oliwka117
07.06.06, 07:45
Tak sobie obserwuję coniektórych rodziców. Owszem, wśród większości z moich
znajomych panuje przekonanie, że skoro mają dziecko, to jest ono cześcią ich
życia. Czyli jak idą na zakupy, biorą dzieciaka z sobą, jak na spacer także,
jak robią obiad, załatwiają sprawy to również dziecko jest przy nich. Normalne
chyba. Niepokoi mnie jednak zjawisko "podrzucania" dziecka i angażowania
caaałej rodziny bliższej i dalszej w jego wychowanie. Oto przykład: rodzice
sami z dzieckiem nie pójdą na zakupy, bo to kłopot; sami nie zajmą się
maluchem dłużej niż parę godzin, bo się nie da. Sami wykąpią od czasu do
czasu, bo dziecko się wierci... wiele, wiele innych. Ja rozumiem, ludzie są
zapracowani, zabiegani. Ale jeśli rodzicielstwo tak mało zmienia w życiu to
chyba przesada? Albo jeśli rodzice są tak nieporadni? A może to zwykłe
wygodnictwo? Zaczynam sądzić, że niektórzy mają dziecko, bo "tak wypada", "są
w odpowiednim wieku", "bo trzeba mieć dzieci". Tylko po co? Czy ktoś spotkał
się z takim zjawiskiem?