pleszew.ska
31.05.08, 15:04
Mieszkam w bloku na obrzeżach miasta. Bardzo niski parter.
W dużym pokoju mam niewielki, wygospodarowany z pokoju balkon.
Balkon od podwórka oddzielają barierki i pleksa. Pomiędzy pleksą a ścianę są kilkucentymetrowe prześwity. Pod balkonem znajduje się plac zabaw, piaskownica itd.
Mam psa. Kundelka. Wielkości labradora. Przyjaźnie nastawiony do ludzi, stąd zdziwienie co do tego co się stało.
W każdym bądź razie wyciągam ci ja w łazience pranie z pralki i słyszę jak mój pies szczeka, ale to norma bo on zawsze szczeka gdy ktoś zbliża się do balkonu lub puka do drzwi, ale jak już ktoś wchodzi do się cieszy. Nigdy nikogo nie ugryzł.
Za chwilę słyszę szczeniaknie dziecka, tak - dziecka. Takie łuf łuf łuf, grubym głosem, a po chwili warkot, płacz, krzyk matki.
Przybiegam na balkon a tam pod balkonem dziecko z ugryzioną ręką, takie mneij więcej 5 letnie.
Oczywiście policja przyjechała, ale orzekli, że pies był na balkonie swojego mieszkania, balkonie zabezpieczonym, pies szczepiony więc oni nic zrobić nie mogą. Dziecko włożyło rękę w balkon, sprowokowało psa więc je ugryzł.
Ale mamusia oczywiście zagroziła sądem.
Ludzie dzieci nie pilnują a potem inni muszą za to płacić... Eh