dorcik_wk
22.08.06, 09:33
Wklejam z Dogomanii w celu uświadomienia, że nie tylko psy są bestiami.
Ludzie chyba większymi...
"Tak nie może być. Zastanówmy się jak można uratować życie naszych
przyjaciól,
którzy trafiają w nieodpowiednie ręce. One pelne ufności idą do naszych
domków.
Nie może być tak, że zamiast życia czeka naszych milusińskich śmierć zadana w
tak potworny sposób. Ta śmierć jest bezsensowna i należy zapobiec kolejnym
bestialskim morderstwom zwierząt.
Zapoznajcie się z tematem pod podanym wyżej linkiem i proszę włączcie się do
akcji, która mam nadzieję obejmie cały nasz kraj.
Sprawa miała miejsce w Lubinie.
Jesli ktoś ma dojścia do jakichkolwiek mediów, proszę o podanie informacji
dalej. Opis napisany przez Lavinię z forum www.dogomania.pl/ zawarty w
rozszerzeniu.
"zakładam ten wątek ku przestrodze i dla informacji - jesli jest tu ktoś z
mediów, lub z doświadczeniem prawniczym, to wszelka pomoc będzie przydatna.
Golden Ozzy, znaleziony przez dziewczynę z dogomanii, trafił do domu
tymczasowego. Był zabiedzony, brudny, okazało się także, że
najprawdopodobniej
miał raką jąder, miał jednak wielką wolę życia i wszystko wskazywało na to,
ze
pod dobrą opieką dojdzie do siebie....
w wyniku ogłoszenia do GW zgłosiła się osoba, która chciała Ozziego
przygarnąć
na stałe, dla rodziców, którzy ponoć stracili takiego samego psa w wypadku.
Ozzy więc pojechał do nowego, wydawało się, wspaniałego domu.......
ponieważ nowa właścicielka psa nie przekazywała o nim zadnych informacji,
dziewczyny zaczęły się niepokoić - potrzebne były konsultacje weterynaryjne i
dalsza specjalistyczna opieka. Po wielu telefonach i rozmowach,
niedomówieniach
i kłamstwach, okazało się , że pies nie żyje - nowa właścicielka stwierdziła,
że "zdechł, bo nie dostał antybiotyku"...
opsoby zaangażowane w sprawę psa nie przyjęły tych wyjaśnień do wiadomości -
zmusiły tę dziewczynę, po brawurowo przeprowadzonej, utajnionej akcji, do
wskazania miejsca pochówku psa. Po odkopaniu zwłok, zawieziono Ozziego na AR
we
Wrocławiu, na sekcję.
dziś nadeszły wyniki - pies został bestialsko zakatowany tępym narzędziem,
miał
rozległe obrażenia wewnętrzne, mnóstwo złamań. Po skatowaniu żył jeszcze
kilka
godzin, nie wiadomo, czy nie został pochowany żywcem. Tyle suche fakty.
cała historia rozegrała się w przeciągu jednego tygodnia. Osoba, która psa
zaadoptowała, nie wykazała cienia skruchy, odrobiny jakichkolwiek ludzkich
uczuć, oczywiście twierdząc cały czas, że pies nie przeżył, bo nie podano mu
leków. W tej chwili trwa akcja nagłaśniania tej sprawy w mediach,
zawiadomiono
również Prokuraturę i policję,oraz TOZ. Jeśli możecie pomóc - pomóżcie. Cała
historia opisana jest na dogomanii, na psach w potrzebie. Nie wklejam linku,
ale kto będzie chciał, to znajdzie ten temat. Są tam też zamieszczone bardzo
drastyczne zdjęcia psa po śmierci, oraz dokładny opis wyników sekcji zwłok.
mimo to, ze wiele osób na tym forum ma złe skojarzenia z dogomanią, uważam,
że
wszyscy miłośnicy zwierząt powinni się zjednoczyć w takiej sprawie. Dlatego
też
ponawiam apel o pomoc - osoby zaangażowane bezpośrednio w sprawę Ozziego, są
widoczne na dogomanii, można się z nimi skontaktować poprzez pw". - skrot
wszystkich wydarzen napisala Lavinia z forum www.dogomania.pl/
Dalsze przyblizenie tego co sie dzialo z psem przybliza nam kolejna osoba z
forum dogomanii Krzys_KRK, wklejam ponizej jego opowiesc:
"Moja historia rozpoczyna się w momencie, kiedy są już kłopoty z ustaleniem
miejsca pobytu psa, jego zdrowia, oraz jest konieczność jego znalezienia oraz
zabrania do Ani- prawnej jeszcze właścicielki psa. Ewentualności o tym, iż
pies
nie żyje nie bierzemy pod uwagę. Wyruszam jak najszybciej z Krakowa, mając
nadzieje, iż około 19 w piątek będę wraz z Anią w Lubinie, gdzie postaramy
się
wyjaśnić cały problem.
Niestety kłopoty z autem sprawiają, iż w Lubienie jesteśmy około 22, mamy już
adres Agnieszki W, są jednak duże kłopoty ze znalezieniem jej mieszkania. W
efekcie dzwonek domofonu naciskamy o 22.30. Pierwsza szybka rozmowa z osoba
obecna w domu dotyczy miejsca pobytu Agnieszki W- dowiadujemy się, iż
przebywa
ona w Kraśniku, w domu gdzie mieszkają rodzice i tam gdzie miał zamieszkać
pies. Próbujemy jeszcze kontaktu, niestety komórka została wyłączona.
Próbujemy
drugiego kontakty z osobą będącą w mieszkaniu- okazuje się, iż jest to jej
ojciec, który powtarza ze nie będzie z nami rozmawiał, o niczym nie wie,
córką
jest dorosła a my możemy pojawić się co najwyżej z Policją, aby zmusić go do
rozmowy.
Jednocześnie nasza druga grupa przebywa w Kraśniku, pod domem rodziców
Agnieszki- niestety i tam nie ma żadnego znaku życia ani psa, ani Agnieszki.
Z powodu, iż jest już po 22, nie pozostaje nam nic innego jak odpuścić.
Pytamy
jeszcze sąsiada wchodzącego do klatki, czy widział kiedyś tutaj Ozziego- bez
skutku, nie był on przez niego zauważony.
Udajemy się na Policję, aby poprosić o próbę wyjścia z tej sytuacji. Policja
przyjmuje zgłoszenie, obiecuje obserwację domu, oraz proponuje pomoc w
momencie
oficjalnego zgłoszenia sprawy. Po naradzie jednak decydujemy się, iż sprawę
zgłosimy w sobotę próbując jeszcze negocjacji z Agnieszką. Planujemy także
poszukiwania na własną rękę w sobotni poranek.
Wracamy do Wrocławia, Ania wraca do Zabrza z powodów zawodowych, ja zostaję,
aby rozwikłać sprawę szybciej niż w poniedziałek.
Sobota 19.09
Godzina 8.00- pierwszy mój telefon do Agnieszki W.
- domagam się spotkania i pokazania miejsca pochówku psa
- jest to możliwe, ale w poniedziałek
- <kilka słów o zabarwieniu bardziej zdecydowanym> domagam się dzisiaj
- jestem na drugim krańcu Polski
- Czy koleżanka wskaże nam miejsce pochowku
- Tak
- Proszę ja powiadomić
- Będzie to trudne, bo nie ma ona numeru tel
- To proszę o adres
- Nie pamietam, wiem tak mniej więcej gdzie mieszka
- Może rodzice wskażą nam adres
- Tak, ale rodziców nie ma
- Ojciec jest w Twoim mieszkaniu
- A to nie wiedziałam, że wrócili
.........
Rozmowa kończy się tym, iż koleżanka o 10 pokaże nam miejsce. Około 8.30
przychodzi SMS, ze jednak koleżanka nam nie pokaże, znów mój telefon, znów 10
minut specyficznej rozmowy i okazuje się, iż drugi kraniec Polski, to Kraśnik
oddalony o kilka km. Po dłuższych negocjacjach umawiamy się o 10 w Kraśniku z
zamiarem jazdy do Lubina. Udaje się wraz z Ulv mieszkająca we Wrocławiu.
Kraśnik- 20letnia, drobna dziewczyna, ale z poważnym wyrazem twarzy, zero
skruchy. W drodze pada tylko jedno moje pytanie: jak to było tak naprawdę z
tym
psem, odpowiedz- nie dostał antybiotyku wiec umarł.
Dojeżdżamy do Lubina, kupujemy łopatę, worki, rękawiczki. Mamy nadzieje, iż
to
nie będzie potrzebne. W momencie kiedy jednak Agnieszka W. widzi łopatę i nie
mówi, iż psa tam nie ma, iż to było kłamstwo wiem, iż czeka nas najgorsze.
Dojeżdżamy do miejsca pochówku, okolica między działkami a garażami, coś w
stylu nieużytku, jakieś 2-3 km od jej miejsca zamieszkania. Teren dość trudny
do kopania. Agnieszka pokazuje nam mniej więcej jak jest położone ciało po
czym
oświadcza, iż ona chyba już tu nie będzie potrzebna więc czy może sobie iść.
Mamy inne w tym momencie problemy wiec puszczamy ją zwłaszcza, iż jej
zachowanie i obojętność działa na nas w negatywny sposób.
Po około 30 minutach udaje się odkopać ciało, rozrywamy worek, aby sprawdzić
czy jest to Ozzy. Tak to on. Około kilku minut zajmuje nam przeniesienie
zwłok
do auta, przy czym pomaga mi Ulv, bo sam nie daje w ostatniej fazie rady, to
mniej więcej pokazuje skalę problemu jaka musiała być przy zakopywaniu ciała.
Udajemy się do Wrocławia, tam oddajemy ciało do AR, płacimy za sekcję zwłok,
której wyniki dzisiaj doskonale już znamy. Przyjmujący ciało od razu mówi
nam,
iż zgon nastąpił około 3 dni temu"