Dodaj do ulubionych

teraz albo możliwe że nigdy...

16.12.06, 21:37
Takie wlasnie slowa usłyszałam w czwartek od lekarza - chodzi o ciążę... (mam
poczatki endometriozy). Nie planowalismy dziecka w tej chwili, może za rok...
Właściwie nie ma przeszkód - mamy mieszkanie, auto, oboje pracujemy, mamy
dobre zawody i stabilna pracę... Nie chcielismy jeszcze z egoizmu, z wygody,
choc ja mam 30 lat, on 32 lata. Powiedzialam mężowi, powiedział że musi
pomyśleć, ale milczy... Nie wiem jak interpretować to jego milczenie. Ja
jestem skłonna zdecydowac sie teraz, bo wiem, że nie chce cale życie potem
cierpiec i wyrzucac sobie, że nie moge mieć dzieci, ale nie wiem co on... I w
ogóle nie wiem... dziwnie jakoś sie czuje...
Obserwuj wątek
    • lenchen Re: teraz albo możliwe że nigdy... 16.12.06, 21:48
      Jeżeli milczy od czwartku, to nie jest jeszcze wcale jakoś nieznośnie długo. Po
      prostu chłopak myśli. Odrobinkę cierpliwości :)) Jeżeli w przeciągu następnego
      tygodnia nie podejmie tematu, to uderzaj. Teraz to chyba nie oznacza już
      natychmiast, najlepiej jutro. To są najbliższe miesiące...
      • trusia29 Re: teraz albo możliwe że nigdy... 16.12.06, 22:18
        Mam nadzieję, że myśli i że po 5 minutach nie wylecialo mu to z glowy. Wiem, że
        teraz to nie oznacza jutro, ale lekarz powiedzial, że jesli w ciagu 6 m-cy nie
        zajde w ciążę, to leczenie hormonami wchodzi w gre... Wlasciwie ciąza może
        wyleczyc poczatki endometriozy, jezli nie bede w ciązy, choroba wejdzie w drugą
        faze i nie uchronię sie od leczenia hormonalnego. Ja ciagle o tym mysle a on
        sobie w akwarium grzebie zadowolony. Wiem, że nie jestem pępkiem świata i że
        nie powinnam wymagac od niego żeby ciagle o tym gadać, ale potrzebuje, zeby cos
        powiedzial na ten temat... to takie egoistyczne potrzeby, wiem...
        • malutki_kwiatusek Re: teraz albo możliwe że nigdy... 16.12.06, 22:26
          a tam zaraz egoistyczne potrzeby... weź chłopa za fraki i porozmawiaj z nim
          szczerze :) Spytaj się co wymyslil od czwartku ;)
          Pozdrawiam i powodzenia!
    • oxygen100 Re: teraz albo możliwe że nigdy... 16.12.06, 22:24
      mysli dopiero dwa dni. To krotko jesli chodzi o decyzje na cale zycie:)niemniej
      powodzenia:))
    • red55 Re: teraz albo możliwe że nigdy... 16.12.06, 22:25
      nie obrażaj się ale ty już jesteś stara dupa jeśli nie teraz to możesz
      zapomnieć o dziecku,a twój stary to jakiś dziwak każdy normalny facet chce mieć
      syna,więc nie obrażaj sie ale twój stary to normalna dupa gdy sie zorientuje to
      będzie już za późno zapamiętaj to sobię chyba,że kochacie pieniądze zamiast
      siebie i jest wam z tym dobrze to nie psuj sobie atmosfery
      • oxygen100 Re: teraz albo możliwe że nigdy... 16.12.06, 22:34
        red a Tobie gorzej?? jaka stara dupa???
        • martyna1985 trusiu 16.12.06, 22:40
          jeśli planowaliście dziecko za rok, to teraz jest dobry moment na jego
          poczęcie. W ciąży się chodzi 9 m-cy a nie kilka dni, więc chcąc nie chcąc
          dziecko i tak przyjdzie na świat za ok rok (jeśli od razu nie zajdziesz).
          Trzeba wziąc pod uwagę, że nie zawsze się ma, to co się chce. Mozesz delikatnie
          poruszyć ten temat raz jeszcze. W końcu jesteście małżeństwem, wytłumacz mu, ze
          to dla Ciebie stresujące chwile i niech Ci pomoże. Rybki nie zdechną;)
          Pozdrawiam
          • trusia29 Re: trusiu 16.12.06, 22:46
            no ja wiem, myslałam, zeby za rok się zacząc starac - od dwóch lat odkladam to
            na "za rok" hehehehe i pwnie dalej bym odkladala, żeby nie ta sytuacja
            • martyna1985 Re: trusiu 16.12.06, 22:48
              :) Takie życie. Życzę więc trafnej i przemyślanej decyzji. I pamiętaj, że
              równie dobrze możesz rok się starać, czego Ci oczywiście nie życzę. pozdrawiam
              i spokojnych Świąt zyczę.
      • trusia29 Re: teraz albo możliwe że nigdy... 16.12.06, 22:40
        Nie obrażam się, choc wydaje mi się, że stara nie jestem :) pieniędzy nie
        kocham i nie dlatego nie mam do tej pory dzieci, że kase musze zarabiać, po
        prostu do tej pory wazniejsze byly studia, praca i nie ukrywam - wygodne życie
        (imprezki, znajomi itd). Wiedzialam, że chcę zdieci, ale zawsze to nie byl ten
        moment. W tej sytuacji, w której jestem teraz zdecyduje się bez wahania, ale do
        tanga trzeba dwojga i nie zamierzam męża do niczego zmuszać. Tylko dlatego
        siedzę teraz cicho, choc w srodku sie we mnie gotuje. Ale przyznam, ze mam
        nadzieję, ze i on tak mysli jak ja...
      • chicarica Re: teraz albo możliwe że nigdy... 17.12.06, 09:20
        A u ciebie we wsi jak powyżej 25 i bez dziecka to już stara? ;)
      • daria_nowak Re: teraz albo możliwe że nigdy... 17.12.06, 10:10
        Nie obrażaj się, oczywiście, ale Ty to już jesteś odmóżdzona... I to już raczej
        nieodwracalne... Jakiś dziwak z Ciebie.
    • red55 Re: teraz albo możliwe że nigdy... 16.12.06, 22:58
      trusia 29 ja też miałem tyle lat co ty czy twój mąż zobaczysz jak czas szybko
      leci zanim sie zorientujesz to będziesz miała 50-tkę i wtedy powiesz jaka ja
      byłam głupia,co do starosci to chodzi mi o rodzenie dzieci,pójdziesz na
      wywiadówkę do swego dziecka a nauczycielka zapyta się dlaczego pszyszła babcia
      a nie mama
      • trusia29 Re: teraz albo możliwe że nigdy... 16.12.06, 23:03
        Bez przesady - wygladam max na 25 :) Wcale nie zmieniłabym wczesniejszego zycia
        (nawet gdybym czas mogla cofnać), natomiast teraz tak jak napisałam - jestem
        zdecydowana, czekam na decyzje męza.
      • kawka74 OT 16.12.06, 23:48
        Red-ileś tam
        Ty jesteś chłopczyk czy dziewczynka?
        • oxygen100 Re: OT 17.12.06, 09:31
          red zacpalo sie szalejem czy cos i lansuje wsywiechtane wiejskie slogany:))
          Widac madrsci zyciowej doswiadczyl i lepiej wie co trusia i kiedy poczyuje
          hehe. Hucznie polecam zbrojony mur:)
          -
          • red55 Re: OT 17.12.06, 09:58
            oxygen100 napisała:

            > red zacpalo sie szalejem czy cos i lansuje wsywiechtane wiejskie slogany:))
            > Widac madrsci zyciowej doswiadczyl i lepiej wie co trusia i kiedy poczyuje
            > hehe. Hucznie polecam zbrojony mur:)
            > -
            • oxygen100 Re: OT 17.12.06, 11:00
              Nie biore. Nie musze. I tak jestem najlepsza i doceniana:P
              • kawka74 Re: OT 17.12.06, 12:51
                nie wiem, czy zauważyłaś, ale zaistniało podejrzenie, że jesteś sfLustrowana
                cokolwiek by to oznaczało, od dziś przestaję się z Tobą bawić ;p
                • oxygen100 Re: OT 17.12.06, 15:28
                  hehe. Ciekawe dlaczego wszyscy maja tendencje do oceniania innych swoja miarka;)
                  ale to widac cecha uscinionych umyslow, nie wyobrazaja sobei ze ktos moze chcec
                  zyc inaczej:0 Nie mam dzieci i jest mi z tym bdb i nikomu nic do tego:)
        • red55 Re: OT 17.12.06, 09:54
          a to już jest twój problem a nie mój
          • kawka74 Re: OT 17.12.06, 12:46
            ależ się red-coś tam rzuca, normalnie zaleciało testosteronem
            ani chybi facet
      • annubis74 Re: teraz albo możliwe że nigdy... 17.12.06, 11:04
        red55 napisał:
        > trusia 29 ja też miałem tyle lat co ty czy twój mąż zobaczysz jak czas szybko
        > leci zanim sie zorientujesz to będziesz miała 50-tkę i wtedy powiesz jaka ja
        > byłam głupia,co do starosci to chodzi mi o rodzenie dzieci,pójdziesz na
        > wywiadówkę do swego dziecka a nauczycielka zapyta się dlaczego pszyszła
        babcia
        > a nie mama

        qrcze jak mnie wkurzają takie teksty napisane w dodatku przez faceta
        wiesz gdybym miała być tatusiem a nie mamusią to moze już dawno zdecydowałabym
        sie na dziecko, a tak wiem że jak ono sie pojawi to moje życia zmieni sie
        diametralnie (a mojego męża pewnie nie)
        poza tym rozmnażanie nie jest jedyną formą samorealizacji człowieka
        nie zawsze mamy też wpływ na to kiedy urodzi sie nasze dziecko (nie mówie o
        sytuacji wpadki, tylko o sytuacji bezowocnych starań - mam znajomą która za mąż
        wyszła w wieku 22 lat i od razu zaczeli starać suie o dziecko (najlepszy
        wiek!!!) - bezskutecznie. po 6 czy 7 latach leczenia odpuscili. I zupełnie
        niespodziewanie dziewczyna zaszła w ciąże w wieku 36 lat.
        a z tą babcią to nie przesadzaj - znam atrakcyjne 50-latki i kompletnie
        zapuszczone 30.
    • male_piwo Re: Daj mu... 17.12.06, 10:48
      do poczytania:

      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=33396
      Jak rozsądny chłop szybko powinien się przekonać.

      Pozdrawiam
    • annajustyna Trusiu, skad ja to znam... 17.12.06, 11:28
      Tylko, ze ani ja nie mam stalej pracy, ani mieszkania nie mamy. Mam wizyte
      kontrolna 8 stycznia i wcale sie nie zdziwie, jak uslysze cos podobnego...
    • trusia29 załamałam się 17.12.06, 11:59
      Mój mąż oświadczył, ze nie jest gotowy na dziecko, na pytanie (spokojnie
      zadane) czy zdaje sobie sprawę, że później może go wcale nie mieć nie
      odpowiedzial, generalnie mialam wrazenie że pretensje ma do mnie że śmiem na
      cos chorować i że mało w tę chorobe wierzy, więc zaproponowałam, że pokażę
      wynik usg oraz że może ze mną pójść do lekarza - nie chciał... przeryczałam
      godzine w drugim pokoju, bo nie chcialam scen robic i nic wymuszać... dzis rano
      chcial mnie ptzytulic i tlumaczyl, dlaczego nie chce i tu mi ręce opadly - bo
      nie będzie mial czasu na swoje hobby i że dziecko to już zawsze tylko klopoty i
      wydatki i ta jego spiewka - za rok... nie dociera do niego ża za rok nie bedzie
      można czy po prostu on własnie tego chce, żeby nie mozna bylo???? jestem w
      szoku po prostu... czuję się, jakby mi zarzucał klamstwo, że chcę go wrobic w
      dziecko, jakby mi nie ufal... teraz wyszedl sobie na gielde akwarystyczna a ja
      nie wiem co mam mysleć, mętlik w głowie... ja go chyba nie znam...
      • annajustyna Re: załamałam się 17.12.06, 12:05
        Moze przemysli to wszystko??? A co ma akwarystyka do dzidziusia, w czym niby
        mialby mu przeszkadzac???
        • trusia29 Re: załamałam się 17.12.06, 12:29
          cenny czas mu zabierac chyba...
    • trusia29 kwiaty 17.12.06, 13:14
      mi przyniósł - 20 róz i powiedział, że przeprasza, pytam - za co? a on - ze
      przez niego plakalam... pocalował w rękę i ani slowa więcej... poszedl do
      swoich akwariów, ja nie pytam o nic, bo nie chcę żeby myslał, że coś na nim
      wymuszam... ale ciężko mi...
      • epox123 Re: kwiaty 17.12.06, 14:00
        Strasznie mi się przykro zrobiło jak to przeczytałam :( ,mam nadzieje,że Twój
        mąż zmieni zdanie i przemyśli to jeszcze raz,trzymam kciuki za Ciebie.

        Pozdrawiam
        • kiecha3 Re: kwiaty 17.12.06, 14:06
          może przy okazji kolacji... zapytaj sie.. czy wie czemu płakałas.. bo same
          kwiatki w tej sytuacji.. hm.. jakos tak skromnie.. wygladają... zamiast dziecka
          20 róż...
    • monia189 Re: teraz albo możliwe że nigdy... 17.12.06, 15:07
      Bardzo Ci współczuję. Wygląda na to, że Twój mąż naprawdę nie chce mieć
      dziecka. Bo chyba nie możliwe jest to, że nie wierzy Ci w to, że lekarz wykrył
      u Ciebie chorobę. Myślę, że ktoś kto ma 32 lata i nie chce mieć dziecka, bo
      będzie musiał wydawać na niego pieniądze i poświęcać mu swój cenny czas, nigdy
      się na dziecko nie zdecyduje. Co za różnica czy będzie dziecko teraz, czy za
      rok czy za dwa lata. Przecież on swoje hobby ma napewno od x lat więc za dwa
      lata nie przestanie go mieć. Mojego męża hobby to piłka nożna. On już
      zapowiada, że nawet jak będziemy mieli córkę (niedługo rozpoczynamy starania o
      dzidziusia) to od małego będzie zabierał ją na mecze, żeby podzielała jego
      hobby. Porozmawiaj z mężem i wytłumacz mu, że dziecko to nie tylko kłopoty i
      wydatki, ale przede wszystkim to część Was i wielkie szczęście. Teraz ważne
      jest to żebyście o tym rozmawiali (bez zarzytów i pretensji). Nie trzymaj tego
      w sobie. Bo jeżeli faktycznie okarze się, że przeczekacie ten czas, a później
      już będzie za późno, może być tak, że będziesz miała wielki żal do męża, a to
      nie sprzyja miłości. Życzę powodzenia.
    • oxygen100 Re: teraz albo możliwe że nigdy... 17.12.06, 15:25
      mozliwe ze jest ciagle w szoku pourazowym. Daj mu jeszcze troche czasu. Musi to
      sobie jakos moze poukladac. Z drugiej strony nie wszyscy chca miec dzieci i
      nie jest to kwestia wieku.
      • maziala Re: teraz albo możliwe że nigdy... 17.12.06, 15:47
        mój przyjaciel ma 34 lata a jego żona 30 i to z kolei ona nie chce dziecka, bo
        ubzdurała sobie że umrze przy porodzie, a jak nie umrze to będzie ją za bardzo
        bolało, jej ciało się zmieni i w ogóle takie tam...
        Może poznam Cię z moim przyjacielem ;)

        A tak całkiem poważnie- trochę to przykre jak się nagle okazuje, że nie dązycie
        do tego samego. Rozumiem, że kazdy może mieć inne hobby, ale w czym tu
        przeszkadza dziecko.
        Moje kochanie wnerwia mnie bo ciagle gra w jakąś durną ( dla mnie) grę online.
        Jego hobby. I ostatnio sobie wymyślił, że jak dziecko urodzi się ( w lutym mamy
        termin) to on siedząc do 3 w nocy przy kompie będzie się zajmował dzieckiem, a
        od 3 ja. A w dzień razem :)
        Cwaniaczek ;)
        POzdrawiam babko i życzę dojścia do kompromisu, porozumienia, czegokolwiek...
        • chiara76 Re: teraz albo możliwe że nigdy... 17.12.06, 17:16
          maziala napisała:

          >
          > A tak całkiem poważnie- trochę to przykre jak się nagle okazuje, że nie
          dązycie
          > do tego samego. Rozumiem, że kazdy może mieć inne hobby, ale w czym tu
          > przeszkadza dziecko.


          dlatego o tak ważnych sprawach, jak podejście do zycia , kwestii rodziny,
          zadziecenia itd warto rozmawiać przed Ślubem, a nie mieć nadzieję,że "kiedyś
          się ułoży". Jak ktoś nie chce dzieci przed Ślubem ,to warto wziąć pod uwagę, że
          i po Ślubie mu się nie zmieni...
          • trusia29 Re: teraz albo możliwe że nigdy... 17.12.06, 17:19
            mój mąż pzred slubem twierdził, ze chcemieć dzieci, ale za chwilę... nie mówił,
            że nie chce wcale
            • chiara76 Re: teraz albo możliwe że nigdy... 17.12.06, 17:24
              trusia29 napisała:

              > mój mąż pzred slubem twierdził, ze chcemieć dzieci, ale za chwilę... nie
              mówił,
              >
              > że nie chce wcale

              to serdecznie Ci współczuję, bo teraz jest sytuacja patowa. Niemniej jednak nie
              stawiałabym go pod ścianą. Oxy ma rację. Może i on musi poukładać to sobie w
              głowie? Życzę powodzenia w tej kwestii;)
    • qunegunda Re: teraz albo możliwe że nigdy... 17.12.06, 17:07
      No cóż.......
      Za kilka lat on zechce miec dziecko, ty nie bedziesz juz mogla, wiec wymieni
      cie na nowszy model.
      Jesli masz dobra sytuacje materialna i chcesz dziecka to zdecyduj sie byc
      samodzielna mama.
      • trusia29 Re: teraz albo możliwe że nigdy... 17.12.06, 17:17
        jak?? mam miec z kims dziecko (z byle kim), żeby nie stracić szansy na
        macierzyństwo??? o nie, to nie fair ani wobec dziecka, ani jego ojca, takie
        rozwiązanie jest nie dla mnie...
        • qunegunda Re: teraz albo możliwe że nigdy... 17.12.06, 17:50
          trusia29 napisała:

          > jak?? mam miec z kims dziecko (z byle kim), żeby nie stracić szansy na
          > macierzyństwo??? o nie, to nie fair ani wobec dziecka, ani jego ojca

          tym ostatnim akurat nie powinnas sie przejmowac, a dziecku ojcec tez nie jest
          niezbedny

          BTW ja bym na twoim miejscu "zaszla" i podala go o alimenty
    • trusia29 Re: teraz albo możliwe że nigdy... 17.12.06, 17:16
      tak, te kwiaty były zamiast dziecka... nie wytrzymalam i zapytałam... ja
      rozumiem, że nie każdy musi miec dzieci, ale powinien mi to powiedziec przed
      slubem, a nie tłumaczyć, że teraz nie czas, bo z kazdym dniem szanse maleja
      (tak mówi lekarz), ja oprócz tej cholernej endometriozy mam problemy z
      tarczyca ... czuję się jakbym w głowe czyms cięzkim dostała... nie wiedzialam z
      kim zyję, nie wiedziałam... jego egoizm jest wazniejszy niż rodzina, niz ja...
      a ciąza teraz (poza radościa posiadania dziecka) moglaby mnie wyleczyc z tej
      endometriozy bez żadnych dodatkowych hormonów... czuje sie, jakby mnie
      zdradził... strasznie sie czuje... on mi proponuje teraz wyjscie na kolacje, na
      spacer, do kina... a ja nie moge uwierzyć, że tak przeszedł nad tym wszystkim
      do porzadku dziennego, mimo, że powiedzialam mu o wszystkich moich odczuciach i
      przemysleniach... on uwaza, ze nic sie takiego nie stało - on nie jest gotowy a
      ja musze to zaakceptowac... wiem, że musze, ale nic mnie nie zmusi, zebym
      zmienila to co czuję - a teraz jest dla mnie obcy i nie wiem, czy kiedykolwiek
      o tym zapomne... piszę chaotycznie bo mam straszny metlik w glowie...czuje sie
      oszukana, bo jesli naparwde chcial miec dzieci, to rok wczesniej czy później
      (zwlaszcza w naszej "unormowanej" sytuacji) nie robi róznicy... on po prostu
      nie chciał.......
      • kawka74 Re: teraz albo możliwe że nigdy... 17.12.06, 17:57
        a przed ślubem jak się umawialiście?
      • male_piwo Re: teraz albo możliwe że nigdy... 17.12.06, 17:58
        trusia29 napisała:

        > tak, te kwiaty były zamiast dziecka... nie wytrzymalam i zapytałam...
        > ja oprócz tej cholernej endometriozy mam problemy z
        > tarczyca ...

        Ciężko się czyta Twoje słowa, wiem co to znaczy "ta cholerna endometrioza",
        która potrafi zamienić życie w koszmar.

        Dla pocieszenia napiszę Ci, że przez USG nie można w 100% zdiagnozować
        endometriozy, potrzebna jest tzw. laparoskopia diagnostyczna, w której pobiera
        się wycinek do badań oraz ocenia się stan narządów. I dopiero na tej podstawie
        można oceniać zaawansowanie i w ogóle występowanie tej choroby.

        Tak więc lekarz może się mylić...

        Natomiast ciąża jest nie tylko spełnieniem naszych pragnień, ale też najlepszym
        znanym lekarstwem - środki farmakologiczne zazwyczaj tylko hamują rozwój.
        No i na koniec, endometrioza, nawet ta wczesna, utrudnia samo zajście (natury
        immunologicznej). Tak więc skuteczne starania mogą zająć trochę czasu.
        Nam zajęły ponad 2 lata...

        Nie napisałem tego, aby Cię dołować, ale przy takiej postawie swojego m., musisz
        pomyśleć o swoim zdrowiu i przynajmniej upewnić się czy jest to endometrioza.

        Pozdrawiam
        • trusia29 Re: teraz albo możliwe że nigdy... 17.12.06, 18:02
          jest to endometrioza, oceniono ja na I stopien, przeszłam szereg badań,
          oznaczenie jakichś tam przeciwciał, usg transwaginalne, laparoskopie tez...
          • male_piwo Re: teraz albo możliwe że nigdy... 17.12.06, 18:10
            trusia29 napisała:

            > jest to endometrioza, oceniono ja na I stopien, przeszłam szereg badań,
            > oznaczenie jakichś tam przeciwciał, usg transwaginalne, laparoskopie tez...

            Trusiu, tylko laparoskopia daje 100% pewność i wynik badania
            histopatologicznego, ale skoro ją miałaś, to ok, wiesz na czym stoisz (w twoim 1
            poście wynikało, że to na podstawie USG).
            Rozumiem, że byłaś w szpitalu, a to na Twoim m. żadnego wrażenia nie zrobiło?
            Ja to przeżyłem 3 razy i naprawdę, chciałbym nigdy więcej.

            • trusia29 Re: teraz albo możliwe że nigdy... 17.12.06, 20:08
              w szpitalu byłam 48 godzin (3 tygodnie temu), wiec moze to za malo... wyniki
              były dopiero w srode i w czwartek spotkałam się z lekarzem, nie staralam się
              sama wczesniej nic interpretować, dopiero lekarz mi wsio objaśnił, potem
              dopiero doczytywałam w necie, wszystkie informacje sie pokrywały... wczesniej
              zreszta lekarze uspokajali- ze to normalne badanie, że trzeba wykluczyc, że to
              sie normalnie leczy... wiec nie wnikalam... nikt wczesniej nie mówił jak sie to
              leczy (hormony)... a poniewaz 8 lat temu byłam powaznie chora i za wczesnie
              lekarze powiedzieli mi o swoich podejrzeniach (podejrzewali SM- stwardnienie
              rozsiane), skonczylo sie to dla mnie silna depresja, a SM nie stwierdzono
              ostatecznie, to teraz przed wynikami badan wolalam o tym nie myslec...
      • bfinger Re: teraz albo możliwe że nigdy... 17.12.06, 20:06
        Trusiu, bardzo Ci współczuję. Trzymaj się dziewczyno.
    • elza78 w ogole zajebiscie :\ 17.12.06, 20:58
      ty oczywisci z jego zdaniem sie musisz liczyc w 100% ze on niegotowy i tak
      dalej pierdu pierdu, ale on z twoim zdrowiem liczyc sie nie musi, z twoimi
      pragnieniami tez, ogolem swietny zwiazek, facet - czerpie sobei z zycia to co
      najlepsze nie liczac sie z twoimi pragnieniami, wiesz co... ja
      takiego "niegotowego" to bym na zbity pysk wypierdolila
      bo wszystkie sprawy sa do przedyskutowania a koles ktory mowi ci "nie bo nie"
      no wymiekam normalnie
      bardzo prawdopodobny scenariusz jest taki ze ty bedziesz go glaskala po glowce
      wszystko wroci do normy dziecka nie bedzie ty bedziesz chorowala dalej a jemu
      sie za pare lat zachce znajdzie nowa babke i zostawi cie w cholere, bo znow
      egoistycznie bedzie patrzyl tylko na czubek wlasnego nosa...
      brrr wspolczuje meza serio....
      • trusia29 Re: w ogole zajebiscie :\ 17.12.06, 21:08
        no nie, na to to ja nie pozwole, po główce go głaskac nie bede, czekam jeszcze
        kilka dni- dam mu szanse na zmiane postawy, jesli nie, to ja niestety
        przyszłości żadnej w tym związku nie widzę... drugi raz się zawiodlam, drugi
        rozwód się chyba szykuje... mam ochote walić głowa w ścianę, wyc mi sie chce...
        • elza78 Re: w ogole zajebiscie :\ 17.12.06, 21:17
          trusia nie zrozum mni zle bo ja tu nie chce jezdzic po tobie zwyczajnie nie
          potrafie zrozumiec faceta ktory niby tam dzieci kiedys w przyszlosci chce miec
          ale teraz nie bo nie nawet jesli to tobie ma pomoc w leczeniu i ty sie musisz
          na to zgadzac bo jego zdanie swiete, noz normalnie mega egoista, wierzyc mi sie
          nei chce, serio wspolczuje, no aale moze jakos dojdziecie w tej sprawie do
          kompromisu...
          • trusia29 Re: w ogole zajebiscie :\ 17.12.06, 21:35
            mnie tez to się w glowie nie mieści, nie spodziewałam się tego a szanse na
            porozumienie są coraz mniejsze, bo we mnie rośnie mur - żalu, strachu, bólu...
            ja się na to musze zgodzic tylko w jednej materii - sama sobie dziecka nie
            zrobię, ani tez jego nie "wrobię", nie chcę i nie potrafie... na pewno nie
            zaakceptuję tego i nie przejde do porzadku dziennego... a tak naprawdę, to
            wcale nie wiadomo, czy udałoby mi sie w te ciążę zajsć i kiedy, ale gdybym nie
            mogla mimo podjetych prób, łatwiej byłoby mi to zaakceptować... z obecna
            sytuacja pogodzic się nie umiem
            • elza78 Re: w ogole zajebiscie :\ 17.12.06, 21:46
              wiesz a moze faktycznie twoj lekarz niech z nim pogada, z mojej perspektywy
              dziecko wcale nie zmienia tak duzo w kontekscie hobby i tak dalej moj maz nadal
              czynnie uprawia swoja dyscypline sportu pomimo tego ze teraz spodziewamy sie
              drugiego dziecka, wiec twoj na akwarystyke czas znalazlby z pewnoscia ;)
            • kawka74 Re: w ogole zajebiscie :\ 17.12.06, 21:49
              wszystko to niefajnie, ale jak się umawialiście przed ślubem?
              możesz spróbować powalczyć, dać mu jeszcze trochę czasu, ale jeśli to niczego
              nie zmieni, to - przykre - ale chyba nic z tego nie będzie
              • anniszka Re: w ogole zajebiscie :\ 17.12.06, 22:03
                Myślę, że to, jak się umawiali przed ślubem nie ma znaczenia, bowiem Trusia
                JEST CHORA. Ciąża może jej pomóc. Tego nie da się przewidziec przed ślubem.
                Pokazałam ten wątek mojemu mężowi. Zaznacze, że my przed ślubem umówiliśmy się,
                że raczej na pewno dzieci mieć nie bedziemy. Na dzien dzisiejszy absolutnie sie
                o nie nie staramy, a jednak moj mąż powiedział, że on na miejscu męża Trusi bez
                mrugnięcia okiem pogodziłby się z prespektywą ciąży. Co z tego, że umowa była
                inna? W takiej sytuacji pomaga się zonie.
                • malgorzata_i_mistrz Re: w ogole zajebiscie :\ 17.12.06, 22:09
                  Problem polega na tym, że dziecka nie można po wyzdrowieniu wyrzucić jak ampułki
                  po antybiotyku... I owszem, fakt, że mąż najpierw mówił, że tak, chętnie, ale za
                  rok, a teraz pokazuje jej wała i wraca do swoich rybek jest znaczący.

                  ___________________________

                  <aly> Powiedz mi, w jakim celu sprzedają w sex shopie gumową rękę?
                  <czerski> To proste: żebyś po sesji z dildo i wibratorem analnym mogła się
                  pogłaskać gumową rączką po głowie. Kobiety potrzebują przecież czułości.
                • kawka74 Re: w ogole zajebiscie :\ 17.12.06, 22:15
                  ma znaczenie o tyle, że facet, który zapewne nie jest w stanie wyobrazić sobie
                  choroby leczonej ciążą, może czuć się robiony w balona, naciskany i
                  szantażowany, co tylko utrudnia negocjacje
                  może Twój mąż by tak zrobił, ale, zdaje się, macie różnych mężów, więc to, co
                  zrobiłby Twój, nie jest tutaj żadnym odnośnikiem
                  • elza78 Re: w ogole zajebiscie :\ 17.12.06, 22:21
                    no cholera kawka nie jest odnosnikiem, ale wiesz zazwyczaj w malzenstwie idzie
                    sie na pewne kompromisy i kazdy normalny facet ktory zdaje sobie sprawe z
                    powagi sytuacji i kocha swoja kobiete widzi w tym wypadku jedno wyjscie
                    zwyczajnie robia dziecko i tyle...
                    co innego jak facet najbardziej na swiecie kocha samego siebie....
                    • kawka74 Re: w ogole zajebiscie :\ 17.12.06, 22:29
                      tylko jest jeden problem - skutki tego kompromisu będą ponosić oboje przez
                      ładnych parę lat, to nie jest wybór kino-teatr
                      a że facet, jak widać, nie bardzo się do tego pali, to jest inna sprawa
                      • anniszka Re: w ogole zajebiscie :\ 17.12.06, 22:34
                        Skutki TEGO kompromisu (ciąża) będą ponosić oboje. A skutki braku kompromisu
                        (brak ciąży) będzie ponosić tylko Trusia. A więc lepiej dla faceta, gdy
                        powie "nie", prawda Kawko?? Po co ma się biedaczek obciążać dzieckiem i
                        zmieinać swe decyzje. Żona zachorowała, więc niech się żona martwi.
                        • kawka74 Re: w ogole zajebiscie :\ 17.12.06, 23:13
                          przypisujesz mi coś, czego nie napisałam, to raz
                          dwa - czy napisałam nieprawdę, jeśli chodzi o kompromis? czy napisałam
                          nieprawdę, jeśli chodzi o ustalenia przedmałżeńskie? czy ja gdzies napisała, że
                          bronię pana i popieram?
                          indyczysz się bez powodu: rusz głową i pomyśl, czy znalezienie przyczyny
                          zachowań pana nie leży w interesie Trusi? jeśli to faktycznie nic więcej poza
                          egoizmem, to czas się chyba z panem pożegnać, jeśli nie - to może warto
                          poczekać?
                          trzy - problem leży nie w leczeniu endometriozy jako takim (bo tego można
                          dokonać inaczej), tylko w tym, że za jakiś czas, jeśli Trusia nie podejmie
                          żadnego leczenia i będzie czekała na decyzję pana męża nie wiadomo ile, zajście
                          będzie trudne czy wręcz niemożliwe
                          dlatego optuję za odczekaniem tygodnia, dwóch, góra miesiąca - i podjęciem
                          kroków radykalnych
                          • yvona73pol Re: w ogole zajebiscie :\ 18.12.06, 05:53
                            w sumie kawka masz racje, a tak swoja droga, to mam nadzieje, ze trusia jednak
                            bedzie miala pozytywne wyjscie z tej sytuacji bo to smutne... jeszcze niedawno
                            pisala in plus i w skowronkach, a tu.... ech, zycie....
                      • elza78 Re: w ogole zajebiscie :\ 18.12.06, 13:52
                        ja rozumiem ze beda ponosic obydwoje, ale przeciez maz deklarowal na wstepie ze
                        na dzieci jest gotowy ale "za rok"... wiec sie z tym liczyl ze dzieci beda z
                        endometrioza czy bez, liczyl sie, a moze zwyczajnie oszukiwal??
                • crises Re: w ogole zajebiscie :\ 18.12.06, 09:58
                  I dlatego, że ona jest chora (na to się nie umiera, o ile wiem), to on ma sobie
                  strzelić dziecko i do końca życia ponosić konsekwencje, choć wcale na to nie ma
                  ochoty? Weźcie się puknijcie w głowę.
                  • ewik_75 Re: w ogole zajebiscie :\ 18.12.06, 12:32
                    crises napisała:

                    > I dlatego, że ona jest chora (na to się nie umiera, o ile wiem), to on ma
                    sobie strzelić dziecko i do końca życia ponosić konsekwencje, choć wcale na to
                    nie ma ochoty? Weźcie się puknijcie w głowę.

                    Właśnie tak.
                    Dokładnie tak.
                    Bo po pierwsze - dziecko zawsze oznacza konsekwencje i remanent w życiu
                    niezależnie od tego, czy za rok czy za 5 lat,
                    A poza tym - on ją chyba kocha nie?
                    A Ty o tym piszesz, jakby była dla niego obcym człowiekiem.
                    A jej zdrowie - fizyczne i psychiczne?
                    Nie jest istotne?
                    Jeśli ją kocha - to powinno być bardzoj niż jego rybki i "ochota" na luźne,
                    fajne życie na imprezkach.
                    A ci ludzie, z którymi teraz imprezuje też pewnie w duzej części za chwilę będą
                    mieli dzieci i towarzycho się rozpadnie albo założy pod-klub: dzieciatych.

                    • crises Re: w ogole zajebiscie :\ 18.12.06, 12:53
                      No to on tego remamentu nie chce, i nie Tobie, ani mnie oceniać jego pobudki.
                      Choćby były to rybki, jego sprawa. Ma do tego absolutne prawo.

                      Niczyje zdrowie fizyczne (w tym przypadku duża przesada, wiele kobiet jakoś
                      leczy endometriozę bez zachodzenia w ciążę) i psychiczne nie jest warte tego,
                      żeby fundować sobie dziecko, jeśli się tego nie chce. Nawet jeśli się kogoś
                      kocha. Miłość do kogoś jako jedyny powód do posiadania dziecka, którego poza
                      tym nie chce się mieć bardzo kiepsko rokuje.

                      A wszelkie deklaracje co do chcenia bądź niechcenia dziecka za x lat należy
                      zawsze traktować bardzo ostrożnie. Ktoś, kto chce mieć dziecko w wieku lat 25,
                      może przestać chcieć mając lat 30 i też ma do tego pełne prawo. Nie podoba się -
                      niech sobie panna znajdzie jakiegoś dawcę, skoro jest to dla niej ważniejsze
                      niż życie z kochanym człowiekiem.
                      • ewik_75 Re: w ogole zajebiscie :\ 18.12.06, 13:16
                        Prawo ma - jest wolnym człowiekiem.
                        Ona ma prawo mieć dzieci i chcieć je mieć.
                        Oboje mają PRAWO i te prawa są rozbieżne.
                        Więc mówmy może o prawach obojga, a nie tylko jego?
                        W takich sytuacjach pojawia się potrzeba kompromisu.

                        Na jednej szali mamy rybki, imprezki i bezproblemowe życie

                        Na drugiej - pragnienie Trusi posiadania dziecka,
                        fakt że On twierdził, że chce je mieć (więc najwyraźniej kłamał),
                        fakt, że Ona zawsze chciała je mieć i On o tym wiedział,
                        fakt, że to może być ostatni moment i że potem zostaną już (z pewnym, nie 100%-
                        owym, ale dużym) prawdopodobienstwem, samotnym bedzietnym małżeństwem
                        fakt, że ciąża może pomóc Trusi wyzdrowieć

                        I w tym wszystkim On twierdzi, że Ją kocha.

                        Widzisz różnice wagi argumentów?
                        Czy nie widzisz?

                        Wiele rzeczy wartych jest tego, że poświęcić je dla dziecka.
                        A jeśli jeszcze DODATKOWO ciąża może pomóc, to to jest agument na plus, nie na
                        minus.
                        A Trusia tego dziecka chce, więc nie wiem, o czym piszesz.
                        Nie potraktuje go jak lekarstwo, które potem wyrzuci, tylko będzie mu mamą,
                        będzie je kochać i wychowywać.
                        Trusia kocha męża, a mąż - jak twierdzi - ją.
                        Podstawowy powód, o którym piszesz - istnieje.

                        A za swoje deklaracje odpowiadamy, choćbyśmy je składali x lat temu.

                        No i co?
                        Dalej rybki ważniejsze?

                        Uważasz, że dorosły, dojrzały, kochający mężczyzna powininen przedłożyć rybki i
                        chęć beztroskiego życia nad zdrowie i szczęście ukochanej kobiety?
                        • crises Re: w ogole zajebiscie :\ 18.12.06, 13:48
                          Ani ja, ani Ty nie wiemy, czy rzeczywiście chodzi o rybki i imprezki. Może
                          chodzi o niechęć do sprowadzania na świat jeszcze jednej cierpiącej istoty,
                          która głównie będzie produkować śmieci i wydzielać dwutlenek węgla, że o innych
                          nieciekawych substancjach nie wspomnę.

                          A gdyby nawet chodziło o rybki i imprezki - tak, ma prawo przedkładać życie
                          takie, jakie ma, i jakie lubi, nad konieczność utrzymywania i wychowywania
                          dziecka. Trusia nie ma prawa domagać się od niego, żeby sobie spieprzył życie,
                          bo oto jej nagle zegar biologiczny zatykał.

                          I jeszcze wyciaganie biedakowi, że ją kocha. To dlatego, że ją kocha, ma sobie
                          całe życie spieprzyć?
                          • ewik_75 Re: w ogole zajebiscie :\ 18.12.06, 14:22
                            Crises, wiesz, chyba nie do końca jesteś dojrzały, sorry, ale straszne
                            farmazony piszesz.

                            Co do "cierpiącej istoty" i kwestii śmieci, Co2 i innych - toż to stek bzdur!
                            Aż szkoda komentować. Jeśli facet przedkłada tak daleko posuniętą troskę o
                            środowsiko nad zdrowie kochanej kobiety i jej pragnienia - a ponoć i swoje, jak
                            jeszcze niedawno deklarował - to normalny nie jest.
                            I może powinien się uśmiercić? Zawsze to jedna cierpiąca istota mniej, mniejsza
                            produkcja śmieci i nikt nie będzie od niego wymagał, żeby biedak trudne decyzje
                            podejmował.
                            A skąd pogląd, że ich dziecko będzie "cierpiącą istotą" ??

                            Trusia się nie domaga niczego, Ona prosi. I też ma prawo. Prawo do szczęscia i
                            zdrowia. Przeczytaj mój poprzedni post.
                            A On twierdził przed ślubem, że ma podobne pragnienia. Vide: oszukał ją. A tego
                            nie miał prawa robić.
                            A osobniki dojrzałe zdania w tak ważnych kwestiach nie zmieniają dlatego, że
                            oto nadszedł czas, aby podjąć decyzję.

                            Dziecko nie oznacza spieprzenia życia, a jeśli tak jest to postrzegane, to
                            świadczy to o emocjonalnej niedojrzałości osobnika.

                            Jeśli się kogoś kocha, to posiadanie z tym kimś dziecka w pomyślnych warunkach
                            życiowych (a takie sa, jak pisała wyżej Trusia) jest szczęściem a
                            nie "spieprzeniem".
                            "Spieprzeniem" jest wtedy, gdy się drugiej osoby nie kocha.

                            Facet jest smarkaczem i tyle.

                            Chyba, że po prostu potrzebuje więcej czasu, czego Ci, Trusiu, życzę.
                            • crises Re: w ogole zajebiscie :\ 18.12.06, 14:34
                              1. Każdy jest cierpiącą istotą. I Ty, i ja, i wszyscy inni uczestnicy tego
                              forum.

                              2. Nie sądzę, żeby ją oszukał - może nie był pewien, może mu się zmieniło, może
                              to ona sobie dointerpretowała z korzyścią dla siebie jakieś mętne wypowiedzi.

                              3. Dla ludzi, którzy nie chcą mieć dzieci, z dowolnego powodu, zrobienie sobie
                              dziecka oznacza spieprzenie życia. Bądź łaskawa przyjąć to do wiadomości.

                              4. Dla ludzi, którzy nie chcą mieć dzieci, z dowolnego powodu, fakt kochania
                              kogoś nie oznacza, że się chce mieć z nim dziecko, bo jak się nie chce, to się
                              nie chce z nikim.

                              Chyba że uważasz, że niechęć do posiadania dziecka zawsze oznacza
                              niedojrzałość - jeśli tak, to mam propozycję, weź solidny rozpęd i wykonaj tzw.
                              baranka o najbliższą ścianę.
                              • ewik_75 Re: w ogole zajebiscie :\ 18.12.06, 14:51
                                crises napisała:

                                > 1. Każdy jest cierpiącą istotą. I Ty, i ja, i wszyscy inni uczestnicy tego
                                > forum.

                                nieprawda. ja na przyklad nie jestem. ja jestem istotą szczesliwą.
                                proponuje nie dokonywanie tak duzych uogolnien.


                                > 2. Nie sądzę, żeby ją oszukał - może nie był pewien, może mu się zmieniło,
                                może to ona sobie dointerpretowała z korzyścią dla siebie jakieś mętne
                                wypowiedzi.

                                może, może, może...
                                Z tego wątku wiemy tylko, że deklarował chęć. Zmieniło mu się? Czyli już nie
                                chce? W takim razie jest to oszustwo.


                                > 3. Dla ludzi, którzy nie chcą mieć dzieci, z dowolnego powodu, zrobienie
                                sobie dziecka oznacza spieprzenie życia. Bądź łaskawa przyjąć to do wiadomości.

                                Trusia chce. On ponoć też chciał.A co z jej zdrowiem? Co z faktem, że dla niej
                                życie bez dziecka jest takim spieprzeniem sobie życia? Zwłaszcza, że przed
                                ślubem nie deklarował, że chce wiecznie być bezdzietny a o jej planach i
                                pragnieniach wiedział doskonale?

                                >
                                > 4. Dla ludzi, którzy nie chcą mieć dzieci, z dowolnego powodu, fakt kochania
                                > kogoś nie oznacza, że się chce mieć z nim dziecko, bo jak się nie chce, to
                                się nie chce z nikim.

                                OK. Ale wciąż pozostaje pytanie: 1/ zmienił zdanie czy oszukiwał? jeśli zmienił
                                to dlaczego, 2/co z pragnieniami Trusi, głośno artykułowanymi przed słubem? One
                                się nie liczą? Czy może Ona się dla niego nie liczy? 3/ co z jej zdrowiem? w
                                ogóle się do tych kwestii nie odnosisz.

                                masz optykę nastawioną jednoelementowo - tylko On i to, czego On chce/nie chce.
                                A Ona?

                                >
                                > Chyba że uważasz, że niechęć do posiadania dziecka zawsze oznacza

                                nie uważam.
                      • trusia29 Re: w ogole zajebiscie :\ 18.12.06, 13:21
                        Super, fajnie rozumujesz, wspólczuje twojej żonie/mężowi. Widzisz, ja go do
                        tego nie zmusze, ale żyć z nim nie bede potrafiła. I wiem jedno, gdyby on
                        potrzebowal mojej nerki, polowy wątroby czy czegokolwiek, nie wahalabym się ani
                        chwili, bez względu na konsekwencje.
                        • trusia29 Re: w ogole zajebiscie :\ 18.12.06, 13:22
                          to bylo do crises
                        • crises Re: w ogole zajebiscie :\ 18.12.06, 14:04
                          Jeśli należy współczuć ludziom, którzy nie wymagają od siebie nawzajem
                          poświęcenia nie do udźwignięcia i nie szantażują się nawzajem "zrób jak ja
                          chcę, bo przecież mnie kochasz", to istotnie jest czego współczuć.

                          Oddanie komuś nerki to poświęcenie znacznie mniejsze niż zafundowanie sobie
                          dziecka, którego się nie chce.
                    • trusia29 Re: w ogole zajebiscie :\ 18.12.06, 21:13
                      ewik_75 napisała:

                      > A ci ludzie, z którymi teraz imprezuje też pewnie w duzej części za chwilę
                      będą


                      Widzisz ewik, te imprezy to glownie moja specjalnośc, on woli swoje akwaria,
                      jesli ktoś bedzie musial z czegoś rezygnowac to glownie ja - nie tylko z imprez
                      (to zaden problem dla mnie w tej chwili) ale też na jakiś czas z pracy, która
                      kocham i do której w moim zawodzie nie tak latwo wrócic po jakiejkolwiek
                      przerwie... on tak naprawde nie rezygnuje z niczego... to tylko preteksty, im
                      wiecej to sobie uswiadamiam, tym więcej to boli...
                      • ewik_75 Re: w ogole zajebiscie :\ 19.12.06, 10:19
                        trusia,

                        cokolwiek postanowicie, daj znać, jak Wam się poukładało...

                        trzymam kciuki

                        E.
      • jop Re: w ogole zajebiscie :\ 18.12.06, 10:43
        Koleś ma prawo być niegotowy i ma prawo powiedzieć "nie bo nie" i nikt nie ma
        prawa go z tego powodu osądzać.

        Niech się Trusia zastanowi, co jest dla niej ważniejsze w życiu: bycie z tym
        facetem czy wyleczenie się z endometriozy przez strzelenie sobie dzieciaka.

        Niechęć do posiadania dziecka wcale nie musi wiązać się z egoizmem, często jest
        dokładnie na odwrót.
        • trusia29 Re: w ogole zajebiscie :\ 18.12.06, 13:24
          pieprzysz bzdury, bo nigdzie nie napisalam, ze chcę tak się wyleczyć a potem
          dzoecko wyrzucić, tylko że wcześniejsza decyzja o dziecku (wcześniejsza niż
          uprzednio zakladana) spowodowana jest tym, że poźniej najprawdopodobniej o
          dziecku nie będzie mowy, a przy okazji (wylącznie)może to pomóc w leczeniu
          • jop Re: w ogole zajebiscie :\ 18.12.06, 13:51
            No dobra, to już zrób sobie to dziecko, najlepiej wrabiając męża, a potem ciesz
            się byciem samotną matką bez endometriozy. Takich rad oczekujesz?
            • ewik_75 Re: w ogole zajebiscie :\ 18.12.06, 14:25
              Tu w ogóle nie za bardzo można jakichkolwiek rad udzielić,
              A już na pewno uszczypliwość nie jest wskazana...
              Chyba jedyne, co można zrobić, to trzymać kciuki, żeby Trusi mąż szybko
              zmądrzał...
            • trusia29 Re: w ogole zajebiscie :\ 18.12.06, 16:00
              1.od ciebie zadnych rad nie oczekuje
              2.uznaję twoje prawo do wypowiedzi, bo zamiesciłam ten watek na forum własnie w
              tym celu, ale nie masz prawa wmawiać mi rzeczy, których nie napisałam
              3. mam prawo miec inne poglądy niż ty
              • trusia29 Re: w ogole zajebiscie :\ 18.12.06, 20:02
                to było do "job"
    • fuunia Re: teraz albo możliwe że nigdy... 18.12.06, 08:25
      Dziewczyny pewnie mnie zlinczują ale ja rozumiem męża Trusi. Nie chcę
      dyskredytować wiedzy Twojego lekarza ale ja tez mam probolemy z tarczycą,
      wysoki poziom prolaktyny, podejrzewano u mnie endometriozę i zespół
      policystycznych jajników (tzn jeden lekarz był na 100% pewien, drugi na 30%,
      tak to jest z tymi lekarskimi diagnozami) ale żaden z lekarzy nie proponował mi
      ciąży jako lekarstwa!!! W jaki sposób endometrioza miałaby się cofnąć na skutek
      ciąży?
      Poza tym z postu wynika że Tobie też odpowiadało takie życie "znajomi,
      imprezki" i że mówiłaś sobie "za rok" ale sama przyznajesz że cały czas to
      przekładałaś.
      Gdyby lekarz Ci nie powiedział o endometriozie być może ani za rok ani za pięć
      nie zdecydowałabyś się na dziecko. Nie dziw się więc Twojemu mężowi. Do pewnego
      momentu obojgu wam odpowuadała taka sytuacja.
      jeżeli jedynym powodem Twojej decyzji jest ta diagnoza to zweryfikuj ją jeszcze
      u innych specjalistów.
      Z doświadczenia wiem że mój ginekolog mówi co innego co endokrynolog i no
      innego niż onkolog. Kiedys tez przezywałam te lekarskie diagnozy i dostawałam
      histerii teraz wiem ze na wsyztsko brałabym poprawkę. Nie decyzdujcie się na
      dziecko z takiego powodu że Twój lekarz uważa że endometriozę można wyleczyć
      ciążą bo to jest śmieszne. Idź do pierwszej lepszej księgarni medycznej np. na
      Jana Pawła, weź podręcznik do ginekologii i endokrynologii albo interny (w
      wielotomowych internach endokrynologia jest przeważnie w III tomie) i sama
      poczytaj o endometriozie.
      A co do skutków macierzyństwa to całkowicie zgadzam się z Kawką. Dziecko to nie
      wyjście do kina. Jak się zdecydujecie to już na zawsze.
      • crises Re: teraz albo możliwe że nigdy... 18.12.06, 10:04
        Ja go też doskonale rozumiem. Facet po prostu nie chce i wcale się nie
        deklarował jednoznacznie, że chce, więc ciskanie na niego gromów jest
        absolutnie nie na miejscu. U Trusi też nie widzę jakiejś wielkiej chęci do
        posiadania dziecka, poza motywacją, że "potem może się już nie dać", co dla
        mnie jest raczej kiepskim uzasadnieniem dla decyzji o dziecku. ("Wiesz,
        kochanie, tatuś i mamusia wcale jakoś się nie palili do posiadania dzieci, ale
        mamusia miała endometriozę i baliśmy się, że potem się już nie da, no i stąd
        się wziąłeś."
        • g0sik Re: teraz albo możliwe że nigdy... 18.12.06, 11:27
          >("Wiesz, kochanie, tatuś i mamusia wcale jakoś się nie palili do posiadania
          >dzieci, ale mamusia miała endometriozę i baliśmy się, że potem się już nie da,
          >no i stąd się wziąłeś."

          Gdyby każdy rodzic musiał mówić dziecku o powodach jego poczęcia to wielu
          musiałoby powiedzieć: Wiesz, kochanie, tatuś i mamusia wcale jakoś się nie
          palili do posiadania dzieci, ale palili się do seksu tylko mamusia była zbyt
          młoda i głupia żeby się zabezpieczać i stąd się wziąłeś...a tatuś jest z
          mamusią tylko z twojego powodu...
          • crises Re: teraz albo możliwe że nigdy... 18.12.06, 11:29
            I dlatego uważam, że dzieci powinny być planowanie i chciane.
        • purecharm Naucz sie czytac ze zrozumieniem. 18.12.06, 11:29
          Czytaj za zrozumieniem. Trusia nie napisala, ze chce dziecko, aby sie wyleczyc. To bylby tylko skutek uboczny ciazy. Ona po prostu chce miec dziecko. Mieli sie starac za dwa lata, takze logiczne jest, ze chce sie starac teraz, skoro za 2 lata juz nie bedzie mogla. Jezeli facet chcial miec dziecko za dwa lata, a teraz nie chce, mimo ze wie jaka jest sytuacja, to jest po prostu niepowazny. Za 5 lat stwierdzi, ze jednak chce byc ojcem, zostawi dziewczyne, a Trudia zostanie bez meza i przede wszystkim bez dziecka.
          • crises Re: Naucz sie czytac ze zrozumieniem. 18.12.06, 11:34
            Sorry, jakoś mi się nie chce wierzyć w to, że Trusia "zawsze chciała, tylko za
            2 lata" i on "zawsze chciał, tylko za 2 lata". Trusia wykazuje klasyczny
            syndrom paniki "bo potem się już może nie dać", a facet - założę się - nie
            chciał nigdy, tylko odsuwał problem.
            • trusia29 Re: Naucz sie czytac ze zrozumieniem. 18.12.06, 13:27
              po pierwsze - nie mam syndromu paniki, po drugie - jesli nie chcial nigdy,
              powinien to powiedzieć wcześniej a nie odsuwać problem i tyle
              • crises Re: Naucz sie czytac ze zrozumieniem. 18.12.06, 13:35
                Mógł po prostu nie wiedzieć. Ty zawsze wiesz, czego będziesz chciała za 5, 10,
                15 lat?
                • ewik_75 Re: Naucz sie czytac ze zrozumieniem. 18.12.06, 14:23
                  crises napisała:

                  > Mógł po prostu nie wiedzieć. Ty zawsze wiesz, czego będziesz chciała za 5,
                  10,
                  > 15 lat?

                  Sorry, tak to można tłumaczyć 15-latka.
                  A nie w kwestiach: życia, małżeństwa, dzieci, przeszczepu narządów i innych
                  podstawowych.
                  MOżna zmienić sobie zdanie co do modelu samochodu, albo koloru ścian.
                  • crises Re: Naucz sie czytac ze zrozumieniem. 18.12.06, 14:27
                    A znasz takie powiedzenie "tylko krowa nie zmienia poglądów"? Poglądy na
                    cokolwiek, także na posiadanie dzieci, nie występują na kamiennych tablicach i
                    mogą się zmienić. Każdemu i zawsze. Czyżbyś należała do tego klubu naiwnych,
                    podzielających poglądy z gatunku "mój mąż będzie ze mną zawsze"?
                    • ewik_75 Re: Naucz sie czytac ze zrozumieniem. 18.12.06, 14:54
                      crises napisała:
                      Czyżbyś należała do tego klubu naiwnych,
                      > podzielających poglądy z gatunku "mój mąż będzie ze mną zawsze"?

                      Nie, aczkolwiek takie przyjęliśmy założenie, wchodząc w związek małżeński.
                      Zmieniło mu się - hmm.. No skoro tak, to może pogląd na małżeństwo też mu się
                      zmienił?
                      Jeśli ktoś zmienia zdanie w tak fundamentalnych sprawach, to nie mam o kimś
                      takim dobrego zdania.
                      Trzeba mieć jakieś stałe wartości - punkt odniesienia.
        • ewik_75 Re: teraz albo możliwe że nigdy... 18.12.06, 12:29
          Jeśli od początku nie chciał mieć dzieci, a nie mówił tego wprost ("kiedyś tak,
          ale może z arok, albo dwa") to to jest najzwyczajniej w świecie oszustwo.
          Jeśli braliście ślub konkordatowy, to jest to przyczyna do stwierdzenia
          nieważności aktu małżeństwa, a więc jego nieistnienia ze strony KK.
          Bardzo egosityczne podejście. I smarkackie. Jeśli rybki przedkłada nad dziecko
          to jest chłopcem, nie mężczyzną...
          Mój by się zdecydował na pewno…
          I nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej.

          Daj mu jeszcze kilka dni.
          A najlepiej napisz list, który włoż mu do osobistych rzeczy tak, żeby go na
          pewno znalazł i w którym opiszesz wszystkie swoje racje.

          Powodzenia.
      • male_piwo Re: teraz albo możliwe że nigdy... 18.12.06, 11:55
        fuunia napisała:
        > Dziewczyny pewnie mnie zlinczują ale ja rozumiem męża Trusi.

        Nie, zlinczują Cię faceci.

        >Nie decyzdujcie się na dziecko z takiego powodu że Twój lekarz uważa że
        >endometriozę można wyleczyć ciążą bo to jest śmieszne.

        Śmieszna jesteś Ty. Nie wiesz - nie pisz.
        Zanim coś napiszesz, najpierw sprawdź to, a najlepiej

        >Idź do pierwszej lepszej księgarni medycznej np. na
        > Jana Pawła, weź podręcznik do ginekologii i endokrynologii albo interny (w
        > wielotomowych internach endokrynologia jest przeważnie w III tomie) i sama
        > poczytaj o endometriozie.

        A na Twoje pytanie

        >W jaki sposób endometrioza miałaby się cofnąć na skutek ciąży?

        Odpowiem tak, nie są poznane dokładnie mechanizmy powstawania endemotriozy, jest
        kilka hipotez, przez to leczenie jest tylko zachowawcze tzn hamuję się
        hormonalnie rozwój choroby i tyle. Myślę, że to badania kliniczne pokazują
        skutki jakie wywołuje ciąża na tą chorobę. Po pierwsze brak miesiączki przez ok
        rok (a tylko podczas niej następuje rozwoj choroby) po drugie naturalna gra
        hormonalna podczas ciąży. I to nie są zalecenia lekarza Trusi, mówi tak każdy
        lekarz, który ma o tym jakieś pojęcie.

        Biorąc to pod uwagę, mąż "skazuje" niejako Trusię (zakładam że nieświadomie) na
        cierpienia psychiczne i fizyczne. A przynajmniej jest taka realna możliwość.
        Oprócz braku dziecka (o którym Trusia mimo wszystko kiedyś marzyła) mogą dojść
        problemy zdrowotne : np torbiele które trzeba usuwać laparoskopowo lub
        operacyjnie. Już nie mówiąc o leczeniu hormonalnym (6 mięsięczna sztuczna
        menopauza) i skutkach ubocznych.

        Dziś być może, można temu wszystkiemu zapobiec. Ale jak narazie ważniejsze są
        rybki.



    • magdusinska Re: teraz albo możliwe że nigdy... 18.12.06, 14:11
      O święta naiwności! To do tych co tak twardo deklarują "mój na pewno by tak nie
      zrobił". Pewne jesteście? Powiedzcie mężowi to co Trusia musiała powiedzieć
      swojemu i zobaczymy. Ciekawe ile z Was gorzko się rozczaruje.
      O święta głupoto! To do tych co uważają, iż mąż, dorosły i dojrzały człowiek ma
      prawo przedkładać hobby nad rodziną.
      A teraz do Trusi. Poczekaj troszeczkę. Może on musi to sobie jeszcze poukładać.
      Myślę, że tu nie chodzi tylko o dziecko. On się boi. Boi się tego, że jesteś
      chora i nie jest to błahy problem. Boi się tego, że nagle wszystko się zmieni.
      Boi się tej nagłej odpowiedzialności za Ciebie, Twoją chorobę i przyszłe
      dziecko. Ucieka w swoje rybki, bo się gryzie z myślami. Ale pozwól mu na to. To,
      że grzebie w akwarium nie oznacza, że nie myśli. Otóż myśli i to bardzo
      intensywnie. Mam nadzieję, że jego myślenie skończy się pozytywnie. Trzymaj się
      ciepło. Życzę Ci dużo cierpliwości i wytrwałości.
      • ewik_75 Re: teraz albo możliwe że nigdy... 18.12.06, 14:14
        Poczułam się wywołana do tablicy.
        Tak, jestem pewna, bo przerabialiśy podobną sytuację.
        • anniszka Re: teraz albo możliwe że nigdy... 18.12.06, 17:20
          Ja także jestem pewna, nie tylko pytałam męża, co by zrobił na miejscu męża
          Trusi, ale też przerobiliśmy na własnej skorze podobną sytuację. Swego czasu
          przez niemal dwa miesiące żyliśmy w przekonaniu, że jestm w nieplanowanej
          ciąży. Mimo postanowienia o nieplanowaniu dzieci, moj - wówczas jeszcze
          narzeczony - stanął na wysokosci zadania i bardzo pozytywnie odniósł się do
          sytuacji, nie dając mi ani przez chwilę odczuć, że hobby jest dla niego
          ważniejsze.
          • magdusinska Re: teraz albo możliwe że nigdy... 18.12.06, 17:55
            Wiesz jest różnica między pytaniem co by zrobił na czyimś tam miejscu a tym, że
            musi zrobić sam. Twoja sytuacja jest skrajnie różna. Podejrzewam, że gdyby
            Trusia zaszła w nieplanowaną ciążę to jej mąż też by to zaakceptował. Innego
            wyjścia by nie było. Ale problem w tym, że Trusia i jej mąż muszą świadomie
            podjąć decyzję o dziecku. A to jest różnica prawda.
    • trusia29 mielismy dzis dluga rozmowę 18.12.06, 20:59
      mój mąż poprosil o miesiąc czasu "na oswojenie się z sytuacją" i podjęcie
      ostatecznej decyzji, jak powiedzial - spadło to na niego z nienacka i zglupiał.
      Dam mu ten czas, bo jak juz pisalam, nie moge i nie chcę w tej kwestii nic
      wymuszać. Boli mnie, że nie umie powiedziec od razu, bo dla mnie jest to
      oczywiste. Ale ludzie sa różni... Wiem jedno - będa to dla mnie trudne świeta,
      bo w moim małżeństwie pojawiło się coś, czego dotychczas nie bylo-
      niepewność... Dziękuję wam wszystkim za wypowiedzi, po raz pierwszy poczułam,
      że to forum naprawde jest potrzebme. Wygadalam się przed wami z moich
      najskrytszych uczuć i myśli i to mi pomoglo...
      • anniszka Re: mielismy dzis dluga rozmowę 18.12.06, 21:54
        Trzymam kciuki, zeby sie wszystko ulozylo między Wami.
      • titicaka Re: mielismy dzis dluga rozmowę 19.12.06, 11:21
        Naprawde wspolczuje tej trudnej sytuacji ...
        Mam nadzieje, ze twoj maz przemysli to wszystko,zdecyduje sie na dziecko i
        oszaleje na jego punkcie, a tobie pozwoli to zapomniec o tej calej sytuacji. U
        mnie sytuacja jest odwrotna mamy jedno dziecko prawie 3 latka i moj maz bardzo
        chce drugie(maz 32lata) a ja (24l) JESZCZE nie i nie zdecyduje sie dopoki nie
        bede tego dziecka sama pragnela tak jak pierwszego synka nawet jesli zagrozilby
        mi odejsciem (czego nie robi) Twoja sytuacja jest wyjatkowa ze wzgledu na
        chorobe i na to ,ze przeciez mieliscie miec dziecko za rok ... w takim wypadku
        dlaczego Cie oszukiwal jesli wcale tak nie myslal... bardzo egoistyczne
        podejscie. Nie wiem co bym zrobila ... chodzilabym smutna, wyjechalabym sama na
        kilka dni nawet na swieta... nie wiem,ale na pewno nie przeszlabym do porzedku
        dziennego i nie przyjela kwiatow.
        Pozdrawiam
        Mam nadzieje, ze wszystko bedzie dobrze.
        Bea
        • titicaka Re: mielismy dzis dluga rozmowę Ps 19.12.06, 11:22
          Ps. Powinniscie isc razem do ginekologa tego nie moze Ci odmowic!!!!!!!!!!!!!
      • arwen8 Re: mielismy dzis dluga rozmowę 19.12.06, 16:52
        trusia29 napisała:

        > Dam mu ten czas, bo jak juz pisalam, nie moge i nie chcę w tej kwestii nic
        > wymuszać.

        A co TY będziesz robić w międzyczasie? Czy podjęłaś już jedyną możliwą słuszną
        decyzję i czekasz by mąż z nią się zgodził? Być może w ciągu tego
        miesiąca "myślenia" warto przemyśleć też inne opcje. Na przykład, co zrobisz,
        jeśli odpowiedź męża będzie jednak negatywna.
        • trusia29 Re: mielismy dzis dluga rozmowę 19.12.06, 18:22
          Na dzień dzisiejszy wiem, ze jesli jego odpowiedz bedzie negatywna, to ja nie
          wyobrazam sobie z nim zycia i nie przypuszczam, zeby to sie zmieniło.
          Powiedzialam mu o tym. Niech zdecyduje, ma 32 lata a nie 5 i powinien umiec
          podjąc decyzję ale ma prawo także znać jej konsekwencje. I już je zna.
          • arwen8 Re: mielismy dzis dluga rozmowę 19.12.06, 18:57
            trusia29 napisała:

            > Na dzień dzisiejszy wiem, ze jesli jego odpowiedz bedzie negatywna, to ja nie
            > wyobrazam sobie z nim zycia i nie przypuszczam, zeby to sie zmieniło.

            Czyli celem tego małżeństwa było tylko i wyłącznie spłodzenie potomka (teraz
            lub później)? Zastanów się też, czy nie próbujesz stosować szantażu
            emocjonalnego wobec męża zamiast konstruktywnego omawiania zaistniałej
            sytuacji. Wszak to jest mąż, a nie buhaj rozpłodowy. On też ma uczucia, lęki,
            wątpliwości, potrzeby, plany i marzenia.

            • kalina81 Re: mielismy dzis dluga rozmowę 19.12.06, 19:06
              w chwili, gdy dziewczyna ma kilka miesięcy na zajście w ciąże, nie pora- moim
              zdaniem- na lęki, obawy i traumy dorosłego mężczyzny na Jowisza! Wykręcanie kota
              ogonem poprzez pisanie górnolotnych farmazonów typu:"Czyli celem tego małżeństwa
              było tylko i wyłącznie spłodzenie potomka" jest obrzydliwe i nieprawdziwe. Z
              tego co pisze autorka dziecko było w planach tego małżeństwa i deklarowały to
              obie strony, w momencie, gdy okazuje się, że dziecko może być teraz, albo nigdy
              facet odmawia jako argument podając obawy o brak czasu dla rybek. Wiecie co,
              rozumiem trusię, mną by takie wyznanie wstrząsnęło straszliwie, bo tak kochający
              człowiek się nie zachowuje.
              • arwen8 Re: mielismy dzis dluga rozmowę 19.12.06, 19:18
                I jakoś wszystkim umyka najważniejsze - los dziecka poczętego w ten sposób.
                Jeśli Trusi się uda "wymusić" na mężu zapłodnienie, to czy to dziecko naprawdę
                będzie bezwarunkowo kochane przez takich rodziców? Co jeśli frustracje wezmą
                górę i rodzice, którzy w takim pośpiechu (bo wydawało im się, że nie mają
                innego wyjścia) spłodzili dziecko i rozwiązali swoje problemy medyczne, zaczną
                przerzucać je właśnie na to dziecko?

                Oczywiście, kto tam teraz przejmuje się tym, jakie będzie dzieciństwo tej małej
                osóbki. Ważniejsze jest natychmiast zajść w ciążę... Co się dziwić, przecież
                podobne myślenie jest przekazywane z pokolenia na pokolenie.
                • trusia29 Re: mielismy dzis dluga rozmowę 19.12.06, 21:21
                  To nie jest wymuszanie - on ma prawo wyboru (chce mieć dziecko czy nie) i ja
                  tez mam prawo wyboru (czy chcę być z osoba której nie ufam, czy nie). A nie
                  ufac mam prawo, bo co innego do tej pory slyszalam i nie bylo mowy o
                  małzeństwie bez dzieci, to los przyspieszył tylko ewentualny czas jego
                  posiadania. Ja przejmuję się, jakie będzie życie taj malej osóbki i jeśli ona
                  się narodzi - mój mąż też (o ile się na to zdecyduje). I prosze nie insynuowac
                  mi, że chcę miec dziecko wyłącznie w celu wyleczenia się, bo to nieprawda.
    • prawie.normalny.facet Re: teraz albo możliwe że nigdy... 19.12.06, 19:47
      Trusiu, po pierwsze przepraszam, ze dotychczas jakos pominalem ten watek i
      dopiero teraz sie nim zainteresowalem. Po drugie, ogromnie Ci wspolczuje i mam
      nadzieje, ze Twoj maz mimo wszystko okaze sie kochajacym i odpowiedzialnym
      mezem i nie bedziesz musiala czekac miesiac na jego pozytywna reakcje.

      Jesli jednak okaze sie, ze nadal nie jest "gotowy" na dziecko, to ja osobiscie
      nie mialbym zadnego szacunku dla takiego czlowieka. Prawda jest niestety taka,
      ze prwdziwie poznajemy siebie i innych tylko w takich trudnych chwilach. To
      wtedy wyplywa na wierz prawdziwy czlowiek - albo jego szlachetnosc i dobroc
      albo egoizm, powierzchownosc i podlosc. Niestety prawda jest taka, ze dopiero w
      takich chwilach uswiadamiamy sobie, ze byc moze zwiazalismy sie z totalnym,
      bezdusznym egoista. Kiedys slyszalem o przypdaku, ze maz zostawil zone (odszedl
      do mlodszej), ktorej chorej na raka musieli amputowac piersi. Cos takiego po
      prostu nie miesci mi sie w glowie - jak mozna byc tak bezduszna kreatura?
      Mam nadzieje, ze Twoj maz jest jednak osoba odpowiedzialna i przedlozy Twoje i
      Wasze wspolne szczescie ponad swoje akwaria ale jesli nie to chyba rzeczywiscie
      nie marnuj sobie z nim swojego zycia.
      Zycze duzo zdrowia i pomyslnego rozwiazania calej sprawy. Trzymaj sie.
      • trusia29 Re: teraz albo możliwe że nigdy... 19.12.06, 21:29
        Moje wnioski po kilku dniach rozmyślań sa dokladnie takie jak Twoje - nigdy nie
        nzamy ludzi do końca, ąz nie sprawdzimy ich reakcji w trudnych sytuacjach.
        Więcej - raz tego doświadczylam, mój pierwszy mąż bardzo zawiódł moje zaufanie
        i moja miłośc i to tak, ze nie umialam przebaczyć, mimo, że on bardzo sie
        staral naprawić wszystko. Mój obecny mąz przez ta cała sytuację stal mi sie
        obcy jakiś, mimo, że prosil ze łzami w oczach o ten miesiąc czasu i tlumaczył,
        jak bardzo sie pogubil... Ale ja pamietam jego pierwsze reakcje... Najbardziej
        się boję, że on sie zdecyduje a ja juz nie będę umiała odbudowac zaufania...
        bardzo się tego boję...
        • arwen8 Re: teraz albo możliwe że nigdy... 19.12.06, 21:56
          Skoro wygląda na to, że już drugi mąż Cię "zawodzi", być może czas spójrzeć na
          SIEBIE i poszukać w sobie jakichś nierozwiązanych problemów, zastanowić się,
          dlaczego wciąż wiążesz się z takimi mężczyznami, a nie innymi? Naprawdę warto
          to zrobić zanim okaże się, że trzeci (czy nawet czwarty!) mąż też zawiodł...
          • trusia29 Re: teraz albo możliwe że nigdy... 19.12.06, 21:59
            dobrze, ze tobie zawsze wszystko się udaje, nieomylna osobo :) ja mam jasne
            zasady w zyciu, kieruję się nimi i kierowac się będę, bez względu na to, jakie
            napotkam problemy i niepowodzenia ... te zasady sa proste - szczerość i
            uczciwość!
    • trusia29 jednak :) 21.01.07, 18:27
      Przez kilka tygodni nie poruszalam tego tematu z mężem, nie marudziłam, nie
      nalegałam, wysciszyłam swoje żale, żeby on mógł spokojnie zdecydować. Przez ten
      czas normalnie żylam, pracowalam, chodziłam w jak zwykle ze znajomymi w piatki
      na balangi, choć czasem miałam gorsze momenty ... Ale z natury jestem
      optymistką, więc nie chcialam dolować się czymś, co jeszcze nie nastapilo
      (obiecalam mu przecież czas na przemyślenie). Któregoś dnia on przyszedł i
      powiedział, że przemyślał, że teraz wie na pewno - CHCE żebyśmy mieli dziecko.
      I że jeśli nie uda nam się "normalnie" będziemy walczyć na wszystkie sposoby...
      Że chciał mi to powiedziec już w wigilię, ale poczekal, żebym nie myślała, że
      to pod wpływem chwili... Najpierw nie wierzylam, potem sie poryczelismy
      oboje... W przyszłym tygodniu robie badania (przeciwciala różyczki i jeszcze
      jakieś) i jesli nie bedzie żadnych przciwskazań, próbujemy :). A wszystkim wam
      dziekuję za wypowiedzi i wsparcie...
      • prawie.normalny.facet S U P E R ! ! ! :) ) ) 21.01.07, 18:45
        Trusiu, zycze powodzenia i zeby udalo sie bez zadnych trudnosci i komplikacji.
        Pozdrawiam :)

      • bfinger Re: jednak :) 21.01.07, 19:09
        świetnie!
        no i czekamy na dalsze wspaniałe wieści od Was.
        • dr_kaczusia Re: jednak :) 21.01.07, 19:27
          no widzisz!
          nowy rok i nowe perspektywy :)
          3mam kciuki i czekam na dobre wiesci :)
          • yvona73pol Re: jednak :) 22.01.07, 04:38
            wspaniala wiadomosc, dodaje skrzydel;
            powodzenia, trzymam kciuki :)))))))))
            • kiecha3 Re: jednak :) 22.01.07, 06:48
              gratuluję... i czekamy z niecierpliwością na dobra nowinę....
              • martyna1985 GRatuluję!!!!!!!!!!!! 27.01.07, 20:32
                Bardzo się cieszę:) Teraz powodzenia w działaniu!!!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka