka do
      seksu, dorabiajaca na boku zeby wyzywic rodzine oraz pan i wladca, wydzielajacy
      i kontrolujacy pieniadze na jedzenie, rozstawiajacy wszystkich po katach i nie
      liczacy sie z nikim. Wtedy ja, roczochrana i ziewajaca matka z dzieckiem przy
      piersi i drugim dzieckiem, placzacym bo tatus mial z nim grac w pilke,
      pomyslalam bardzo wyraznie ze takiego zycia nie chce. Niech sie wypcha, ja nie
      bede taka jak tesciowa!
      No i nie jestem, a tesciowa mnie bardzo szanuje za to ze wykopalam jej syna z
      domu :o)
      Luiza-w-Ogrodzie
      ·´¯`·.¸¸><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
      Australia-uzyteczne linki
      • jutka1 Good for you! :-))) ntxt 25.07.06, 11:48
      • ewelina10 Re: Moment olsnienia w malzenstwie 25.07.06, 18:18
        Sprawdza się maksyma ... zanim wyjdziesz za mąż, poznaj wcześniej jego rodzinę,
        bo może to się okazać bardzo przydatne smile

        A propos ... moja teściowa była wdową
        • luiza-w-ogrodzie Re: Moment olsnienia w malzenstwie 26.07.06, 06:29

          ewelina10 napisała:

          > Sprawdza się maksyma ... zanim wyjdziesz za mąż, poznaj wcześniej jego
          rodzinę,
          >
          > bo może to się okazać bardzo przydatne smile

          Eee, poznalam jego rodzine jeszcze bedac w liceum no i co z tego? Milosc
          naklada rozowe okulary, myslalam: "moj JEDYNY nie bedzie taki jak tesciu, on
          jest lepszy niz oni, gdziezby smial sie tak zachowac" terefere blah, blah,
          blah. Ale trzy rzeczy zrobil dobrze: syna, wyjazd do Australii i corke :o)
          wiec w sumie bilans wyszedl niezle.

          Pozdrawiam
          Luiza-w-Ogrodzie
          ·´¯`·.¸¸><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
          Australia-uzyteczne linki
          • ewelina10 Re: Moment olsnienia w malzenstwie 26.07.06, 08:27
            he he he ach te patrzenie przez różowe okulary.

            Fakt, naszych latorośli byśmy się nie pozbyły smile
            • mantra1 Re: Moment olsnienia w malzenstwie 26.07.06, 21:07
              No dobra, dajcie te kozetke. Wywnetrzac sie bede wink
              Przez kilkanascie lat malzenstwa, ktore uwienczylo 9 letnia znajomosc holubilam,
              przysposabialam do zycia w rodzinie, utrzymywalam, wynajmowalam, sprzedawalam,
              kupowalam mieszkania, samochody i sprzety, planowalam i wywozilam na wakacje,
              wyciagalam smierci spod lopaty i placilam doslownie za wszystko - od dentysty do
              portek na doope.
              On, owszem, robil wszystko w domu, pamietal, ze konczy sie sol, czy proszek do
              prania, przynosil swietne ksiazki z biblioteki, zawsze trafiajac w moj gust,
              wiedzial, jaki film koniecznie trzeba obejrzec, skakal mi po fajki, gdy
              pracowalam w srodku nocy, pielegnowal w chorobie, nie mozna sie bylo z nim
              nudzic, ani w domu, ani w towarzystwie, ani w lozku, ale...no coz, "lubial
              wypic", ale robic to juz nie za bardzo. Nie mial nawet zielonego pojecia jakie i
              za co rachunki placimy co miesiac, nawet nie potrafil odpowiedzial na pytanie,
              ile wynosi czynsz. I tak sie bujal przez wiele lat, nieskalany zadna praca, bo
              najpierw doszedl do wniosku, ze wybral zly zawod, a potem mu sie nie chcialo, a
              potem chorowal, a potem za moje pieniadze sie doksztalcal w nowym zawodzie, a
              potem ja zaniemoglam na kilka miesiecy, wiec uznal, ze lepiej pracy nie szukac,
              tylko zajac sie mna, domem i swoimi licznymi hobby, a potem to juz o prace bylo
              trudno, zreszta ja wyzdrowialam, dostalam nowe oczy, wiec po co?
              A jeszcze potem, na poczatku lata przyszlo wlasnie to olsnienie, kiedy to
              jezdzac palcem po mapie dywagowal: "a moze na Malte w tym roku pojedziemy...albo
              nie...na Bornholm i stamtad skoczymy do Danii, do przyjaciol, a moze wolisz
              znowu do Wloch?". Dla mnie to rybka - moze byc Malta, moze byc Bornholm, moze
              byc Pernambuco. Tym razem wyjatkowo zaparlam sie i postanowilam zaczekac, az cos
              sam zorganizuje. I czekalam - minal czerwiec, lipiec, sierpien...poza kilkoma
              niedzielnymi wyjazdami pod Warszawe siedzielismy w domu. Telewizor, komputer,
              ksiazki, piwko i ja - coraz bardziej zniechecona, rozzalona i zmeczona. Az w
              koncu mnie "sieklo" i we wrzesniu wyjechalam na pare dni, na tlumaczenie...no
              nie...na randke z facetem poznanym w necie. A gdy wrocilam czulam sie tak podle,
              ze od razu zlozylam pozew o rozwod.
              Wpadlam z deszczu pod rynne, bo facet okazal sie palantem. Na szczescie na
              ktotko. A potem, gdy juz bylam ogarnieta totalnym chlopowstretem napatoczyl sie
              Nokat. Ale to juz temat na calkiem inne opowiadanie smile)
              • jutka1 Re: Moment olsnienia w malzenstwie 26.07.06, 22:24
                Manterko, zazdroszcze.
                Ciagle sobie mysle, ze gdyby zolta lina nie zakochal sie w pisarce (Anne, nomen
                omen wink)))), to z poczucia winy i obowiazku tkwilabym w tym do dzis. Chyba.
                Moze. Nie wiem.
                • verbena1 Re: Moment olsnienia w malzenstwie 26.07.06, 22:40
                  Czy zauwazylyscie u siebie tzw.syndrom popelniania tego samego bledu?
                  Dochodze powoli do wniosku,ze zycie mnie niczego nie uczy bo wybieram podobnych
                  charakterologicznie facetow.
                  Moze mam tak wielka potrzebe opiekowania sie,troszczenia? Moi partnerzy to typ
                  Piotrusia Pana, dziecko zatrzymane w rozwoju. Sa spontaniczni,skorzy do
                  zabawy,pelni fantazji. Lubia sie gniewac i tupac nogami gdy nie chcesz sie z
                  nimi bawic lub zaczynasz mowic o powaznych sprawach.
                  Mowia - dlaczego kiedys bylas taka fajna a teraz tylko zrzedzisz. Nie przejmuj
                  sie jakimis rachunkami czy oplatami,wszystko jakos sie zalatwi.
                  Kiedy widze ,ze moj usmiech zrozumienia zamienia sie powoli z usmiech
                  politowania to znaczy ,ze czas zaczac dzialac.
                  Tylko tak mi sie nie chce zaczynac wszystkiego od poczatku.
                  • jutka1 Re: Moment olsnienia w malzenstwie 26.07.06, 22:44
                    Tak.
                    Typ fizycznie moze nie, ale okolicznosciowo od dawna to samo. Niestety.
                    sad
                    • mantra1 Re: Moment olsnienia w malzenstwie 26.07.06, 22:51
                      Tak. Ale to chyba tkwi w nas samych, niestety.
                    • verbena1 Re: Moment olsnienia w malzenstwie 26.07.06, 22:52
                      Dlaczego wiec marzac o silnym meskim ramieniu wybieram nieporadnych
                      zyciowo,uwieszonych na mnie?
                      Zagadka dla psychologasmile))))
                      • mantra1 Re: Moment olsnienia w malzenstwie 26.07.06, 22:54
                        Moze dlatego, ze same jestesmy za silne i chcemy sobie to meskie ramie "silom i
                        godnosciom osobistom" uformowac?
                        nie o to chodzi, by zlapac kroliczka, ale by gonic go, go, go?
                        • antyproton Re: Moment olsnienia w malzenstwie 27.07.06, 00:55
                          Ha
                          Ha
                          i Ha !

                          Czy to jest forum wyjatkow ludzkich rodzaju zenskiego czy tez ja mam
                          takie szczynscie ze takiej silnej i opiekunczej to jeszcze nigdy na oczy
                          nie widzialem a podejrzewam , ze nawet nie przeszla obok mnie w odleglosci
                          blizszej niz 10 km . ( bo pewnie jak komar samiec wyczulbym taka moimi
                          czulkami- antenkami ) .

                          Jedyna kobieta , ktora kiedys cos za mnie zaplacila byla moja mama.
                          Ogolnie to mialem(?) 2 typy kobiet : uczace sie albo niepracujace.
                          Z jedna mala roznica w stosunku do waszych facetow :
                          nie mozna bylo z nimi koni krasc, interesowaly sie i to jak wszelkimi
                          platnosciami, zakupami itd oraz tym ze kobiety nie mozna sobie ot tak
                          zostawic jak faceta , one maja zagwarantowana opieke i polowe majatku.

                          Pierwsze oznaki , ktore oczywiscie zlekcewazylem ?
                          Raz w domu jej siostra przeszla jej przed telewizorem zaslaniajac jakas wazna
                          scene jakiegos filmu.
                          Wrzasnela zeby przeszla bo ona nic nie widzi.Siostra wyszla do drugiego pokoju,
                          po chwili uslyszalem ,ze placze.
                          Kiedys w Rzymie zostalo nam niewiele pieniedzy ,do nastepnej wyplaty brakowalo
                          pare dni.Przechodzaz obok jakiegos bazaru zauwazyla lezace banany.
                          Powiedziala zebym jej kupil.Odmowilem tlumaczac ,ze mamy wyliczone pieniadze.
                          Wrzask, awantura , wyzwiska , stalem jak wryty bo nikt nigdy do mnie nie odezwal
                          sie w ten sposob.
                          I tak sie to dalej potoczylo.Prawdopodobnie wiazal nas tylko seks.Moja praca
                          byla bardzo czasochlonna, czesto wyjezdzalem, stalem sie pracocholikiem.
                          O rozejsciu sie zadecydowalo dziecko. Praktycznie nie mialem zadnego wplywu
                          na jego wychowanie, kazda moja decyzja laczyla sie ze sprzeciwem ze strony zony.

                          Nie wiem , czy macie biologicznie silniejsza psychike bo jest mi ciezko.
                          Ciezko zaczynac jeszcze raz, mysle jak ciezko byloby polaczyc moj ewentualny
                          nowy zwiazek, pomijajac fakt , ze ciezko o surowiec pierwotny ktoremu moglbym
                          zaufac wink))

                          Z drugiej strony teraz jest moment do zrobienia czegos nieszablonowego.
                          Schemat dom, praca , weekend juz przerobilem , znam plusy i minusy.
                          Moze wyjade na Madagaskar i zostane rybakiem ?
                          Kto wie ?

                          smile)









                          • luiza-w-ogrodzie Re: Moment olsnienia w malzenstwie 27.07.06, 01:06
                            Anty, moze Ty wybierales sobie takie slabe, ktorymi sie trzeba bylo opiekowac,
                            zeby samemu czuc sie maczo? Moj byly wybiera sobie coraz mlodsze i coraz mniej
                            wyedukowane dziewczynki, ktore potem kopia go w de jak juz dzieki niemu zdobyly
                            zawod i paszport. Probuje je uziemiac dzidziusiami, ale one odchodza w dal
                            nawet z malymi dziecmi, bo nigdy im nie byl potrzebny sam dla siebie a tylko
                            dla osiagniecia celu.

                            Tak sbie mysle, jesli obie strony w zwiazku maja rozne cele i je przed soba
                            wzajemnie zataja, to taki zwiazek nie ma szans dluzej przetrwac.

                            Pozdrawiam laczac sie w cierpieniu
                            Luiza-w-Ogrodzie
                            ·´¯`·.¸¸><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
                            Australia-uzyteczne linki
                            • antyproton Re: Moment olsnienia w malzenstwie 27.07.06, 01:17
                              Hehehe ,
                              a podobno kobiety sa bezinteresowne i kieruja sie zawsze sercem.

                              A co do twojego pytania to wydaje mi sie ze czujemy sie maczo jezeli
                              potrafimy podbic serca wielu kobietom a nie jednej.
                              Jakos stierdzenie slaba kobieta nie bardzo mi pasuje do mojej zony,
                              179 cm i 70 kg smile)

                              Wbrew wszystkim opiniom i legendom od kobiety najbardziej potrzebujemy
                              rozmowy i zrozumienia.

                              smile)
                              • luiza-w-ogrodzie Re: Moment olsnienia w malzenstwie 27.07.06, 01:28
                                antyproton napisał:

                                > Wbrew wszystkim opiniom i legendom od kobiety najbardziej potrzebujemy
                                > rozmowy i zrozumienia.

                                Tego potrzebuja obie strony, nie tylko mezczyzni. Ale jakos sie sklada, ze
                                rzadko spotykaja sie dwie osoby potrafiace rozmawiac i sie rozumiec. Widze to
                                dookola i sama to teraz mam. kuhhhwa.
                                • jutka1 Re: Moment olsnienia w malzenstwie 27.07.06, 09:24
                                  luiza-w-ogrodzie napisała:

                                  > antyproton napisał:
                                  >
                                  > > Wbrew wszystkim opiniom i legendom od kobiety najbardziej potrzebujemy
                                  > > rozmowy i zrozumienia.
                                  >
                                  > Tego potrzebuja obie strony, nie tylko mezczyzni. Ale jakos sie sklada, ze
                                  > rzadko spotykaja sie dwie osoby potrafiace rozmawiac i sie rozumiec.
                                  ***********
                                  Sfintoprawdo pani Lou.
                                  Jeszcze dodalabym smiech razem. Dla mnie bardzo wazne, nie wiedziec czemu smile))

                                  Jak czytalam teraz Wasze wpisy o tesciach i ukladach rodzinnych... olsnilo
                                  mnie. Tesc byl zawodowym wojskowym, porzadek musial byc. I zolta lina wychowywal
                                  sie raz u dziadkow we Francji, raz w szkole z internatem w Belgii, bo ojciec
                                  stacjonowal gdzie, gdzie nie bylo warunkow dla dziecka. No i ZL nie ma ani
                                  jednego wspomnienia z dziecinstwa, do wieku lat dziesieciu nie pamieta NIC, i tu
                                  powtorze - NIC. Co tam sie musialo dziac w jego zyciu, zeby wyblokowac
                                  absolutnie wszystko?

                                  No, ale odeszlam od adremu, przepraszam.
                                  • luiza-w-ogrodzie Re: Moment olsnienia w malzenstwie 28.07.06, 00:34
                                    jutka1 napisała:

                                    > Sfintoprawdo pani Lou.
                                    > Jeszcze dodalabym smiech razem. Dla mnie bardzo wazne, nie wiedziec czemu :-
                                    )))

                                    Oj, dla mnie tez.

                                    > Jak czytalam teraz Wasze wpisy o tesciach i ukladach rodzinnych... olsnilo
                                    > mnie. Tesc byl zawodowym wojskowym, porzadek musial byc. I zolta lina
                                    wychowywal
                                    > sie raz u dziadkow we Francji, raz w szkole z internatem w Belgii, bo ojciec
                                    > stacjonowal gdzie, gdzie nie bylo warunkow dla dziecka. No i ZL nie ma ani
                                    > jednego wspomnienia z dziecinstwa, do wieku lat dziesieciu nie pamieta NIC, i
                                    tu powtorze - NIC. Co tam sie musialo dziac w jego zyciu, zeby wyblokowac
                                    > absolutnie wszystko?

                                    Powiem tylko jedno: moj tesc byl zawodowym wojskowym...

                                    Pozdrawiam
                                    Luiza-w-Ogrodzie
                                    ·´¯`·.¸¸><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
                                    Australia-uzyteczne linki
                        • luiza-w-ogrodzie Re: Moment olsnienia w malzenstwie 27.07.06, 01:03
                          mantra1 napisała:

                          > Moze dlatego, ze same jestesmy za silne i chcemy sobie to meskie ramie "silom
                          i
                          > godnosciom osobistom" uformowac?
                          > nie o to chodzi, by zlapac kroliczka, ale by gonic go, go, go?

                          Chyba chodzi o to, ze mocni mezczyzni rozgladaja sie za slabymi kobietkami,
                          wiec my im nie pasujemy. Tragedia... czemu moja mama mnie nie nauczyla jak
                          robic bezradne minki i trzepotac rzesami? A z drugiej strony, bedac kurduplasta
                          blondynka z zadartym noskiem jej to uchodzilo, a moja karnacja i typ urody
                          zupelnie nie pasuja do bezradnych minek. Nawet kolezanka lesbijka twierdzi
                          (obrzucajac mnie fachowym spojrzeniem), ze mam "budowe Amazonki" to pewnie i
                          mezczyzni mnie tak widza. No i w srodku tez nie mam duszyczki blondynki, a tak
                          dobrze byloby zeby czasem sie ktos mna zaopiekowal :o(

                          Ech, zycie... wracam do raportow zeby zarobic na chlebek z maselkiem
                          Luiza-w-Ogrodzie
                          ·´¯`·.¸¸><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
                          Australia-uzyteczne linki
                          • clean_jansen Re: Moment olsnienia w malzenstwie 27.07.06, 13:26
                            To po jaką cholerę pchałaś się w kangury? Gdybys była tutaj, robim zlot u Jutki,
                            dobieramy do partii Skaya (z pojedynczym ja) i balangi mamy do oporu. A tak co?
                            Z koalą za bardzo to se nie pogadasz, bo wiecznie naćpany, zaś kangury skaczą...?sad
                            • fedorczyk4 Och, och , och, jaki śliczny wątek 27.07.06, 14:51
                              Dzięki Waszym wywnętrzeniom, odważam się i ja. Miałam wtedy lat 20 i jak
                              zwylkle charakter do wymiany. W pociągu relacji Warszawa- Katowice spotkalam
                              kolegę ze studiów. Pogadaliśmy sobie ociupinkę i pojechali do mnie, na stancję
                              kontynuować rozmowę. Nic zdrożnego nie zaszło. Oglądaliśmy foty (byłam na
                              operatorce). Dyskutowaliśmy o litraturze, teatrze i kinie (byłam ambitna), A
                              nad ranem poprosił mnie o rękę. Lubiłam dziwaczności w życiu, więc
                              odpowiedziałam tak (owoc tego związku do dzisiaj próbuje zrozumieć dlaczego).
                              Na to ON zamówił taryfę i zwiózł mnie na cmentarz. Na grobie Zbyszka
                              Cybulskiego mi przysięgał. Tfu, tfu, na mój urok, nic mi nie drgneło w mózgu,
                              tylko się wdzięcznie śmiałam. Ale krótko.
                              • lablafox Re: Och, och , och, jaki śliczny wątek 27.07.06, 18:02
                                fedorczyk4 napisała:

                                > Dzięki Waszym wywnętrzeniom, odważam się i ja. Miałam wtedy lat 20 i jak
                                > zwylkle charakter do wymiany. W pociągu relacji Warszawa- Katowice spotkalam
                                > kolegę ze studiów. Pogadaliśmy sobie ociupinkę i pojechali do mnie, na
                                stancję
                                > kontynuować rozmowę. Nic zdrożnego nie zaszło. Oglądaliśmy foty (byłam na
                                > operatorce). Dyskutowaliśmy o litraturze, teatrze i kinie (byłam ambitna), A
                                > nad ranem poprosił mnie o rękę. Lubiłam dziwaczności w życiu, więc
                                > odpowiedziałam tak (owoc tego związku do dzisiaj próbuje zrozumieć dlaczego).
                                > Na to ON zamówił taryfę i zwiózł mnie na cmentarz. Na grobie Zbyszka
                                > Cybulskiego mi przysięgał. Tfu, tfu, na mój urok, nic mi nie drgneło w mózgu,
                                > tylko się wdzięcznie śmiałam. Ale krótko.

                                Fed ,ża pierwszym razem ,jak widać z wpisów nikomu nic nie kuka .
                                Nawet gdyby ktoś ci pod oczy wstawiał transparent z czcionką 50 cm ,żebyś
                                zobaczyła to co widzą inni , nic z tego - Wszystko uśpione.
                                Potem człowiek czujniejszy , tak mu się wydaje.
                                Ja gdy odślepłam , i rwałam i rzucałam , to w tym rzucaniu też chyba
                                przydepnęłam cudze prawdziwe uczucia.
                                Wśród rwanych wybrałam sobie blondyna o oczach niebieskich jak chabry , który
                                wyprowadzał mnie na spacery jak pieska i zniewolić mnie chciał swoimi
                                pomysłami na życie ,a ja czułam sie przy nim jak roślinka i tenże piesek , choc
                                na początku to mi sie nawet podobało .Kochany był , dobry i dbający o mnie i
                                taki wogóle eechh, ale to organizowanie mi życia , mnie osobie niezależnej i
                                aktywnej .
                                Na szczęście głos kukułki brzmiał coraz donośniej , a i facet był do odstrzału
                                w momencie gdy już był tak zakochany ,że oświadczać się rwał.
                                • fedorczyk4 Re: Och, och , och, jaki śliczny wątek 27.07.06, 18:20
                                  Lx,wzruszyłaś mnie więc dopowiem. Ten sam osobnik zjawił się rok wcześniej w
                                  moim warszawskim liceum, pod tytułem akcji: studenci Szkół Twórczych w
                                  liceach...On i Bajon Michał zwołali zebranie pdt. My i Teatr. Przyjacłka moja
                                  (nadal i dozgonnie, osoba niesłychana pod każdym względem)i ja jako jedyne
                                  maturalne, polazłyśmy na to zebranie. I co ujrzały ócz naszych kryształy.
                                  Łysorudegowymoczka, który zawiązał się na cztery supły w dookoła oparcia
                                  drewnianego krzesła i zasłaniając sobie oczy przed poświatą intelektu uczennic
                                  klas humanistycznych, zawył: ZROBIMY RZECZ GENIALNA, długa, sapana przerwa, SEN
                                  SREBRNY SALOMEI. I chałas spadających ciał. To moja Przyjaciółka i ja spadłyśmy
                                  z ławki ze śmiechu. A ja półtora roku później wyszłam za niego za mąż.
                            • jutka1 Re: Moment olsnienia w malzenstwie 27.07.06, 16:57
                              clean_jansen napisał:

                              > To po jaką cholerę pchałaś się w kangury? Gdybys była tutaj, robim zlot u
                              Jutki, dobieramy do partii Skaya (z pojedynczym ja) i balangi mamy do oporu. A
                              tak co? Z koalą za bardzo to se nie pogadasz, bo wiecznie naćpany, zaś kangury
                              skaczą...?sad
                              ****************
                              Haloooo?
                              Halooooo?
                              Mowi sie?
                              Je tam kto?

                              Jaki zlot u mnie?
                              Za plecami cos organizujesz i liste gosci ukladasz?
                              Gospodyni to nie laska (uaska) skonsultowac?

                              Jansenie, ja juz coraz mniej rozumiem.
                              Ale moge to zrzucic na karby gorszego dnia, ktory sie wokol toczy.
                              • clean_jansen Re: Moment olsnienia w malzenstwie 27.07.06, 19:31
                                jutka1 napisała:
                                > Jansenie, ja juz coraz mniej rozumiem.
                                ------> Ja też, ale zupełnie mi to nie przeszkadza wink
                                • skir.dhu Re: Moment olsnienia .... 27.07.06, 22:40
                                  No wiec bylo tak. Ja bylam na II roku studiow, on byl pan profesor. Mlody,
                                  realtywnie mlody, bo przed 40-tka i swiezo rozwiedziony z autentyczna niemiecka
                                  hrabinia, ktora jak sie pozniej dowiedzialam naciagnal na jakies
                                  nieprawdopodobne sumy przy podziale majatku. A ja bylam mloda, agresywna i
                                  okropnie napalona na niego. Jemu to sie chyba podobalo, imponowalo; w dobrej,
                                  starej Belgii nikomu jakos nie przeszkadzal romans studentki z profesorem. On
                                  mnie zreszta niczego nie uczyl procz zycia wink I wszystko bylo swietnie dopoki
                                  ktoregos dnia nie poszlismy na obiad do restauracji. Placac za obiad i biorac
                                  rachunek, skomentowal, ze rozliczy to sobie jako czesc wydatkow przy research.
                                  I to by bylo na tyle - powinnam byla pewnie wstac i wyjsc bez slowa (jak w
                                  Kabaracie Starszych Panow: "... a kiedy wstalam i wyszlam bez slowa, nie
                                  pobiegl za mna - nie dofinansowal i nigdy nie ujrzy mnie z nim juz SPATIF -
                                  Osculati, oh Osculati..."). Nie zrobilam tego ale w bardzo szybkim
                                  tempie "rozluznilam stosunki" az pozbylam sie Go z mojego zycia niczego
                                  wlasciwie nie tlumaczac, bo po co. On pewnie do dzis nie wie o co mi tak
                                  naprawde chodzilo wink A pachnial tak wspaniale smile)) I nawet zdarzalo Mu sie
                                  pisywac calkiem przyzwoite wiersze...
                                  Chyba tylko brudne paznokcie sa gorsze od sknerstwa.
                                  Skir Dhu
                                  • mantra1 Re: Moment olsnienia .... 27.07.06, 23:40
                                    skir.dhu napisała:

                                    nie dofinansowal i nigdy nie ujrzy mnie z nim juz SPATIF -
                                    Osculati, oh Osculati...").
                                    ***
                                    Azali byl on Portugalczykiem, co naciął dziewcząt jak róz w kraju sosny? smile)

                                    Że tylko szept za nim szedł słów
                                    jak liści: nie uiści, nie uiści ? smile)
                            • luiza-w-ogrodzie Re: Moment olsnienia w malzenstwie 28.07.06, 00:31
                              clean_jansen napisał:

                              > To po jaką cholerę pchałaś się w kangury? Gdybys była tutaj, robim zlot u
                              Jutki, dobieramy do partii Skaya (z pojedynczym ja) i balangi mamy do oporu. A
                              tak co? Z koalą za bardzo to se nie pogadasz, bo wiecznie naćpany, zaś kangury
                              skaczą..
                              > .?sad

                              ...a w Polsce po ulicach chodza biale niedzwiedzie i kazdy idac do wychodka
                              zabiera ze soba dwa kije :o)
                              LOL
                              Luiza-w-Ogrodzie
                              ·´¯`·.¸¸><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
                              Australia-uzyteczne linki
                              • clean_jansen Re: Moment olsnienia w malzenstwie 05.08.06, 19:58
                                luiza-w-ogrodzie napisała:
                                > ...a w Polsce po ulicach chodza biale niedzwiedzie i kazdy idac do wychodka
                                > zabiera ze soba dwa kije :o)
                                > LOL
                                *****************
                                Głębokie wykopaliska robicie w tej Australii smile
                                • luiza-w-ogrodzie Re: Moment olsnienia w malzenstwie 16.08.06, 00:54
                                  clean_jansen napisał:
                                  > Głębokie wykopaliska robicie w tej Australii smile

                                  Nie az tak glebokie, jak te robione w Polsce: "Z koalą za bardzo to se nie
                                  pogadasz, bo wiecznie naćpany, zaś kangury skaczą.."

                                  :o))))
                                  Luiza-w-Ogrodzie
                                  ·´¯`·.¸¸><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
                                  Australia-uzyteczne linki
    • luiza-w-ogrodzie Dedykacja 28.07.06, 00:41
      Wisława Szymborska - Złote gody

      Musieli kiedyś byc odmienni,
      ogień i woda, różnić się gwałtownie,
      obrabowywać i obdarowywać
      w pożądaniu, napaści na niepodobieństwo.
      Objęci, przywłaszczali się i wywłaszczali
      tak długo,
      aż w ramionach zostało powietrze
      przeźroczyste po odlocie błyskawic.

      Pewnego dnia odpowiedź padła przed pytaniem
      Którejś nocy odgadli wyraz swoich oczu
      po rodzaju milczenia, w ciemności.

      Spełza płeć, tleją tajemnice,
      w podobieństwie spotykają się różnice
      jak w bieli wszystkie kolory.

      Kto z nich jest podwojony, a kogo tu brak?
      Kto się uśmiecha dwoma uśmichami?
      Czyj głos rozbrzmiewa na dwa głosy?
      W czyim potakiwaniu kiwają głowami?
      Czyim gestem podnoszą łyżeczki do ust?

      Kto z kogo tutaj skórę zdarł?
      Kto tutaj żyje, a kto zmarł
      wplątany w linie - czyjej dłoni?

      Pomału z zapatrzenia rodzą się bliźnięta.
      Zażyłość jest najdoskonalszą za matek -
      nie wyróżnia żadnego z dwojga swoich dziatek,
      które jest, które ledwie że pamięta.

      W dniu złotych godów, w mrocznym dniu
      jednakowo ujrzany gołąb siadł na oknie.


      jezyk-polski.eza.pl/materialy/poezja/wislawa_szymborska/zlote_gody.htm
      • clean_jansen Re: Dedykacja 05.08.06, 20:23
        Znała taki stan z autopsji? Czy hipotetycznie można opisać pewien układ i oddać
        stan emocjonalny w danej sytuacji?
        A'propos, Luizo komu dedykujesz?
        • luiza-w-ogrodzie Re: Dedykacja 16.08.06, 00:51
          clean_jansen napisał:

          > Znała taki stan z autopsji? Czy hipotetycznie można opisać pewien układ i
          oddać stan emocjonalny w danej sytuacji?

          To jest poezja, nie traktat psychologiczny. A mnie sie zdarzylo dojscie do
          takiego punktu w zwiazku, w ktorym odzywalismy sie tymi samymi slowami albo
          zwraalismy uwage na ten sam aspekt rzeczy - i nie trzeba bylo z tym czekac az
          do zlotych godow.

          > A'propos, Luizo komu dedykujesz?

          Dedykuje wszystkim, ktorzy przeszli przez nieciekawe zwiazki.

          Pozdrawiam
          Luiza-w-Ogrodzie
          ·´¯`·.¸¸><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
          Australia-uzyteczne linki
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka