Widuje się czasami to powikłanie, a wątek Studenta był kroplą przepełniającą musztardówkę.
Jedno co do mnie trafia, to że się tu więcej zarabia. Teatrów i innych oper nie kupuję, bo nie znam nikogo, kto by chodził częściej niż góra kilka razy w roku.
Kina - też pudło, bo wszystko z lekkim poślizgiem jest w tv albo bez - w necie. Na knajpy mało kogo stać, nie mówiąc o tym, że czekanie pół godziny na jakiegoś flaka, jest dla mnie świadectwem wyuzdanego masochizmu.
Co pozostaje ? Sentyment do obrazków z dzieciństwa ? Ale dlaczego ktoś miałby mieć mniejszy do swoich rodzinnych Kaczych Kuprów ? Rodzina i znajomi ? Jak wyżej. Kult jakiejś kombinacji cegieł ? Wody.
To jak, znajdzie się jakaś litościwa dusza, która wyłoży mi jak ksiądz - Magdzie, czy lepiej bym się pogodził, że to dla mnie za trudne ?
PS Aspekt krasy warszawianek, by uniknąć ogólnej jatki, chwilowo pominę