znajomi

29.08.05, 12:50
Ciekawa jestem, czy macie znajomych i przyjaciół, których status materialny i
sytuacja finansowa znacznie odbiegają od Waszej? Chodzi mi dokładnie o to,
czy znajdujecie jakieś wspólne płaszczyzny porozumienia, no bo jednak syty
głodnego nie zrozumie... Bogatsi i biedniejsi wybiorą się do innych knajp
żeby się rozerwać (a biedniejsi sie raczej w ogóle nie wybiorą), na zakupy do
innych sklepów i po cos innego, na wakacje razem też nie pojadą, bo jednych
stać na inny standard, drugich na inny, zupełnie inne problemy czy obawy są
tematami rozmów, i zupełnie inne radości...
No a na dodatek ja jakaś taka jestem dziwna, że wszystko biorę do siebie, no
i... czuję się gorsza...
Jak to jest u Was?
Pozdrawiam!
    • anulaaa Re: znajomi 29.08.05, 12:58
      wybacz ale co ma zasobność portfela do tematów i przebiegu rozmów?
      większość naszyhc nzajomych jest w lepszej sytuacji finansowej i nigdy sięnie
      zdarzyło,żebyśmy mieli problem np.gdzie iść-musimy coprawda jakieś kompromisy
      stosować ale...
      nigdy nam nikt nie dał d zrozumienia że jesteśmy gorsi a i my tak się nie czujemy:)

      i wydaje mi się,że relacje zależą od ludzi i tego co sobą prezentują a nie od
      zasobności portfela:/
      • smutna_ja Re: znajomi 29.08.05, 13:17
        no jednak czasem mają, np. "jedziecie z nami na weekend do X? Normalnie doba
        kosztuje tam 350 złotych za osobę, ale teraz jest promocja za 200. Okazja!!!"
        Albo: "masz już nową kreację na Sylwestra? a na wesele??" (no nie mam - i na
        jedną i na drugą imprezę idę w starej sukience)...
        Rozmowy o tym, że czegos tam w ogóle nie warto kupować, bo za taką cenę...
        Albo: "A po co moja żona pójdzie do pracy? Będzie pracować za 1500 złotych????"
        I co ja mam na to odpowiedzieć, skoro Bogu dziękuję, że mam pracę np. za 1200?

        Oczywiście, że nie gada się tylko o tym, ale ja jednak więcej tematów mam do
        rozmowy ze znajomymi, którzy mają podobne doświadczenia, co ja, podobne
        problemy... Po prostu wiem, że taki ktoś mnie zrozumie...
    • burza4 Re: znajomi 29.08.05, 13:24
      Mamy takich znajomych - w jedną i drugą stronę, tzn. albo znacznie
      zamożniejszych, albo znacznie biedniejszych. Jakoś nie rzutuje to specjalnie na
      kontakty. I mamy o czym rozmawiać, wystarczy trochę empatii, w końcu nie zawsze
      dobrze mi się wiodło, rodzinę mam w zgoła innej sytuacji finansowej (rodzice
      emeryci) i nie żyję na innej planecie. Owszem, trudno czasem wybrać się razem
      na wakacje, ale wrażeniami mozna się podzielić i z Majorki i z Mazur:)

      Nie czuję się gorzej, bo jedni urządzają imieniny w Sheratonie, a my robimy
      grilla. I na jednej i na drugiej imprezie wszyscy świetnie się bawią. Jeśli
      jedziemy do znajomych, o którym wiem, że się im nie przelewa, to nie oczekuję
      krewetek i staram się coś ze sobą zabrać (traktując to jako przyjęcie
      składkowe), żeby nie robić gospodarzom kłopotu. Zresztą - taka forma i tak jest
      przyjęta w naszym gronie, niezależnie od dochodów - cos się ze sobą przynosi.
      • smutna_ja Re: znajomi 29.08.05, 13:31
        Masz rację burza4...
        Od razu chyba muszę wyjaśnić, że ci nasi znajomi to też całkiem fajni ludzie i
        nie jest tak, że w ogóle się nie dogadujemy! Wiem, że problem raczej leży we
        mnie - to nie oni się wywyższają, tylko ja mam poczucie niższości... Po prostu
        tak jak napisałam na początku - za dużo rzeczy biorę do siebie... No i tak się
        zastanawiałam, jak to wygląda u innych...
        • anulaaa Re: znajomi 29.08.05, 13:45
          heh-co do tych wypadów i weekendów....a kto powiedział,że ze znajomymi rtzeba
          wojaże urządzac i sie godzić na ich pomysły tylko dlatego że jest promocja?
          poza tym jak się ma "prawdziwych" przyjaciół którzy znają i rozumieją waszą
          sytuację to takie sytuace w ogóel nie powinny mieć miejsca....
          wolny czas można spedzać ze znjomymi nie tylko w sposób który oni zaproponują
          czy na który ich stać...poza tym nikt nikogo nie zmusza chyba do wydawania kasy
          na cos czego nie chcecie,prawda?

          moze poprostu my trafiliśmy na świetnych i wyrozumiałych ludzi...:))
        • burza4 Re: znajomi 29.08.05, 14:14
          Widzisz - nie bez kozery pisałam o empatii - bo sama nie wyskoczyłabym z
          propozycją weekendu za "jedyne" 400 zł do znajomych, o których wiem, że ich na
          to nie stać. Mój mąż ma czasem takie wyskoki, nie ze złej woli:), ale po prostu
          on zdaje się zapominać czasem że 500 zł to nie dla wszystkich są "grosze".
          Systematycznie zwracam mu uwagę, że takie propozycje mogą być dla kogoś
          przykre - mimo jego najlepszych intencji. Poza tym tekst typu "żona nie będzie
          pracować za marne 1500 zł" dalikatnie mówiąc - nie jest taktowny w żadnym gronie
          (a w waszym - trąci chamstwem). KAŻDY może znaleźć się pod wozem - i za podobną
          pensję Bogu dziękować - i dobrze jest o tym pamiętać.
          • smutna_ja Re: znajomi 29.08.05, 14:45
            wielkie dzięki za zrozumienie, Burza...
            Ja wiem, że to nie ze złej woli, oczywiście - po prostu się zapomina o tym, że
            ktoś może mieć znacznie mniejsze możliwości, a człowiek zwykle odruchowo
            stosuje do reszty świata swoją miarę.. Tylko czasem coś ukłuje...:-)Ot i
            tyle...:-))
            Pozdrawiam!
    • triss_merigold6 Re: znajomi 29.08.05, 13:57
      Mamy i takich i takich. Najbliższe koleżanki (przyjaciółki) są w podobnej
      sytuacji materialnej. Zbyt duże różnice finansowe uważam za krępujące jesli
      chodzi o wspólny wyjazd. Z drugiej strony ktoś taktowny wiedząc o naszej
      sytuacji finansowej nie będzie gorąco polecał "takiej miejscówkiw Aspen". D
    • mynia_pynia Re: znajomi 30.08.05, 10:23
      Dla mnie to nie problem, mam znajomych o różnej sytuacji materialnej, wiadomo
      raz jest lepiej raz gorzej.
      Czasami kasa jest nawet dla mnie dobrym wykrętem, np. boję się jeździć na
      nartach, nie lubie, i na usilne namowy wyjazdu odpowiadałam że nie mam kasy,
      oczywiście kumpela mnie zjechała że się wykręcam ;), dopuki isę nie połamała i
      3 miech w domu leżała.
      A tak na serio to mam 2 koleżanki, zarabiamy tyle samo, poprostu nasi faceci
      mają firmy i raz się lepiej wiedzie jednemu raz drugiemu raz trzeciemu.
Pełna wersja