Dodaj do ulubionych

Zakatowany Golden Retriever

22.08.06, 09:33
Wklejam z Dogomanii w celu uświadomienia, że nie tylko psy są bestiami.
Ludzie chyba większymi...


"Tak nie może być. Zastanówmy się jak można uratować życie naszych
przyjaciól,
którzy trafiają w nieodpowiednie ręce. One pelne ufności idą do naszych
domków.
Nie może być tak, że zamiast życia czeka naszych milusińskich śmierć zadana w
tak potworny sposób. Ta śmierć jest bezsensowna i należy zapobiec kolejnym
bestialskim morderstwom zwierząt.


Zapoznajcie się z tematem pod podanym wyżej linkiem i proszę włączcie się do
akcji, która mam nadzieję obejmie cały nasz kraj.
Sprawa miała miejsce w Lubinie.
Jesli ktoś ma dojścia do jakichkolwiek mediów, proszę o podanie informacji
dalej. Opis napisany przez Lavinię z forum www.dogomania.pl/ zawarty w
rozszerzeniu.


"zakładam ten wątek ku przestrodze i dla informacji - jesli jest tu ktoś z
mediów, lub z doświadczeniem prawniczym, to wszelka pomoc będzie przydatna.

Golden Ozzy, znaleziony przez dziewczynę z dogomanii, trafił do domu
tymczasowego. Był zabiedzony, brudny, okazało się także, że
najprawdopodobniej
miał raką jąder, miał jednak wielką wolę życia i wszystko wskazywało na to,
ze
pod dobrą opieką dojdzie do siebie....

w wyniku ogłoszenia do GW zgłosiła się osoba, która chciała Ozziego
przygarnąć
na stałe, dla rodziców, którzy ponoć stracili takiego samego psa w wypadku.
Ozzy więc pojechał do nowego, wydawało się, wspaniałego domu.......

ponieważ nowa właścicielka psa nie przekazywała o nim zadnych informacji,
dziewczyny zaczęły się niepokoić - potrzebne były konsultacje weterynaryjne i
dalsza specjalistyczna opieka. Po wielu telefonach i rozmowach,
niedomówieniach
i kłamstwach, okazało się , że pies nie żyje - nowa właścicielka stwierdziła,
że "zdechł, bo nie dostał antybiotyku"...

opsoby zaangażowane w sprawę psa nie przyjęły tych wyjaśnień do wiadomości -
zmusiły tę dziewczynę, po brawurowo przeprowadzonej, utajnionej akcji, do
wskazania miejsca pochówku psa. Po odkopaniu zwłok, zawieziono Ozziego na AR
we
Wrocławiu, na sekcję.

dziś nadeszły wyniki - pies został bestialsko zakatowany tępym narzędziem,
miał
rozległe obrażenia wewnętrzne, mnóstwo złamań. Po skatowaniu żył jeszcze
kilka
godzin, nie wiadomo, czy nie został pochowany żywcem. Tyle suche fakty.

cała historia rozegrała się w przeciągu jednego tygodnia. Osoba, która psa
zaadoptowała, nie wykazała cienia skruchy, odrobiny jakichkolwiek ludzkich
uczuć, oczywiście twierdząc cały czas, że pies nie przeżył, bo nie podano mu
leków. W tej chwili trwa akcja nagłaśniania tej sprawy w mediach,
zawiadomiono
również Prokuraturę i policję,oraz TOZ. Jeśli możecie pomóc - pomóżcie. Cała
historia opisana jest na dogomanii, na psach w potrzebie. Nie wklejam linku,
ale kto będzie chciał, to znajdzie ten temat. Są tam też zamieszczone bardzo
drastyczne zdjęcia psa po śmierci, oraz dokładny opis wyników sekcji zwłok.

mimo to, ze wiele osób na tym forum ma złe skojarzenia z dogomanią, uważam,
że
wszyscy miłośnicy zwierząt powinni się zjednoczyć w takiej sprawie. Dlatego
też
ponawiam apel o pomoc - osoby zaangażowane bezpośrednio w sprawę Ozziego, są
widoczne na dogomanii, można się z nimi skontaktować poprzez pw". - skrot
wszystkich wydarzen napisala Lavinia z forum www.dogomania.pl/

Dalsze przyblizenie tego co sie dzialo z psem przybliza nam kolejna osoba z
forum dogomanii Krzys_KRK, wklejam ponizej jego opowiesc:

"Moja historia rozpoczyna się w momencie, kiedy są już kłopoty z ustaleniem
miejsca pobytu psa, jego zdrowia, oraz jest konieczność jego znalezienia oraz
zabrania do Ani- prawnej jeszcze właścicielki psa. Ewentualności o tym, iż
pies
nie żyje nie bierzemy pod uwagę. Wyruszam jak najszybciej z Krakowa, mając
nadzieje, iż około 19 w piątek będę wraz z Anią w Lubinie, gdzie postaramy
się
wyjaśnić cały problem.

Niestety kłopoty z autem sprawiają, iż w Lubienie jesteśmy około 22, mamy już
adres Agnieszki W, są jednak duże kłopoty ze znalezieniem jej mieszkania. W
efekcie dzwonek domofonu naciskamy o 22.30. Pierwsza szybka rozmowa z osoba
obecna w domu dotyczy miejsca pobytu Agnieszki W- dowiadujemy się, iż
przebywa
ona w Kraśniku, w domu gdzie mieszkają rodzice i tam gdzie miał zamieszkać
pies. Próbujemy jeszcze kontaktu, niestety komórka została wyłączona.
Próbujemy
drugiego kontakty z osobą będącą w mieszkaniu- okazuje się, iż jest to jej
ojciec, który powtarza ze nie będzie z nami rozmawiał, o niczym nie wie,
córką
jest dorosła a my możemy pojawić się co najwyżej z Policją, aby zmusić go do
rozmowy.

Jednocześnie nasza druga grupa przebywa w Kraśniku, pod domem rodziców
Agnieszki- niestety i tam nie ma żadnego znaku życia ani psa, ani Agnieszki.

Z powodu, iż jest już po 22, nie pozostaje nam nic innego jak odpuścić.
Pytamy
jeszcze sąsiada wchodzącego do klatki, czy widział kiedyś tutaj Ozziego- bez
skutku, nie był on przez niego zauważony.

Udajemy się na Policję, aby poprosić o próbę wyjścia z tej sytuacji. Policja
przyjmuje zgłoszenie, obiecuje obserwację domu, oraz proponuje pomoc w
momencie
oficjalnego zgłoszenia sprawy. Po naradzie jednak decydujemy się, iż sprawę
zgłosimy w sobotę próbując jeszcze negocjacji z Agnieszką. Planujemy także
poszukiwania na własną rękę w sobotni poranek.

Wracamy do Wrocławia, Ania wraca do Zabrza z powodów zawodowych, ja zostaję,
aby rozwikłać sprawę szybciej niż w poniedziałek.

Sobota 19.09

Godzina 8.00- pierwszy mój telefon do Agnieszki W.

- domagam się spotkania i pokazania miejsca pochówku psa
- jest to możliwe, ale w poniedziałek
- <kilka słów o zabarwieniu bardziej zdecydowanym> domagam się dzisiaj
- jestem na drugim krańcu Polski
- Czy koleżanka wskaże nam miejsce pochowku
- Tak
- Proszę ja powiadomić
- Będzie to trudne, bo nie ma ona numeru tel
- To proszę o adres
- Nie pamietam, wiem tak mniej więcej gdzie mieszka
- Może rodzice wskażą nam adres
- Tak, ale rodziców nie ma
- Ojciec jest w Twoim mieszkaniu
- A to nie wiedziałam, że wrócili
.........

Rozmowa kończy się tym, iż koleżanka o 10 pokaże nam miejsce. Około 8.30
przychodzi SMS, ze jednak koleżanka nam nie pokaże, znów mój telefon, znów 10
minut specyficznej rozmowy i okazuje się, iż drugi kraniec Polski, to Kraśnik
oddalony o kilka km. Po dłuższych negocjacjach umawiamy się o 10 w Kraśniku z
zamiarem jazdy do Lubina. Udaje się wraz z Ulv mieszkająca we Wrocławiu.

Kraśnik- 20letnia, drobna dziewczyna, ale z poważnym wyrazem twarzy, zero
skruchy. W drodze pada tylko jedno moje pytanie: jak to było tak naprawdę z
tym
psem, odpowiedz- nie dostał antybiotyku wiec umarł.

Dojeżdżamy do Lubina, kupujemy łopatę, worki, rękawiczki. Mamy nadzieje, iż
to
nie będzie potrzebne. W momencie kiedy jednak Agnieszka W. widzi łopatę i nie
mówi, iż psa tam nie ma, iż to było kłamstwo wiem, iż czeka nas najgorsze.

Dojeżdżamy do miejsca pochówku, okolica między działkami a garażami, coś w
stylu nieużytku, jakieś 2-3 km od jej miejsca zamieszkania. Teren dość trudny
do kopania. Agnieszka pokazuje nam mniej więcej jak jest położone ciało po
czym
oświadcza, iż ona chyba już tu nie będzie potrzebna więc czy może sobie iść.
Mamy inne w tym momencie problemy wiec puszczamy ją zwłaszcza, iż jej
zachowanie i obojętność działa na nas w negatywny sposób.

Po około 30 minutach udaje się odkopać ciało, rozrywamy worek, aby sprawdzić
czy jest to Ozzy. Tak to on. Około kilku minut zajmuje nam przeniesienie
zwłok
do auta, przy czym pomaga mi Ulv, bo sam nie daje w ostatniej fazie rady, to
mniej więcej pokazuje skalę problemu jaka musiała być przy zakopywaniu ciała.

Udajemy się do Wrocławia, tam oddajemy ciało do AR, płacimy za sekcję zwłok,
której wyniki dzisiaj doskonale już znamy. Przyjmujący ciało od razu mówi
nam,
iż zgon nastąpił około 3 dni temu"
Obserwuj wątek
    • dorcik_wk Link do całej historii poniżej 22.08.06, 09:34
      www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=29280
      • kiecha3 Re: Link do całej historii poniżej 22.08.06, 10:10
        a dlaczego instystucja oddająca choreko psa nie sprawdza komu go daje??? i w
        jakich warunkach?? dlaczego po braku pierwszych kontaktów nie zrobiła nic....
        Szkoda psiaka..
        • dorcik_wk Re: Link do całej historii poniżej 22.08.06, 10:19
          Właśnie po braku pierwszyych kontaktów ludzie zareagowali. Laska wzięła psa we
          środę i we środę go zakatowała. W piątek ludzie z Wrocka jechali do Lubina i
          Ozzy'ego odkopywali, bo sucz kłamała w żywe oczy, ze pies u weta, ze ona go nie
          odda. W końcu wyłączyła telefon.

          Warto przeczytać cały wątek do strony 93 czyli do sekcji zwłok.
          • monjan Re: Link do całej historii poniżej 24.08.06, 14:08
            rety Dorotka co ty wklejasz???
            BTW czesc:)
            • dorcik_wk Re: Link do całej historii poniżej 24.08.06, 14:11
              No to co się stało... wklejam ....
              Witaj :-)
        • dorcik_wk Link do bloga na temat Ozzy'ego 22.08.06, 10:22
          www.monia.blogownik.pl/
          • kiecha3 Re: Link do bloga na temat Ozzy'ego 22.08.06, 10:28
            zaje..bym ku..rwetak samo jak ona psiaka....

            i za mordę trzymała nad zwłokami.. niech sie sz..mata napatrzy....

            choć tak moge odreagować.. jak można ... jak.. dla czego ludzie sa wypruci z
            uczuć.. najdalej co widzą to czubek własnego nosa...........
    • caysee Re: Zakatowany Golden Retriever 22.08.06, 11:12
      Kurcze, przeczytalam to i jeszcze to z bloga i mi zle:( Ludzie jednak bywaja
      bardzo okrutni, nie rozumiem tej dziewczyny.

      W skrocie dla tych, ktorym sie nie chce calosci czytac:

      Jakis tydzien temu dziewczyna z forum, o ktorym mowa znalazla bezdomnego chorego
      na zapalenie jader Goldena, ktory jednak wg weterynarzy mial bardzo dobre szanse
      na pelne wyzdrowienie. Dziewczyna pare dni go trzymala, a potem oddano go do
      innej dziewczyny, ktora chciala go adoptowac na stale.

      Prawie dniach okazalo sie, ze jakos niechetnie sie dziewczyna bierze za leczenie
      psa, wiec ludzie z forum sie niepokoili co ona tam robi. A po paru dniach
      zakomunikowala, ze pies umarl bo nie podala mu antybiotyku.

      Ludzie z forum jednak nie wierzyli w to tak do konca, mysleli ze moze ukrywa
      psa, a nie chce wydawac na leczenie, czy cos takiego. Kazali pokazac gdzie go
      pochowala wlasciwie nie wierzac w to, ale odkopali go, rzeczywiscie byl martwy.

      Sekcja zwlok wykazala, ze pies zostal zakatowany tego samego czy nastepnego dnia
      po przekazaniu go dziewczynie :((

      Po cholere ona go brala w ogole?! Po to zeby sie poznecac?! Nie rozumiem tego.
      • annubis74 Re: Zakatowany Golden Retriever 22.08.06, 15:06
        boże... ja nie rozumiem... tego bloga przeczytać nie moglam wystarczył mi opis
        dorcik... ludzie to bestie... ale niech mi ktoś wytlumaczy po co ktos kto nie
        lubi zwierzat bierze zwierzaka... zeby go skatować???? goldeny to chyba
        najłagodniejsza z psich ras jakie można sobie wyobrazić...
        czy to k***ę da sie oskarżyć o bestialskie zamordowanie psa?
        • dorcik_wk Re: Zakatowany Golden Retriever 22.08.06, 15:08
          Spokojnie dogomaniacy robią co mogą, chyba wszystkie media powiadomili (gazety,
          telewizje), info pojawiło się na wielu forach internetowych i lokalnych np. w
          Lubiniu, gdzie Panienka mieszka, Policję, TOZ, będzie złożone do Prokuratury
          zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa.
          • annubis74 Re: Zakatowany Golden Retriever 22.08.06, 15:22
            zajrzę dziś na dogomanię - jeśli w jakiejś niewielki sposób będę mogła pomóc to
            chętnie to zrobię
          • chiara76 Re: Zakatowany Golden Retriever 22.08.06, 15:30
            dorcik_wk napisała:

            > Spokojnie dogomaniacy robią co mogą, chyba wszystkie media powiadomili
            (gazety,
            >
            > telewizje), info pojawiło się na wielu forach internetowych i lokalnych np. w
            > Lubiniu, gdzie Panienka mieszka, Policję, TOZ, będzie złożone do Prokuratury
            > zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa.

            mamy taką nadzieję...
            tylko, żeby nie skończyło się, jak w przypadku chyba sprzed roku lub dwóch,
            kiedy pani odesłała psa do hodowli w pudełku i szczeniak zdechł w upalnej
            drodze;(
            Podobno nie została ukarana. Oby tu pracowała choć trochę sprawiedliwość!
            >
      • deodyma Re: Zakatowany Golden Retriever 23.08.06, 16:39
        tego nikt nie zrozumie. z tego co wyczytalam to ta cala agnieszka chciala
        goldena dla dwoich rodzicow. ponoc mieli oni wczesniej psa tej rasy, ale
        stracili go w wypadku. z drugiej stronny jakos wierzyc mi sie nie chce, zeby
        ona sama tego psa zakatowala. pies mial zbyt wielkie obrazenia. nawet bym sie
        nie zdziwila, zeby to zrobil jej tatus. byc moze rodzice nie zdawali sobie
        zprawy z tego, ze corka przyprowadzi im do domu psa, ktory bedzie wymagal
        leczenia. byc moze jej ojciec sie wsciekl i po prostu zatlukl psa. a najgorsze
        w tym wszystkim jest to, ze ta szczeniara i jej rodzice nic sobie z tego nie
        robia.
        • caysee Re: Zakatowany Golden Retriever 23.08.06, 17:08
          Tez mi sie nie wydaje, ze zakatowala go sama dziewczyna. Tak sobie mysle, ze
          moze ten madry weterynarz do ktorego poszli powiedzial im, ze kuracja bedzie
          bardzo kosztowna i chcieli sie pozbyc "klopotu". Tylko dlaczego w taki sposob?
          • deodyma Re: Zakatowany Golden Retriever 23.08.06, 18:40
            no coz, ktokolwiek to zrobil myslal wtedy, ze to sie po prostu nigdy nie wyda.
            przeciez to tylko pies. nikt nie bedzie o niego pytal, nikt sie o niego nie
            upomni. pewnie zdala sobie sprawe z tego, ze leczenie bedzie kosztowne i ona
            temu nie podola. watpie tez, zeby rodzice byli zachwyceni faktem, ze corka
            sprawila im w prezencie chorego psa. dziwne tylko, ze nikt nic nie widzial ani
            nikt nic nie slyszal. skoro to zwierze bylo tak maltretowane to musialo z
            siebie wydawac jakis skowyt z bolu!
    • bacha1979 Dorcik 23.08.06, 09:34
      nie mogę czytać takich rzeczy...
      Jestem jednak zwolennikiem, tego aby z a znęcanie sie nad zwierzakami były
      bezwględne kary więzienia...
    • viinga Re: Zakatowany Golden Retriever 23.08.06, 14:22
      Boże, nie myslałam, ze do takiego czynu zdolna jest kobieta. W Polsce wreszcie
      powinno posyłac się takich popapranców za kratki, bo w praktyce nic im nie
      grozi.
      • bacha1979 Re: Zakatowany Golden Retriever 23.08.06, 14:26
        Ano właśnie- NIC im nie grozi, najwyżej jakiś "wyroczek" w zawieszeniu...
        • dorcik_wk Kara grzywny, ograniczenia lub pozbawienia 23.08.06, 14:27
          wolności do lat 2 :-(((
          • kiecha3 Re: Kara grzywny, ograniczenia lub pozbawienia 23.08.06, 16:12
            świetnie.... a gdzie niby takiego deliokwenta wsdadzą??? skoro polskie więzienia
            przepełnione.. jestem za wprowadzeniem ostrzejszych kar... np. kopanie rowów,
            prace społeczne... itp.. niech odpracują ( np. złodzieje) co zrabowali...


            tylko u nas w posze to się nie uda..u nas taki syffff że szkoda gadać..;((
            • sylvi77 Re: Kara grzywny, ograniczenia lub pozbawienia 23.08.06, 21:06
              proponuje podac nazwisko i telefon tej ku.rwy do wiadomosci publicznej.
              choc i tak to za mala kara.
              biedna kochana psina...
              • fireexit1 Re: Kara grzywny, ograniczenia lub pozbawienia 24.08.06, 14:26
                o cholera! Zabilabym KAZDEGO wlasnymi rekoma ktory meczy zwierzeta. Boze Brak
                stow!!!

                dorcik_wk nie moge tego wszystkiego czytac bo wpadne w furie, ale powiedz czy
                jest cos co ja moge zrobic???
                • dorcik_wk Re: Kara grzywny, ograniczenia lub pozbawienia 24.08.06, 14:35
                  Na razie z tego co wiem dogomaniacy czekają na oficjalny raport z sekcji zwłok
                  zrobionej w Akademii Rolniczej we Wrocławiu. Czekamy do jutra.
                  • fireexit1 Re: Kara grzywny, ograniczenia lub pozbawienia 24.08.06, 15:59
                    ok.
                    a czy w przeszlosci ludzie byli karani za tagie czyny? Czy uchodzi im to
                    plazem??

                    Do kogo mozna napisac lub zadzwonic by kary byly surowsze??
                  • bacha1979 Dorcik, wiadomo coś??? 25.08.06, 08:08

                    • dorcik_wk Re: Dorcik, wiadomo coś??? 25.08.06, 09:15
                      Jak tylko będzie jakies info to wkleję.
    • megalala znalazłam w sieci przed chwilą: 26.08.06, 20:24
      www.se.com.pl/se/index.jsp?place=mainLead&news_cat_id=40&news_id=117768&scroll_article_id=117768&layout=1&p
      age=text&list_position=1

      Tekst artykułu:
      Wróg publiczny nr 1
      Tysiące ludzi chce zemsty

      Agnieszka W. jest przerażona nagonką, jaką rozpętano przeciwko niej w Internecie
      Foto Zbigniew Heryński
      Agnieszka W. nie wychodzi z domu, porzuciła pracę, boi się, że ktoś ją zabije.
      To najbardziej przerażona kobieta w Polsce. Jest na celowniku internautów,
      którzy poprzysięgli jej zemstę za to, że zabiła psiaka.

      Losy chorego psa, znajdy o imieniu Ozzy, śledziły w Internecie tysiące rodaków.
      Gdy zdechł, jego ostatnią opiekunkę okrzyczano morderczynią, a w Internecie
      ruszyło prywatne śledztwo. Czy Ozzy został zmasakrowany i zakopany żywcem?

      Agnieszka W. (21 l.) z Lubina (Dolny Śląsk) boi się wychodzić z domu. Jest
      wrogiem numer 1 wśród wielbicieli psów. Stała się nim po tym, jak miała zabić
      dopiero co adoptowanego psa. Dziewczyna twierdzi, że go uśpiła, poprzedni
      opiekunowie - że znęcała się nad zwierzęciem i bestialsko zamordowała. Gdy po
      namowach spotkała się z nami - płakała. Tłumaczyła, że kochała Ozzy'ego, a na
      uśpienie zdecydowała się, by ulżyć choremu zwierzęciu.

      Zamordowała go
      Ozzy to siedmioletni golden retriever. W niedzielę, 13 sierpnia, znaleziono go
      w Lubaniu na Dolnym Śląsku. Był wychudzony i bardzo chory. Miał rany, raka
      jądra. Informacja o znajdzie trafiła na internetowe forum dogomania.pl. Od razu
      stał się ulubieńcem i znalazł mieszkanie u Anny Woźniak w Zabrzu. Niestety pani
      Ania nie mogła go zatrzymać. Na prasowe ogłoszenie odpowiedziała Agnieszka W. z
      Lubina. W ubiegłą środę Ozzy był pod jej opieką. - Nie wiedziałam, że jest w
      takim stanie. Od razu poszłam z nim do weterynarza - przekonuje Agnieszka. -
      Ten nie dawał szans - szlocha dziewczyna.

      W piątek wysłała do pani Ani SMS-a, że Ozzy ma dobre warunki i będzie leczony.
      Tymczasem już poprzedniego dnia pies został uśpiony. Weterynarz, który to
      zrobił, napisał, że pies ma zaawansowany nowotwór jąder. - Nie wiedziałam, jak
      powiedzieć o tym na forum - przekonuje Agnieszka. Rozpętała się burza, a na
      dziewczynę spadły gromy.

      - Pojechaliśmy i odkopaliśmy psa - mówi Krzysztof Łucjan z Krakowa, użytkownik
      dogomanii.pl. Szczątki Ozzy'ego zawieziono do Akademii Rolniczej we Wrocławiu.
      Tam, na razie nieoficjalnie, stwierdzono, że pies był katowany tępym
      narzędziem. - Nie odpuśćcie tej k...!!! - grzmieli internauci. Agnieszka W.
      przysięga, że nie znęcała się nad psiakiem.

      On by wyzdrowiał
      Według tysięcy użytkowników dogomanii pies by wyzdrowiał. - Rozpoczęła się
      akcja prowadząca do ukarania dziewczyny. Internauci wyznaczyli 2000 zł nagrody
      dla świadka, który widział, jak katowano psa. Dlaczego zwłoki Ozzy'ego są
      skatowane i kto to zrobił - ma ustalić prokuratura. Na razie obydwie strony
      konfliktu przekonują, że dla psa chciały jak najlepiej.

      Będziemy badać, która ze stron ma rację
    • dorcik_wk Artykuł z wp.pl 28.08.06, 13:23
      Śmierć psa wstrząsnęła Internautami
      09:48


      Ta historia wstrząsnęła miłośnikami zwierząt. Fabułę rodem z filmu sensacyjnego
      śledzili przez kilka dni Internauci z forum Dogomania. Zaczęło się dwa tygodnie
      temu, od niewinnego anonsu. „Znalazłam psa na parkingu. Niestety, nie mogę go
      zatrzymać, szukam dla niego domu, choćby tymczasowego” – napisała Gosia - jedna
      z użytkowniczek forum. Pies potrzebował wyjątkowej opieki. Był chory. Miał
      nowotwór jąder, problemy ze skórą i utrzymaniem równowagi, był odwodniony i
      głuchy. Tydzień później pies zginął w tajemniczych okolicznościach.

      Na trzy dni psa przygarnęła inna Internautka – Ania. Zapewniła mu opiekę
      lekarską i oddała mu serce. Odżył i według oceny weterynarza, którego Ania
      odwiedziła, rokowania zwierzęcia były dobre. Musiała go jednak oddać, bo miała
      już jednego czworonoga. Na szczęście zgłosiła się osoba, która zdecydowała się
      przygarnąć Ozzy'ego (tak nazwała psa Ania) na stałe. Nowa właścicielka -
      Agnieszka - obiecywała, że pies będzie miał dobre warunki. Pies miał zamieszkać
      z jej rodzicami w dużym domu z ogrodem w Kraśniku pod Wrocławiem. Agnieszka
      obiecała, że pies będzie leczony i zapewniała, że jej rodzice, którzy sami
      niedawno pożegnali Golden Retrievera, bardzo kochają tę rasę - przypomina sobie
      Ania. Jak się później okazało pies zamieszkał tylko z nią w bloku w Lubinie.
      Już następnego dnia Internauci z Dogomanii zaczęli niepokoić się co się dzieje
      z Ozzym.
      Agnieszka udzielała tylko lakonicznych wypowiedzi o stanie jego zdrowia i
      twierdziła, że kastracja jaką pies ma przejść w związku z rakiem jąder nie ma
      sensu. Weterynarz u którego była z psem zapewnił ją, że pies nawet nie dożyje
      operacji, a poza tym i tak ma zmiany skórne, które uniemożliwiłyby
      przeprowadzenie zabiegu - opowiada z przejęciem Ania. Internauci zaczęli się
      niepokoić o zdrowie czworonoga. Piszą, że nowa właścicielka była uparta i nie
      chciała konsultacji innego weterynarza. Termin zawiezienia psa do rodziców
      również opóźniał się. W tej sytuacji Ania chciała odebrać psa, bo umowa
      adopcyjna w przyszłymi właścicielami, którymi docelowo mieli być rodzice
      Agnieszki, nie została jeszcze podpisana. Poinformowała Agnieszkę, że jeśli psa
      nie odda, powiadomi policję.

      Wstrząsające zdjęcia w grobie

      Nie zdążyła tego zrobić. Dostała sms-a o treści: „pies zdechł, jadę go
      pochować”. Agnieszka podawała różne wersje śmierci zwierzęcia. Najpierw, że nie
      podała psu leków. Potem, że odszedł pod opieką koleżanki, a na koniec, że
      został uśpiony. Nie zgadzała się też data. Z sms-a wynikało, że pies zdechł w
      piątek, a zaświadczenie lekarskie wskazuje na to, że Ozzy został uśpiony
      jeszcze w czwartek. Zszokowana Ania z kolegą pojechała na miejsce. Domofon
      odebrał ojciec Agnieszki. Poinformował, że córka przebywa w Kraśniku. Jest
      dorosła i nie odpowiadam za nią - miał powiedzieć. Agnieszka nie odbierała
      telefonu. Po namowach kolegi Ani – Krzysztofa obiecała, że pokaże miejsce
      pochówku psa.

      Przyjechali, odkopali grób i zrobili zdjęcia samego worka. Pojechali do
      Akademii Rolniczej we Wrocławiu i zrobili kolejną porcję zdjęć. Były
      wstrząsające. Zakrwawiona sierść i rany. Makabryczny widok udokumentowali w
      prosektorium. Prof. dr. hab. Janusz Madej wykonał sekcję zwłok i powiedział na
      łamach dziennika "Słowo Polskie-Gazeta Wrocławska", że jak żyje, czegoś takiego
      nie widział.

      Sprawa trafiła na policję, gdzie zostało złożone zawiadomienie o popełnieniu
      przestępstwa. Prowadzimy postępowanie w tej sprawie. Wykonano wstępne
      czynności – w czwartek przyjęto zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa,
      przesłuchujemy świadków i zbieramy materiał dowodowy. Oczekujemy jeszcze na
      wyniki sekcji zwłok – mówi sierż. Elwira Zboińska, rzeczniczka Powiatowej
      Komendy w Lubinie. Czynności sprawdzające policji są nadzorowane przez
      prokuraturę. Jeśli podejrzenia się potwierdzą to zostanie wszczęte dochodzenie
      w tej sprawie – mówi Liliana Łukasiewicz – rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w
      Legnicy.




      REKLAMA Czytaj dalej





      Nie skatowałam go!

      Wersja zdarzeń widziana oczyma Agnieszki jest zupełnie inna. Choć Ania
      twierdzi, że kilkakrotnie informowała Agnieszkę o schorzeniach psa, ta jest
      innego zdania. Mówi, że nie wiedziała o nowotworze. Przyznaje, że uśpiła psa,
      ale nie zakatowała go. Zarzuca kłamstwo forumowiczom Dogomanii, których
      większość twierdzi, że bestialsko zabiła psa tępym narzędziem. Dlaczego zatem
      nie oddała psa, jeśli planowała go uśpić. Bała się, że pomyślą o niej
      nieodpowiedzialna gówniara - mówi Piotr Kanikowski, dziennikarz "SP-GW", który
      długo z nią rozmawiał w redakcji i napisał serię artykułów na ten temat. Poza
      tym Agnieszka zaprzecza, że po wykopaniu zwierzęcia miało ono na sierści ślady
      krwi. Z tego co mi opowiadała wynika, że nie jest do końca jasne, co działo się
      z psem potem. Ludzie, którzy przyjechali po Ozziego, wrzucili zwłoki do
      bagażnika i odjechali. Nie miałam pojęcia, że zaraz zacznie się koszmar -
      opowiadała na łamach „Słowa Polskiego-Gazety Wrocławskiej”. Nie sądzę, że ona
      mogła to zrobić, ale cała, ta sprawa to jedna wielka zagadka, którą trudno
      będzie rozwikłać – mówi dziennikarz „SP-GW”.

      Patronatem objęła tę sprawę fundacja EMIR zajmująca się ochroną zwierząt. Swoją
      pomoc zaoferowały również inne organizacje. Chodzi nam o to żeby osoba winna
      tej zbrodni poniosła karę i zrozumiała, że zwierzę jest bezbronne i ufa
      ludziom - podkreśla Ania. Też opiekowałam się Ozzym i wiem, jak potrafił
      godzinami na mnie patrzeć, tylko po to abym zwróciła na niego uwagę. On chciał
      tylko, żeby go pogłaskać. Nie rozumiem jak tak wdzięcznego psa można skatować -
      podsumowuje.

      Prawo

      Sprawy dotyczące znęcania się nad zwierzętami są trudne, bo zwierzęta nie
      potrafią mówić, a ludzie nie mają pojęcia o istnieniu ustawy o ochronie
      zwierząt - ocenia Cezary Wyszyński z fundacji Niedźwiedź. Ten temat jest zawsze
      z boku. Nawet policja bagatelizuje takie sytuacje twierdząc, że ma poważniejsze
      przypadki. A jeśli nawet dojdzie do sprawy w sądzie, to albo brakuje dowodów
      winy, albo szkodliwość czynu jest niska, dlatego przeważnie kończy się ona
      umorzeniem - dodaje Wyszyński.

      Na mocy ustawy o ochronie zwierząt z 1997 roku, za zabijanie zwierząt z
      naruszeniem przepisów, albo za znęcanie się nad nim, grozi kara pozbawienia
      wolności do roku, ograniczenia wolności albo grzywna. Jeżeli sprawca działa ze
      szczególnym okrucieństwem, podlega karze pozbawienia wolności do lat 2. Sąd
      może też orzec nawiązkę w wysokości od 25 zł do 2500 zł na rzecz Towarzystwa
      Opieki nad Zwierzętami w Polsce albo na inny cel związany z ochroną zwierząt.

      Zobacz także: www.ozzy.dog.pl

      Agnieszka Niesłuchowska, Wirtualna Polska
    • dorcik_wk Wyniki sekcji zwłok 01.09.06, 08:12
      www.dogomania.pl/forum/showpost.php?p=2107876&postcount=68
      • fireexit1 Re: Wyniki sekcji zwłok 01.09.06, 10:31
        czyli jednak zostal brutalnie pobity.... straszne.... mam nadzieje ze ludzie z
        dogomani pojda z tymi wynikami na policje albo gdzie kolwiek by ta dziewczyne
        ukarac
        :-((((((
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka