10.09.03, 02:51
A więc co to, albo jeszcze lepiej: czym jest MARTINI ?

Martini jako koktajl jest szalenie popularny w Ameryce Północnej. Amerykanie
z dumą mówią że jest ich wynalazkiem. Istnieje tysiące przepisów, a jeżeli
ktoś się uprze, to stworzy następny, który dopasuje do swojego indywidualnego
smaku.
Podaje się go w charakterystycznej lampce w kształcie "postawionej na głowie"
okrągłej piramidy (koniecznie zmrożonej) a przyrządza w specjalnym pojemniku
nazywanym "Shaker" (przepraszam - nie znam polskiego odpowiednika) lub
szklanym "dzbanku" gdzie skladniki miedza sie... szklana paleczka. Martini
jest uważane za koktajl prezydentów i artystów, stąd istnieje wiele ciekawych
historii i anegdot. Nie można po prostu "wskoczyć na jednego", ale trzeba
poświęcić temu należny czas i uwagę. Martini Bars z reguły wymagają
oficjalnego stroju (formal dress) i są wspaniałym miejscem na "odchamienie
się".
Przy Martini swiety jest tylko VERMOUTH, reszta leży w sercu... czujesz, ale
nie potrafisz tego nazwać smile) Martini - jest doświadczeniem, przeżyciem, to
jest jak pierwszy pocałunek miłosny, tęcza po burzy lub... ulga po wściekłym
bólu głowy wink).
No, myślę że macie już obraz. Chce w tym temacie przyblizyc Panstwu swiat
Martini.

Jego klasyczna wersja to;

3 czesci gin
1 czesc vermouth
oliwka
Obserwuj wątek
    • jej_maz Re: Martini 10.09.03, 02:53
      Gwoli wyjaśnienia - jest to jeden z moich zawodow; mam skończoną szkołę(!),
      zdany egzamin, certyfikat i oficjalną licencję bartendera w Kanadzie! Zaczęło
      się od Włoch; pracowałem na czarno w knajpie, gdzie podglądałem i uczyłem się
      różnych dziwnych "kombinacji" - ot, zwykła ciekawość co i jak smakuje. Dosyć
      szybko wiedziałem tyle, że sam stanąłem za barem. Po przyjeździe tutaj
      wiedziałem już jak "dorobić wieczorami".
      Z barem to miałem szczęście; nie żadna speluna, ale bardzo elegancka
      restauracja z klientelą o wyszukanych gustach. Właściciel (też Włoch),
      przykładał ogromną wagę do wiedzy swojego personelu, ściągał więc fachowców z
      całych US i Kanady (naprawdę!), aby uczyli nas nie tylko sposobu podawania, ale
      dokładnej znajomości produktu. Bartender jest to bardzo wysoka pozycja w
      hierarchii zawodu - to ten kto ma wiedzieć wszystko co, z czym, w czym i jak
      (był nawet polski film z Romanem Wilhelmim na ten temat...zapomniałem tytułu).
      Nierzadko serwowało się wina za kilkaset dolarów butelka, czy lampkę koniaku za
      kilkadziesiąt (Ludwik XIV -250 C$ za 30g) i naprawdę trzeba było wiedzieć jak
      to zrobić, przeszedłem więc fantastyczną szkołę! Jest to sztuka: musi się to
      naprawdę lubić, aby być w tym dobrym - ja to wręcz uwielbiam. Już kilka lat jak
      nie pracuję (wszystkiemu winna żona!), ale traktuje to jako miłą i smaczną
      odskocznię od przeciętności.

      Osobiście preferuję "szkocką" Single Malt z wodą, ale muszę przyznać, że to
      właśnie Martini jest tym wśród cocktaili, czym Royce Rolls wśród samochodów...
    • jej_maz Re: Martini 10.09.03, 02:54
      Przeczytałem naprawdę wiele na temat tego króla cocktaili i przyznam, że nie
      potrafiłem znaleźć jednoznacznej odpowiedzi na pytanie co spowodowało jego
      "wyjątkowość". Jedno jest pewne; reprezentuje wszystko; od sofistycznej
      elegancji do artystycznego zdeprawowania i dekadencji. Nazywany czasami "silver
      bullet" (srebrny pocisk) - jest czysty, zimny i zawsze na najwyższym poziomie.
      Prezydenci i gwiazdy ekranów, dziennikarze i poeci, fikcyjne postacie i ich
      kreatorzy, wszyscy skłaniali się ku Martini w poszukiwaniu inspiracji, relaksu,
      miłości czy humoru. Żaden inny cocktail nie ma tak skomplikowanej historii czy
      folkloru. Żaden inny cocktail nie wzbudza takiej egzaltacji, graniczącej z
      intelektualnym ekshibicjonizmem, jak dyskusje o zrobieniu tego "wyjątkowego"
      Martini. Rob Roy, Manhattan, Rusty Nail są na piedestale klasyki cocktaili. Być
      może klasyczne piękno i wyrafinowana prostota lampki Martini... być może fakt,
      że potrzebne są jedynie dwa składniki (zimny gin i vermouth), aby stworzyć coś
      aż tak wysublimowanego. Zrobić dobre Martini jest procesem wręcz na miarę
      alchemii; dwa podstawowe elementy tworzą złoto, lub... cocktailowy ekwiwalent.
      Nawet nasza pop kultura gloryfikuje Martini – Agent 007 pokazal swiatu cos, co
      dzisiaj sie nazywa James Bond Martini;

      JAMES BOND MARTINI
      6 części ginu
      2 części Smirnowa
      1 część dry Martini
    • jej_maz Re: Martini 10.09.03, 02:55
      A wiec GIN! Przyznam ze moj pierwszy kontakt z tym alkoholem tez nie nalezy do
      milych wspomnien. Wypity na cieplo z kieliszka na wzor wodki wprawil mnie w
      mdlosci. Alez swinstwo! W tych czasach cos takiego jak mixologia (tutaj jest to
      powazna nauka traktujaca o tym co z czym aby bylo dobre, czyli "the art and
      science of drinking") w Polsce nie istnialo a pilo sie wszystko jak wodke;
      prosto w gardlo.
      Za ojca gin'u uwaza sie XVII-wiecznego Holenderskigo lekarza Franciscus de la
      Boe, ktory znany jako Dr. Sylvus z Universytetu w Leiden, eksperymentowal w
      poszukiwaniu lekarstwa na niewydajnosc nerek. Do alkoholu z ziarna zboza, dodal
      juniper berries (cedrowe jagody?) Gin zyskal natychmiastowa akceptacje i
      popularnosc w calej Europie, a rozpowszchniany przez zolnierzy walczacych w
      koloniach jako "Dutch Courage" (Holenderska odwaga) podbil caly swiat. Mamy
      trzy rodzaje Gin'u; Genever, Old Tom i London Dry. Pierwszy z nich jest
      orginalnym Holenderskim pierwowzorem, raczej nie uzywanym do drinkow i w sumie
      rzadko dostepnym na rynku, podobnie jak Old Tom. London Dry jest najbardziej
      popularnym. Jezeli pierwsze dwie odmiany robi sie na bazie jednej destylacji,
      to ten jest podwojnie destylowany, gdzie przy drugim procesie dodaje
      sie "flavor", czyli ziola, bez ktorych ... gin nie bylby ginem. Na bazie tej
      technologii produkuje sie "Bombay", "Bombay Sapphire", "Beafeater's" i inne.
      Kazdy powinien znalesc swoj ulubiony, poniewaz kazdy gin ma swoj subtelny smak -
      osobiscie jestem za "Beefeater's".
    • jej_maz Re: Martini 10.09.03, 02:57
      Vermouth jest najwazniejszym skladnikiem cocktail Martini. O ile Gin jest
      zastepowany przez wodke czy roznego rodzaju whisky(ey), to Vermouth jest
      zawsze. Vermouth jest wzmocnionym winem z dodatkiem ziol. Jego nazwa pochodzi
      od Niemieckiego wermut (cieple drzewo). Wiekszosc (a przynajmniej te klasyczne)
      cocktail Martini robi sie uzywajac Dry Vermouth (wytrawne), ktore jest znane
      rowniez jako Francuskie. Nie nalezy tego mylic z odmiana Wlaska, nazywana
      Bianco. To ostatnie, bedac rowniez bezbarwne, jest jednak slodsze niz Francuski
      kuzyn. Trzecim rodzajem Vermouth jest Sweet (Slodkie) lub znane od koloru jako
      Rosso (czerwone), ta odmiana uzywana jest do Manhattan, czy Perfect.
      Teraz cos, co zaczyna byc moja misja zyciowa; uswiadamianie wszystkim dookola,
      ze Martini jest nazwa producenta, Vermouth jest rodzajem wina, a istnieje
      rowniez specificzna grupa cocktail'i o nazwie Martini ktore jest robione z
      Vermoutem. Zamacilem? Dobra - wyjasnie. W Polsce zawsze mowilo sie na vermout
      Martini, poniewaz jest to najwiekszy prooducent tego gatunku - Martini & Rossi
      IVLAS SpA Torino www.martini.com/ (sliczna strona). Pametacie Cinzano -
      tez Vermouth. Jest na swiecie wielu producentow tego gatunku jak na przyklad
      Noily Prat (piekna strona - radze poklikac!), www.noillyprat.com/ , czy
      Zarro www.vermouth-zarro.com/ Dla porownania strona gdzie pod nazwa
      producenta, podaje sie rodzaj wina www.vito.it/Spiriti/vermouth.html
      Zobaczcie rowniez takie strony jak vinguiden.com/?
      col=kategorisort&sok=Vermouth czy
      www.state.vt.us/dlc/descriptions/vermouth.html - jak widac Martini nie
      jest jedynym producentem Vermoth! Chce Wam pokazac, ze jak ktos mowi
      o "drinkach z Martini", to znaczy, ze ma na mysli uzywanie wina tylko od tego
      producenta.

      PS. Blagam! Prosze mnie tu zle nie zrozumiec! Ja sie nie wymadrzam, czy probuje
      kogokolwiek pouczac. Jest to moj "konik" i co prawda juz nie wykonywany, ale
      ciagle zawod. Jest niesamowite jak ogromny i piekny jest swiat alkoholu i jak
      malo sie o nim wie. Im wiecej o tym swiecie sie dowiadywalem, tym wieksza
      przyjemnosc mialem w kosztowaniu i odkrywaniu smakow i kombinacji a mniej
      chodzilem pijany! Zgadzam sie z opinia, ze ..."jedzenie jest pokarmem ciala,
      dobre jedzenie jest pokarmem duszy"... Alkohol jest czescia jedzenia, a wiec...
    • jej_maz Re: Martini 10.09.03, 02:58
      Po takim wprowadzeniu, czas na kilka przepisow i anegdot. Najsłynniejsze
      Martini? Myślę że "Rob Roy", "Manhattan" i "Rusty nail" - dla ciekawostki: jak
      cygaro było "znakiem firmowym" Churchill'a, tak charakterystyczna lampka
      Martini była przypisywana FDR (Franklin Delano Roosevelt) - bardzo często
      pojawiał się z nią nawet na oficjalnych międzynarodowych szczytach! Jego
      ulubiony to

      KIR
      1/4 uncji (ok 10g) cassis
      5 uncji białego wina

      Jest również wersja "królewska" - "Kir Royale", gdzie wino zastępuje się
      szampanem. Najpierw nalewamy wino (szampan) a później ostrożnie cassis. Ostro
      fioletowy cassis "zawiesza się" tworząc wrażenie...biskupiego kiru.
      • felinecaline Re: Martini 10.09.03, 16:52
        Sprostowanie, ale drobniusienkie: Kir royal (bez "e") to biale musujace wino +
        syropek, z szampanem jest juz "IMPERIAL" wink
        • iremos Re: Martini 10.09.03, 19:28
          W Niemczech rozróżnia się wina musujące ( absolutnie nie kupować Schaumwein),
          Sekt(czyli niemiecki szampan) i Champagner. jak to ma się do kir royal?
        • barfly_jimi Re: Martini 10.09.03, 23:51
          felinecaline napisała:

          > Sprostowanie, ale drobniusienkie: Kir royal (bez "e") to biale musujace wino
          +
          > syropek, z szampanem jest juz "IMPERIAL" wink

          No i tu mamy cały urok miksologii! W życiu swym niedługim spotkałem już wiele
          różnych wersji zarówno nazewnictwa, kształtu kieliszka jak również wskazówek co
          do tego co tam trzeba wlać do środka i w jakiej kolejności - przy tak prostym
          połączeniu (zaledwie 2 składniki) wszystkich kombinacji naliczyłem z dziesięć.
          Ot co!

          Jeden z czołowych współczesnych miksologów amerykańskich, wielce poważany
          (światowej sławy rzec by można) miksolog Dale deGroff w swojej sztandarowej
          knidze czyli "The craft of the cocktail" wspomina dwie odmiany tegoż drina.
          Mamy więc "Kir" nazwany tak na cześć niegdysiejszego mera Dijon imieniem Canon
          Delix Kir (Dijon to podobnież oficjalna nazwa likieru zwanego Cassis)
          który to koktajl wykorzystuje białe wytrawne wino (w sukurs przychodzi Dale'owi
          wszechobecny i niezwykle skrupulatny (ortodoksyjny wręcz) Robert Hess wskazując
          m.in szczep Chardonnay)

          Zaraz pod Dale'owym Kirem znajdujemy odmianę cokolwiek uszlachetnioną a więc
          Kir Royale (tak, z "e") zamiennie zwaną "Kir Imperial") wykorzystującą zamiast
          wina, szampana a jako alternatywę dla Cassis - likier malinowy.

          To było prosto z koktajlandii czyli USA. Zerknijmy teraz do źródeł bliższych -
          i co tu mamy? Nasz zachodni sąsiad Peter Bohrmann zgadza się zasadniczo z
          deGroff'em w kwestii "Kir'u" aczkolwiek na "Kir Royal" - (tak, tu bez "e")
          zaczynają się schody. Według tegoż szacownego pana "Royal" robi się opcjonalnie
          z szampanem lub winem musującym (wytrawnym oczywiście), natomist "Kir Imperial"
          tylko i wyłacznie z szampanem, z tym, że wersję nr 1 z likierem malinowym a
          wersję nr 2 z Creme de Cassis i (SIC!) z wódzią!

          I bądź tu człeku mądry.
          Jedna zdrowa zasada w miksologii mói - wobec sprzeczznych wersji, pij jak
          lubisz.
          Nazwa generalnie smaku nie zmienia (aczkolwiek nie jestem pewien czy gdyby
          przemianować Kir Royal(e) na np. "Ścierka z Ludwikiem" choćby ten Ludwik i
          szesnasty był to podejście do kieliszka z takim specyfikiem byłoby w moim
          przynajmniej przypadku hmmm.... cokolwiek ostrożne.

          Pozdrowy!

          • jej_maz Re: Martini 11.09.03, 01:55
            Dziekuje Felinecaline za uwage i Barfly za wyjasnienie. Ja reprezentuje tzw.
            amerykanska i to ta bardziej konserwatywna szkole, a przyznam ze lepiej niz
            Jimi wyjasnic Twojej uwagi nie umiem wink
            Tak na marginesie to juz sobie wyobrazam jak wspaniale i interesujace bedzie
            drugie, uzupelnione i wzbogacone wydanie wspomnianej ksiazki, majac tak
            doborowe towarzystwo w temacie smile)) Czekamy z Jimi na jakiekolwiek pytania i
            komentarze.
    • jej_maz Re: Martini 10.09.03, 03:07
      Jak wiec podawac Martini gdzie w przepisie nie ma Vermouth? Szklo zawsze mrozi
      sie. Ma wrecz "parzyc" zimnem w reke. Do receptur w ktorych nie zaznacze
      vermouth'u (calkiem kilka) robi sie cos specjalnego. Wlewa sie trzy/cztery
      krople vina i obkreca sie lamke dookola pod takim katem, ze te kilka kropel
      vermouthu rozprowadzilo sie po calej wewnetrznej powierzchni. Po takim
      przygotowaniu, nie ma zadnej zawartosci vina w lampce, oprocz jego
      specyficznego zapachu. Czesto przy zamowienich "extra dry Martini" to samo robi
      sie zastepujac vermouth kilkoma kroplami whisky typu Ray (np; Canadian Club,
      czyli popularne CC). Daje to posmak jeszcze wiekszej "wytrawnosci"
      cocktail'owi. Tak czy inaczej Sir Winston Churchill miał na ten temat inne
      zdanie - potężna "oliwa" on to naprawdę lubił ten "sport", ale zawsze w bardzo
      wyrafinowanej formie!!! Jest autorem czegoś, co dzisiaj się nazywa

      CHURCHILL MARTINI
      3 części gin
      cała butelka Vermouth
      oliwka do dekoracji

      jak to się pije? Otóż wlewa się 3 części (3 uncje, czyli ok. 90g) ginu do
      zmrożonej lampki Martini, wrzuca się oliwkę i pije ... patrząc na butelkę
      vermouth!!!!!
      • em_em Re: Martini 10.09.03, 05:11
        a myślałam że zrobisz niespodziankę na stronie smile))
        balon próbny?
        • ewelina10 Re: Martini 10.09.03, 12:35
          marku... bardzo ale to bardzo... dzięki za Twoje wątki. Wspaniałe koleje losu.
          Nietuzinkowe.
          Już Cię widzę w roli zamiast....
          A te zamiast to maleńka nagroda ode mnie:
          "Zaklęte rewizy"
          reż. Janusz Majewski; obsada Marek Kondrat, Roman Wilhelmi, Celińska i cała
          inna plejada (Wołłejko) wspaniałej obsady. Rok produkcji 1975.
          Marek Konrad - chłopak z Nowolipek, Ileż to razy mijaliśmy się - ja go znałam
          z "żółtej ciżemki" a on nie miał o mnie zielonego pojęcia.

          Proszę skreślić moją listę z 13 filmów najlepszych - jakże mogłam tak
          niewybaczalny błąd popełnić i nie umieścić na liście "zaklętych rewirów"
          Majstersztyk.
          Doceniam szczerość - pisałeś swoje wspomnienia w dzień, u mnie zaś komputer
          wskazywał godzinę nocną - w wyobraźni słyszałam ogłosy rozmów osób siedzących
          przy stolikach, brzdęk kieliszków, cicha w tle muzyczka, dym unoszący się w
          powietrzu.....i ten samotny ... siedzący przy barze z łokciem na nim oparty.
    • barfly_jimi Re: Martini 10.09.03, 14:50
      Witajcie!
      Co prawda jeszcze „niepełnboletni” jak na forum 40+ ale za pozwoleństwem mojego
      mentora odważyłem się odezwać bo temat zdecydowanie bliski sercu.

      Jest chyba prawdą, że na temat żadnego innego drinka nie napisano tak wiele jak
      tylko na temat tej prostej i klasycznej kombinacji. Martini to klasyka, ikona
      koktajlu – dlaczego? Na pewno nie z powodu swojego wieku – w obecenym ksztacie
      koktajl ten powstał relatywnie niedawno a do dnia dzisiejszego zachowało się
      wiele innych klasyków znacznie starszych niż Martini. Co w takim razie jest aż
      tak wyróżniające? Jakie czynniki spodowały, że koktajl ten zrobił w USA (a więc
      w koktajlowej ojczyźnie) tak zawrotną karierę, pomimo faktu, iż gin jako taki
      nie jest z pochodzenia alkoholem amerykańskim? Ciężko rozstrzygnąć - tak
      naprawdę nawet nie sposób dojść do tego kiedy, gdzie i przez kogo Martini
      zostało zmieszane po raz pierwszy. Na pewno niebanalną rolę w popularyzacji
      ginu (a więc i kariery Martini) w USA miały dwa przełomowe wydarzenia jakim
      były ogłoszenie i zniesienie prohibicji.

      O tym i o specyficznej schizofreni jaka towarzyszyła Martini od samych narodzin
      poprzez jego długą ewolucję pisze Robert „DrinkBoy” Hess (www.drinkboy.com) w
      artykule „Wzloty i upadki Martini” – polecam! Pod linkiem jest tekst w wersji
      polskiej
      www.barman-polski.com.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=94&mode=&order=0&thold=0

      Żeby być konsekwentnym Robert jako szanujący się miksolog również wypowiada
      swoje zdanie na temat „jak sporządzić prawdziwe Martini” (jedno z wielu
      niezmiennie, najprawdziwszych, najlepszych i jedynie słusznych wink
      www.barman-polski.com.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=93&mode=&order=0&thold=0

      Tyle na początek powinno wystarczyć tytułem wprowadzenia. Miłego czytania!
      Inny rozdział amerykańskiej "awantury o Martini" stanowi histora śmiertelnie
      poważnie traktowanego sporu pt. "wstrząśnięte czy mieszane" - ale o tym w
      kolejnych postach.

      Do zaś!
      • jej_maz Re: Martini 10.09.03, 16:32
        Pare slow wyjasnienia. Barfly jest jednym z tych wspanialych ludzi, ktorych
        poznalem dzieki internetowi. Przegadalismy kupe czasu razem na wiele tematow
        miedzy innymi o "mieszaniu", zostal hobbystycznie zawodowym barmanem a teraz
        wyzywa mnie od mentorow... Przyznam ze teksty tu prezentowne, aczkolwiek moje
        orginalne, sa skopiowane z ksiazki wydanej z tej okazji przez poprzednia
        forumowa grupe. Bede jednak staral sie uzupelniac o nowe rzeczy i mam nadzieje,
        ze temat znajdziecie interesujacym.
        Czy znajdzie sie na stronie, to juz zalezy od Panstwa i Ewelinko; na prawde
        wielkie dzieki! Byly czasy, ze nie dawalo mi to spac wink
        • iremos Re: Martini 10.09.03, 19:26
          Czytając ten opis czułam smak trunku w ustach i wyobrazałam sobie, jak wyglada
          mistrz nad mistrzami, władca baru, czarodziej nastroju. Nie należy ten trunek
          do moich ulubionych, ale muszę to teraz ponownie sprawdzić. Czy tę ksiązkę
          mozna gdzieś nabyć? Pozdrawiam serdecznie, dzieki za przyjęcie do forum.
          Przepraszam za polszczyzne, chociaz to mój język ojczysty, ale nie ten jezyk
          mnie kształtował i kształtuje.
          • jej_maz Re: Martini 10.09.03, 19:51
            Niestety nie mozna tego kupic. Bylo to prywatne i bardzo limitowane wydanie,
            ale musze przyznac, ze jest to najwspanialsza niespodzianka jaka mnie
            kiedykolwiek spotkala.
            Co do jezyka to nie przejmuj sie; jest to jedynie narzedzie ktore przetwarza
            dusze w fizyczny produkt - mysl jest zawsze najwazniejsza smile)
            Co do smaku; poczekaj - beda takie rzeczy, ze na pewno znajdziesz cos i dla
            siebie wink
            • lablafox Re: Martini 10.09.03, 20:10
              jej_maz napisał:


              > Co do jezyka to nie przejmuj sie; jest to jedynie narzedzie ktore przetwarza
              > dusze w fizyczny produkt - mysl jest zawsze najwazniejsza smile)

              To zdanie to , balsam na mą duszę , jeszcze ździebko obolałą. Myśl oczywiście
              najważniejsza .Samo się myśli , parafrazując Witkacego , a po martini to myśl
              nabiera szczególnej lotności.
              Pozdrawiam lablafox
              • mammaja Re: Martini 10.09.03, 20:18
                Dopiero dorwalam sie do czytania.Zdajesie ze tekst extra.Jestem z Wami chociaz
                milcze!
                • marialudwika Re: Martini 10.09.03, 20:31
                  Apetycznie "brzmia" te napoje,jako chwilowa abstynentka, rozkoszuje sie
                  czytaniem o nich!!!
                  A,ta holenderska jalowcowka nazywa sie JENEVER!!!!!
                  pozdrawiam
                  zaczytana ml
                  • mammaja Re: Martini 10.09.03, 20:59
                    No wlasnie chcialam sprostowac ze nie "cedrowe jagody" tylko chyba jalowiec?
                    • barfly_jimi Re: Martini 10.09.03, 23:03
                      Dobre spostrzeżenie z tym jałowcem. Czytam sobie te pierwsze teksty po raz
                      któryś tam i jeżeli można - mały update "polskiej" terminologii. Od czasu
                      kiedy pochłaniałem ten tekst po raz pierwszy udało mi się podłapać trochę
                      szczegółów a więc:

                      Shaker to po polsku po prostu shaker (niektórzy spolszczają pisownie i
                      piszą "szejker") Używany jest oczywiście do ochłodzenia napoju i wymieszania (a
                      właściwie do "wykłócenia") składników trudno łaczących się takich jak jajka,
                      syropy itp.

                      Ten szklany dzbanek z patykiem z to tzw. szklanica barmańska używana do
                      mieszania składników łatwo łączących się. Mieszanie w szklanicy wymaga trochę
                      więcej czasu i uwagi, ale nie produkuje tyle (albo nawet wcale) piany - duża
                      zaleta przy krystalicznie pięknych short drinkach takich jak Martini czy
                      Manhattan. W roli patyka do mieszania występuje najczęściej łyżka barowa.

                      Juniper berries to oczywiście owoce jałowca.

                      Pierwszą nazwą ginu, nadaną mu przez jego twórcę była "genievre" (od
                      francuskiego słowa oznaczającego jałowiec) Na świecie i w miksologii
                      najbardziej popularny jest obecnie gin typu angielskiego, jednak istnieje
                      również gin holenderski - zapewne bardziej przypominający oryginalne cudo
                      wynalezione przez Dr. Sylviusa. Mozna go spotkać pod nazwami taki jak po
                      prostu gin holenderki, "Genever" lub "Schiedam" (i jak się tu dowiedziałem -
                      "Jenever " również). Produkowany m.in z żyta i słodu jęczmiennego. To co
                      odróżnia go (technologicznie) od ginu angielskiego to fakt że jałowiec i
                      inne "ziółka" dodaje się do mikstury już na etapie fermentacji, jeszcze przed
                      destylacją. Dodatkowo Genievre jest starzony w dębowych beczkach i ma na
                      tyle "swój" specyficzny smak, że przygotowanie Martini z jego udziałem byłoby
                      może ciekawym eksperymentem aczkolwiek niezupełnie (łagodnie mówiąc) oddającym
                      prawdziwy smak tego koktajlu. Generalnie Martini powinno być przyrządzane z
                      mocno rektyfikowanego ginu angielskiego typu London Dry. Old Tom to również gin
                      typu London Dry aczkolwiek dosładzany syropem cukrowym - do współczesnego,
                      dumnego ze swej wytrawnosci Martini raczej się nie nadawa wink

                      cdn.
          • marialudwika Re: Martini-do Omeri 15.11.03, 00:04
            Twoja polszczyzzna jest wspaniala!!!!
            ml
      • barfly_jimi Wstrząśnięte czy mieszane? 14.09.03, 23:47
        barfly_jimi napisał:
        > Inny rozdział amerykańskiej "awantury o Martini" stanowi histora śmiertelnie
        > poważnie traktowanego sporu pt. "wstrząśnięte czy mieszane" - ale o tym w
        > kolejnych postach.

        Otóż mamy kolejny post i kolejną okazję do dywagowania w największym
        Martini_temacie-dylemacie jakim jest: "Wstrząśnięte czy mieszane"?

        Śledziłem ten spór juz od jakiegoś czasu z zupełnie świeżym, nie skażonym żadną
        szkołą poglądem, szukając co bardziej logicznych argumentów za lub przeciw i o
        ile zdanie Mr. Bond'a (Jamesa Bonda, żeby było ściślej) jest może szeroko znane
        i nośne niezwykle, o tyle ja osobiście się z nim nie do końca zgadzam... ale o
        tym za chwilkę.

        Awantura pod tytułem wstrząśniętne czy mieszane doszła już do tak niesamowicie
        wyrafinowanych (żeby nie rzec, lekko przekombinowanych czy absurdalnych) typów
        argumentacji po obu stronach, że trudno coś tu wyrokować w 100 procentach.
        Jedno jest pewne - obie strony mają równie mocne (czasem mało mierzalne bo na
        wskroś subiektywne) argumenty.

        Generalnie jednak chodzi o parę szczegółów, które sprowadzają się do kwestii
        takich jak temperatura składników, proporcje tychże, temperatura i rodzaj
        narzędzia do mieszania (szklanica barmańska vs. shaker), rodzaj szkła i
        powiązane z techniką mieszania szczególowe kwestie takie jak: szybkość
        schłodzenia, rozcieńczenie wodą (z lodu), przejrzystość czy wreszcie (no
        wreszcie!!) smakiem samego produktu finalnego czyli drina zwanego Martini.

        Na początek pozwolę sobie (za pozwoleniem) przytoczyć opinię mojego kolegi,
        doświadczonego barmana, który ostatnio wypowiedział się na forum "Barmana
        Polskiego" (www.barman-polski.com.pl) w temacie klasyfikacji Martini jako
        koktajlu/rodzaju koktajlu, przy okazji zahaczając o kwestie z leksza sporne
        czyli wstrząśnięte vs. mieszane:

        Stalker napisał:
        (...jestem za utrzymaniem Martini w podziale klasycznym tzn. że jest to jeden z
        cocktaili. Amerykanie upraszczają nazewnictwo i wszystko co podawane jest w
        klasycznym kieliszku typu martini nazywają tym mianem. Ja osobiście nie
        przychylam się do takich uproszczeń dlatego, że Martini jak i Manhattan są
        koktajlami ze swoją historią, odmiennymi składami i charakterami. Właśnie przez
        tą historię nie powinno wrzucać się tych dwóch koktajli do wspólnego wora.
        Owszem, mają wiele podobieństw ale więcej różnic. Klasyczne Martini zawsze
        zawierało w sobie gin, wytrawny wermut i oliwkę. Zastąpienie ginu wódką
        spowodowało jedynie "wyrugowanie" aromatu i posmaku jałowca. Gorycz wermutu
        pozostała czyli kontynuacja linii smakowej została zachowana. Wódka i gin są
        alkoholami "sterylnymi" tzn. nie zawierają żadnych kombinacji aromatycznych -
        oprócz jałowcowego. Atutem Martini jest zimno i wytrawność natomiast Manhattan
        i Rob Roy zawierają w sobie olbrzymie bogactwo aromatów, którego whiskey i
        whisky nabawiły się leżakując. To samo dotyczy dekoracji: w Martini używamy
        oliwki, która ma podkreślać jego wytrawność natomiast Manhattan zdobiony jest
        maraską - zawsze słodką i ze słodyczą się kojarzącą. Dlatego też i ten element
        świadczy przeciwko uogólnianiu. Nie mówiąc juz o szkle: Martini ma swój
        trójkątny kieliszek a Manhattan z reguły podawany jest w obłym kieliszku
        koktajlowym.
        Tak samo sytuacja wygląda z Gibsonem. Dwie cebulki świadczą o odmienności tego
        drinka, podkreślają jego specyficzny charakter. Gibson był na początku bardziej
        wytrawnym drinkiem od Martini - to cebulki miały kojarzyć się z jego extra
        ostrością.
        Dlatego pomimo zainteresowania z jakim przeczytałem cały wątek pozostaję w
        zdecydowanej opozycji. Nie jestem za unifikacją tej dziedziny z tego powodu, że
        zostanie w jakiś sposób wyjałowiona, pozbawiona oryginalności, otoczki
        tajemniczości i ekskluzywności. Idąc dalej: czy możemy się spodziewać tego, ze
        wkrótce i Daiquiri .. a może i nawet i Margarita też zostaną przyporządkowane
        do Martini? Bardzo bym tego nie chciał.
        Natomiast wracając do Martini: przygotowywałem już w swoim życiu różne jego
        odmiany. Zawsze jednak moi goście kierowali się w stronę wytrawności.
        Najbardziej wytrawne Martini (obowiązkowo szejkerowane) przygotowałem z paroma
        kroplami wermutu. Właśnie przez szejkerowanie uwalniamy ducha wermutu:
        cząsteczki aromatu zostają uwolnione i rozbite przez lód i wstrząsanie. Łatwiej
        mogą wtedy "zaatakować" nasze receptory. Lodowate zimno drinka i aromat
        jałowcowy z ziołową nutą w tle są tym z czym powinien kojarzyć się ten słynny
        koktajl...)

        Oczywiście cdn...
        • barfly_jimi Re: Wstrząśnięte czy mieszane? 16.09.03, 10:33
          Teraz ja (przez małą chwilkę) pobawię się w kopiowanie. Tak tylko żeby ocalić
          od zapomnienia pewną rozmowę w temacie Martini z Mirkiem i Stalkerem. Na post
          Stalkera odpowiedziałem wtedy w ten sposób (i nadal podtrzymuję stanowisko):



          To wrzucanie do jednego wora czyli nadawanie wspólnej etykietki "Martini" wielu
          innym koktajlom (w tym nawet starszym od samego Martini) to zapewne w jakimś
          stopniu efekt technik marketingowych o których pisał DrinkBoy w "Wzlotach i
          upadkach Martini".
          Jest to kwestia przyjęcia pewnej szkoły, nomenklatury.Osobiście też wolę pod
          pojęciem "Martini" rozumieć ten konkretny koktajl sporządzany z ginu i wermutu,
          ewentualnie orange bitters (to weryfikuje samo podniebienie) choć fakt, że
          prawie wszystkie dobre drinki przemianowano na rózne typy Martini świadczy też
          jak wielkim cieszył się szacunkiem ten właśnie, jak pisze DrinkBoy, "będący
          ikoną symbolizującą wszystko co najlepsze w koktajlu"

          Mirek trafił na praktyczną rzeczywistość może nie stricte amerykańską (bo
          najpierw włoską a potem kanadyjską) ale na pewno będącą pod silnym wpływem
          amerykańskiego kultu Martini (jako typu drinka). Podejrzewam, że
          wspominana "Martini Book" pisana jest w podobnym tonie, a pracujący za barem
          częściej stykają się z "potocznym" rozumieniem słowa Martini i po prostu
          serwują gościom co sobie życzą.
          Jakkolwiek jest prawidłowo (jeżeli w ogóle można o tym mówić w tych
          kategoriach) na szczęście nazwa smaku nie zmienia

          Natomiast co do shakerowania - powiem szczerze, że specjalnie z myślą o tym
          temacie zrobiłem serię eksperymentów pod hasłem "Shakerowane czy mieszane" i
          jestem zdecydowanie za mieszaniem. Smakowo (może jeszcze) nie wyczuwam różnicy,
          natomiast piana (tak - nawet ta drobna, ktora jest prawie niewidoczna)
          pozostala po shakerowaniu psuje mi cala koncepcje Martini jako "szlechetnego
          klejnotu oprawionego w szkło"
          Oczywiscie wiem, że w warunkach zatloczonego, ruchliwego baru mieszanie i
          chłodzenie w szklanicy jest malo wydajne, ale mam na razie przynajmniej ten
          luksus, że nikt i nic mnie nie goni, robie co chce i kiedy chce w zwiazku z tym
          moge sobie mieszać w tej mojej szklanicy każdą rozsądną ilość czasuwink

          Kolejną kwestią sporną (jedną z jeszcze wielu) w temacie Martini jest
          też "Mrozić gin czy chłodzić go dopiero w shakerze?" I tu osobiscie jestem
          chyba za zmrożonym "na olej" jak to pisze Mirek. Wermut natomiast trzymam
          obowiązkowo w temperaturze pokojowej.
          • barfly_jimi Re: Wstrząśnięte czy mieszane? 16.09.03, 10:42
            Śledząc dalej przebieg konwersacji, w odpowiedzi na uwagę o praktycznej
            rzeczywistości amerykańsko-kanadyjskiej, którą napotkał Mirek, Stalker
            odpowiedział następująco:

            I tak na pewno było. Nie damy rady jej się sprzeciwić a podyskutować nie
            zaszkodzi )
            Natomiast nomenklatura amerykańska zdecydowanie kwalifikuje wiele różnych
            drinków do jednej kategorii - właśnie martini. Można to odczytywać z jednej
            strony jako hołd dla tego klasycznego drinka, z drugiej strony zaś wydaje się
            że wielu autorów drinków dodaje swoim tworom "powagi i ważności" tytułując je
            Martini. Po prostu wykorzystują dobrą passę tej nazwy.

            U Raya Foleya ("Drinki" z serii dla opornych), człowieka który "zjadł zęby" na
            barmaństwie znalazłem mnóstwo receptur zawierających nazwę martini a za bardzo
            z tym koktajlem nie mających wiele wspólnego:
            Nie będę podawał ilości poszczególnych składników tylko ich rodzaje.

            LIME LIGHT MARTINI - wódka, sok grejfrutowy, likier Midori
            LOYAL MARTINI - wódka Ketel One (specjalna, pochodząca z Holandii) + szlachetny
            ocet winny
            MARTINI BELLINI - wódka lub gin + wódka brzoskwiniowa
            MARTINI PICANTE - wódka pieprzowa (np. Absolut Pepper) + tabasco jalapeno
            (zielone - łagodniejsze od czerwonego) + oliwka MIDNIGHT SUN MARTINI - wódka
            żurawinowa + wódka czysta + likier kawowy
            MIDNIGHT MARTINI - wódka + likier Chambord

            Oczywiście nie są to wszystkie "martini", które poleca Foley Myślę Barflaju, że
            miałbyś dużo do esperymentowania..

            Opierając się zamieszczonych przykładach można stwierdzić, ze wszystkie te
            drinki mają kilka cech wspólnych:
            - wysoką zawartość alkoholu
            - podawane są w kieliszku typu martini lub koktajlowym (chociaż w Ameryce
            niektóre drinki nazywane martini widziałem podawane w szkle old fashioned)
            - istnieje ich całe mnóstwosmile
            A także to że słowo martini w nazwie drinka wcale nie musi oznaczać
            pokrewieństwa z tym klasycznym Martini sporządzanym na bazie ginu i wermutu.



            Natomiast w kwestii „Shakreowanie vs. Mieszanie” Stalker pisze dalej:

            Użyłem określenia"szejkerowane" a powinienem zastąpić je słowem wstrząśnięte.
            Szejkerowanie jest procesem , który trwa kilkanaście sekund, oziębia,
            napowietrza i rozbija składniki.
            Natomiast bardzo krótkie szejkerowanie - takie trząśnięcie szejkerem - powinno
            spowodować "pobudzenie" wermutu. Dłuższe szejkerowanie powoduje powstawanie
            m.in.wspomnianej piany oraz rozwadnia drink..
            Dlatego ideałem w przygotowaniu Martini (tego prawdziwego) byłoby użycie
            zmrożonego alkoholu, trzech -czterech kostek lodu oraz wermutu o temperaturze
            pokojowej. Dosłownie kilka ruchów szejkerem pozwoliłoby na otrzymanie
            doskonałego drinka. Klasycznie wytrawnego, mocnego i z wyraźną nutą jałowcowo-
            ziołową. Oliwka (szczególnie ta niewypłukana) czasami powoduje opalizowanie
            napoju.
            Ja zdecydowanie wolę wstrząśnięte Martini chociaż jak kiedyś wspominałem z
            koktajli to za dobre Frozen Daiquiri dałbym wiele.



            • barfly_jimi Re: Wstrząśnięte czy mieszane? 17.09.03, 21:24
              I w końcu ostatnie zdanie (na razie) w tej dyskusji wnoszące kolejny, nieznany
              mi do wtedy, ekonomiczno-prawny aspekt nadużywania nazwy Martini. Tym razem
              udało nam się wywołać Marka z lasu i jego teraz właśnie zacytuję:


              ... zgadzam się z Stalker'em; wielu ludzi idzie na łatwiznę i przylepia
              etykietkę ze znakiem najwyższej jakości do wszystkiego, byle sprzedać. Tak jest
              tez i za barem; zwykły koktajl, który normalnie kosztuje 4$ w odpowiednim szkle
              pod nazwa jakiestam martini idzie za 15$. A wiec image.
              Inna sprawa - ze jak już sami tutaj zauważyliście - Martini jest bardzo mocnym
              drinkiem i pod ta nazwa można sprzedać po prostu większą porcje. Jako przykład
              w Ontario, nie można sprzedać więcej niż 1 oz (30 ml.) mocnego alkoholu w
              jednym drinku - takie jest prawo. Martini zaś, podaje się z założenia jako 3 oz
              koktail (o pojemności 90 ml.). Mieszając np; Perfect Martini, mamy 2 oz (60
              ml.) ginu i po pół uncji (15 ml.) wytrawnego i słodkiego wermutu, a wiec dawkę
              uderzeniowa. Jak wiadomo, nie każdy lubi w siebie wlać pół litra soku
              pomarańczowego jak np; w Screwdriver, aby wprowadzić podobna dawkę alkoholu do
              organizmu jak przy jednym Martini. Przy takich praktykach nazwa się dewaluuje,
              ale zauważyłem ze takie numery przyciągają raczej bardzo niedoświadczonych
              (czytaj; nieobytych) klientów. Miłośnicy zostają przy takich jak Rob Roy,
              Classic, Cosmopolitan, Gibson, Blue Moon, Manhatan, Perfect i paru innych.
              Klasyka pozostaje klasyka. Rożne abrewiacje typu Naked Martini, czy Crantini
              tez są poważną częścią historii i zrodziły się z niuansów smakowych ich
              wielbicieli. Różnego rodzaju, Martunie czy inne Bożonarodzeniowe to już typowe
              nowobogactwo jeżdżące 4x4 bo duże i modne - dżentelmen zawsze pozostanie wierny
              swojemu Jag'owi.
              Osobiście uważam, ze dobry bartender to ten, który nie tylko serwuje, ale
              uświadamia i uczy klientów. W swojej karierze codziennie spotykałem ludzi,
              którzy po prostu nie mieli pojęcia co z czym, jak i kiedy. Zauważyłem, ze nawet
              drobne uwagi wzbudzały szczere zainteresowanie, spotykały się z wdzięcznością,
              rodziły mila atmosferę przy barze i ... doprowadzały do niezłych napiwków. Tacy
              klienci zawsze do mnie wracali, przyprowadzali swoich znajomych i tak się
              kręciło. W końcu wykonując nawet tak przyjemny zawód, pracuje się dla
              pieniędzy, prawda?
    • jej_maz Re: Martini 11.09.03, 01:47
      Anegdota historyczna mówi, że pierwsze Martini zostało podane w 1608 roku
      Indianom z plemienia Lenape przez Henry Hudson'a. Spili się do nieprzytomności
      a na drugi dzień nazwali miejsce imprezy "Manhachtanienk", czyli "wyspa gdzie
      zostaliśmy zatruci". Przez lata nazwa tej wyspy ewoluowała do Manhattan...

      PERFECT MANHATTAN
      6 części whisky, ale musi być tzw. kanadyjska rye, czyli żytnia, najlepiej CC
      1 część dry vermouth
      1 część sweet vermouth
      Wisienka koktailowa koniecznie!

      Określenie "Perfect" w Martini, oznacza zrównoważenie dry i sweet vermouth w
      tej samej ilości dla balansu. Np.:

      PERFECT MARTINI
      6 części gin
      1 część dry vermouth
      1 część sweet vermouth
      koniecznie oliwka!!
    • jej_maz Re: Martini 13.09.03, 05:50
      Sława komedii amerykańskiej George Burns www.bcm.tmc.edu/hcoa/burns.html
      powiedział kiedyś ..."Tak naprawdę to wystarczy mi tylko jedno Martini
      aby "zejść", problem polega na tym że nie pamiętam: piąte, czy szóste"... smile))
      Przypomina mi to jedno z najbardziej zdradzieckich, najsmaczniejszych Martini
      jakie podawałem. Jest uwielbiane przede wszystkim przez kobiety, ale proszę -
      nie pijcie więcej niż dwa wink

      COSMOPOLITAN MARTINI
      4 części wódki
      2 części Triple Sec
      2 części soku z cranberry (żurawina)
      1 część soku z lime (limety)

      Ważnym elementem jest JAK to się robi. Otóż "pakujemy" wszystko do shakera
      razem z kilkoma kostkami lodu. Lód zawsze, przy każdym Martini, ponieważ ten
      koktajl MUSI być podawany lodowato zimny! Co do soku z lime, to ja wyciskam
      dokładnie połowę zostawiając skórkę w środku. Wstrząsnąć dobrze, ale bez
      przesady. Po wlaniu do lampki, powinno mieć kolor landrynkowato-czerwony, z
      pływającymi "farfoclami" z lime. Smak nie powinien zdradzać żadnego alkoholu!!!
      Coś w rodzaju doskonałej oranżady, ale mój Boże...proszę;
      bądźcie ostrożni przy "powtórkach" smile))

      Smacznego

      PS. Co do George Burns, to podobnie jak Winston Churchill, nigdy nie rozstawał
      się ze swoim cygarem. Gdy na jego setnych (!) urodzinach ktoś go spytał co mówi
      lekarz na jego cygara i Martini, odpowiedział; "nic - nie pił, nie palił i już
      dawno nie zyje"...
    • jej_maz Re: Martini 15.09.03, 02:22
      Jimi wyjasnil nam logiczna i prawdziwa geneze Gibson - ja przedstawie Panstwu
      sam coctail i anegdote skad sie wzial, a wiec; historia tego Martini zaczyna
      się na początku XX wieku i wywodzi się od The Gibson Girls; popularnych w owym
      czasie "pinups girls" (zdjęcia lub plakaty roznegliżowanych, sexy dziewcząt
      zwykle przypinanych, czyli pinup, na ścianach, czy w szafkach młodych
      mężczyzn). Mówi się że te dwie malutkie, koktajlowe cebulki symbolizują
      piersi...

      GIBSON MARTINI

      8 części ginu lub wódki
      ok. 5 kropli - ja daję łyżeczkę od herbaty - dry vermouth
      dwie koktajlowe (marynowane) cebulki - kiedyś spróbowałem zamiast cebulek
      malutki grzybek marynowany...działa znakomicie; tu marynat jest ważny, a że nie
      w kształcie piersi... no cóż, z tym to zawsze można coś zrobić później wink)
    • jej_maz Re: Martini 17.09.03, 16:42
      Ktos tu juz wspomnial Blue Curacao (czyt.: blu kuraso) jest to cierpko/słodki
      (ma to sens?) liquier zrobiony ze skórek małych, zielonych pomarańczy. Ma to
      wściekło niebieski kolor, nie powinno być drogie i robi to Bols. Mam z nim
      związane wspomnienia pewnej Pani - nie, nic z tych rzeczy ale na pewno miłe.

      Jak już Wam pisałem pracowałem za barem w extra restauracji. Głównie
      sprzedawało się tam wino, ale miałem też wielu stałych klientów, którzy
      uznawali moje ciągoty do martini i szkockiej. Bar był przepiękny; blat z
      ciemnego marmuru a wszystko dookoła w ciemnowiśniowym drewnie. Oczywiście
      ogromna ilość butelek różnych trunków w otoczeniu świec, co stwarzało
      niesamowite wrażenie, a muzyka Sinatry, Dean Martin'a i innych tego typu
      dopełniała tę atmosferę. Jedna ze stalych moich klientek należała do osób,
      które raczej nie rzucają się w oczy, a mężczyźni rzadko oglądają się za nimi na
      ulicy. Nie że była brzydka - osobiście uważam że nie ma kobiet brzydkich - są
      tylko mniej zadbane i ona należała do tych "kur domowych" którym po zrobieniu
      wszystkiego dookoła domu, dzieci i męża, nie starcza już sił i czasu na
      siebie... Przychodziła zawsze na

      BLUE MOON MARTINI
      6 części gin
      1 część Blue Curaco
      skórka z cytryny (tutaj się postarajcie; długa i wąska)


      Wszystkie składniki wsadzić do shakera i zmieszać z lodem (mam metalowy skaker
      i jak widzę że szron osadza się na zewnątrz, to znaczy że jest już gotowe).
      Przyozdobić skórką. Jest to bardzo smaczny, łagodny (curacao zatraca
      całkowicie "zły" posmak ginu pozostawiając jego piękny bukiet, o SPEKTAKULARNYM
      niebieskim kolorze. Jest to jedno z - o ile nie najpiękniejsze martini!!

      Wyobraźcie sobie atmosferę; gwar baru, światło świec odbija się tysiącem
      kolorów od szkła i marmuru, Sinatra pomaga zapomnieć o wszystkim, a przed Tobą
      barman stawia lampkę ulubionego Blue Moon Martini... Zawsze, ale to zawsze
      reakcja była identyczna; ułamek sekundy absolutnej ciszy przy barze! Wszystkie
      oczy były skierowane najpierw na martini, a później na Nią i jedynie
      Sinatra...Widziałem blask w jej oczach - to nie było tylko odbicie świec - to
      był JEJ moment...
    • jej_maz Re: Martini 18.09.03, 02:57
      Zbliza sie jesien i mam cos dla Panstwa na na chłodne i grypowe dni

      COLD COMFORT MARTINI
      2 części wódki cytrynowej
      2 części wódki miodowej
      kawałek skórki z cytryny

      Można wziąć 4 części czystej - zmrozić na "olej" wcisnąć pół cytryny, małą
      łyżeczkę miodu - zmieszać wszystko razem.

      Jimi zacytowal fragmenty rozmowy jaka toczyla sie w gornie fachiwcow na
      stronach Barmana Polskiego (dla wyjasnienia; Mirek to moj nick w tym zawodowym
      gronie) gdzie wspomnielem o Warshaw i Martunia Martini. W wydaniu "The Martini
      book", które jest uważane za biblię smakoszy tego koktajlu, mamy te dwa polskie
      akcenty - są nimi recepty zaliczane do kanonu 200 podstawowych:

      WARSAW MARTINI
      4 części wódki ziemniaczanej
      1 część dry vermouth
      1 część jagodowej brandy (może być użyta nalewka na jagodach,
      albo nawet zwykły sok jagodowy, ale dobrze by było go zmieszać
      z odrobiną brendy/koniaku - daje ciekawy posmak)
      1 łyżeczka do herbaty soku z cytryny

      drugi to szalenie widowiskowy i niezwykły

      MARTUNIA MARTINI
      6 części gin
      1 część dry vermouth (biały)
      1 część sweet vermouth (czerwony)
      podaje się z ... kwiatkiem bratka! - wygląda i smakuje bajerancko!!

      Nie zapominać, że trunki podstawowe, czyli gin czy wódka muszą być zmrożone
      na "olej"!
    • jej_maz Re: Martini 21.09.03, 04:22
      W tym, wydawałoby się, świecie mężczyzn, kobiety też mają swoje miejsce. Jedną
      z najbardziej malowniczych postaci Nowego Yorku i świata Martini była Dorothy
      Parker (1893-1967). users.rcn.com/lyndanyc/dorothy.html Znana poetka,
      pisarka i dziennikarka, często dawała wyraz swojemu zamiłowaniu do "three
      martini lunch"... Te "posiłki" odbywały się w środowisku bohemy literackiej
      w "Four Seasons Hotel" w NY. Myślę, że ja po trzech Martini na obiad, musiałbym
      odpuścić kolację wink

      ABSOLUTE MARTINI

      5 części wódki
      1 część Triple Sec - jest to rodzaj brandy pomarańczowego - nie jest drogie, a
      jest ważnym składnikiem wielu koktajli
      2 części soku cytrynowego
      kilka kropel kwasku pomarańczowego (lub wcisnąć ćwierć pomarańczy)

      • barfly_jimi Trochę Martini-Humoru! 21.09.03, 22:15
        Pomyślałem sobie, że czas na chwilę niepowagi w tak poważnym temacie wink W
        końcu nie zapominajmy, że jesteśmy tu dla przyjemności!
        Znalazłem u DrinkBoy'a rewelacyjny kawał, który delikatnie acz doskonale oddaje
        pewne niuanse amerykańskiej "Awantury o Martini", w której to dyskusji
        argumenty bywają czasem naprawdę absurdalne. Przynajmniej pośmiejmy się z tego
        i pijmy jak lubimy!
        A więc historia:

        Świeżo upieczonego absolwenta leśnictwa wysłano na jego pierwszą 5-letnią misję
        polegającą na wytyczaniu szlaku przebiegającego przez sam środek wielkiego
        lasu, bez żywej duszy w promieniu wielu kilometrów. Do jego survivalowego
        wyposażenia niezbędnego do przetrwania w tak dzikich warunkach dołączono, ku
        jego zdumieniu, zestaw do robienia Martini. Gdy zapytał po jaką cholerę mu
        takie wyposażenie, otrzymał następującą odpowiedź: „Kiedyś, po paru latach
        spędzonych w samotności w tym lesie, kiedy samotność naprawdę ale to naprawdę
        ci dokuczy, przypomnisz sobie o tym zestawie. Rozpakujesz go, zaczniesz robić
        swój koktajl i zanim się spostrzeżesz zaraz zjawi się ktoś kto będzie sterczał
        ci nad głową mówiąc „Hej! Nie tak się robi prawdziwe Martini!”
        • jej_maz Re: Trochę Martini-Humoru! 21.09.03, 22:24
          Jak najbardziej; humor jest tu potrzebny. Ciesze sie ze zwrociles uwage na ten
          temat podczas dnia - moze dostaniemy jakis "cynk", ze oprocz nas jeszcze ktos
          inny to czyta i warto ciagnac watek wink)

          Alben W. Barkley, vice prezydent przy Harry Truman, miał zdrowe podejście do
          tego tematu; mawiał, że najlepszym audytorium jest ..."inteligentne, dobrze
          wykształcone i ... troszeczkę pijane"... Był znany jako wspaniały mówca smile)

          Teraz przykład, jak ważny jest garnish (powiedzmy że jest to dodatek do drinka
          typu oliwka, skórka z cytryny, plasterek pomarańczy), poniewaz nawet
          najsmaczniejszy coctail niechlujnie podany traci swoja magie.

          BLACK DOG

          6 części light rum
          1 część dry vermouth
          czarna oliwka "utopiona" w środku

          Bardzo ładnie wygląda, ponieważ oliwka przez szkło daje coś w rodzaju
          "czarnego cienia" i jest naprawdę dobre!

          BLOODHOUND MARTINI

          6 części gin
          2 części dry vermouth
          2 części sweet vermouth
          3 truskawki

          wsadzić wszystko do mixera i potraktować dokładnie - po wlaniu do szkła ozdobić
          świeżą truskawką
          • em_em Re: Trochę Martini-Humoru! 22.09.03, 04:14
            no, conajmniej jednego wiernego czytelnika macie napewno - może trochę za
            bardzo pod kątem wyd.II - ale zawsze wink
            (ostatn muszę mieć niestety trzeźwy umysł 24 godziny na dobę - no i te
            kalorie...)
    • ewelina10 Re: Martini 21.09.03, 22:33
      Szkoda, że nie masz możliwości ... nawiązanie do postu 1-go
      Właśnie idzie w telewizji na jedynce film "Zaklęte rewiry"
      z przyjemnością go sobie odświeżę.
    • jej_maz Re: Martini 03.11.03, 04:50
      Wroce do przyjemnych rzeczy.

      Rob Roy i Rusty Nail. Razem z Classic, Gibbson i Manhattan są chyba
      najpopularniejsze i zdecydowanie najbardziej "top" z całej kolekcji Martini.
      Coś w rodzaju: jest dużo marek samochodów i jest Rolls Royce... (tak a propos
      ten też ma "swój" martini), są setki Martini i... no właśnie.

      Rob Roy, Rusty Nail i Manhattan, wymagają małego wprowadzenia. Są one typowo
      amerykańskie (wiem; powtarzam się z tym ale uważam że jest to ważne). Dla tych,
      którzy nigdy nie byli w USA - jest to przeogromna wiocha! Jadąc wspaniałymi
      autostradami, podziwia się piękny krajobraz, ale każdy zjazd z tego HWY, jest
      zjazdem w ...XIX wiek! Pamiętam film "Konwój". Byłem zdegustowany jak można
      zrobić takie złe dekoracje; mam tu na myśli scene, gdzie ciężarówka wjeżdża w
      dom, tylko tektura fruwa dookoła, na truck'u żadnego zarysowania a dom w
      gruzach... tak jest na prawdę! Altany w polskich ogródkach działkowych są
      solidniej zbudowane niż domy w US!

      Amerykanie udowadniają w każdej dziedzinie że nie są glupim narodem, ale te
      wioski i małe miasteczka (czyli większość kraju!) jest zamieszkała przez
      prostych, niewykształconych i ciężko pracujących ludzi. Oni ani nie mają
      możliwości kupna wyszukanego alkoholu, poza tym cena z tym związana wydawałaby
      się im niezrozumiała; jak można płacić tyle szmalu za coś, co można zrobić
      samemu prawie za darmo! U nas nazywa się to bimber a tu Burbon, znany również
      pod nazwą american whisky. OK, są też poważni producenci tej odmiany, ale...
      taki John w Alabamie, czy innej Oklahomie, wali to w gardło prosto ze źródła,
      czyli stodoły i jest fajnie.

      Pod koniec XIX i na początku XX wieku US zaczęło się bardzo dzielić; z jednej
      strony prowincja i ten hillbilly styl życia, z drugiej potęga ekonomii świata z
      Wall Street i drapaczami chmur. Amerykanin zawsze pozostanie Amerykaninem, a
      więc burbon czyli ta prosta whisky zawsze bedzie popularna. Jednakze ten nowy
      świat, ta nowa Ameryka, ma już pieniądze i wykształcenie. Rosnie wiec szybko
      zapotrzebowanie na bardziej wyrafinowane rzeczy; zwykła gorzoła ze stodoły już
      nie wystarcza, jest wrecz symbolem prostactwa. Nowa Ameryka eksperymentuje z
      burbon i odkrywa stara Szkocje na swoj specyficzny sposob... powstają legendy:

      ROB ROY

      6 części szkockiej whisky
      2 części sweet vermouth
      udekorować czereśnią koktajlową

      MANHATTAN

      6 części burbon lub rye whisky (żytnia, znana jako kanadyjska, CC jest do tego
      najlepsza)
      2 części sweet vermouth
      kropla Angostura Bitters
      udekorować taką samą czereśnią lub z braku laku wiśnią koktajlową

      Angostura Bitters - następna tajemnicza kombinacja ziół na bazie Rumu. Ważny
      składnik wielu drinków i naprawdę zbawienie przy problemach żołądkowych.

      RUSTY NAIL

      to w zasadzie nie jest martini, ale bardzo klasyczny drink
      4 części szkockiej
      2 części Drambuie

      Drambuie to whisky na miodzie; słodka odmiana ostrego alkoholu. Dobre, ale
      drogie.

      Polecam te koktajle, są naprawdę smaczne, łatwo przechodzą bez żadnych
      posmaków.

      Wracając na moment do mojego komentarza o US - tu podkreslam; jest to moje
      zdanie! Kanada jest inna, bardziej europejska; wjeżdżając z Kanady do US, mam
      zawsze to samo uczucie, jakie miałem wjeżdżając z Polski do ZSRR... wink)
      • bodzio49 Re: Martini 03.11.03, 18:59
        Trochę mi się głupio zrobiło. I ja nie bardzo mam chęć aż tyle szmalu wydawać
        kiedy coś całkiem niezłego można wypić za o wiele niższą cenę.
        Pewnie trochę dlatego, że tego szmalu mam za mało. Teraz to nawet nie miałbym
        gdzie tego zmieścić. Jak włoże do mojego barku więcej niż 10 butelek to się
        spód wygina i nie mogę domknąć he, he. Ale miło poczytać o takich specjałach.
        Ale zdaje się, że oni też w domach tego nie piją tylko w klubach.
        Muszę się rozejrzeć. Może i w moim miasteczku można coś takiego spróbować.
        Pozdrawia rozochocony Bodzio.
        • jej_maz Re: Martini 03.11.03, 20:12
          Nawiazujesz do niezwykle szerokiego tematu jakim jest roznica w sposobie zycia.
          Wierz mi... tutaj wielu bylych mieszkancow Europy Srodkowej i Wschodniej nie
          bardzo moze sobie z ta roznica dac rade. Mowie o sposobie myslenia. Dylemat;
          czy pojscie do super coctailbaru, wywalenie 15 dolcow za jeden drink ma sens,
          gdy za te pieniadze masz trzy czwarte litra wodki?
          • warum Re: Martini 03.11.03, 20:22
            Tu juz chyba przegialessmile))Moze ci "swiezo" przybyli tak rachuja,no i moze ci
            desperado, ktorzy ani tam ani tu nie moga znalezc miejsca.To zjawisko widac
            wszedzie, gdy... nastepuje przerost oczekiwan w stosunku do realu. Jak bym pila
            to moze bym raz zaszalala?smile kiedys mi sie zdazylo jesc najdrozsze w zycu
            jedzenie- to bylo z 10 lat temu- ale ... mam i rachunek na pamiatke i fotke co
            jadlam - i na co tak zglupialamsmile
            • warum Re: Martini 03.11.03, 20:24
              no i znow byka strzelilamsad((buu
            • jej_maz Re: Martini 03.11.03, 20:50
              smile))))) Warum... ale nie robisz tego co tydzien... ja tez nie. Widzisz, mowiac
              o roznicach, mialem na mysli niesamowita konsumpcje tutejszego (a zwlaszcza
              amerykanskiego) spoleczenstwa. Oni wydadza te 15 dolcow, nawet gdyby im
              zabraklo jutro na chleb, tylko dlatego ze to lubia. Oczywiscie przesadzam, ale
              tylko dla podkreslenia. My myslimi kategoriami bezpieczenstwa zyciowego a nie
              checi posiadania wink W zestawieniu z tym co jest tu, to nie kupisz BMW dlatego
              ze cie na nie nie stac, ale dlatego, ze nie widzisz potrzeby wywalania trzy
              razy wiecej na transport niz logika na to wskazuje. Problem zaczyna sie
              wowczas, gdy jestes oceniana wedlog samochodu jakim jezdzisz i chcesz
              dorownac... ale to juz inny temat... wink)
              • warum Re: Martini i nie tylko:) 03.11.03, 21:09
                No wiec jak sie tu troche uspokoi... wloze kij w mrowisko - wlasnie tym
                tematem - ocenianie " wartosci" po tym co posiadasz. Chociaz mysle,ze ludzie
                zawzse beda prozni... i nawet jak maja... to musza miec "lepsze" od innychsmile
          • bodzio49 Re: Martini 03.11.03, 20:27
            Może czasami w poziomie życia? Nie miałbym nic przeciwko temu żeby pójść do
            takiego coctailbaru i wypić kilka tych pyszności. Czasami zresztą to robię w
            niektórych hotelach. No, może nie aż takie wyrafinowane. Osobiście nie
            zamieniłbym tego na półtora litra wódki. Choć znam oczywiście takich co by
            woleli. Pozdrawiam.
            • marialudwika Re: Martini 03.11.03, 20:40
              To jest dziwne,ale mnie alkohol najlepiej smakuje w restauracji1!!!
              Tam i piko jest lepsze-bo z beczki i winko do i koniaczek po..etc
              Wogole zrobilam sie osoba pijaca li tylko towarzysko,zadne aperitifyprzed
              obiadem w domu jaos mnie nie interesuja a alkohol stoi w barku dlugo..
              Co innego jak sa goscie..
              ml
              P.S Ale jakiegos koktailu to bym sie z Wami napila,moze do tej fajki pokoju
              • bodzio49 Hej Marku!! 03.11.03, 21:01
                To może przygotuj jakiś pyszny przepisik w miarę dostępny dla rodaków do tej
                fajki pokoju ??
                • jej_maz Re: Hej Marku!! 03.11.03, 22:55
                  bodzio49 napisał:

                  > To może przygotuj jakiś pyszny przepisik w miarę dostępny dla rodaków do tej
                  > fajki pokoju ??

                  Hmmm... nie znam warunkow, ale juz wezwalem po pomoc... polski fachowiec bedzie
                  niebawem wink
                  • em_em Re: Hej Marku!! 03.11.03, 23:07
                    niestety - polskiemu specjaliście właśnie "wywaliło" internet sad(
                    • barfly_jimi Re: Hej Marku!! 04.11.03, 20:19
                      Nie wiem gdzie wcięło tego Waszego eksperta, ale postaram się coś za niego
                      skreślić. Na potrzeby zapytania zrobiłem dzisiaj rundkę po monopolowym i
                      rozeznałem ceny. To naprawdę tak źle nie wygląda. Drinki zwykły się kojarzyć
                      bardzo skrajnie: albo z kombinacjami typu wódka+oranżada albo ze zbytkiem dla
                      bogaczy. Tymczasem to naprawdę (przynajmniej do pewnego momentu) całkiem znośna
                      finansowo zabawa.

                      A oto dowody:

                      Gin: na początek polecam Seagram’s (naprawde porzadny gin typu London Dry, ceną
                      dorównujący krajowemu, a moim zdaniem dużo lepszy: 0,7 l. - 31zł, 0,33l – 15 zł
                      Rum: White Diamonds (Smakowo naprawdę doskonały, podobny do Bacardi): 0,7 l. –
                      33 zł
                      Wermut (Martini&Rossi to moje ulubione) butelka 1l – niecałe 30 zł, 0,5l - 16 zł
                      Wódka Smirnoff 0,5 l. – niecałe 20 zł.

                      Cytryny i oliwki raczej miewa się w kuchni, woreczki do lodu to naprawdę
                      niewielkie pieniądze. Szkło... hmmm tu bywa różnie ale to inwestycja na lata.
                      Niedawno widziałem piękne koktajlówki za niecałe 20 zł/szt. Jak się poszuka to
                      się coś znajdzie. Za shaker może robić zwykły słoik twist off, a przeróżne
                      domowe shakery (metalowe, szklano-plastykowe) dostępne są w marketach za
                      śmiszne pieniądze (te bardziej profesjonalne rzeczywiście potrafią kosztować)
                      Jakieś sitko i wysoką, szerokoą szklankę i długą łyżkę w domu się zwykle ma...
                      To naprawdę nie takie straszne jak się wydaje.

                      Kupując np. jedną butelkę rumu White Diamonds, parę limonek i Colę możecie
                      naprawdę uszczęśliwić niejednego wyśmienitym Daiquiri czy Cuba Libre. Cena
                      alkoholu? 33 zł, Przyjmując, że średnio zużywamy tu jakieś 50 ml za każdym
                      razem – mamy aż 15 drinów!! I to naprawdę przewspaniałych.

                      Do prawdziwego Martini potrzebny jest tylko gin i wermut (dekoruje się
                      opcjonalnie oliwką albo skórką cytrynową) Zachowując zdrowe proporcje, coby za
                      dużo nie zostało kupujemy 0,7 ginu i 0,5 l wermutu Martini Extra Dry (i tak
                      dużo wermutu zostanie) Rachunek: 31+16 = 47 zł. Z tego możemy już smialo
                      zmieszac 10 Martini! Sam gin (oczywiście jako jedyny alkohol) sprawi, ze bez
                      problemu przyrzadzimy doskonalego, orzezwiajacego Tom’a Collinsa.

                      Jeżeli wczesniej kupilismy rum, dawaj! mieszac Black Dog’a.

                      Jeżeli dokupimy jeszcze druga butelke wermutu za 16 zl (tym razem czerwonego
                      slodkiego czyli np. Martini Rosso) możemy już zmieszac sobie Bronx’a
                      (dokupujemy jedna pomarancze) i Perfect Martini. Wszystko w podobnej liczbie
                      kombinacji.

                      Jeżeli w domciu mamy jeszcze jakas zapomniana resztke wodki – Niezmiernie
                      orzezwiajaca i zdradliwa Long Island Iced Tea (werjsa niepelna, ale dobra) az
                      się prosi – do jednego drina potrzebujemy tylko 15-20 ml wodki (oprocz
                      oczywiście już zakupionego rumu i ginu) a dla wielu oznacza pierwszy i ostatni
                      drink wieczora (starcza naprawde na dlugi i mocna cholera)

                      Moznaby tak jeszcze wymieniac i wymieniac a zwroccie uwage, ze do tego momentu
                      nie wydalismy na alkohol nawet 100 zl! A drinow juz mamy cale stada. Naprawde –
                      polecam.
                      Aha – sluze recepturami jakby co, postaram sie cos nadgonic w wątku
                      cocktailowym... jak się sklonuję wink


                      Ups... chyba troche zboczylem z tematu Martini...
                      • warum Re: Hej Marku!! 04.11.03, 20:52
                        Wlasciwie najtanszy to jest "proszony" drinksmileAle opisales super i kontynuuj
                        takze w wersji dla ubogichsmile))moze sie skusze?
                      • ee_el Re: barfly_jimi & jej_maz 20.11.03, 17:52
                        dzięki za przepisiki :0))))
                        błądziłam smętaśnie po internecie a tu masz....
                        wciągneło mnie jak nie wiem :0)
                        jest tego 22 strony !!! ufff
                        wieczór przede mną...
                        a miałam takie grzeczne plany na dzisiaj ;0)))
                        idę poeksperymentować !!!

                        milusiastego Wszystkim !



        • barfly_jimi Re: Martini 08.11.03, 20:34
          bodzio49 napisał:

          > Jak włoże do mojego barku więcej niż 10 butelek to się
          > spód wygina i nie mogę domknąć he, he.

          10 butelek w domowym barku to znacznie więcej niż statystyczna średnia. Daj
          znać jakie buteleczki posiadasz a coś wykombinujemy. Być moze nawet (jeżeli
          zechcesz wymienić nazwę) znam jakiś drinkowe przybytki w Tojej miejscowości...?
          Mam paru kolegów barmanów w Polsce.

          Pozdrowy
          Barflaj
    • jej_maz Re: Martini 08.11.03, 02:13
      Przy barze siedzi piękna kobieta z niezapalonym papierosem w ustach. Gorączkowo
      szuka zapalniczki w torebce. Siedzący obok mężczyzna zwraca się do niej: "nie
      powinnaś palić - to jest złe dla Ciebie, może drinka?". Kobieta zmierzyła go
      wzrokiem i po dłuższej chwili uśmiechając się odlozyla papierosa... "Lepiej
      niech to będzie coś zdrowego". "Ależ oczywiście!" i zamówił...

      CRANTINI
      6 części gin
      1 część niesłodzonego soku z cranberry
      lime lub cytryna twist

      Naprawdę dobre! Polecam gorąco! Poza tym proste do zrobienia. Jest to typ
      drinka, który "nauczy" lubieć gin, jeżeli ktoś ma problemy z jego z
      specyficznym smakiem.
      • monia.i Re: Martini 08.11.03, 02:50
        może byc pyszne...smile
        A wy - tak osobiście - co lubicie "pijać"? (tak, żeby nie zakładać nowego
        wątku, tylko przy okazji...)
        Powiem szczerze - chyba nie przepadam za drinkami - kocham wino!
        Lubię domowy ajerkoniak - idą święta - a mój Mąż robi prze-pysz-ny!
        Lubię zimne piwo - w upalny dzień
        Lubię polski "Krupnik" w zimny dzień....
    • jej_maz Re: Martini 09.11.03, 04:06
      W. H. Auden (1907-1973), www.poets.org/poets/poets.cfm?prmID=121 jeden z
      wielkich amerykańskiej poezji, był również zwolennikiem tego koktajlu. Jako
      bardzo ceniony twórca, był zapraszany na odczyty do najlepszych uniwersytetów.
      Podobnie jak już tu wspomniany Alben W. Barkley, vice prezydent przy Harry
      Truman, też wyznawał zasadę, że najlepszym audytorium jest ..."inteligentne,
      dobrze wykształcone i ... troszeczkę pijane"... W 1947 roku został zaproszony
      do Harvard, ale tym razem, miał o ten "jeden za dużo"... Tematem był Miquel de
      Cervantes. Gdy wstąpił na podium, od razu przeprosił za trochę "niewyraźną"
      mowę i zwalił to na nową protezę, ale gdy następnie wyznał że nigdy nie był w
      stanie dobrnąć do końca "Don Kichot'a" i jest w stanie się założyć, że nikt ze
      słuchaczy też nie... wszyscy zorientowali się o co chodzi wink)
      Historia ta pozostała do dzisiaj klasyką anegdot wydziału literatury tegoż
      uniwersytetu i... klasyką anegdot o Martini...

      IRISH MARTINI
      5 części wódki "Żubrówki"
      1 część irlandzkiej whiskey
      1 część wytrawnego vermouth

      lemon twist - zamieszać (nie wstrząsać!) wszystko w shaker łącznie z wyciśniętą
      lime ale wlać do szkła jedynie płyn; wyrzucić lime. Bez garnish - tak jak przy
      Cosmopolitan, jedynie "farfocle" z lime mogą pływać na wierzchu.

      Bardzo orzeźwiające i naprawdę dobre!
      • marialudwika Re: Martini 09.11.03, 09:32
        A co jest poza martini w DIRTY MARTINI????
        Na filmie ,ktory wczoraj ogladalam ktos to pil..
        ml
        • barfly_jimi Re: Martini 09.11.03, 10:58
          marialudwika napisała:

          > A co jest poza martini w DIRTY MARTINI????
          > Na filmie ,ktory wczoraj ogladalam ktos to pil..
          > ml

          Dirty Martini to taka trochę dziwna odmiana Martini, która w pewnym stopniu
          zaprzecza jego założeniom. O ile tradycyjne Martini powinno być zawsze
          krystalicznie czyste, wytworne i eleganckie, o tyle Dirty Martini przejrzyste i
          specjalnie eleganckie z wyglądu nie jest.

          Drinka tego spopularyzował w swoim czasie amerykański prezydent Franklin D.
          Roosevelt. Od tradycyjnego Martini, Dirty Martini różni się właściwie tylko
          jednym składnikiem a mianowicie zalewą z oliwek (taką w jakiej leżą oliwki np.
          w słoikach)

          Przygotowanie polega na tym, że do tradycyjnego Martini a więc ginu i wyrawnego
          wermutu dodaje się trochę tej zalewy. Całość przygotowuje się jak zwykłe
          Martini. Z zalewą jest jednak ten problem, że po jakimś czasie staje się ona
          niespecjalnie przyjemna (smakowo, zapachowo itd) więc jeżeli ktoś naprawdę lubi
          Dirty Martini - niech użyje świeżej.

          efekt...? Hmmm... osobiscie wolę tradycyjne.

          Pozdrowy
          • jej_maz Re: Martini 13.11.03, 03:26
            Natknąłem się na jeszcze jedną anegdotę o FDR (Franklin Delano Roosevelt) i
            jego "poważnym" podejściu do tematu. Jest ona związana z cytowanym Dirty
            (brudne) Martini, również znane jako

            FDR Martini

            6 części ginu
            2 części dry vermouth
            1 część soku z oliwek(!)
            trzy oliwki

            Otóż podczas konferencji w Teheranie w listopadzie 1943, z trudem
            namówił Stalina na spróbowanie tego specjału. Józek, gdy w końcu uległ,
            stwierdził że to daje wrażenie "zimna na żołądku", i jest bardzo dobre! Myślę,
            że był to pierwszy, poważny sukces polityczny Roosevelta w polityce z ZSRR wink
            Dwóch przyjaciół (Churhill i FDR), już nie tylko w sprawie "szkła", ale w życiu
            i polityce też, raczej spokojnie dawało sobie radę ze Stalinem.

            Tutaj już po martini; utenti.lycos.it/whf/tens/triplice4.jpg

            Może gdyby FDR dłużej żył, Europa po Jałcie wyglądałaby inaczej, niż z uległym
            w stosunku do Rosji Trumanem - ten podobnie jak Stalin też nie pił i może
            właśnie to jest kluczem do wszystkiego? wink)
            • mammaja Re: Martini 13.11.03, 12:45
              Hej, czytam i oczom nie wierze! Historycy do pior!
              Ja nie jestem historykiem ,ale niestety podstawowa
              wiedza na temat Konferencji Jaltanskiej nie pozostawia
              watpliwosci ,ze to pan Roosevelt byl odpowiedzialny za
              przyjecie jej ustalen wraz z panem Churchillem i
              Stalinem. Przyjecie linii Curzona jako granicy Polski i
              przesuniecie granicy zachodniej - przy rownoczesnym
              podziale Niemiec na strefy wplywow bylo wlasnie
              podzialem Europy na zchodnia i wschodnia. I zadne martini
              nie zmieni tego faktu. Truman nie wiele juz mial do
              zrobienia. NIe mam teraz czasu na sieganie do zrodel
              .Tylko zaznaczam ze nie mam nic przeciwko kanadyjczykom i
              martini. Natomiast wkladanie w ten watek najbardziej
              dramatycznego dla Polski wydarzenia ,ktore rzutowalo na
              nastepne 50 lat zycia wszystkich Polakow jest ciut
              ryzykowne.
              • jej_maz Re: Martini 13.11.03, 16:22
                Dobrze; juz nie bede ryzykowal... zastanawiam sie tylko czego... wlasnej opinii
                czy jeszcze jednego martini...

                Mammaja, relax... toz to tylko drink... patosu w naszej historii juz i tak bylo
                az za duzo wink
              • ten_filou Re: Mammaja 13.11.03, 19:47
                Mammajo - przeciez to jest GLUPEK do 10 potegi!!.
                Choc Ty, - obojetnie co pisza Twoi przyjaciele z tego forum - zachowaj rozsadna
                ocene sytuacji! - blagam!.
                Emocje i solidarnosc z pokretna argumentacja czlonkow tego klubu - jedna sprawa
                i rzecz indywidualnego wyboru,- ale otworz oczy i bezstronnie spojrz z jakim
                idiota rozmawiasz i jaka to potega naukowo-historycznych wiadomosci!-
                zdobytych .. "za barem"!
                Balwan - bedzie balwanem i 1000, podobnych jemu milosniczek jego kanadyjskiej-
                polskosci, oglady i kultury tego nie jest w stanie obiektywnie zmienic .
                Zanim sie dasz zwariowac - zastanow sie z KIM i ..gdzie smile
                pozdrowienia,-
                f.
                • bodzio49 Re: Mammaja 13.11.03, 20:18
                  To już się robi żałosne.
                • warum Re: ? wlasciwie juz nie wiem do kogo 13.11.03, 20:20
                  Dzizuss.... ?!!!Nie wiem jak opisac co czuje. Pyskowka, emocje, epitety, ale...
                  juz wyzwiska prawie personalnie? a z jakiego to powodu???Nie ma OBOWIAZKU BYCIA
                  W TOWARZYSTWIE, W KTORYM SIE ZLE CZUJEMY. Bardzo prosze o zrozumienie tego co
                  napisalam. Jeszcze wczoraj w poscie do PopayE, ktory mi wcielo, opisalam
                  stosunki forumowe "trojkami": kto z kim sie lubi , ceni i ma bliskie poglady,
                  i...chcialam sie podzielic swoim spostrzezeniem,ze te "3" sa na tyle
                  otwarte,ze w kazdej 1 osoba lubi kogos z innej "3" i dzieki temu kazdy spor ma
                  szanse zostac zazegnany. Wczoraj nawet wyliczylam kto z z kim sie lubi
                  najbardziej- dzis mysle,ze bardzo szkoda,ze wcielo....bo moze te wszystkie
                  podzialy, widoczne od poczatku teraz nagle zaostrzyly sie. A ja sadzilam, ze
                  nowe twarze... zanim zdabeda sie na KRYTYKE- przynajmniej zapoznaja sie z
                  postami umozliwiajacymi pewne poznanie osob tu wystepujacych. W sumie
                  najszybciej sie podejmuje decyzje pod wplywem emocji, ale czy te decyzje sa
                  najlepsze? czy ustawianie sie po "stronach" ma sens, jesli zna sie tylko 1 czy
                  2 pyskowki? Wiec i ja znikne na troche dla swietego spokoju. Chociaz ja jestem
                  zwolenniczka okazywania emocji na forum.Pozdrawiam wszytkich, ktorym zostalo
                  odrobine rozsadku.
                  • wedrowiec2 Do Warum 13.11.03, 20:23
                    Dziękuję za pozdrowienia smile)))
                    • glodn-y Re: Do Warum 13.11.03, 20:24
                      A gdzie ta "nowa" twarz??????smile
                    • em_em Re: Do Warum 13.11.03, 20:29
                      mam nadzieję, że mogę też podziękować za pozdrowienia - ale proszę nie znikaj,
                      czekam ze słoneczkiem
                      • marialudwika Re: Do Warum 13.11.03, 20:49
                        Nie rozumiem Warum o co i o kogo Ci chodzi??? O jakie 3-ki? Wogole strach
                        zajrzec na forum poniewaz ciagle napotyka sie na jakies insynuacje.Chyba mozna
                        zaakceptowac fakt,ze ktos posiada inna opinie,jesli wyraza ja w kulturalny i
                        nieobrazliwy sposob???
                        A co do NOWYCH to sie mylisz poniewaz ja NIKOGO nowego nie spotkalam tutaj!!!
                        Pozdrawiam
                        ml
                • lablafox Re: Mammaja 13.11.03, 21:00
                  ten_filou napisał:

                  > Mammajo - przeciez to jest GLUPEK do 10 potegi!!.
                  > Choc Ty, - obojetnie co pisza Twoi przyjaciele z tego forum - zachowaj
                  rozsadna
                  >
                  > ocene sytuacji! - blagam!.
                  > Emocje i solidarnosc z pokretna argumentacja czlonkow tego klubu - jedna
                  sprawa
                  >
                  > i rzecz indywidualnego wyboru,- ale otworz oczy i bezstronnie spojrz z jakim
                  > idiota rozmawiasz i jaka to potega naukowo-historycznych wiadomosci!-
                  > zdobytych .. "za barem"!
                  > Balwan - bedzie balwanem i 1000, podobnych jemu milosniczek jego
                  kanadyjskiej-
                  > polskosci, oglady i kultury tego nie jest w stanie obiektywnie zmienic .
                  > Zanim sie dasz zwariowac - zastanow sie z KIM i ..gdzie smile
                  > pozdrowienia,-
                  > f.
                  Filu , sądze ,że napisałeś ten post pod wpływem zbyt dużej ilości
                  przetestowanych martini. Inaczej nie potrafię tego co i w jakim stylu to
                  zrobiłeś ,wytłumaczyć sobie. A może Ty nie jesteś żaden filu tylko...?
                  Lx
                  • glodn-y Re: Mammaja 13.11.03, 21:15
                    chi,chi,hę,hę
                    • marialudwika Re: Mammaja 13.11.03, 21:17
                      hm,hm,hm,hm.....
                      ml
                • felinecaline Re: STOP 13.11.03, 21:40
                  !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!



                  Prosze!!!!!!
            • marialudwika Re: Martini 13.11.03, 16:23
              Moja "wiedza" jest nieco inna!!!!Stalin byl duzo sprytniejszy od Churchilla i
              FDR-niestety.Zadne martini nie "zamacilo" mu w glowie poniewaz "Zachod"
              poprostu czul przed Stalinem respekt i nas POlske dla swoich, tych czy
              innych ,interesow "poswiecil" a inaczej mowiac sprzedal...
              Te fakty sa zbyt tragiczne by z nich zartowac Mark!!!!!!
              Pozdrawiam
              ml
              • bodzio49 Re: Martini 13.11.03, 19:08
                Tyle ważnych rzeczy działo się na tym forum, że omijałem (z braku czasu) ten
                wątek. A przecież poprosiłem o przystępne przepisy. Z nieba mi spadliście jak
                to się mówi. Przecież za niecałe 2 tygodnie obchodzę bardzo okrągłą rocznicę.
                Więc będzie coś nowego. Dzięki wielkie panowie za te specjały. Już notuję. W
                sobotę zaczynam ogląd monopolowych i uzupełniam barek a potem poeksperymentuję.
                Jak ja to lubię wink Pozdrawiam, już wesolutko. B.
                • barfly_jimi Re: Martini 13.11.03, 23:25
                  bodzio49 napisał:

                  > Dzięki wielkie panowie za te specjały. Już notuję. W
                  > sobotę zaczynam ogląd monopolowych i uzupełniam barek a potem
                  poeksperymentuję.
                  >
                  > Jak ja to lubię wink Pozdrawiam, już wesolutko. B.

                  Heloł!
                  W sumie to nie podałem większości tych przepisów ale jakby co - pytaj. Chrzanić
                  kolejość na wątku koktajlowym - czas goni wink

                  Pozdrowy wsjem pijącym i czytającym ludziom dobrej woli!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka